» Teksty » Artykuły » Varia #4

Varia #4


wersja do druku

W komiksowie jak w gaju

Autor: Redakcja: Mały Dan

Varia #4
Po nadrobieniu zaległości tekstami Varia #1-Varia #3, w czwartej odsłonie prawie zrównujemy się z tętnem wydawniczym i piszemy o relatywnie niedawnych premierach. Spis treści: Strefa bezpieczeństwa Goražde
Na polską edycję komiksu tego niezwykłego autora czekaliśmy bardzo długo. Strefa nie jest debiutem komiksowym Sacco i – choć ma już trzynaście lat (pierwsze zebrane wydanie historii z Goražde opublikowano w 2000) – to ani trochę nie trąci myszką. Więcej: pełna recenzja (Kuba Jankowski) Jednorożec #3: Czarne wody Wenecji
W trzecim tomie Jednorożca walczące ze sobą frakcje odkrywają prawie wszystkie karty: jasnym się staje czemu ma służyć plan Kościoła oraz wspierających go ‘pierwotnych’, a także dlaczego grupa Paré (wiadomo było od początku, że nie zginął w tomie drugim) i ‘pierwotnych’ na jego usługach chce temu zapobiec. Scenerią dla widowiskowych wydarzeń przedostatniej konfrontacji jest Wenecja w czasie Karnawału i uroczystości zaślubin miasta z morzem. Niezwykłe sceny podwodne, żonglowanie faktami i łączenie ich z historią całkowicie fikcyjną czynią z tej serii wciągającą pozycję, która paradoksalnie nie wymaga od czytelnika wiedzy encyklopedycznej, aby pretendować do miana dość inteligentnej rozrywki. Nota: 6,5 *po publikacji tomu czwartego (premiera we wrześniu tego roku) osobno opublikowana zostanie recenzja zbiorcza obu części Nieskończona miłość, którą do ciebie czuję i inne historie
To piąty album portugalski w Polsce, który diametralnie różni się od Kapeli czy Ty jesteś kobietą mojego życia, ona jest kobietą moich snów. Paulo Monteiro zabiera nas w dziesięciohistoryjkową wiwisekcję uczuć, mówiąc o miłości, przemijaniu i codzienności. Historyjki mają formę komiksu poetyckiego. Komiks do wielokrotnego czytania i poszukiwania ukrytych znaczeń. W 2011 roku w Portugalii został dwukrotnie doceniony, otrzymując nagrody dla najlepszego komiksu roku. Więcej: Pełna recenzja (Maciej ‘repek’ Reputakowski) Nota: 7 (repek) Doomboy
Tony Sandoval opowiada historię o stracie, wielkiej pustce, którą ona pozostawia oraz o sposobach radzenia sobie z nią. Antidotum jest bardzo osobista muzyka grana w tajemnicy przed prawie wszystkimi. Tego antidotum potrzebuje tytułowy Doomboy. Przepięknie narysowany i wydany komiks. Historyjka nie odbiega od tego, co polski Meksykanin serwował nam do tej pory. Nota: 6 Więcej: Tekst (Krzysztof Ryszard Wojciechowski) Spider-Man: Ostatnie łowy Kravena (Wielka Kolekcja Komiksów Marvela)
Ostatnie łowy Kravena, czyli starcie myśliwego – któremu brakuje wśród trofeów nad kominkiem głowy Pająka – z superbohaterem. Kraven postanawia dopaść przeciwnika, którego podziwia, i udowodnić, że w roli pogromcy przestępców jest od niego lepszy. Niesamowity rysunek Michaela Zecka, kilka smaczków w kadrowaniu, prawie całkowite pozbawienie opowieści dialogów (śledzimy myśli postaci wnikając w ich głowy i poznając najskrytsze obawy, wyzwanie dla przeciwnika jakim jest udowodnienie Pająkowi swojego punktu widzenia) zamiast planu unicestwienia świata i epickiej potyczki w strugach deszczu stanowią o wyjątkowości tego komiksu. Klasyka ze Spidey’em, komiks przełamujący kanony superbohaterskich opowiastek. Nota: 7 566 kadrów
Dennis Wojda na swoim blogu początkowo zamierzał opowiadać przez cały rok – po kadrze na dzień. Skończyło się na dwóch latach i 566 kadrach, które otrzymujemy teraz w formie książki. Elegancko, po dwa kadry na stronę, czekamy aż mały Dennis przyjdzie na świat i wyda z siebie pierwszy dźwięk, poznając przy tym historię członków jego rodziny. Autor nienachalnie wplata w akcję komiksu refleksje o emigracji za chlebem, o wojnie, działaniu służby bezpieczeństwa w Polsce oraz zatarte, czasami niemalże całkowicie, wspomnienia z historii i prehistorii swojej rodziny do kilku pokoleń wstecz. W lekkiej formie dostajemy wielowątkową, ciepłą opowiastkę rodzinną, której narratorem jest nienarodzony autor tego komiksu. Bywa śmiesznie, nostalgicznie, smutno, na przemian i w różnych proporcjach. Nie sposób się znudzić. Nota: 7,5 [url=]Batman Detective Comics: Oblicza śmierci[/url]
