» Recenzje » Uncanny X-Men #1: Rewolucja

Uncanny X-Men #1: Rewolucja


wersja do druku

Druga strona tej samej monety

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Uncanny X-Men #1: Rewolucja
Mutanci nie mają łatwego życia w historiach wydawanych pod szyldem Marvel Now. Po wielkiej bitwie z mocą Phoeniksa oraz śmierci profesora Xaviera ich świat rozpadł się na kawałki. Jednocześnie funkcjonują dwa zespoły X-Men. Jeden, skoncentrowany wokół bohaterów zrzeszonych w szkole im. Jean Grey próbuje, mimo przeciwności, pokazać światu dobrą stronę swojego gatunku. Tymczasem druga ekipa, pod wodzą uciekiniera Cyclopsa, dąży do rewolucji. Pierwszy tom Uncanny X-Men opowiada historię tych drugich, którzy, nie są wcale takimi czarnymi charakterami, jak mogło by się wydawać.

Warto zaznaczyć, że czytanie tego albumu bez znajomości wydawanej równocześnie serii All-New X-Men wyjątkowo utrudni poznawanie całości obrazu. Wydarzenia rozpisane na kartach obu tytułów mają miejsce równolegle i są niczym dwie strony tej samej monety.

Gdy odkrywamy tę historię z perspektywy mieszkańców szkoły im. Jean Grey, to zespół Scotta Summersa kreowany jest na typowych antybohaterów, których postrzeganie świata jest bardzo zaburzone, a motywacje mocno nasiąknięte goryczą. Tymczasem w Uncanny X-Men obserwujemy ich z bliska, widzimy wzajemne relacje oraz, co najważniejsze, kontakt z młodymi mutantami. Okazuje się, że sprawa nie jest wcale taka czarno-biała jak mogłoby się wydawać. Są to osoby bardzo rozbite psychicznie, które nie radzą sobie w nowej sytuacji i starają się podążać w kierunku, który wydaje się im po prostu słuszny.

Każdy z pozornych antagonistów jest bardzo ludzki i targany wątpliwościami. Ważną rolę odgrywa również dawna relacja Cyclopsa z Emmą Frost – ci dwoje pomagają sobie właśnie ze względu na romans sprzed lat. Ich moce, uszkodzone przez Phoeniksa, nie mogą stanowić dla nich oparcia. Scott kompletnie nie kontroluje swojego wzroku, Magik przeżywa niekontrolowane teleportacje do piekła, Magneto nie ma w sobie tyle sił, by przenosić większe metalowe obiekty, a Frost nie słyszy już myśli innych. Oczywiście nie jest to tylko kwestia poczucia bezsilności. Bohaterowie są bardzo pogubieni moralnie. Wiedzą, do czego posunęli się pod wpływem kosmicznej mocy, i sami kwestionują własny światopogląd. Jednego są pewni – ludzie nie ufają mutantom i jedynym ratunkiem jest przygotowanie młodych, których moce ujawniają się w różnych miejscach świata, do walki. Strach przed kolejnym pogromem mutantów nie jest zupełnie nieuzasadniony, gdyż każdy przejaw jakiejkolwiek niecodziennej mocy spotyka się z agresją ze strony stróżów prawa.

Rewolucja jest bliżej niż dalej. O Cyclopsie mówi się w mediach, a na świecie pojawiają się pierwsi zwolennicy jego ruchu. Warto jednak zauważyć, że nie jest to droga motywowana nienawiścią wobec społeczeństwa. Sytuacja jest zgoła odmienna, co widzimy chociażby w scenach koncentrujących się na "nowym narybku" Scotta. Młodzi mutanci są mocno zagubieni. Dzień wcześniej żyli swoim codziennym życiem, gdy w jednej chwili ujawniły się ich nadzwyczajne umiejętności i automatycznie stali się wrogami publicznymi. To dla nich ekipa ustanawia nową szkołę, troszczy się o ich samopoczucie, trenuje, a nawet pozwala jednej z dziewczyn spotkać się i pożegnać z matką. To nie złość jest motorem napędowym tej grupy X-Menów, ale strach i chęć przetrwania.

Kunszt Chrisa Bachalo na pewno znajdzie swoich fanów. Jego bardzo komiksowa kreska, a zwłaszcza projekty postaci są wyjątkowo atrakcyjne dla oka. Nie każdemu jednak spodoba się fakt, że twórca bardzo mocno operuje plamami i nie boi się wychodzić poza linie szkicowe, często nawet kosztem szczegółów. Dzięki takim zabiegom rysunki tego autora mają nieco pastelowy charakter i specyficzny, ulotny klimat . Zupełnie inaczej ma się sprawa z Frazerem Irvingiem, który przejmuje pałeczkę pod koniec tomiku. Warto docenić jego wyraźne malarskie zacięcie, bo większość teł wygląda jakby rozprowadzone zostały po papierze farbami, jednak niepotrzebnie stawia on na bardzo realistycznie narysowane twarze. Wyglądają one dziwnie naturalistycznie i wręcz przerażająco.

Unchanny X-Men #1: Rewolucja to album znacznie spokojniejszy niż wiele innych wydanych pod szyldem Marvel Now. Jeżeli czytając cykl All-New X-Men, zastanawialiście się nad motywacjami tych pozornie złych X-Menów, tutaj dowiecie się, dlaczego postępują tak, a nie inaczej. Być może są to zeszyty nieco przegadane, ale te postacie bardzo tego potrzebowały. Jesteśmy teraz w stanie zrozumieć co kryje się za ich kontrowersyjnymi działaniami, a także upewnić się, że racja nie stoi po niczyjej stronie, a dobro nie jest takie oczywiste.

8.5
Ocena recenzenta
5.5
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Uncanny X-Men #1: Rewolucja
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Chris Bachalo, Frazier Irving
Wydawca: Egmont
Data wydania: 20 maja 2016
Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski
Liczba stron: 120
Format: 165x255 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788328116658
Cena: 39,99 zł
Wydawca oryginału: Marvel



Czytaj również

All New X-Men #2: Tu zostajemy
Dramat teraźniejszości
- recenzja
Deadpool: Łowca dusz
Bo z demonami nigdy nie wie, oj nie wie się
- recenzja
The Superior Spider-Man #4: Nie ma ucieczki
Pająk i jego armia
- recenzja
Uncanny Avengers #1: Czerwony Cień
Kontrowersje zamiast wiecznego odpoczynku
- recenzja
The Superior Spider-Man #1: Ostatnie życzenie
Zwrot akcji, który wstrząsnął pajęczyną
- recenzja
Deadpool 2
Karuzela krwi i śmiechu
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.