» Strażnicy (Mistrzowie Komiksu)

Strażnicy (Mistrzowie Komiksu)

Dodał: Jeżol

Strażnicy (Mistrzowie Komiksu)
10
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Strażnicy (Mistrzowie Komiksu)
Scenariusz: Alan Moore
Rysunki: Dave Gibbons
Kolory: John Higgins
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania oryginału: 2008
Wydawca polski: Egmont
Data wydania polskiego: 9 września 2013
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Liczba stron: 416
Okładka: twarda
Druk: kolorowy
Cena: 119,99 zł

Strażnicy to jedno z najwybitniejszych dzieł w historii komiksu. Jako jedyny komiks wymieniane przez "Time" na liście stu najważniejszych powieści w historii, dzieło scenarzysty Alana Moore'a i rysownika Dave'a Gibbonsa odmieniło w latach osiemdziesiątych kulturę popularną i do dziś poraża celnością spostrzeżeń.

Cała rzecz w klasycznym powiedzeniu "Who watches the watchmen?", czy raczej w oryginale "Quis custodiet ipsos custodies?" pochodzącym z czasów starożytnego Rzymu. Kto pilnuje tych, którzy pilnują? W wersji Moore'a odpowiedź na to pytanie stała się dojrzałą i mroczną ripostą na raczej naiwne superbohaterskie "Wielka moc oznacza wielką odpowiedzialność". Bo przecież naprawdę nikt ich nie pilnuje. A to oznacza, że mogą sobie pozwolić na wiele, może nawet na wszystko.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Przez ostatnie dekady nie raz mieliśmy do czynienia z takimi fabułami w dziesiątkach komiksów. Ale zaczęło się właśnie od Strażników. Mało kto potrafił później pokazać deprawację herosów, ich skorumpowanie przez władzę w sposób równie wyrazisty, ikoniczny i dobitny jak Moore i Gibbons. To właśnie dzięki Strażnikom komiks o zamaskowanych bohaterach dojrzał i stał się równocześnie świetną rozrywką i poważnym głosem w dyskusji o ludzkiej kondycji.

Strażnicy to komiks rozgrywający się w alternatywnej wersji świata (a zwłaszcza USA) lat osiemdziesiątych. Większość wydarzeń potoczyła się tak jak w naszej historii, ale nie wszystkie. Zmiany były efektem pojawienia się w latach czterdziestych mody na zamaskowaną walkę ze zbrodnią. Drugie pokolenie takich bohaterów pojawiło się w latach sześćdziesiątych i dzięki nim USA wygrało np. wojnę w Wietnamie.

Głownymi bohaterami Strażników są:

Rorschach – naprawdę Walter Joseph Kovacs, bezkompromisowy pogromca zbrodni, który nie uznaje żadnych wymówek. Ukryty za specjalną maską, która z zewnątrz wygląda jak wciąż zmieniający się układ symetrycznych czarnych plam na białym tle (jak plamy na teście Rorschacha) jest ścigany przez policję za brutalność na równi z przestępcami, których nienawidzi.
Nocny Puchacz – emerytowany superbohater, który zrezygnował z walki z przestępczością, gdy taka forma aktywności została oficjalnie zdelegalizowana. Wynalazca i twórca świetnych gadżetów. Nocny Puchacz przejął ten pseudonim od jednego z klasycznych herosów z lat czterdziestych.
Doktor Manhattan – tak naprawdę jedyny autentyczny superbohater w tym komiksie (to znaczy posiadający supermoce). Doktor Manhattan w efekcie wypadku w laboratorium przy badaniu energii atomowej w 1959 r. przemienił się w niebieskoskórego geniusza, którzy może dowolnie manipulować masą i energią, a także ma nieomal nieograniczoną świadomość przyszłych wydarzeń.
Ozymandiasz – geniusz. Najmądrzejszy i kto wie, czy nie najpiękniejszy człowiek na Ziemi. Ponoć każdy z nas wykorzystuje tylko małą część potencjału swego mózgu. On używa całego.
Komediant – wyśmienity żołnierz i strateg. Będąc oficjalnie na usługach amerykańskiego rządu mógł dalej działać po zdelegalizowaniu innych herosów. Działał zresztą już w pierwszej ich erze w latach czterdziestych, więc gdy zaczyna się opowieść o Strażnikach jest już emerytem. Choć wciąż żwawym. Większość jego historii poznajemy w retrospekcjach.
Jedwabna Zjawa – w tej opowieści to jedyna duża rola żeńska, ale wcześniej bywały też inne superbohaterki. Była też inna Zjawa, matka tej aktualnej. Dziś Zjawa to po prostu Laurie Juspeczyk, życiowa partnerka niebieskoskórego Doktora Manhattana.

Mimo, iż fabuła Strażników dzieje się w latach osiemdziesiątych, ten komiks w dużej mierze opiera się na świetnie wprowadzanych przez Alana Moore'a retrospekcjach. Z nich dowiadujemy się wiele o tym, jak wyglądała ta wersja historii XX wieku i Stanów Zjednoczonych Ameryki, jak potoczyły się losy pierwszego pokolenia bohaterów i co doprowadziło do zdelegalizowania ich działań. Moore sam umiejętnie wypełnia wiele białych plam w swej opowieści i tworzy zadziwiająco spójny świat, któremu trudno zarzucić jakiekolwiek luki czy niekonsekwencje.
W zalewie setek, tysięcy komiksów, które nadeszły po Strażnikach ta opowieść zawsze będzie się wyróżniać swoją jakością, wyrazistością przekazu, bezkompromisowością i paradoksalnie – oderwaniem od popularnych komiksowych uniwersów. Nie jest to bowiem historia rozgrywająca się w świecie Batmana, czy Spider-Mana. Nie ma potrzeby, ani nawet (do niedawna) możliwości przeczytać innych komiksów o tych postaciach. One powstały specjalnie na potrzeby tej właśnie historii, są świetnie dla niej właśnie skonstruowane i tu (część z nich) dokonuje żywota.