Historie z Batmanem mają to do siebie, że jeśli wszystko w nich jest na miejscu, to zawsze można przyczepić się do zbyt krótkich uszu nietoperza. W Obliczach śmierci uszy są zdecydowanie zbyt krótkie, ale nie to jest najgorsze w kolejnej odsłonie nowego DC Comics. Dostajemy do rąk historyjki o Dollmakerze, który składa z fragmentów skóry różnych ludzi swoich posłusznych żołnierzy i Snakeskinie, który odwiedza kasyno Pingwina. Obie opowieści są efektownie, nowocześnie narysowane, ale brak w nich zmian tempa, emocje nie są w żaden sposób stopniowane, akcja dosyć fragmentaryczna i rwana (zwłaszcza w opowieści z Pingwinem), co całościowo składa się na bardzo słabe nowelki z gackiem. Komiks ten sprawia wrażenie próby pokazania dosyć brutalnej, krwawej i mrocznej wizji Nietoperza, którego policja w Gotham niezbyt kocha. Jest to jednak dosyć nużąca i zbyt długa narracja. Jest w tym komiksie kilka smaczków: nasz człowiek w Ameryce, czyli Szymon Kudrański w nowelce Rosyjska ruletka, okładki w wersji kolorowej i czarno-białej tuszowanej (nie wiem jak wy, ja uwielbiam sobie je porównywać) oraz szkice na końcu albumu. Oszczędzono nam również idiotycznych wstępów pisanych przez dobrego kolegę autora lub sławną postać świata komiksu. To również można poczytać za smaczek. Niestety, całość jest bardzo rozczarowująca. Nota: 3 Maczużnik
Według słów głównego bohatera "są takie stare grzyby, pasożyty. Maczużnikowate. Taki rozrasta się szybko i wysysa od środka bezbronną ofiarę (…) A potem… ze strzępków matki uwalniają się zarodniki i atakują kolejnych żywicieli". I taki właśnie jest komiks Daniela Gutowskiego (rysunek) i Michała Rzecznika (scenariusz): wysysa z czytelnika wszelkie pokłady wiedzy i porównań, aby dać się jakoś zinterpretować. Historia jest dosyć prosta: oto mamy wesele oraz ciąg nieporozumień i niedomówień, który prowadzi do dramatycznego finału w życiu trójkąta córka-zięć-matka. Historia jest podporządkowana eksperymentom z opowiadaniem bardzo fragmentarycznym, gdzie kolejne części są rozgałęzieniami kilku szczególików enigmatycznie wprowadzonych w scenie weselnej. Oto autorzy rozwijają w kolejnych rozdziałach motywy przelotnie rzucone na samym początku. I kiedy już przyzwyczaimy się do tych zmian kamer i punktów widzenia, funduje się nam skok czasoprzestrzenny. Rzecznik i Gutowski stworzyli formalnego potwora, który fascynuje i przeraża, ale ma sens od początku do końca. Jest bardzo atrakcyjny, wzbogacony w liściki i telegramy, które otwierają kolejne rozdziały utrzymane w innych tonacjach kolorystycznych. Wiele nazwisk reżyserów filmowych i rysowników komiksowych przychodzi do głowy tytułem porównania, ale jako że autorzy są Polakami, to chyba najbliżej im do niepokoju tematycznego i sposobu opowiadania Wojtka Smarzowskiego. Zaczyna się Weselem, kończy Domem złym. Choć mniej krwawo, to równie dramatycznie. Absolutny hit. Nota: 8,5 Fabryka
Nicolas Presl stara się udowodnić, że można powiedzieć coś nowego na temat opresji, złej woli, prześladowań (ich powód w Fabryce jest dobrany tak, aby jak najjaskrawiej oddać absurdalność sytuacji) i bezduszności nie używając przy tym słów. Komiks opowiada historię pracownika tytułowej fabryki, który pewnego dnia pomaga chłopcu ściganemu przez funkcjonariuszy aparatu władzy. Naraża się tym samym na ogromne niebezpieczeństwo i wszelkiego rodzaju nieprzyjemności (inwigilacja, przeszukania mieszkania, etc.). Wizja Presla jest tak sugestywna, twarze oprawców tak zawzięte, że nie da się nie myśleć o tym komiksie w kategoriach zły system i uciskana jednostka, kontrola i wolność słowa, mechanizacja i uduchowienie. Te silne opozycje podkreśla warstwa graficzna – oszczędny czarno-biały rysunek. Czarne charaktery są czarne, główny bohater biały. Silne spolaryzowanie emocji poprzez takie zabiegi wizualne oraz pozbawienie opowieści słów, sprawiają że z narracji umieszczonej