» Teksty » Artykuły » Varia #26

Varia #26


wersja do druku

Starość i nowość, czyli radość z importu

Autor: Redakcja: Mały Dan

Varia #26
Co tu dużo pisać na wstępie? Wiecie już, czym jest Varia. Wiecie też, że za nic mamy chronologię kolejnych odcinków. To w najbliższym czasie, podobnie jak nasze komiksowe upodobania, raczej się nie zmieni. Dzisiejszy odcinek zostaje zdominowany przez pozycje z DC. Polecamy szczególnie Batmana i Robina (The New 52!), w którym w bardzo ciekawy sposób budowana jest relacja ojciec-syn, ale w wymiarze "pod maską", czyli Batman-Robin. Polecamy niezwykłych Sex Criminals, bo o takim wymiarze seksu nam się nie śniło. Jeśli nie ruszy was humor tej serii, to i najseksowniejsza kobieta na świecie tego chyba nie zrobi. Ogólnie polecamy bez większych zastrzeżeń prawie każdą z pozycji poniżej opisywanych.

 

Spis treści:

  • Lazarus #2: The Lift
  • The Immortal Iron Fist: The Last Iron Fist Story
  • Sex Criminals 
  • Green Arrow #2: Here there be dragons
  • Batman: Death in the family
  • Batman and Robin (The New 52!): vol.1 - Born to kill, vol. 2 - Pearl, vol. 3 - The Death of the Family
  • Batman Zero Year (The New 52!): Secret City (#4) i Dark City (#5)
  • Injustice: Gods Among Us vol. 2 i Injustice: Gods Among Us - Year Two, vol.1
  • Superman: Kryptonite
  • Selina's Big Score
  • Swamp Thing: Dark Genesis

 

Lazarus #2: The Lift

Pisaliśmy o pierwszym Lazarusie, wiedząc o nadchodzącym polskim wydaniu. Pierwszy polski tom za nami. Czy po lekturze oryginalnej dwójki możemy powiedzieć polskim czytelnikom, że warto na niego czekać?

W drugim tomie Forever, pozostająca na usługach rodziny Carlyle, nadal sumiennie wykonuje rozkazy. W tomie pierwszym zażegnała kryzys między dwoma rodzinami. Teraz musi odnaleźć zamachowców, którzy zamierzają sabotować "selekcję" (org. lift, stąd też tytuł tego tomu). Tak zwane "odpady" (waste) mogą po przejściu szeregu testów zostać awansowane do rangi "poddanych" (serf). Nie wszystkim podoba się panowanie rodzin, stąd też normalne jest, że pojawi się opór (już na murach miast w pierwszej części można było dostrzec slogany anty-Rodzinne).

Trio Rucka/Lark/Arras rozbudowuje opowieść o nowe wątki. Jedna z linii narracyjnych dotyczy rodziny, która po utracie całego dobytku wybiera się na "selekcję", druga pracy Forever, a trzecia jej przeszłości i bezwzględnego szkolenia, któremu została poddana. Znając talent Rucki do tworzenia świetnych opowieści, należy się spodziewać, że wszystkie wątki znajdą swoje satysfakcjonujące dla czytelnika ujście. Tymczasem śledźmy w napięciu to, co ma nadejść. Jest mrocznie, jest brutalnie i zanosi się, że ostateczna konfrontacja będzie krwawa.

Nota: 6,5

 

