» Recenzje » Paronomazja

Paronomazja


wersja do druku
Paronomazja
Czymże jest nasze życie? sceną namiętności;
Muzyką w intermediach są nasze radości;
W matczynym łonie skryci niczym w garderobie,
Na tę krótką komedię strój sprawiamy sobie


Wśród autorów komiksów rozpleniła się plaga tworzenia antologii tematycznych lub zbierających prace artystów należących do jednego środowiska. Prapoczątków zarazy można doszukiwać się w ognisku chorobowym wyhodowanym w laboratoriach wydawnictwa Egmont, którego antologie zapoczątkowały modę na zbieranie prac wielu autorów stanowiących interpretację tego samego tematu. Na wzrost liczby zachorowań ma również wpływ większa łatwość przygotowania przez kilku twórców zestawu historii mogących zapełnić album liczący kilkadziesiąt stron.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

W ręce czytelnika trafiają antologie lepsze i gorsze, bardziej spójne i chaotycznie zakomponowane, prezentujące wiele punktów widzenia lub ograniczające się do jednej perspektywy. Wydana niedawno Paronomazja to kolejny szczep wszechobecnego na rynku komiksowym wirusa, który z pewnością nie jest łagodną grypą, przez którą wszyscy musimy przejść, ale groźną ebolą, pozostawiającą wyraźny ślad w pamięci odbiorcy.

Niebo - to widz rozumny i baczny nad nami,
Który notuje, kto z nas lichą grą się splami,
Grób zaś, co nas ukrywa przed ciekawskim Słońcem.
Jak spuszczona kurtyna, jest spektaklu końcem.



Paronomazja to cykl prac poświęconych problematyce wszechobecnej i uniwersalnej: zagadnieniu śmierci i zachowań ludzi stających twarzą w czaszkę z ostatecznym końcem egzystencji. Wizje różnych twórców łączy ten sam pomysł fabularny: bohater każdego z zamieszczonych w zbiorze komiksów dowiaduje się, iż pozostały mu zaledwie dwadzieścia cztery godziny życia. Tacy scenarzyści jak: Jerzy Szyłak, Daniel Gizicki, Magdalena Kurzyna i Filip Fert stworzyli swojego rodzaju katalog reakcji w obliczu nieuchronnej śmierci. Znalazły się w nim: rezygnacja, bunt, akceptacja losu czy samodestrukcja. Tematyka została przedstawiona w wielu kontekstach, dzięki czemu otrzymujemy opowieści o miłości, zdradzie, zemście i, oczywiście, wierze. Czarno-białe rysunki oddają charakter dramatycznych wyborów - dwa kontrastujące kolory podkreślają granicę oddzielającą życie od śmierci.

Autorzy zazwyczaj udźwignęli ciężar tak trudnej tematyki. Większość z nich stworzyła historie interesujące i warte chwili zadumy. Do najciekawszych prac należy komiks powstały przy współpracy Daniela Gizickiego i Mateusza Skutnika. Rozpoczynające antologię dzieło to jedyna opowieść, której bohater nie umiera, ani też nie otrzymuje wiadomości o rychłym zgonie. Śmierć została tu zinterpretowana symbolicznie jako odejście od świeckich przyjemności. Ksiądz, centralna postać opowiadania, żegna się z rzeczywistością doczesną, oczyszcza z win i umiera dla świata, przechodząc do sfery wiecznego sacrum.

Tak to, grając, zdążamy do ostatniej mety
I tylko umieramy na serio, niestety.
*

Dociekliwemu czytelnikowi postawiono pytanie, gdzie pośród czerni i bieli kadrów kryje się tytułowa paronomazja, czyli gra słów, wykorzystująca dysonans znaczeniowy podobnie brzmiących wyrazów. Konstrukcja antologii opiera się na zasadzie skontrastowanych
wzajemnie opowieści prezentowanych za pomocą tego samego medium i dotyczących wspólnej tematyki, a pomimo tego niezaprzeczalnie odmiennych.

Pomimo tego, iż Paronomazja to antologia przemyślana i wydana starannie, nie uchroniła się przed paroma komiksami traktującymi zagadnienie śmierci błaho i płytko. Nie porusza jeden z pięciu zamieszczonych w zbiorze komiksów do scenariuszy Gizickigo, opowiadający o chłopaku ratującym swoją dziewczynę z rąk gangsterów. Zamysł ukazania losów bohatera, który przechodzi przez deszcz kul, aby potem zginąć pod kołami samochodu, mało dramatycznie prezentuje ironię losu, zaś zagadnienie rychłej śmierci jest potraktowane pretekstowo. Blado, by nie rzec trupio blado, na tle pozostałych komiksów wypada również historia o taksówkarzu rażąca naciąganą puentą.

Tak małe skazy na zbiorze nie umniejszają jego niezaprzeczalnej oryginalności i nie łagodzą siły wyrazu prezentowanych w nim prac, których dawka może okazać się śmiertelna. Pośród wielu ukazujących się antologii, będących przeważnie mało udanymi zamachami na intelekt czytelnika, Paronomazja to najprawdziwsza bomba biologiczna na rynku komiksowym.