w iście Orwellowsko-Kafkowskim świecie powstaje opowieść wciągająca, a przecież tego typu tematów było już na pęczki. Na przykład palenie książek znamy z historii aż nazbyt dobrze, a motyw niszczenia kultury w niezwykle ironiczny sposób przedstawił choćby Ray Bradbury w 451 stopni Fehrenheita. Presl sięga garściami po takie odniesienia, ale uderza w czytelnika przede wszystkim niezwykłą grafiką i twarzami bohaterów, które nie skrywają nic. Kiedy stajemy z daną postacią oko w oko, stajemy twarzą w twarz z jej wnętrzem/charakterem. W opowieści pojawia się wiele symboli, które dramatyzują znacząco przekaz, ale ich odkrycie jest już zadaniem indywidualnym dla czytelnika. Znakomita lektura. Nota: 8 Komarów
Komiks Barta Nijstada zwyciężył w Ligatura Pitching 2012. Opowiada o zdarzeniach w miasteczku Komarów, które swoją nazwę wzięło od pewnego zdarzenia, w którym rój tysięcy komarów spowił wieżę kościoła, wówczas jeszcze wiejskiego. Obecnie w miejscowości działa fabryka asfaltu, która nie wszystkim się podoba. Ponieważ jej pracownicy pracują pod ziemią, są cali usmoleni i czarni. Konfrontacja ze zwykłymi mieszkańcami, którymi steruje sprytny przywódca i sprawny orator, wisi w powietrzu… Jednak katastrofa może przyjść z całkiem innej strony, niż na początku się nam sugeruje. Bart Nijstad stworzył czarno-biały komiks, niemalże niemy, w którym kompletnie się pogubił. Sprawia on wrażenie kilku zlepionych w niespójną całość pomysłów. Kolejne fragmenty dzieli zbyt wiele, aby podejmować próbę jakieś sensownej interpretacji. Być może katastrofa spada na Komarów z powodu nietolerancji (vide konflikt ‘asfalciarzy’ z mieszkańcami)? Być może złowrogie kruki mają z tym coś wspólnego? Niestety, komiks jest nieciekawy, historia byle jak opowiedziana – pojawiają się w niej elementy, których uzasadnienia ciężko się doszukać, nawet jako ozdobników, składowych kreacji dziwnego świata przedstawionego. Kilka ciekawych zabiegów formalnych oraz postać dziecka Janka, nie spaja jednak tych pierwiastków w jedną całość. I nawet ‘wymasowanie’ trzeciego oka (o którym czyta jedna z bohaterek) nie pomoże tutaj dostrzec sensu. Nota: 3 Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz
Kapitan Ameryka dla wielu był uosobieniem dobrego harcerzyka na usługach państwa. Kogoś nieskazitelnego i niekwestionującego rozkazów, działającego zawsze w służbie swojego kraju. Pewnego razu jednak scenarzyści Marvela postanowili mu zafundować garść wątpliwości i skomplikować co nieco jego życie i działania. Po tej linii zadziałali twórcy Zimowego żołnierza, Ed Brubaker (scenariusz) i Steve Epting (rysunek). Oto Kapitan jest człowiekiem po przejściach, z umysłem płatającym mu figle. Daje się często ponieść podczas walki ze złoczyńcami i nie do końca słucha rozkazów przełożonych. W jedenastym tomie Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela poznajemy historię, w której musi przeciwdziałać poważnemu zagrożeniu terrorystycznemu, co prowadzi go również do zmierzenia się z demonami przeszłości. W tym nowocześnie skrojonym komiksie superbohaterskim nie brakuje ani akcji, ani suspensu, ani bardzo ładnie wplecionych reminiscencji. Rozgrywka jest szybka, sceny w padającym śniegu wyglądają spektakularnie, a terrorystyczna zawierucha to tylko przykrywka dla znacznie poważniejszego problemu. Można odnieść wrażenie, że nastały dobre czasy dla Kapitana. Podobnie jak wraz z ekranizacją filmową narodził się taki Iron Man, na jakiego czekaliśmy lata (i w komiksie nigdy się na dobrą sprawę nie doczekaliśmy), takoż i Kapitan Ameryka ożył. I chyba też po trosze za sprawą dość udanego filmu. Chyba każdy po lekturze pierwszej części Zimowego żołnierza, niecierpliwie będzie czekał na druga odsłonę. Nota: 7



Czytaj również

Varia #3
Od marca do garnca
Varia #1
Komiksy przeczytane w 2012
Varia #33
Vielka Varia Timofova
Varia #31
Seria z wukakaemów
Varia #30
Co ty wiesz o komiksie brazylijskim?
Varia #29
Moje vielkie amerykańskie povakacje komiksove

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.