The Immortal Iron Fist: The Last Iron Fist Story, vol. 1

Iron Fist to dla polskiego czytelnika raczej anonimowy bohater. Spotkaliśmy go na przykład w kapitalnej scenie z poczekalni Nocnej Pielęgniarki w WKKM z Doktorem Strangem i w Wojnie Domowej, ale poza tym raczej nie mieliśmy zbyt wielu okazji podziwiać jego kung-fu. Do czytania tej opowieści jednak nie potrzebujemy zbyt dużego kontekstu. Historia The Last Iron Fist Story rozgrywa się w czasie "wojny domowej" i przymusowej rejestracji wszystkich bohaterów, co wystarczy nam za drogowskaz. Reszta jest na kartach komiksu, z którego dowiadujemy się, że Iron Fist to w zasadzie idea, moc, którą obdarzani na przestrzeni wieku byli różni ludzie. My spotykamy dwóch z nich, którzy ramię w ramię staną do walki z mścicielem nasłanym przez obrażone bóstwa z K’un-Lun. The Last Iron Fist Story to komiks kopany, który spodoba się oczywiście miłośnikom kina kopanego (anyone?). Historia jest prosta (dodatkowo zakręcona obecnością Hydry i chińskich gangsterów, którzy czyhają na amerykańską technologię), ale ciekawie opowiedziana, aby złączyć ze sobą współczesną perspektywę oraz rozwój idei Iron Fista. Wielkie połączenie nastąpi w grande finale, które jest przejściem do "turnieju". A turniej to przeznaczenie Iron Fista, Daniela Randa. Dodatkowy plus za różnicowanie kreski i ciekawy humor.

Pytanie: ilu jeszcze Marvel ma w zanadrzu aroganckich i obrzydliwie bogatych bohaterów?

Nota: 5,5

 

Sex Criminals 

Dwójka ludzi została obdarzona niezwykłym darem: kiedy robią sobie dobrze (nieważne czy to masturbacja, czy stosunek i stosunek z kim), czas się zatrzymuje. Pewnego dnia spotykają się i postanawiają okradać banki, aby uzbierać sumę na ocalenie biblioteki, w której ona pracuje. I tutaj pojawia się specjalny oddział policji, który może poruszać się w momencie, w "tym" zatrzymanym momencie (ona nazywa go The Quiet, on Cumworld, na cześć sklepu z artykułami seksualnymi, do którego chadzał jako młodzieniec, obowiązkowo zatrzymując wcześniej czas). Brzmi intrygująco? I jest! Jest genialnie! Sex Criminals to jakby odpowiedź na pytania pokroju: "czy Mr Fantastic może sobie wydłużyć też penisa?” albo "czy sperma Supermana rozsadzi jego kochankę?". To pełna humoru (na przykład scena, kiedy ona, Suzy, śpiewa przebój Queen tańcząc na stole bilardowym), ale także dramatycznych wydarzeń (jej dzieciństwo bez ojca), opowieść o dwójce ludzi, którzy "zawsze mogą". Nie jest im potrzebny odpowiedni nastrój. Pozazdrościć. I koniecznie przeczytać. Padniecie ze śmiechu.

Nota: 8,5

 

Green Arrow #2: Here There Be Dragons

Śledzimy dalsze losy Green Arrowa, którego przygody opowiada nam Mike Grell. Here There Be Dragons to drugi TP po wcześniej opisywanym w Varia #14 Hunter’s Moon. Klasyczna kreska (choć zbyt uproszczona przez Parisa Cullinsa w konkluzji dwuczęściowego The Powderhorn Trail; Cullins dodatkowo popsuł rozbicie na łopatologiczne kadry; uproszczona kompozycja plansz oraz kwadratowy rysunek odbierają około 50% wartości tej historyjce), proste kolory, akcja związana z problemami niezbyt wydumanymi oraz sznyt prawdziwych życiowych rozterek postaci to mieszanka składająca się na wciągającą i niegłupią lekturę. Tęsknimy za takimi "zeszytówkami" coraz bardziej, czytając na ogół nieudolne wynaturzenia batmanowe spod znaku New 52… A może lepiej sięgnąć po klasykę? Ten TP składa się z dwuczęściowej The Powderhorn Trail, w której Green Arrow udaje się na Alaskę i trochę przy okazji udaje mu się dopaść przemytników, oraz z czteroczęściowej Here There Be Dragons, dla której tak naprawdę warto ten album mieć na półce. Green Arrow spotyka się z Shado i łuk w łuk stają oni przeciwko yakuzie, rządom, zdradom oraz tym, którzy chcieliby być wpływowymi jegomościami. Sojusz przeciwko sojuszowi. Warto.

