» Recenzje » Doom

Doom


wersja do druku
Doom
W ostatnim czasie popularne stało się wydawanie kolejnych części znanych gier pod oryginalnym tytułem. Jedne z takich restartów marki okazały się wielkimi sukcesami (Tomb Raider), inne przeszły niemal bez echa (Need for Speed). Do której grupy zalicza się nowy Doom?

Z piekła rodem

W połowie kwietnia Bethesda udostępniła otwartą betę trybu dla wielu graczy. Trudno dziś pojąć, jakie były powody tej decyzji, skoro id Software stworzyło tylko tryb single player, inne zlecając zewnętrznym studiom. Jeżeli graliście w tę betę i tak jak ja odbiliście się od nowego Dooma, natychmiast o niej zapomnijcie. W tym reboocie liczy się tylko i wyłącznie tryb dla pojedynczego gracza – reszta to nieistotne przystawki.

Grę rozpoczyna klimatyczny prolog – wcielamy się w postać Doom Marine, który musi stawić czoła inwazji demonów demolującej instalacje na Marsie. Postaci tła i fabuły będzie tu niewiele, za to wiele szybkiej, intensywnej rozwałki – często do ostatniego pocisku i na krawędzi życia i śmierci.

Na początek musicie zapomnieć o wszelkich przyzwyczajeniach i kliszach z bardziej nowoczesnych strzelanek. W Doomie nie ma regenerującego się życia, nie ma przeładowywania broni, nie ma biegania. Postać porusza się szybko, wali aż do wyczerpania amunicji, a zdrowie zbiera z apteczek lub dropów pozostałych po brutalnie wykończonych w walce wręcz demonach.

Industrialne kompleksy......w różnych barwach

Rzeź

Przez większą cześć czasu walczymy w zamkniętych pomieszczeniach. Komputer sterujący bazą na Marsie zamyka je, wyczuwając demoniczne wpływy i nie otworzy nam drzwi, dopóki nie zabijemy wszystkiego, co się rusza. Wydawałoby się, że walka z kolejnymi falami przeciwników będzie nużąca, ale jest dokładnie odwrotnie. Za każdym razem, gdy wydaje nam się, że już po wszystkim, pojawiają się nowe hordy, jednego przeciwnika zastępuje drugi, a my uwijamy się jak w ukropie, by zdążyć ich zabić, zanim oni wykończą nas. Gra ma idealny flow i nie nuży nawet po wielu godzinach. Kilkukrotnie będziemy też zmuszeni walczyć z bossami i te walki są również rozegrane w satysfakcjonujący sposób. 

Świetnie zbalansowano poziom trudności – na średnim (ang. Hurt Me Plenty, pol. Dowal Mi) jest dość trudno, byśmy ginęli, gdy jesteśmy nieuważni, ale jednocześnie dość łatwo, byśmy parli dalej. Na wyższych poziomach trudności kluczowe staje się znanie położenia power-upów i bezbłędne żonglowanie brońmi. Nowym, bardzo dobrym rozwiązaniem są brutalne finishery, rodem z Mortal Kombat, zwane tutaj Glory Kill. Mocno zraniony demon zaczyna się świecić i mamy chwilę, by do niego dopaść i dosłownie rozerwać go na strzępy. Animacje są równie drastyczne, co sycące. Każdy demon ma ich kilka – odpalają się w zależności od tego, czy atakujemy z przodu, z tyłu czy z góry.

Ulepszanie broni syci.Powraca stary znajomy.

Doom Marine dysponuje niemałym arsenałem broni. Zaczynamy od strzelby i pistoletu, ale demoniczne hordy przetrzebimy też minigunem, karabinem szturmowym czy rakietnicą. Każda broń ma do wyboru po dwa tryby specjalne, a jakby tego było mało, każdy tryb specjalny ma odblokowywane dodatkowe moce. Ne spodziewałem się tak sprawnie rozegranej mechaniki ulepszania broni, a jest to aspekt, który wypadł zaskakująco dobrze. W grze obecne są oczywiście klasyki. Powraca piła mechaniczna, którą pokroimy co bardziej upierdliwych brzydali; wraca BFG, które sprawi nam wiele radości i pozwoli wykaraskać się z niejednej sytuacji bez wyjścia. Całościowo system jest przemyślany, a wszystko działa tak, jak trzeba.

Nowy Doom jest najlepszym sprawdzianem tego, czy wasze pady od PS4 nadal dobrze działają. Ponieważ nie ma biegania za pomocą przycisku, prawa gałka musi chodzić bez zarzutu, inaczej postać będzie się trochę ciąć (a w grze musicie ruszać się płynnie i szybko). Ja nieco katowałem swoje egzemplarze od czasu premiery i w efekcie nie zawsze mogłem w pełni nacieszyć się dynamiką walk.

Ważną częścią gry jest eksploracja. Gdy na danym poziomie odnajdziecie automapę, pokazują się na niej wszystkie sekrety i znajdźki. Sztuką jest jednak domyślenie się, jak do nich dojść. W efekcie sporo czasu można tu spędzić, zaglądając w każdy zakamarek. Jak nie lubię growego zbieractwa, tak tu nie raz i nie dwa zatrzymałem się, przyjrzałem mapie i spędziłem kilka minut, starając się wejść do jakiegoś szczególnie sprytnie ukrytego miejsca. W niektórych sekretach można tu odblokować klasyczne mapy z pierwszych dwóch Doomów.

