» Teksty » Artykuły » Varia #28

Varia #28


wersja do druku

Biegniemy na rekord

Autor: Redakcja: Agata 'Bulehithien' Wiśniecka, Mały Dan

Varia #28
Varia #28 należała początkowo do Varia #27, ale dopisując kolejne tytuły okazało się, że co za dużo, to niezdrowo. I tak doszło do bolesnego rozdzielenia wesołej rodzinki. Jedenaście tytułów – ponownie według kryterium dosyć niedawno wydanych – trafia do tego zestawienia. Można rzec, że już nie tyle "idziemy" co "biegniemy" na zwariovany rekord w tym roku. Kibicujcie nam na trasie, bo zadanie jest ambitne. Piszemy!

 

Spis treści:

  • Mysia Straż #2
  • Lock&Key #2
  • Monster #4
  • Lucyfer #11
  • Żywe Trupy #22
  • Saga #2
  • 47 Roninów
  • Detektyw Miś Zbyś na tropie: Złoty sokół teksański
  • Księga pana Nadziei
  • Wilq #22: Prawdziwa Hańba Powiatu
  • Batman #3 (DC New 52): Śmierć rodziny 

 

Mysia Straż #2 

Myszkieterowie wrócili! Kenzie i Saxon zostali pojmani i są więzieni przez tajemniczego osobnika, który w zasadzie nie wiadomo, czy jest tym, za kogo się podaje. Lieam trafia w szeregi buntowników, którym przewodzi ten, który na pewno nie jest tym, za kogo się podaje. Próbuje tylko wykorzystać siłę mitu Czarnego Topora, legendarnego bohatera, aby zaprowadzić inny ład na mysich terytoriach. Miecze pójdą w ruch, kołczany opustoszeją, a bohaterowie będą bohaterami, aby Lockhaven przetrwało.

Petersen czaruje rysunkiem, fizycznym, nie faktycznym, zminiaturyzowaniem problemów, aby udowodnić, że ludzkie rozterki mają swoje przełożenie także w innych rzeczywistościach. Sposób narracji i dosyć szybkie tempo opowieści sprawiają, że czyta się ten komiks jak legendę, z której nie wszystkie szczegóły przetrwały i nie o wszystkich można opowiedzieć. Można zatem wygodnie zasiąść i poczytać, rozkoszując tym, co przed oczami oraz domysłami.

Nota: 7,5

 

Locke&Key #2

W posiadłości Lovecraft, do której po śmierci ojca trafiła rodzina – mama, mały Bode, buntownicza Kinsey i osiłkowaty Tyler – dzieje się coraz dziwniej. Mały Bode znajduje klucz, którym może... otworzyć swoją głowę... Okazuje się, że dzięki sile wyobraźni może to zrobić każdy (prawie). A jeśli tak, to co każdy zrobi z tak potężnym wynalazkiem? Co włoży do głowy, a co z niej wyjmie? I jakie będzie to miało konsekwencje?

Motyw otwierania głów został do autorów wykorzystany tyle razy, że w pewnym momencie zaczyna lekko denerwować. Gdyby nie znakomita scena z matką, która nie reaguje specjalnym przejęciem widząc swoją najmłodszą latorośl z otwartą od góry czaszką, czy też motyw nauczyciela, pana Ridgewaya, który zaczyna grzebać w przeszłości Zacka Wellsa, albo motyw związku Zacka z panią od wuefu, to byłoby zbyt powtarzalne to granie na jednym motywie. A tak jest złożenie i strasznie!

Nota: 6,5

 

Monster #4 

Kolejny Monster, kolejna dawka emocji, kolejne postaci zmanipulowane (?) przez Johana, kolejne domysły. Autor kreśli portret Johana poprzez ludzi, na których ten wpływa. Czy Johan stara się wyzwolić ludzi z ich sposobu myślenia i dać im wolność tak, jak sam ją rozumie? Czy Tenma znajduje się na drodze, którą wskazuje mu (bez jego wiedzy) Johan? Czy pościg Tenmy za Johanem to kolejna zręczna manipulacja tego drugiego? Czy Tenma kieruje się swoją własną wolą czy jest sterowany? Czy to on ma stać się tytułowym potworem? Czy taką rolę przyjął dla siebie Johan, aby budzić w ludziach potwory? Czytajmy dalej, może tego właśnie się dowiemy...

Nota: 7

 

Lucyfer #11 

No i zakończyliśmy Lucyfera. Za kilka lat powróci w serii Lucyfer Overture . Po co, nikt wiedzieć tego nie będzie.

Lucyfer został skonstruowany troszkę na podobieństwo Sandmana. Tam również kulminacja nastąpiła w tomie przedostatnim, a ładne zakończenie, w którym wszystkie elementy trafiły na swoje miejsce, stanowiło treść tomu ostatniego. W tomie Kompleta Lucyfer wyrównuje rachunki, zamykając pewne niedokończone sprawy (kogoś zabija, z kimś idzie do łóżka, kogoś innego obdarowuje), a Elaine przemierza stworzenie oraz organizuje babski wieczór (Mazikeen i Jill Presto przy jednym stole? Trochę ryzykowne!), aby pożegnać się z ludzką postacią i stać się boską esencją wypełniającą dosłownie wszytko. A i tak szoł kradną Gaudium i jego siostra w opowieści o podróży do zapomnianych warstw uniwersum. Świetna jest też opowieść otwierająca o Centaurach.