Nota: 6,5

 

Batman: A Death in the Family (2011)

Czy ocenienie na “5,5” komiksu, który tytułuje się mianem “the ground-braking classic” to bluźnierstwo? Niekoniecznie. W tym wydaniu (przy okazji - znakomite są edytorsko te zbiorcze TP amerykańskie) A Death in the Family oprócz trzyczęściowej historii tytułowej, w której ginie Jason Todd, Robin, znajdziemy jeszcze pięcioczęściowy A Lonely Place of Dying (aftermatch po śmieci Robina i historia nowego Robina, Tima Drake’a, wkraczającego na scenę), posłowie do pierwszej opowieści oraz planszę, która kończy ją w wersji, w której Jason Todd przeżył (wykorzystaną po latach w Batman Annual #25 z 2006 roku, kiedy Jason "zmartwychwstał").

A Death in the Family to oczywiście fragment historii Batmana, który fani znać powinni na wyrywki, co nie znaczy, że po czasie czyta się go dobrze. Opowieść zgrzyta i razi nonsensownymi punktami zwrotnymi – cała ta podroż Jokera na Bliski Wschód, a potem do Etiopii, podążanie Batmana jego śladami i zupełnie przypadkowo również obecność tam Jasona, który akurat w tych stronach szuka swojej prawdziwej matki… Autorom się to wszystko zazębiło, a czytelnikom AD 2015 raczej wyda się zbyt grubymi nićmi szyte. I nie chodzi wcale o realność, o to czy tak mogło się stać czy też nie. Rozwiązania są zbyt nachalne. Lepiej robi się w A Lonely Place of Dying – świetny Two Face (myśląc o zwróceniu uwagi Batmana, zastanawia się nad wysadzeniem Twin Towers – I to przeszło? Naprawdę? Nikt tego z nowego wydania nie chciał usuwać? A pamiętacie, że w filmowym Spider-Manie usuwano pierwsze sceny z Pajęczakiem wspinającym się po jednej z wież?), nieźle pomyślany (choć łopatologicznie skomponowany) epizod Parallel Lines czy stylowy epizod cyrkowy.

Na koniec obowiązkowy "kącik śmiechowy" z ramotek tego pokroju:

- Batman i Robin chcąc niezauważenie śledzić złoczyńców na pustyni, przesiadają się na lotnie, co Batman uzasadnia: „If we stay far enough back, then if they see our jet-powered hang gliders, they’ll mistake us for birds

- po bójce i przesłuchaniu Shivy w pustynnym obozie w Libanie, Batman mówi do Shivy (szkolącej terrorystów): „No, unfortunatelly training terrorists is not against the law In this country. You’re free to go”.

Nota: 5,5

 

Batman and Robin (The New 52!): vol.1 - Born to kill, vol. 2 - Pearl, vol. 3 - The Death of the Family

Nie wszyscy lubiący Batmana przepadają za Robinem. Zdaje się on nie pasować do mrocznego obrońcy Gotham, ma zbyt jaskrawy strój, jest zbyt młody. W The New 52 batrodzinka może pochwalić się trzema byłymi Robinami (Todd, Grayson, Drake) i jednym aktualnym – Damianem, synem Bruce’a. Ten dziesięciolatek ma zdecydowanie najlepsze przygotowanie fizyczne i psychiczne (trenowała go bezlitośnie, od małego, jego matka, córka Ras’al Ghula) oraz odpowiednie pokłady mroczności, brutalności, braku zahamowań, etc., żeby nie wprowadzać dysonansu w duecie. Jest jeszcze bardziej arogancki, nieusłuchany i pyskaty niż jego poprzednicy, a strofowaniu go przez Bruce’a dodaje dodatkowego pokręconego uroku fakt, iż są krwią z krwi, ojcem i synem. Wprowadzenie Damiana na scenę Gotham było strzałem w dziesiątkę.

