» Recenzje » Assassin's Creed Origins – The Curse of the Pharaohs

Assassin's Creed Origins – The Curse of the Pharaohs

Assassin's Creed Origins – The Curse of the Pharaohs
W kolejnej egipskiej przygodzie Bayek musi udać się do Teb, by zbadać tajemnicze zagrożenie pochodzące z głębi Doliny Królów. Jakie tajemnice czyhają w grobowcach faraonów?

Dawni władcy

O ile pierwsze rozszerzenie – The Hidden Ones – było bezpiecznym rozwinięciem formuły znanej z Origins, o tyle drugi dodatek już na starcie wprowadza nowy element. Gdy tylko Bayek dociera do Teb, musi stawić czoła widmu Nefertiti nawiedzającemu miasto. Starcia z widmami faraonów, którzy rządzili Egiptem ponad tysiąc lat przed akcją The Curse of the Pharaohs, są główną nowością. Duchy czworga władców pojawiają się w okolicy i Bayek ma ograniczony czas na chwilowe odesłanie ich w zaświaty. Słowem kluczowym jest tu "chwilowe" – niestety widma materializują się zdecydowanie za często, przez co zamiast być czymś wyjątkowym szybko stają się rutyną, a po kilkunastu starciach zrezygnowałam z nich całkowicie, co nawet nie miało wpływu na świat gry.

Inaczej wygląda największa atrakcja drugiego rozszerzenia – zaświaty. Są to cztery nowe obszary, do których przenosimy się za pomocą portali w grobowcach w Dolinie Królów. Każdy z nich utrzymany jest w innej stylistyce, każdy jest też na tyle duży, że umieszczono w nim kilkanaście lokacji. Niestety miejsca te ponownie są do bólu schematyczne – znalezienie skrzynek ze skarbami czy pozbycie się dowódców to aktywności, które po kilkudziesięciu godzinach w skórze Bayeka wykonuje się mechanicznie. Co gorsza, przeciwnicy co prawda wyglądają inaczej, ale zachowują się tak samo jak żołnierze w Egipcie.

Siłą zaświatów jest ich wygląd. Twórcy mogli wreszcie popisać się fantazją nieskrępowaną dbałością o zachowanie historycznego sensu. Statki pływające po łąkach, ogromne posągi, piękne budynki, wysokie skały, a nawet szkielety mitycznych stworzeń – zaświaty zaskakują za każdym rogiem. Dzięki temu nawet wspomniane wyżej schematyczne aktywności nabrały bardzo potrzebnej świeżości. Nie przeszkadzałoby mi nawet, gdyby twórcy zdecydowali się powiększyć zaświaty kosztem terenu w okolicach Teb. Poza Doliną Królów obszar The Curse of the Pharaohs jest dość spory, ale wykonywanie zadań pobocznych i zaliczanie kolejnych lokacji nie daje tyle radości, co robienie tego samego w pięknych krainach umarłych. Sam dodatek jest bardzo rozbudowany – cztery krainy zaświatów i nowe regiony poza nimi zapewniają zabawę nawet na dwadzieścia godzin.

Człowiek uczy się całe życie

Zwieńczeniem pobytu po drugiej stronie portalu jest walka z faraonem w celu odesłania jego ducha na wieczny spoczynek. Starcia te były reklamowane jako oryginalne i wymagające, ale nie do końca udało się spełnić te obietnice. Trudność polega jedynie na tym, że faraon ma więcej punktów życia i zadaje większe obrażenia, jednak przy odpowiedniej taktyce starcia nie sprawiają problemów, a mogą jedynie męczyć czasochłonnością. Po zapowiedziach spodziewałam się pojedynków bardziej na kształt wprowadzonych po premierze starć w bóstwami, a okazuje się, że wielkim faraonom bliżej do najmocniejszych przeciwników Bayeka z głównych zadań Origins. Co prawda każdy z czworga faraonów walczy w nieco inny sposób, ale nie na tyle, by trzeba było mocno dostosowywać taktykę. Szkoda niewykorzystanego potencjału.

Pomocne są nowe umiejętności głównego bohatera, szczególnie samoistne odnawianie się zasobu strzał w zaświatach. Bayek może awansować o kolejne dziesięć poziomów, można także ulepszyć ekwipunek, tym razem z wykorzystaniem okruchów gwiazd – nowego surowca znajdowanego w zaświatach oraz otrzymywanego jako nagroda za pokonanie widma faraona poza nimi. Twórcom udało się dobrze zbalansować dostępność okruchów, dzięki czemu ekwipunek ulepszamy naturalnie podczas zwiedzania zaświatów i nie wymaga to zbyt dużego dodatkowego wysiłku.

Skok w bok

W przeciwieństwie do pierwszego dodatku, The Curse of the Pharaohs nie rozszerza historii Bractwa. Jedynym nawiązaniem jest pewien przedmiot, który rozpoznają fani serii. Możliwe, że jego wątek będzie kontynuowany lub w przyszłości zobaczymy jakieś odniesienie, ale z perspektywy głównego wątku serii Assassin's Creed drugie rozszerzenie Origins można pominąć. Jest to typowa przygoda poboczna, w dodatku jej fabułę można traktować jako uzasadnienie wysyłania gracza do kolejnych zaświatów. Trzeba jednak oddać, że w jej ramach twórcom udało się wprowadzić kilka charakterystycznych postaci. Dolina Królów i pochowani w niej faraonowie pozwolili natomiast wykorzystać potencjał edukacyjny w postaci historii religii starożytnego Egiptu i próby wprowadzenia quasi-monoteizmu przez jednego z przeciwników Bayeka.

Dzięki pięknym zaświatom The Curse of the Pharaohs wprowadza bardzo potrzebną świeżość, nawet jeśli iluzoryczną. Po kilkudziesięciu godzinach zabawy z podstawową wersją oraz pierwszym dodatkiem możliwość zanurzenia się w mitycznych krainach wykonanych z dbałością o najmniejsze detale wynagradza powtarzalne aktywności i ogólną schematyczność. Twórcy obrali bardzo dobry kierunek i eksperyment w postaci odrzucenia zgodności historycznej w pełni się powiódł, a artyści oswobodzeni z więzów realizmu mogli pokazać pełne spektrum swoich możliwości, dając nam zapierające dech widoki.

Plusy:

  • rozmiar
  • projekt zaświatów
  • poczucie świeżości...

Minusy:

  • … choć iluzoryczne
  • schematyczność
  • niewykorzystany potencjał walk z faraonami
8.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Assassin's Creed Origins – The Curse of the Pharaohs
Producent: Ubisoft
Wydawca: Ubisoft
Dystrybutor polski: Ubisoft Polska
Data premiery (świat): 13 marca 2018
Data premiery (Polska): 13 marca 2018
Platformy: PlayStation 4, Xbox One, PC
Cena: 84 zł



Czytaj również

Assassin's Creed Origins – Tryb Wycieczki
Turysta w upale
- recenzja
Assassin's Creed Origins
W obronie Egiptu
- recenzja
Assassin's Creed Odyssey
W poszukiwaniu tożsamości
- recenzja
Assassin’s Creed: Syndicate
Zabójcze rodzeństwo
- recenzja
Assassin's Creed: Unity
Nic nowego, a jednak nadal bawi
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.