Zgroza #2: Obłęd

Komisarz Zgroza na tropie

Autor: Joanna 'Shadov' Walczak

Zgroza #2: Obłęd
Zgroza #1: Lód pierwszy album o przygodach komisarza Zbigniewa Zgrozy, znanego z uniwersum Lisa, był przyjemną i zajmującą lekturą, mimo kilku drobnych niedociągnięć. Dość ciekawy wątek morderstwa, trochę spraw rodzinnych i powracająca przeszłość protagonisty, robiły solidne wrażenie. Jak jest z kontynuacją historii z pierwszego zeszytu?

Wydarzenia w drugim albumie – Zgroza #2: Obłęd – zaczynają się krótko po wstrząsającej scenie z komiksu pierwszego. Komisarz, znalezioną w nietypowych okolicznościach książkę, zanosi do analizy. Niestety niewiele mu to pomaga. Tajemniczy zabójca dalej pozostaje nieznany. Jak się okazuje, jest na tyle pewny siebie, że pod nos policjanta podsuwa kolejną poszlakę.

Przygody Zgrozy w albumie Obłęd, zamykają się w mniejszej ilości tematów niż wcześniej. Scenarzysta Kuba Ryszkiewicz skupił się na dwóch krótkich wątkach oraz jednym wiodącym. Tym sposobem lepiej rozłożona została akcja opowieści, jest bardziej dynamiczna, a nie jednoliniowa. Tak jak w poprzednim zeszycie, czuć atmosferę niepewności towarzyszącą bohaterom. Nie zabrakło także znaczącego zwrotu akcji. Dzięki niemu z pozoru zwykła sytuacja zmienia się w scenę rodem z horroru. Ona też determinuje kolejne działania Zgrozy, który kierowany podpowiedziami odwiedza dawno zapomniane miejsce.

W najnowszym komiksie serii, twórcy skupili się na samym śledztwie. Na pierwszym planie nie mamy już zatem rodzinnych problemów Zgrozy. Dołożono także żartobliwą scenę, ukazującą komisarza w nieco lepszym świetle. Śledząc odpoczywającego protagonistę w jednej z kawiarni, można pokusić się o stwierdzenie, że dziwne, odwołujące się do jego przeszłości zabójstwo, niekoniecznie spędza mu sen z powiek. Dzięki temu dobrze znany nam obraz ponurego komisarza z pierwszego tomu, zostaje nieco złagodzony. Zdajemy sobie sprawę, że w tym niezbyt przyjaznym policjancie znaleźć można nutkę sympatii. Oczywiście, to tylko jedna scena, później „bombardowany” dowodami, poszlakami i ukrytymi wiadomościami od antagonisty, coraz bardziej zaczyna obawiać się tego, co skrywa przeszłość.

Należy wspomnieć również, że w wyniku pewnych złośliwości ze strony komendanta (w pierwszym tomie), Zgroza nie prowadzi śledztwa sam. Drugi bohater, przymusowy partner protagonisty, pojawia się raczej w charakterze dodatku, nieznacznie ocieplającego wizerunek komisarza i będącego przyczyną kilku zabawnych dialogów.

Na plus w tym albumie z pewnością trzeba zaliczyć kolory nałożone przez Grzegorza Kaczmarczyka (rysunek) i tusz Patrycji Awdjenko. Duet spisał się równie solidnie, jak Kaczmarczyk i Alek Wałaszewski w zeszycie Zgroza #1. Mamy szaro-zielono-brązową paletę barw, przechodzących między sobą w zależności od charakteru miejsca. Zwłaszcza ostatnia scena jest dobrze oświetlona, co nadaje jej wyjątkowego klimatu. Rysunki z kolei sprawiają wrażenie lekko mniej udanych, zwłaszcza w przypadku twarzy bohaterów. Nadal jednak zadowala perspektywa i niektóre ujęcia scen.

Drugi numer przygód komisarza Zbigniewa Zgrozy utrzymuje poprzeczkę ustawioną przez Lód. Tajemnicza, brutalna zbrodnia okazuje się być znacznie bardziej skomplikowaną i wielowątkową grą, prowadzoną przez nieznanego zabójcę. Dodatkowo ponownie komiks zakończony został dość dobrą sceną finałową, zachęcającą do sięgnięcia po kolejny album.

 

Dziękujemy wydawnictwu Sol Invictus za egzemplarz komiksu do recenzji.