Zamknięcie serii nie rozczarowuje. Jest przyzwoite, tak jak przyzwoita okazała się cała seria. Nie należy sądzić, że Lucyfer stanie się klasykiem na miarę Sandmana, ale na pewno do czytania tej serii można wracać. Zupełnie niezrozumiałe jest dołączenie bezsensownej opowiastki Nirwana, na doczepkę, po wszystkim, po obiedzie i deserze.

Nota: 6

 

Żywe Trupy #22 

Żywe Trupy notują ostatnio tendencję zwyżkową. Po Wojnie Totalnej obawy budził tytuł kolejnego tomu, Nowy początek, ale jak się okazuje zupełnie bezpodstawne. Oto nareszcie doczekaliśmy się numeru, po lekturze którego kolejny raz powiemy “ja p**&@#$^!”. Jasne, najpierw będziemy musieli przebić się przez lukierkowane, słodziuchne obserwowanie tego, jak zjednoczona społeczność post-zombie zorganizowała współpracę, ale zostaniemy zaskoczeni kolejnym genialnym pomysłem Kirkmana. W zasadzie nie zaskoczeni, a wgnieceni w podłogę. Najpierw zasugeruje się nam w sposób zupełnie niespodziewany i całkowicie niedopowiedziany jedno, aby potem na końcu wyjaśnić to w sposób absolutnie szokujący. Pisząc zakończenia serii ŻT nie wzięliśmy czegoś takiego pod uwagę... Kirkman w najlepszy z możliwych horrorowych sposobów przestraszył rozwojem, a potem konkluzją tego tomu!

Nota: 8

 

Saga #2 

Po niesamowitym wstępie w tomie pierwszym, otrzymujemy wypełniony akcją tom drugi Sagi. Na scenę wkraczają rodzice Marco, którzy nie są zbyt zadowoleni z tego, iż ich syn na żonę i matkę swojego dziecka (Hazel, która opowiada nam historię), wybrał Alanę, z rasy uważanej za śmiertelnego wroga "rogatych" (do nich należy Marco). Ciężar opowiadania skupia się w tomie drugim na parach – ojciec Marco i Alana oraz matka Marco i syn. Równolegle śledzimy działania ojca, który skrywa pewną tajemnicę, oraz matki i syna, którzy próbują odzyskać Izabel (zjawę opiekuna naszej dwójki z tomu pierwszego). Dodatkowo w retrospekcjach możemy zobaczyć wojnę poróżnionych ras oraz wydarzenia więzienne, które połączyły Marco i Alanę. Rozbudowana "space szekspiriada" trwa – po piętach naszych bohaterów wciąż depczą łowcy…

Niektórzy dopatrują się wartości tego komiksu w niezwykłych ponoć rysunkach Fiony Staples, inny w dobrze pomyślanej fabule opartej na twórczym przerobieniu pewnych archetypicznych motywów literackich. Innym znowu podoba się "dorosłość" komiksu, która sprawia że autorzy nie ukrywają ani rozlewu krwi, ani nagości, ani tez nie łagodzą języka postaci. Choć Saga to połączenie fantasty i sci-fi, to jej uprawdopodobnienie na tych poziomach po prostu jest przekonujące. Co do rysunku – to już kwestia gustu, ale na pewno spełnia on znakomicie zasadę przejrzystego storytellingu.

Nota: 7

 

47 Roninów 

"Mike Richardson (scenariusz) i Stan Sakai (rysunek) sięgnęli po klasyczną opowieść o wojownikach bez pana – roninach, którzy kierowani kodeksem honorowym zmierzają ku swojej zagładzie. Choć wiedzą, że nie czeka ich nagroda, to poczucie obowiązku jest silniejsze niż wszystkie inne namiętności tradycyjnie szarpiące ludzką duszę. Miłość, beztroska czy przyjaźń przegrywają z lojalnością. Bohaterska śmierć jest wpisana w ich przeznaczenie."