*Sir Walter Raleigh, wiersz w przekładzie Stanisława Barańczaka, zamieszczony na wstępie antologii

Galeria

Clarence Weatherspoon
Hubert Ronek
Radosław Karkulowski
Maciej Pałka

6.0
Ocena recenzenta
6.75
Ocena użytkowników
Średnia z 6 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 3
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Paronomazja
Scenariusz: Jerzy Szyłak, Filip Fert, Magdalena Kurzyna, Daniel Gizicki
Rysunki: Antoni Serkowski, Aleksandra Spanowicz, Marcin Nowakowski, Oskar Huniak, Radosław Karkulowski, Piotr Herla, Piotr Janowczyk, Clarence Weatherspoon, Maciej Pałka, Hubert Ronek, Tomas Kucerovsky, Marek Turek, Mateusz Skutnik
Wydawca: Celuloza
Data wydania: październik 2006
Liczba stron: 58
Format: B5
Oprawa: miękka, kolorowa (Maciej Pałka)
Papier: kredowy
Druk: czarno-biały
Cena: 15 zł



Czytaj również

Benedykt Dampc vs. Pogromca Pornografów
Punisher po polsku
- recenzja
Varia #16
Środek tak zwanego Tryptyku Polskiego
Blok komiksowy na wrocławskich Dniach Fantastyki 2014
Komiks na pałacowych salonach
- recenzja

Komentarze


~Marius Magnus

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ciekawa recenzja, choć darowałbym sobie kwieciste metafory ("Prapoczątków zarazy można doszukiwać się w ognisku chorobowym wyhodowanym w laboratoriach wydawnictwa Egmont"; "Paronomazja to kolejny szczep wszechobecnego na rynku komiksowym wirusa, który z pewnością nie jest łagodną grypą, przez którą wszyscy musimy przejść, ale groźną ebolą, pozostawiającą wyraźny ślad w pamięci odbiorcy"; "ludzi stających twarzą w czaszkę z ostatecznym końcem egzystencji").

Radziłbym również budować prostsze zdania, by unikać zbędnego wielosłowia ("Tak małe skazy na zbiorze nie umniejszają jego niezaprzeczalnej oryginalności i nie łagodzą siły wyrazu prezentowanych w nim prac, których dawka może okazać się śmiertelna.").

Ogólnie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że autorka chciała napisać recenzję "klimatyczną", ale nie udało się to. Redakcja tekstu bardzo dobra. Do następnego!
30-10-2006 09:53
~dagiki

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ech, czepialski. Cóż, najłatwiej zrobić antologię, namęczą się wszyscy po trochu i będzie. Tyle tylko, że jest to potem zawsze ciekawostka, skakanie z jednego stylu na inny - taki puzzel.
W komiksie razi brak niekonsekwencji - i tej redakcyjnej i narracyjnej - może nie razi, ale jest widoczny. Brakuje kogoś kto byłby redaktorem serii, wiedzial gdzie chce ją poprowadzić.
Dla mnie to pomysł ubrany w kilka przypadkowych ubrań. Punkt wyjściowy może i dobry, ale to co potem to już inna, nieciekawa bajka.
30-10-2006 14:19
MEaDEA
    Nieudana próba
Ocena:
0
Przyznaje się, iż chciałam napisać recenzję przesadnym stylem tak jak przesadnie nadęte są niektóre komiksy Paronomazjii.

Szkoda, że ta lekka ironia nie jest zauważalna.

Uwagi przyjęte. Mimo, iż nie ze wszystkimi się zgadzam.
Następnym razem postaram się lepiej.
02-11-2006 15:14
~gościu

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Wydana niedawno Paronomazja to kolejny szczep wszechobecnego na rynku komiksowym wirusa, który z pewnością nie jest łagodną grypą, przez którą wszyscy musimy przejść, ale groźną ebolą, pozostawiającą wyraźny ślad w pamięci odbiorcy." straszne zdanie: '(...)który, (...)przez którą' w jednym zdaniu, bue, nie powinno się tak mieszać podmiotami i dopełnieniami, bo to się staje niezrozumiałe. Tak samo "Prapoczątków zarazy można doszukiwać się w ognisku chorobowym wyhodowanym w laboratoriach wydawnictwa Egmont, którego antologie zapoczątkowały modę na zbieranie prac wielu autorów stanowiących interpretację tego samego tematu. Na wzrost liczby zachorowań ma również wpływ większa łatwość przygotowania przez kilku twórców zestawu historii mogących zapełnić album liczący kilkadziesiąt stron." dałoby się napisać dużo prościej i jaśniej. Przez zbyt długie i zamotane zdania ciężko przebrnąć przez początek tej recki. Nie powinno się zaczynać tekstu od takiego wielosłowia, bo nie chce się czytać dalej. A tu akurat dalej jest już lepiej.
04-11-2006 23:26

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.