» Teksty » Artykuły » Wieże Bois-Maury #10: Oliwier

Wieże Bois-Maury #10: Oliwier

Wieże Bois-Maury #10: Oliwier
Przez rzesze europejskich czytelników Wieże Bois-Maury są dość często porównywane z inną legendarną serią frankońskiego komiksu, Thorgalem. Jednak zestawianie średniowiecznej historii Hermanna Huppena z cyklem fantasy Grzegorza Rosińskiego i Jeana Van Hamme'a to zabieg nieco na wyrost. Dziesięciotomowa opowieść o przygodach rycerza Aymara de Bois-Maury szybko okazuje się być w znacznej mierze nudna i przegadana. Nadszedł jednak kulminacyjny moment powrotu protagonisty do jego ojczyzny z perspektywą rychłego odbicia odebranej mu własności. Czyżby miał to być upragniony koniec nieustannego miotania się między Europą a Ziemią Świętą?

Oliwier to swoiste zebranie w jedną całość sporej ilości wątków i postaci, które przewijały się w poprzednich dziewięciu tomach serii, opisujących epizody z podróży Aymara. Wszystko zmierza ku szczęśliwemu finałowi, jaki postawił sobie rycerz przed laty. Celem jego wyprawy było odzyskanie utraconych ziem. Jednak sam nie zdobędzie rozsypujących się murów. Niezbędna jest tutaj pomoc spieszących do Bois-Maury zbrojnych bojowników powodowanych głównie chęcią zysku. Wszak Aymar pozyskał na południu spore bogactwa. Ale przeciwnik nie będzie czekał bezczynnie, wiedząc, że jego panowanie na skradzionych terenach nieubłaganie znajduje swój kres.

Najważniejszym bohaterem Oliwiera jest nie sam Aymar, lecz jego giermek. Pomimo swojej niechęci do zwierzchnika – co jest bezpośrednim następstwem wydarzeń z tomów poprzednich – odegra on kluczową rolę w odbiciu Bois-Maury. Poświęcenie tej postaci ostatniego tomu sagi wydaje się być naturalną koleją rzeczy. Wszak w przeszłości mężczyzna stał w tle, był wręcz spychany przez autora na dalszy plan, pomimo swojego czynnego udziału w wydarzeniach, w których występował u boku Aymara. Jednak podczas lektury komiksu nie sposób nie odnieść wrażenia, że postać Oliwiera została napisana na kolanie, byle jak najszybciej doprowadzić opowieść do finału.

Od pierwszej do ostatniej planszy czytelnikowi towarzyszy irytujące uczucie wzniosłości tego, czego chce dokonać rycerz Aymar. Ilość patosu i heroizmu sączącego się z kolejnych scen jest wręcz porażająca. W pewnym momencie niemal brakuje miejsca na fabułę. Jest za to Aymar, który – paradoksalnie – najbardziej przeszkadza w lekturze, nie mając żadnej sensownej roli do spełnienia. Co najwyżej pojedynek na moście można uznać za jego aktywny udział w opowieści. W efekcie zakończenie sagi o długiej drodze Aymara jest jednocześnie historią o jego drugoplanowym pomocniku. Zabieg trochę dziwny, chociaż trzeba się zastanowić, czy Oliwier nie wyszedł na tym lepiej. Przedstawiciela stanu rycerskiego trudno nazwać charyzmatycznym i intrygującym, w przeciwieństwie do niepozornego giermka, nawet jeśli na pierwszy rzut oka to raczej odpychający gbur.

Nie można odmówić Hermannowi rzetelnego przedstawienia realiów średniowiecza, co było przecież jego nadrzędnym celem przy tworzeniu tej serii. Nie ma się co oszukiwać, że kilkaset lat temu świat wyglądał tak doniośle, jak widać to teraz w podręcznikach do historii czy zachowanych tekstach źródłowych. Rycerstwo sportretowane w ramach komiksowego cyklu jest brutalne i raczej dalekie od uosobienia przypisywanych mu szlachetnych cech. Na palcach jednej ręki można policzyć w całej serii bohaterów, którzy wyróżnili się bardziej pozytywnie niż negatywnie. Jednak czy realizacja tego zamierzenia wymagała od twórcy aż tak długiej i rozwleczonej opowieści?

Graficznie ostatni tom Wież Bois-Maury prezentuje się wyjątkowo niekorzystnie, nawet jak na dotychczasowe dokonania belgijskiego autora na przestrzeni poprzednich albumów. Brzydkie i brudne kolory w połączeniu z nieciekawą kreską niejednokrotnie zlewają się w twory o niewiadomej geometrii. Jest to najbardziej widoczne w przypadku konstruowania postaci ludzkich, szczególnie kobiety prezentują się szkaradnie i odpychająco. Szkoda, tym bardziej, że mniej więcej od Aldy w tej sferze bywało już znacznie lepiej.

Ciekawa opowieść o Oliwierze, żenujące zakończenie sagi o Aymarze – tak można podsumować ostatni tom Wież Bois-Maury. Niestety. Cała saga to właściwie jeden wielki niewypał i – mimo kilku momentów dających nadzieję na poprawę tego stanu rzeczy – całokształt okazuje się być raczej marny, a porównywanie do Thorgala nie jest do końca trafionym pomysłem. W całej serii trudno odszukać elementy, które usprawiedliwiałyby męczenie się z lekturą dziesięciu tomów. Owszem, jeśli ktoś będzie miał okazję, to nie zaszkodzi się z Wieżami... zapoznać. Jednak nie powinno się odczuwać ku temu przymusu czy traktować cyklu jako godnego zamiennika dla przygód Dziecka z Gwiazd.

4.0
Ocena recenzenta
9.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Wieże Bois-Maury #10: Olivier
Scenariusz: Hermann Huppen
Rysunki: Hermann Huppen
Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe
Data wydania: grudzień 2014
Liczba stron: 46
Format: 225x295 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 978-83-64638-10-7
Cena: 38,00 zł
Wydawca oryginału: Glenat
Data wydania oryginału: 1994



Czytaj również

Wieże Bois-Maury #03: Germain
Zbrodnia niedoskonała
- recenzja
Wieże Bois-Maury #06: Sigurd
Graficzny miód, fabularny dziegieć
- recenzja
Wieże Bois-Maury #01: Babette
Sceny z życia średniowiecza
- recenzja
Bois-Maury #2: Rodrigo
Zupełnie nowa jakość
- recenzja
Wieże Bois-Maury #09: Khaled
Przybyłem, lecz zaraz znikam
- recenzja
Historia anioła
Krótkie, lecz soczyste
- recenzja

Komentarze


Ifryt
   
Ocena:
+1

Bardzo się nie zgadzam z opinią o tym cyklu. Owszem, porównania z Thorgalem są raczej nietrafione, bo Thorgal to magiczna opowieść akcji i choć zdarzają się tam fragmenty skupiające się na relacjach między bohaterami, to są one na ogół dość schematyczne. Wieże Bois-Maury to z kolei przede wszystkim komiks obyczajowo-historyczny. Sceny akcji są sporadyczne, a nacisk jest położony na ukazanie jak myśleli ludzie średniowiecza, jakie stosunki ich łączyły. I pod tym względem "Oliwier" jest genialny. Nie wiem, czy to nie najlepsza część cyklu (który ogólnie mi się podobał). 

27-08-2015 11:19
balint
   
Ocena:
0

Zgadzam się z przedmówcą.

27-08-2015 22:13

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.