Trzy trade’y ze wspólnymi przygodami Batmana i Robina w ramach The New 52! to wystarczająca ilość, żeby wiedzieć, czy warto tę serię śledzić. W Born to Kill "dynamiczne duo" stawia czoła jegomościowi zwanemu Nobody, pod którego maską kryje się dawny nauczyciel Bruce’a. W Pearl (najlepszym w tej trójce) wrogiem jest Terminus, ale poznajemy dodatkowo fragmenty dzieciństwa Damiana oraz częściowo starcie ze Szponami. W Death of the Family czytamy dwie większe całości – wymanewrowanie Bruce’a przez syna, który chce pobyć Batmanem w Gotham oraz uzupełnienia do batmanowego The Death of the Family. Na koniec jeszcze mały dodatek o snach z udziałem Alfreda, Damiana i Bruce’a.

Autorzy tego runu – tercet Tomasi/Gleason/Gray – starają się przekraczać granice (tak, uzmysłówmy sobie, że Damian ma dziesięć lat i zabija swoich wrogów!), położyć nacisk na opowieść o ojcu i synu na dwóch płaszczyznach złączonych w jedną (rodzinna i superbohaterska, choć to akurat określenie coraz mniej do świata Batmana pasuje) oraz zaskakiwać sposobem opowiadania (Damian przebrany za Batmana wygląda jak jego wersja retro z dawnych komiksów albo Batman z niektórych Elsworldów; w Terminusie mamy śliczne nawiązanie do kreski klasycznych komiksów grozy spod szyldu EC Comics, etc.). Batman and Robin jest serią nierówną, ale zaskakująco dobrą.  

Nota (wspólna): 6,5

 

Batman Zero Year (The New 52!): Secret City (#4) i Dark City (#5)

Zadyma z sowami, szponami i czym tam jeszcze zakończyła się w sposób rozczarowujący. Krwawy powrót Jokera i śmierć rodziny balansował na granicy, ale w miarę się obronił. A Zero Year z tego wszystkiego wypada najlepiej. Choć to opowieść o początkach Batmana, czyli ponownie opowiedziany nam zostanie origin postaci i wyjaśniony organiczny związek Bruce’a z miastem, to Snyder i Capulo uczynią to w sposób zajmujący i wymagający. Głównym wrogiem okaże się Riddler, który postanowi zmobilizować obywateli Gotham do wytężenia umysłów po resecie technicznym miasta (Snake Plisken się kłania i pozdrawia), a Batman kilka razy zawiedzie, zanim go pokona. Oczywiście będą nawiązania do morderstwa rodziców Bruce’a, ale w końcu, ten jeden jedyny chyba raz, po chodniku nie posypią się perły z zerwanego naszyjnika (motyw ograny do obrzydzenia przez chyba wszystkich poprzedników Snydera i Capullo). Autorzy będą od nas wymagać znajomości losów oraz różnych wersji autorskich gackowych przygód, abyśmy bawili się jeszcze lepiej – porównywanie tego, co czytamy, z tym, co znamy, to zajęcie sprawiające ogromną przyjemność. Trzeba przyznać, że choć to kolejna opowieść od początku, to jednak nie nudzi. Gotham zalane, odcięte od reszty świata i zarośnięte dziką roślinnością? Warto to zobaczyć.

Nota: 7

 

Injustice: Gods Among Us vol. 2 i Injustice: Gods Among Us - Year Two, vol.1

Na samym początku pierwszej części Injustice natknęliśmy się na Supermana przemierzającego ruiny Metropolis. Następnie cofnęliśmy się o pięć lat, do retrospekcji ukazującej nam przeszczęśliwego Supermana i przepięknie poprowadzoną scenę, kiedy dowiaduje się o tym, że Lois nosi w sobie jego dziecko. Scena ta skontrastowana została z wejściem na scenę Jokera, który rękoma Supermana uśmiercił Lois, nienarodzone dziecko (w zasadzie embrion, ale uważajmy z nazewnictwem, bo nas spalą na stosie) oraz obrócił Metropolis w gruzy. Joker zginął z ręki Człowieka ze Stali i oto poznaliśmy mroczniejsze oblicze Supermana (kreacja zbliżona do tej znanej z niedawnego filmu kinowego, ale to w zasadzie malutki tylko punkt styczny). Superman swoją pięścią ze stali postanowił zakończyć wszelkie konflikty zbrojne na świecie. Bohaterowie podzielili się na dwie walczące ze sobą grupy. Przyjaciel stanie przeciwko przyjacielowi. Dawni sojusznicy staną się wrogami.