Widać postęp grafikiPoszukiwanie sekretów bawi.

Nie przybyłem tu, by podziwiać widoki

Graficznie gra prezentuje się dobrze. Niekiedy przy ładowaniu poziomów zobaczymy doczytujące się tekstury, ale tylko na początku. Wszystko jest dopracowane, a na obecnej generacji silnik id Tech nie robi już numerów, jakie pamiętają wszyscy, którzy grali w Rage na PS3. Doom chodzi płynnie w 1080p i 60 klatkach na sekundę, a tekstury (choć może nie są w bardzo wysokiej rozdzielczości) wyglądają ładnie.

Lokacje to w większości rozmaite części bazy na Marsie. Czasami wespniemy się na wielką wieżę, innym razem przeniesiemy się aż do piekieł. Pełno tu trupów, demonicznych znaków i bluźnierczych rzeźb. Zdarzy się, że zapatrzymy się w odbicia świateł na naszej broni albo dojrzymy inną graficzną perełkę. Ale to nie grafika robi tu największe wrażenie, lecz muzyka.

W trakcie walk tytuł prezentuje ciężkie brzmienia doskonale komponujące się z krwawą łaźnią, która rozgrywa się na ekranie. Dodaje to jakieś 100% do wrażeń z gry. Kompozytorowi Mickowi Gordonowi odpowiedzialnemu za ścieżkę dźwiękową należą się oklaski na stojąco. Gdy pod koniec walk w piekłach usłyszymy anielskie chóry, nieraz przejdą nam dreszcze po plechach. Cud, miód i maliny.

Czasami Doom zachwyci graficznie.Trafimy też do piekła.

Demony pokonuję samemu

Ukończenie kampanii zajmuje kilkanaście godzin, a zakończenie pozwala wierzyć, że powstanie sequel. Jeżeli jednak jest nam mało Dooma i po zakończeniu kampanii chcemy jeszcze spędzić z nim kilka godzin pozostaje tryb multiplayer i SnapMap.

Multiplayer zebrał od graczy tęgie baty i nie bez powodu. Tryby przygotowane przez zewnętrzne studio nie porywają – jest tu team deatchmatch, jest znany z Call of Duty kill confirmed i kilka innych. W miarę postępu odblokowujemy wygląd naszej postaci (nie wiedzieć czemu nie zostaje przeniesiony na mapy ze SnapMap) i nowe bronie. Całość rozgrywki określiłbym jako bezsensowną sieczkę albo bardziej klasycznie – ostre fragowanie.

Na mapie co jakiś czas pojawia się runa demona, po zebraniu której stajemy się demonem – z kilkukrotnie większa ilością życia i praktycznie natychmiast zabijającymi atakami. To rozwiązanie było krytykowane, ale mi się dobrze skomponowało z całą resztą oprawy – nie ma to jak bezkarnie zabić kilku graczy, zanim dosięgnie nas nieuchronny koniec i kto inny przejmie runę. Ostatecznie nie ma się jednak co oszukiwać – w tryb multi z Dooma można od biedy pograć kilka godzin, by potem wrócić do tytułów w tym względzie o wiele lepszych – Battlefielda 4, Overwatch, Destiny czy Call of Duty: Black Ops 3.

Multi to zwyczajna sieczka.Hurtem postacie wyglądają śmiesznie.

SnapCrap

Zawodem okazał się też szumnie reklamowany tryb SnapMap, w którym możemy za pomocą edytora tworzyć swoje własne plansze (single, multi i co-op), a potem udostępniać je innym graczom do ogrania. Spróbowałem kilku z nich i nie trafiłem na nic, co choćby zbliżyło się do poziomu projektowania miejscówek, jaki widziałem w trybie dla jednego gracza.

Wiele map jest niezrozumiałych, zdarzają się glitche, poziomy robione dla żartu... Może za jakiś czas znajdą się tu jakieś perełki, ale żeby je znaleźć. trzeba będzie zapytać jakiegoś wielkiego pasjonata Dooma; kogoś, kto w tym siedzi i spędza przy tym czas. Poszukiwania na własną rękę oznaczają w przeważającej części po prostu stratę czasu. Szkoda też, że id Tech nie oferuje gry na podzielonym ekranie – to mogłoby być coś ciekawego.

Niby jest wybór......ale sporo plansz tylko dla beki.

Do piekła i z powrotem

Tryb dla pojedynczego gracza z rebootu Dooma to prawdziwa perełka. Trzeba w niego zagrać, bo lepszego ze świecą szukać. Natomiast pozostałych części pakietu – trybu multi i SnapMap – mogłoby w ogóle nie być. Całościowo jest to tytuł, który nie zawodzi i okazuje się warty naszych pieniędzy. Oby więcej tak odświeżonych klasyków.

Plusy:

  • dynamiczne walki
  • brutalne finishery
  • rozbudowa broni
  • doskonała muzyka
  • poszukiwanie sekretów



Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Minusy:

  • tryb multiplayer jest przeciętny
  • snapmap rozczarowuje
8.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: DOOM
Producent: id Software
Wydawca: Bethesda Softworks
Dystrybutor polski: Cenega
Data premiery (świat): 13 maja 2016
Data premiery (Polska): 13 maja 2016
Platformy: PS4, Xbox One, PC
Strona WWW: doom.com/
Tagi: PS4 | reboot | Doom

Komentarze Obserwuj


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.