» Teksty » Artykuły » Wszystkie odcienie żartu

Wszystkie odcienie żartu


wersja do druku

Uśmiechnij się

Autor: Redakcja: Maciej 'Repek' Reputakowski

Wszystkie odcienie żartu
Stary Kalendarz Wilqa (2008) mówi, że 4 sierpnia rozpoczyna się siedmiodniowe święto zwane Tygodniem Klauna. Co prawda do sierpnia jeszcze daleko, za to premierę Zabójczego Żartu w nowej wersji kolorystycznej, którego głównym bohaterem jest Joker, klaun zwany żartownisiem, mamy za sobą.

Komiks Briana Bollanda (rysunek; kolor w wersji z 2008), Alana Moore'a (scenariusz) i Johna Higginsa (kolor w wersji z roku 1988, która jako pierwsza pojawiła się w Polsce) w Polsce miał premierę w 1991 roku i był pierwszym Batmanem w TM-semicowej serii zeszytowej. Chyba, że za taki początek liczyć wydaną jeszcze w 1990 roku adaptację filmu Tima Burtona, która postać zeszytówki miała, ale dla porządku lepiej chyba wpisywać ją w serię Wydań Specjalnych – w tychże ukazywały się bowiem kolejne adaptacje filmów z Batmanem.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Lektura tej historii po polsku na początek przygody z Człowiekiem-Nietoperzem byłaby strzałem w dziesiątkę gdyby nie timisemikowe tłumaczenie, które w wielu miejscach brzmi mało naturalnie. W zasadzie nie trzeba porównywać niczego z oryginałem, żeby stwierdzić dziś (można założyć, że wówczas większość czytelników była w wieku, w którym człowiek nie zaprząta sobie głowy takimi detalami), iż coś jest nie tak. Nowa odsłona Zabójczego żartu, oprócz zmienionego tłumaczenia, powita nas również nowymi kolorami – w marcu 2008 roku do sprzedaży trafiła twardookładkowa wersja pokolorowana przez Briana Bollanda, której polskim wydaniem możemy się już cieszyć. Zniknęły w nim psychodeliczne barwy, a retrospekcje stały się czarno-białe. Ponieważ komiks ten bez wątpienia można zaliczyć do dziesiątki najlepszych opowieści z Gackiem, oraz mając na uwadze polską premierę Bollandowskiej wersji, postanowiliśmy przyjrzeć się pewnym aspektom Zabójczego żartu w opinii na dwa głosy.

Kuba: Joker to dla mnie, i zapewne dla wielu innych również, najdoskonalszy wróg Batmana. Nie przypadkiem w jednym z Wizardów znalazł się na szczycie głosowania na Top 10 bohaterów&złoczyńców (Top 10 Heroes&Villains). A po drugiej stronie? Batman oczywiście. Również na wysokiej pozycji. Dlaczego Joker to wróg najdoskonalszy? Potwierdza to nie tylko nieśmiertelny zabójczy żart, który nam opowiada, i który najtrafniej opisuje daremne próby Batmana, żeby zresocjalizować Żartownisia, ale i sposób w jaki obaj się dopełniają w swoim szaleństwie. Kawał to swoisty motor napędowy działań Gacka i Żartownisia. Można go uznać za rozwinięcie pomysłu Alana Moore’a ze Strażników - tam to Komediant (nawiasem mówiąc świetnie pasujący to obchodów Tygodnia Klauna) działał na zasadzie kawału, bardziej okrutnego i stanowiącego tylko mały fragment całej opowieści. W Zabójczym żarcie tytułowy żart jest podporą, przenośnym streszczeniem opowiadanej nam historii.

Kiedy Joker mówi, że wystarczy jeden gorszy dzień, że szaleństwo to wyjście bezpieczeństwa, ciężko z nim dyskutować. Kiedy sugeruje Batmanowi, że jego przebieranie się i walka ze zbrodnią to również wyraz pomieszania zmysłów w wyniku jednego gorszego dnia, dociera do nas, że w tym szaleństwie Żartownisia jest metoda. Oczywiście metoda dosyć radykalna, nieograniczona żadnym pierwiastkiem racjonalności, oparta na emocjach. Czy kierowanie się emocjami jest złe? Na pierwszy rzut oka nie, ale tylko dopóki nie zaczynamy krzywdzić ludzi dookoła. Wydaje mi się, że Alan Moore próbował w scenariuszu zwrócić na to uwagę, ale absolutnie nie chciał dać jednoznacznej odpowiedzi.

Tyrady Jokera na temat szaleństwa są zbyt dobrze pomyślane i zbyt przekonujące. Zbyt dobrze wyjaśniają motywy nim kierujące, malując przed naszymi oczyma postać dramatyczną. Malując ją w dobrze pasujących do historii kolorach: psychodelicznych. Według mnie, wersja kolorystyczna autorstwa Johna Higginsa z 1988 roku idealnie oddaje ciężką, psychiczną jazdę bez trzymanki, jaką funduje Joker komisarzowi Gordonowi, jego córce, Batmanowi i samemu sobie.