Wydaje się, że całość tego runu podzielona została na kolejne lata po zniszczeniu Metropolis, a zatem powinniśmy dostać w sumie 10 zbiorczych wydań, po 2 na każdy rok, o który cofnęliśmy się na początku. Rok pierwszy zamyka tom, w którym troszkę mogą drażnić na początku długie, łzawe i patetyczne przemowy bohaterów, ale wynagrodzi nam tę superbohaterską mieliznę niespodzianka - jak myślicie, kto jako jedyny mieszkaniec mógł przeżyć i kto stanie się sojusznikiem (choć późniejsze wydarzenia wskazują, że może jednak niekoniecznie jest sojusznikiem) grupy Supermana? Nie napiszemy, ale chyba się domyślacie. Superman zostanie obdarzony zaufaniem władz, stworzona zostanie pigułka dająca superwytrzymałość zwykłym ludziom, powołany do ochrony Gotham zostanie superoddział, wspomagający działania grupy Supermana, który na boczny tor odstawi gothamską policję (Gordon, Bullock i Montoya jednak znajdą sposób, aby się temu sprzeciwić i stawić opór), na scenę wkroczy na chwilę Lobo, Harley Quinn będzie dokazywać w stylu swojego mistrza. Dziać się będzie tyle, że ani na chwilę się nie znudzimy. Będzie dramatycznie, będzie akcja. Rok Drugi rozpocznie się pogrzebem jednego z członków grupy Batmana, stojącej w opozycji do grupy Supermana, bo któż inny byłby w stanie stawić czoła Człowiekowi ze Stali, Wonder Woman, Green Lanternowi i Flashowi? Batman, Catwoman, Black Canary i Green Arrow. Widzicie wzór? Obdarzeni supermocami superludzie kontra bohaterowie z wyboru, zwykli, w zasadzie bez dodatkowych nadprzyrodzonych mocy (no, może poza mistrzynią magii Zatanną, ale ona trzyma się w zasadzie z boku głównej osi wydarzeń). Ważną rolę odegra w tej części Siniestro i jego korpus, a co raz bardziej stanowcze posunięcia Supermana doprowadzą do interwencji na Ziemi korpusu Zielonych Latarni. Chyba wystarczy emocji, prawda?

Aż dziw bierze na myśl, że tak dobry komiks sprzężony z grą, która odniosła spory sukces, nie trafił jeszcze w wersji polskiej do polskiego czytelnika. Jego niezwykłą mocą jest to, że nosi wszelkie cechy opowieści crossoverowych, ale zamyka te treści w jednym głównym tytule, bez rozbijania go na osobne serie poświęcone pojedynczym bohaterom. Pasjonująca lektura raczej nie powinna podzielić losu marvelowego Civil War, którego jest najbliższym odpowiednikiem. Nie powinna, bo póki co jest mroczniejsza, samowystarczalna i napisana w linii, która prezentuje wydarzenia alternatywne w stosunku do obecnie głównej linii DC. Więc twórcy nie muszą przejmować się tym, kogo uśmiercą i co namieszają. My w nich wierzymy.

Nota: 7,5

 

Superman: Kryptonite

Darwyn Cooke plus Tim Sale w opowieści o Supermanie. W zasadzie jest to komiks perfekcyjny i praktycznie dwa nazwiska autorów powinny sprawić, że nie będziecie wahać się przed włączeniem do swojej kolekcji. Autorzy wzięli na warsztat kwestię kryptonitu i wyjaśnili skąd wziął się na Ziemi oraz jakie przyniosło to konsekwencje dla Człowieka ze Stali. Bardzo ładnie i przekonująco pokazali ludzkie oblicze przybysza z obcej planety, który dowiedział się o tym, że nie jest niezniszczalny. To opowieść w duchu klasycznych "odmalowań" bohaterów, które Tim Sale uskuteczniał do tej pory Jephem Loebem (z Pająkiem, Daredevilem, Hulkiem w "kolorowym" tryptyku czy z Batmanem i Supermanem). Jednak tym razem stworzył duet z piekielnie dobrym Darwynem. Wypatrując powalającego New Frontier, który już niedługo w Polsce, sięgnijcie po tę pozycję, oraz po następną z tu prezentowanych.