Moore – jako jeden z niewielu na świecie twórców kultury - dokładnie wie, co chce osiągnąć i robi to przy pomocy idealnie dobranego medium. Stąd też wzięło się jego niezadowolenie przy ekranizacji Strażników. Podobnie zresztą, jak przy innych filmach opartych na jego komiksach. Moore uważa i często podkreśla, że dlatego stworzył to jako zamknięte dzieło w postaci komiksu, bo tak jest idealnie. Każda adaptacja jest psuciem oryginału. Czy faktycznie jest tak z kinowymi Strażnikami? Film z 2009 r. w reż. Zacka Snydera to przede wszystkim hołd dla oryginalnego komiksu (podobnie jak przy poprzednim filmie tego reżysera - 300 na podstawie komiksu Franka Millera). Snyder wiernie przeniósł nieomal całą fabułę i wiele z oryginalnych rozwiązań plastycznych Strażników.

Alan Moore z pewnością ma rację, że Hollywood popsuło, czy przerażająco uprościło jego komiksowe dzieła, jeśli mowa o takich filmach jak Liga Niezwykłych Dżentelmenów, Prosto z piekła czy V jak Vendetta. Ale w wypadku Strażników to naprawdę wierna duchowi oryginału ekranizacja i to z kilkoma zapadającymi w pamięć kreacjami aktorskimi. Przykłady to: Jackie Earle Haley (Rorschach), Jeffrey Dean Morgan (Komediant), czy Malin Akerman (Jedwabna Zjawa II).

Jeszcze większe kontrowersje (i zachwyt fanów) niż ekranizacja wzbudził zeszłoroczny projekt Strażnicy - Początek. Oto bowiem wydawnictwo DC, które przed laty opublikowało Strażników zdecydowało się zaprosić najsłynniejszych dziś twórców komiksowych, by stworzyli dodatkowe opowieści rozgrywające się w świecie wymyślonym przez Alana Moore. Ponieważ ciężko byłoby dopisać ciąg dalszy (by dowiedzieć się dlaczego, należy przeczytać komiks), nowe fabuły dzieją się przed oryginalnymi Strażnikami, sięgając w czasy i miejsca o których Moore nie opowiedział wszystkiego. Dzięki temu dowiemy się więcej o pierwszym Nocnym Puchaczu, o związkach Komedianta z rodziną Kennedych, czy o Rorschachu patrolującym Nowy Jork w latach siedemdziesiątych. Komiksy te stworzyli m.in. Darwyn Cooke, Brian Azarello, J. Michael Straczynski, J.G. Jones, Jae Lee, Andy i Joe Kubert.

Dzięki pomysłowi na Strażnicy - Początek opowieść Moore'a zatoczyła pełne koło od komiksu o superbohaterach przez wybitne wydarzenie kulturalne i artystyczne, dzieło kultowe w wielu kręgach, ekranizację (i grę komputerową, która jej towarzyszyła) ponownie do komiksu o superbohaterach. Bo przecież jedną z najważniejszych cech komiksu jest szeroko pojęty "ciąg dalszy". Dziwne byłoby więc, by jeden z najważniejszych komiksów wszech czasów nie doczekał się takiego ciągu dalszego. Zwłaszcza w czasach, gdy większość kultury oparta jest na rozmaitych kontynuacjach (w kinie, telewizji, literaturze).

A Alan Moore oczywiście i tym razem protestuje i twierdzi, że dopisywanie do jego fabuły czegokolwiek i używanie stworzonych przez niego postaci to profanacja i działania niegodne. Tyle, że tym razem ciężko jest uznać jego argumenty. Nawet pomijając wyżej wymienione oczywistości o kontynuacji jako kole zamachowym komiksowego medium, ciężko jest narzekanie na dopisywanie nowych przygód postaciom z kultowych dzieł sprzed lat potraktować poważnie. Dlaczego? Bo wypowiada je autor (świetnej skądinąd) serii Liga Niezwykłych Dżentelmenów, gdzie ten sam Alan Moore świetnie się (i nas) bawi tworząc nowe wspólne przygody dr Jekylla, kapitana Nemo, Niewidzialnego Człowieka, Alana Quatermaina, Miny (z Drakuli) i wielu innych. Ale to już zupełnie inna opowieść.

Źródło: Gildia Komiksu

Tagi: watchmen | strażnicy | DC Comics | Egmont | Alan Moore | Mistrzowie Komiksu | John Higgins | Dave Gibbons | Jacek Drewnowski | Strażnicy (Mistrzowie Komiksu)


Czytaj również

Watchmen Strażnicy
- recenzja
Miracleman
Klasyk nie na każdy żołądek
- recenzja
Batman #8: Waga superciężka
Problemy w Gotham
- recenzja
Gotham Central t.3 W obłąkanym rytmie
W Gotham bez zmian
- recenzja
Gotham Central: Na służbie
Świat Batmana bez Batmana
- recenzja
Nemo #2: Berlińskie róże
Siła kobiet
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.


ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.