» Recenzje » Pieśń Otchłani #1

Pieśń Otchłani #1

Pieśń Otchłani #1
Apokalipsa i potwory, potwory i apokalipsa – słowa klucze, które gwarantują mnóstwo przygód i emocji. A jeśli dodamy jeszcze nazwisko uznanego scenarzysty, wówczas owocem powinien być udany komiks. Czy ta teza sprawdziła się w przypadku Pieśni Otchłani? Sprawdziliśmy!

Dziesięć lat temu w Filadelfii doszło do niezwykłego wydarzenia: olbrzymia połać metropolii nagle zniknęła, zaś w jej miejsce pojawiło się pustkowie. Jednak całkiem szybko okazało się, że pechowy obszar nie zniknął tak zupełnie, lecz trafił do innego wymiaru, opanowanego przez drapieżniki rodem z najgorszych koszmarów, miejsca, gdzie przetrwanie każdej godziny to nie lada wyczyn. Mieszkańcy Filadelfii swoje rodziny, przyjaciół, sąsiadów spisali na straty, ograniczając się jedynie do upamiętniania pamięci zaginionych. I tylko jeden śmiałek z oddanym zespołem nauczył się przenikać do drugiej rzeczywistości oraz sztuki przetrwania w skrajnie wrogim środowisku: Nathan Cole. Jego działania nie spotykają się jednakże z aprobatą kręgów rządowych...

Nazwisko Roberta Kirkmana już chyba na stałe zagościło w sercach miłośników komiksu. Serią, która przyniosła mu dotychczas największy rozgłos jest oczywiście The Walking Dead, tasiemiec tak komiksowy, jak i serialowy. Zresztą Amerykanin popełnił "umarlakową" książkę, tj. Upadek gubernatora. Inną pozycją znaną polskim czytelnikom jest cykl Outcast. Opętanie, również zaadaptowany przez producentów telewizyjnych seriali. Nie dziwi więc, że rodzimi wydawcy coraz chętniej sięgają po dorobek tego scenarzysty. Tym razem wybór padł na Pieśń Otchłani, serię całkiem świeżą, bo mającą premierę w marcu bieżącego roku. Wielkie brawa dla Non Stop Comics za błyskawicznie przygotowaną polską edycję!

Fani Kirkmana, którym przypadł do gustu postapokaliptyczny klimat The Walkind Dead, powinni być usatysfakcjonowani wizją wykreowaną na potrzeby omawianej pozycji. Otchłań łączy w sobie klimat znany ze świata książkowo-growego Stalkera z drapieżnością otoczenia jako żywo przeniesioną z ekranizacji Mgły Stephena Kinga. Osobom nie znającym obu tytułów należy się wyjaśnienie: pośród zrujnowanej metropolii grasują fantazyjne potwory rodem z najmroczniejszych koszmarów, zaś pośród tego co było niegdyś cywilizacją trwają świetnie zaadaptowane do nowej rzeczywistości niedobitki ludzkości.

Wymyślona kreacja świata powinna gwarantować dynamiczną, pełną przygód historię. I rzeczywiście tak jest: wydarzenia w Otchłani gnają na złamanie karku naznaczona permanentną ucieczką przed rozmaitymi drapieżnikami. Ale i przestrzenne przeskoki do dobrze znanej czytelnikom rzeczywistości niosą ze sobą spory bagaż wydarzeń ważnych choćby z perspektywy poznania bohaterów oraz motywów nimi kierujących. Całość całkiem zgrabnie przeplata się i uzupełnia, nakreślając całkiem szerokie spektrum wydarzeń. Zresztą Kirkman nie próżnuje, raz za razem sygnalizując przyszłe wątki, które niewątpliwie znajdą swoją kontynuację.

Scenarzysta dołożył również wszelkich starań, aby nakreślić zróżnicowane i głębokie postacie. Osoby, które doświadczyły wątpliwej przyjemności pobytu w innym wymiarze już na zawsze będą zwichrowane emocjonalnie. Nie brakuje również wyrozumiałych, chociaż także przeżywających swoje dramaty, partnerów tychże ocalonych oraz jajogłowych urzędników, zaś osobną kategorię stanowią mieszkańcy Otchłani, czyli prawdziwi twardziele. Każda postać naznaczona została osobistymi przeżyciami, a i motywy działania nie są prostolinijne.

Ale to właśnie protagoniści budzą najbardziej mieszane uczucia. Starania Kirkmana, aby były to postacie złożone są widoczne jak na dłoni i w przypadku postaci drugoplanowych, a zwłaszcza ekipy poszukiwawczo-naukowej, całkiem udane. Wyjątkiem jest tutaj sam Nathan Cole, czyli główny bohater, śmiałek przemieszczający się pomiędzy światami w poszukiwaniu pechowców uwięzionych w potwornym świecie oraz swojego brata, którego utracił w wyniku katastrofy. Niestety jest to persona przewidywalna w swoich poczynaniach, z ustami pełnymi powtarzających się frazesów. Na chwilę obecną Nathan – a raczej jego ojciec, Kirkman – zupełnie nie zdaje egzaminu.

Zresztą i o samym scenariuszu należy napisać, że wydarzenie goni wydarzenie, ale jako całość Pieśń Otchłani to utwór typowo przygodowy, a przy tym zupełnie bezrefleksyjny. Zamiast tego akcja gna do przodu, chociaż należy pochwalić Kirkmana za umiejętnie zawieszony cliffhanger. Widać, że scenarzysta to stary wyga, w decydujących momentach potrafiący podgrzać atmosferę i pozostawiający odbiorcę w stanie zaciekawienia dalszymi losami Nathana.

Graficznie album prezentuje się zupełnie przyzwoicie. Podobać się mogą zarówno bardzo fantazyjne potwory, jak i sam obraz zdewastowanego miasta. Lorenzo De Felici nie stroni od wykorzystania pastelowych barw, dzięki czemu postapokaliptyczna wizja nabiera swoistej bajkowości. Również mimika bohaterów została nieźle zsynchronizowana z wypowiadanymi przez bohaterów kwestiami. Ogólnie jest nieźle, chociaż nie wybitnie.

Pierwsza odsłona Pieśni Otchłani z pewnością nie jest propozycją idealną: scenariusz póki co jest raczej prosty, a główny bohater nieprzekonujący. Nie można jednak napisać, że jest to komiks zły: dynamiczna akcja zapewnia kilka kwadransów relaksującej lektury, a i samemu pomysłowi, jak i jego przeniesieniu na warstwę graficzną nie wolno odmówić oryginalności. Pozostaje więc czekać na rozwinięcie historii w przyszłych tomach przygód Nathaniela.

7.0
Ocena recenzenta
7.17
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Pieśń Otchłani #1
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Lorenzo De Felici
Data wydania: 7 marca 2018
Kraj wydania: Polska
Tłumaczenie: Grzegorz Drojewski
Liczba stron: 144
Format: 170 x 260 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788381104043
Cena: 44,00 zł
Tytuł oryginalny: Oblivion Song Vol. 1
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania oryginału: 2018



Czytaj również

Głębia (wydanie zbiorcze) #2: Zanim spali nas świt
Długa droga na powierzchnię
- recenzja
Paper Girls (wydanie zbiorcze) #2
Papierowa historyjka
- recenzja
Wiedźmy
Szybko, nadchodzą!
- recenzja
Chew #7: Zgniłe jabłka
Żarty się skończyły
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.