Może to próba katharsis? Ostatecznego wyjaśnienia sobie paradoksalnego konfliktu między Batmanem i Jokerem? Zamknięcie historii jest bardzo niejednoznaczne: Batman kładzie ręce na ramionach Jokera (a może zaciska je wokół jego szyi?), śmiech miesza się z wyciem syren, nagle wszystko cichnie, światło rozciągnięte w kałuży gaśnie, komiks się kończy. To otwarte na interpretację zakończenie zawsze będzie skłaniać do przyjęcia wersji, że Batman rzeczywiście zgasił Jokerowi to światło w połowie drogi, że go zabił, bo innego sposobu na rozwiązanie konfliktu nie było. A jeśli tak, to Alan Moore po raz kolejny przedstawia swoje wyjątkowe spojrzenie na komiksowych bohaterów, którzy na ogół kręcą się w kółko, kierowani jakąś wyższą moralnością, która nie pozwala im zabijać. Drastyczny pomysł scenarzysty to jakby sugestia: głupi ci moralni bohaterowie, tak powinno być, jak ja tu zrobiłem. I wtedy okazuje się, że to z pozoru szalone rozwiązanie jest jednak racjonalne…

Zabójczy Żart to komiks niezwykły. Można go czytać w wielu wersjach językowych i w dwóch kolorystycznych. I w zasadzie ciężko będzie się nasycić tą inteligentnie opowiedzianą historią. Druga wersja kolorystyczna jest dosyć zaskakująca. Oryginalne psychodeliczne kolory zdawały się przez lata celowym zabiegiem, aż tu nagle Brian Bolland pisze nam, że dopiero w nowo pokolorowanym wydaniu de luxe barwy są takie, jak chciał od początku. Nowa wersja kolorystyczna wygląda świetnie, ciężko jej coś zarzucić na poziomie wykonania, ale – według mnie – mniej pasuje do historii i nie wprowadza dodatkowych znaczeń. Oczywiście, świetnie podkreśla sceny retrospekcji, ale gubi jaskrawy kolor światła-pomostu, którego symbolika w komiksie jest kluczowa. No i skoro głównym bohaterem tego komiksu jest Joker, to powinniśmy widzieć świat w jego kolorach – psychodelicznych.

Mateusz: Styczność z twórczością Alana Moore'a miałem przez lata raczej małą. Podejrzewam, że w znacznej części jest to kwestia wieku. Mając lat 12, ciężko było mi się zabrać za dzieła typu Strażnicy czy V jak vendetta. Zdawało mi się, że są to historie zbyt poważne i patrząc na to z perspektywy czasu, muszę przyznać, że… miałem rację. Komiksy Moore'a zacząłem czytać stosunkowo niedawno i jedno wiem na pewno: w tamtym okresie za nic nie zrozumiałbym narracji, jaką operuje Brytyjczyk, a w samych opowieściach nie dostrzegłbym żadnej ukrytej głębi. Podobnie byłoby niewątpliwie z Zabójczym Żartem – komiks sam w sobie by mi się spodobał, ale po skończeniu lektury raczej nie zastanawiałbym się nad poruszonymi w nim kwestiami.

Za lekturę zabrałem się całkiem niedawno. Skorzystałem z okazji i zakupiłem nową wersję kolorystyczną (rok 2008 – przyp. red.). Po lekturze dobrą chwilę myślałem nad przesłaniem, które autorzy chcieli przekazać. Ot, kolejna historia o Mrocznym Rycerzu – Joker na wolności, porywa Gordona, Batman go jednak w końcu łapie. Tyle, że kilka rzeczy tu się nie zgadza. Komiks wbrew pozorom nie jest wcale o Gacku, a o Klaunie. Przemowy Jokera są bardzo sensowne i przekonujące i – jak już zauważył Kuba – zdają się sugerować, że w tym szaleństwie jest metoda. Klaun ma rację – Batman jest szalony, ale na zupełnie inny sposób niż on sam. Joker swój obłęd zaakceptował i nie boi się żadnych konsekwencji swoich czynów – zwyczajnie daje się porywać nastrojowi i nie zwraca uwagi na coś takiego, jak "uczucia". Nietoperz z kolei nie dał się opętać i zachował zdrowy rozsądek.. A przynajmniej jego część. To podstawowa różnica między oboma postaciami – Batman przeskoczył na drugi dach i odnalazł się w nowej sytuacji, natomiast Joker nie był w stanie tego dokonać. Wszelkie próby resocjalizacji Żartownisia są w tym przypadku jak propozycja użycia latarki i promienia światła jako drogi ucieczki dla drugiego wariata z dowcipu – pełne dobrych chęci, lecz absolutnie nierealne.