Nota: 9,5

 

Selina's Big Score

Catwoman postanawia wykonać skok życia i zrabować grube miliony z pewnego pociągu. Pomogą jej w tym dawni sprzymierzeńcy, z którymi ma troszkę na pieńku za wcześniejsze wspólnie wykonane skoki. Ale nie wyobraża sobie innego zespołu, jak wykiwany kiedyś Stark, hazardzista Jeff oraz zaufany Swifty. Dodajcie do tego kryminalistę Falcone, irlandzkiego detektywa Slama Bradley'a, francuskiego zabójcę oraz szczyptę "każdy chce wykiwać każdego" i "każdy jest twardy" (na swój sposób), a otrzymacie gęsty czarny kryminał, który na łeb bije przegadanego Parkera. Kocia dusza skrywa zbyt wiele tajemnic, abyśmy my, ludzie, mogli je poznać w jednym życiu. Jest więc coś urzekającego w opowieściach, których głównymi bohaterami są niejednoznaczne charaktery. Tak jak i w ostatniej pozycji z tego Varia.

Nota: 9

 

Swamp Thing: Dark Genesis

Ta postać wkroczyła do Polski za sprawą świetnej wizji Moore'a. Okazuje się, że jeśli sięgnąć do starszych pozycji z przygodami Swamp Thinga, to odkryjemy tam całkiem sporo porywającego horroru.

Dark Genesis Lena Weina (scenariusz) i Berni'ego Wrightsona (rysunek) to zbiór opowieści z lat siedemdziesiątych, które w jednym TP zebrano w roku 1992. Na początek dostajemy klasyczną opowieść o powstaniu istoty z bagien (dwójka naukowców pracuje na odludziu, zjawia się jeden zły człowiek, który doprowadza do katastrofy), a następnie zostaje ona odrysowana w nowszym wydaniu i rozszerzona. Losy Swamp Thinga śledzimy w kolejnych dziesięciu historiach. Swamp Thing próbuje zemsty, następnie zostaje omamiony przez szalonego Arcane'a obiecującego mu powrót do ludzkiej postaci, musi stawić czoła wilkołakowi ze szkockich bagien, zmierzyć się ze społecznością praktykującą palenie kobiet za domniemane uprawianie czarnej magii, odwiedzić doskonałe miasteczko stworzone przez pewnego szwajcarskiego zegarmistrza, wyjaśnić kilka spraw w Gotham, pokonać potwora rosnącego w siłę w upadłej górniczej osadzie, porozumieć się z kosmitą, który na jego bagnie ma lądowanie na naprawę swojego pojazdu, oraz zmierzyć z niewolniczą legendą. Uf, emocji będzie pod dostatkiem. A wszystko w stylu z dawnych lat, z dosyć obfitym opisem słownym i niesamowitym rysunkiem. W tej tradycji, choć znacznie unowocześniając kreskę, rysuje dziś Kelley Jones. Scenarzysta, Len Wein, znakomicie wykorzystał motyw podróży Swamp Thinga (świetnym nawiązaniem do tzw. paisanos, znanych choćby z Tortilla Falt, jest jego podróż pociągiem) dla uzasadnienia ogromnego rozrzutu tematycznego poszczególnych zeszytów - każdy z nich utrzymany jest w delikatnie innym stylu horrorowym/opowieści grozy. Swamp Thing jest tym dobrym, ale oczywiście nie każdy tak to będzie widział. Sprawdźcie jak wy sami ocenicie "Bagnistego". Komiks dla fanów opowieści grozy starej daty.

Nota: 8,5




Czytaj również

Varia #33
Vielka Varia Timofova
Varia #31
Seria z wukakaemów
Varia #30
Co ty wiesz o komiksie brazylijskim?
Varia #29
Moje vielkie amerykańskie povakacje komiksove
Varia #28
Biegniemy na rekord
Varia #27
Idziemy na rekord

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.