Nota: 8,5 (pełna recenzja – Kuba Jankowski)

 

 

 

Detektyw Miś Zbyś na tropie: Złoty sokół teksański

"Maciej Jasiński (scenariusz), Piotr Nowacki (rysunek) i Rybb (kolory) postanowili opowiedzieć o kolejnej przygodzie Misia Zbysia, detektywa, i Borska Mruka, jego prawej ręki – trochę obolałej po wydarzeniach tomu pierwszego. Nie jest to całkiem osobna przygoda, bo już na samym początku nasi bohaterowie wspominają dźwiganie beczki miodu z części poprzedniej. Tym razem udali się na wakacyjny odpoczynek, ale chyba nie będzie im dane się pobyczyć…"

Nota: 7.5 (pełna recenzja – Kuba Jankowski

 

 

 

Księga pana Nadziei 

Pan Grubasek, główny bohater, raczej się nudzi, je, kontempluje, śni i marzy. Wiosna, lato, jesień i zima upływają mu na zajęciach typowo emeryckich. Wraz z żoną lubi posiedzieć w saunie. Samotnie również lubi tam spędzać czas. Myśli o napisaniu książki. Na myślenie i widzenie świata postaci nakłada się widzenie autorskie, które przemienia postaci w znanych bohaterów kreskówek lub przerzuca naszego pana Nadzieję w okolice komiksowe. W tym aspekcie splatają się ze sobą na przykład jego wyobrażenia i sny odsyłające do Little Nemo (i zapewne do klasyki komiksu fińskiego, której znać nie możemy, bo i skąd).

Księga pana Nadziei jest ludzko filozoficzna (czasami w stylu Fistaszków) w sposób małomówny (czyżby na zasadzie charakteru Finów, postrzeganych jako mało wylewny naród?), a z tego powodu silnie enigmatyczna (w stylu Clowesa czy też Maxa, także rysunkowo). Nie jest to komiks łatwy, na pewno do czytania kilka razy i odkrycia, czy ma sens, czy to tylko bełkot. Po pierwszym czytaniu zdaje się, że ma sens, choć przeskoki między snem a rzeczywistością, snem a przeszłością oraz przeszłością, snem i teraźniejszością mogą być momentami konfundujące dla czytelnika.

Nota: 6

 

Wilq #21: Prawdziwa Hańba Powiatu

Ten numer Wilqowi nie przejdzie. Ten numer to prawdziwa hańba, tak, całego komiksowa… Nieczytelna okładka, niedokończone historie (brak puenty…), niedbała kompozycja (zwróćcie uwagę na układ pasków Troski i frasunki dnia codziennego!), powtórki wiców z internetu… To kolejny, po The Best of obrzydliwy skok na kasę gimnazjalistów!

A tak na serio – nie wiem czy zauważyliście jak dojrzał humor Wilqa i jak z czasem stał się inteligentny. Nabrał mocy, która sprawia, że nadal bawi, ale jest to moc przyzwyczajenia, kontekstu, biorąca się z tego, że Wilqa znamy i obdarzamy życiem, intonacją w wypowiedziach. W wielu miejscach to nawet nie sam żart oparty na kolejnej wariacji bluzgów czy kolejnego opisowego ujęcia masturbacji, ale projekcja naszego wyobrażenia sprawiają, iż robi się zabawnie. Ale to nie tylko to, to też sposób rysowania sekwencji. Kapitalne są w tym numerze "westernowe" z tytułowej Prawdziwej hańby powiatu, czy "filmowodrogowe” z Kakaowego marzenia Nelsona Mandeli. Dobre jak "pyszne, islamskie gówno". Daje radę.

Nota: 8,5

 

Batman #3 (DC New 52): Śmierć rodziny 

Ech, fan Barmana nigdy się nie nauczy… Skuszony bajerancką obwolutą tego tomu, a jeśli nie nią, to drugim wydaniem, do czasu ukazania którego  tyle dobrego nasłuchał się o tym komiksie, że uległ. Choć coś podpowiadało mu, że nawet jeśli może być dobrze, to na pewno coś pójdzie nie tak. No i poszło.

Śmierć rodziny nawiązuje oczywiście do klasycznej Śmieci w rodzinie, kiedy to Joker zabił Robina (Jasona Toda). Pozbawiony twarzy Joker wraca w wielkim (genialna scena na posterunku z gasnącymi światłami – komiks potrafi nadal przestraszyć!) i krwawym stylu. Zamierza tak poprowadzić Barmana, żeby zabił swoją rodzinę (Batgirl, Robina, Red Robina i Nightwinga). A jeśli nie zabił, to doprowadził do jej rozpadu. Do pewnego momentu Snyderowi się udaje, ale nagle w drugiej połowie zostajemy schwytani w dosyć nudne tyrady Jokera, nie do końca zrozumiałe zaangażowanie w całą hecę Two Face’a, Pingwina i Riddlera oraz rozczarowujący pre-finał przed niezłym finałem. Jak zwykle autorzy polegli, bo bali się zaryzykować ostrzejszego zakończenia. Dopóki tak będą wyglądały "odnowienia" wielkich  uniwersów, dopóty akcje w stylu New 52 będą niczym więcej, niż picem na wodę. A zresztą, nawet gdyby batrodzina zginęła, to i tak prędzej czy później by odżyła. Bez sensu to wszystko…

Nota: 5




Czytaj również

Varia #33
Vielka Varia Timofova
Varia #31
Seria z wukakaemów
Varia #30
Co ty wiesz o komiksie brazylijskim?
Varia #29
Moje vielkie amerykańskie povakacje komiksove
Monster #4
Dowód na istnienie Johana
- recenzja
Varia #26
Starość i nowość, czyli radość z importu

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.