Kolejną kwestią, która ze standardowej historii robi historię absolutnie niestandardową, jest zakończenie. Typowe dla Moore'a: może oznaczać wiele rzeczy. Zaproponowana przez Kubę śmierć Jokera byłaby rozwiązaniem ciekawym, jednak osobiście wolę wierzyć w to, że Klaun został zapakowany do radiowozu i odwieziony do Arkham. Warto tu zauważyć, że komiks kończy się dokładnie takim samym kadrem jak i zaczyna – w momencie, gdy Batman przyjeżdża do osławionego domu dla obłąkanych przestępców. Zdaje się to sugerować, że historia będzie się jeszcze wiele razy powtarzać. Z drugiej jednak strony u Alana Moore'a nigdy nic nie wiadomo. Zapewne wersji zakończenia jest tyle, ile interpretacji.

Na sam koniec pozostawiłem rozważania na temat kolorów. Jako pierwszą przeczytałem wersję Bollanda, dopiero ostatnio nadrobiłem zaległości i zająłem się wersją Higginsa. Nie przypuszczałem, że kolor może aż tak wpłynąć na odbiór historii.

Stonowane barwy, jakimi posługuje się Bolland, czynią Zabójczy Żart opowieścią bardziej wyważoną, podkreślającą swoją powagę na każdym kroku. To, co zafundował nam Higgins. jest natomiast odzwierciedleniem czystego szaleństwa. I co ciekawe, obie wersje lubię tak samo. Osobiście patrzę na nie jak na dwie różne perspektywy, z jakich Żart został opowiedziany. Oryginalna "psychodela" wyśmienicie wpasowuje się w postać Jokera, podczas gdy mroczna wizja Bollanda bardziej pasuje do "racjonalnego" podejścia do sprawy prezentowanego przez Nietoperza.

The Killing Joke to niezaprzeczalnie jedna z najlepszych historii o tym, który sam siebie nazywa The Clown Prince of Crime. Jest to doskonałe studium odwiecznego konfliktu błaznów i nietoperzy, jak i postaci samego Jokera. Warte poznania są wizje obu kolorystów, które albo świetnie się uzupełniają, albo rzucają nieco inne światło na wydarzenia.

A kto tego "dowcipu" nie zna, winien zaległości nadrobić. Żart może okazać się zabójczy, ale lektura jest to obowiązkowa dla każdego fana Gacka, Żartownisia i Alana Moore'a.

Powyższy tekst jest przeredagowaną wersją wpisu opublikowanego pierwotnie na blogu pRzYpAdKiEm (4 sierpnia 2008).



Czytaj również

Batman: Zabójczy żart
Dowcip, który nie wyszedł
- recenzja
Top 10
Superbohaterowie tacy jak my
- recenzja
Miracleman
Klasyk nie na każdy żołądek
- recenzja
Nemo #3: Rzeka duchów
Fantastyczne kobiety
- recenzja
Nemo #2: Berlińskie róże
Siła kobiet
- recenzja
Prosto z piekła
Ciemnościom w darze
- recenzja

Komentarze


~humpel

Użytkownik niezarejestrowany
    Kolory
Ocena:
0
Trudno mi dziś powiedzieć (a na śledztwo nie mam czasu ani ochoty), ale nowa wersja kolorystyczna zbiega się z tym, co Morrison zrobił w kilka miesięcy później/wcześniej na łamach regularnego miesięcznika. Bez nowych kolorów kilka z motywów nie zaistniałoby - czerń i czerwień stały się motywem, po jakim można rozpoznać nadchodzącego Jokera. Inspiracja? Celowa działalność marketingowa?
09-03-2012 15:49
Kuba Jankowski
   
Ocena:
0
Pewnie celowe działanie, ale może po prostu na zasadzie podpatrzenia tego, co zrobił inny kolorysta?
10-03-2012 09:12
Eva
   
Ocena:
0
w Polsce miał premierę w 1991 roku i był pierwszym Batmanem w TM-semicowej serii zeszytowej
Jezusmaria. To znaczy, piszę jako jednostka, której brat dostał w wieku lat sześciu jakiegoś TM-semica ze Spidermanem i Venomem czy symbiontem (z cliffhangerowym zakończeniem oczywiście - MJ wraca do domu, mówi,zdaje się "Peter?", nikt jej nie odpowiada, ale na suficie jest rozlany jak smoła Venom). Ja miałam wtedy lat siedem i przez następnych siedem (albo i więcej) odmawiałam w ogóle patrzenia na Spidermana.
Nie jestem w stanie wyobrazić sobie co zrobiłby wtedy z moim mózgiem Zabójczy Żart.
13-03-2012 01:42
Kuba Jankowski
   
Ocena:
0
Ja w 1991 miałem lat 11, ale na swoje szczęście Zabójczy żart przeczytałem dopiero około 2003.

Inna sprawa, że nie sadzę, żeby ten komiks dotarł w całej swojej "jezusmaria" opcji do mnie, kiedy miałem lat 11.
14-03-2012 17:14

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.