» Recenzje » Lucyfer #05: Inferno

Lucyfer #05: Inferno


wersja do druku

Nie taki diabeł straszny...

Autor: Redakcja: Klaudia 'Villdeo' Izdebska

Lucyfer #05: Inferno
Kibicowanie diabłu jest uznawane za zło z samego założenia. Szczególnie w kraju, gdzie zdecydowana większość obywateli to rzymscy katolicy, a instytucja Kościoła, oprócz złotoustych propagandzistów, dysponuje również fanatycznie usposobionymi bojówkami moherowych żołnierzy. Na taki niebezpieczny grunt padło mroczne ziarno, zasiane przez wydawnictwo Egmont, zatytułowane Lucyfer. Jest to spin-offowa seria, która wykiełkowała z rozbudowanego gaimanowskiego świata Sandmana, opowiadająca losy niegdysiejszego władcy piekieł, Lucyfera Gwiazdy Zarannej.

Piąty tom cyklu kontynuuje wątki rozpoczęte w poprzednim albumie. Susano-O-No-Mikoto, wywodzący się z mitologii japońskiej bóg burz, skradł Lucyferowi dwa pióra, w których kryje się lwia część mocy upadłego anioła. W pogoń za szukającym zemsty bóstwem wyrusza Mazikeen, wojenna przywódczyni Lilim i prawa ręka Gwiazdy Zarannej, jednak podczas pościgu napotyka ona nieoczekiwaną przeszkodę w postaci swojego byłego męża. Tymczasem osłabiony Lucyfer pada ofiarą spisku i zostaje wyzwany na pojedynek przez anioła zastępów Amenadiela. Potyczka ma się rozstrzygnąć na rozległych terenach piekielnej krainy Effrulu, obecnie znajdującej się pod kontrolą nieba. Ponadto Gwiazda Zaranna podejmuje działania mające na celu odnalezienie Naglfara, statku zrobionego z paznokci nieboszczyków, który ma powieźć go do tajemniczego miejsca zwanego Dworcami Ciszy.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Lucyfer to teatr, w którym główne role grają wciąż ci sami aktorzy. Bohaterowie poprzednich albumów nieustannie powracają na łamach kolejnych tomów serii, zaś autor uparcie dąży do spięcia losów wszystkich postaci. "Wesołą kompanię" Mike'a Careya tworzą ludzie, anioły, demony, duchy, a nawet upadłe cherubiny, co pozwala pisarzowi na sprawną żonglerkę rozlicznymi perspektywami. Pierwsza część Inferna przedstawia rozwój wydarzeń z punktu widzenia Christophera Rudda, potępionej duszy, która za swoje zasługi w piekle otrzymała tytuł książęcy. Rudd pełni rolę narratora, komentuje akcję i łączy w całość poszczególne wątki opowieści. Historia pojedynku Lucyfera z Amenadielem stanowi relatywnie ciekawą opowieść, z kilkoma zaskakującymi rozwiązaniami, ale przewidywalnym zakończeniem. Mocno eksponowany wątek byłego męża Mazikeen stanowi jedynie "zapychacz", który ma za zadanie przeciągnąć nieuniknione.

Piekło Careya jawi się jako całkiem cywilizowane miejsce. Autor przedstawia byłe królestwo Lucyfera jako konglomerat sąsiadujących ze sobą krain, w których obowiązuje hierarchia arystokratyczna oraz stosunki feudalne. Lordowie i książęta mają swoje włości, zamki, powozy, poddanych, wykazują znajomość etykiety oraz nadwornych trendów w ubiorze. Piekielna domena padła ofiarą reżimu systematyzacji i porządku, została pozbawiona irracjonalności, szaleństwa i chaosu. Gdyby nie gościnne występy aniołów, można by przypuszczać, że jest to jedynie ekstremalnie hardcore'owa kraina fantasy, którą zamieszkują groteskowe, sadystycznie usposobione istoty.

Sam tytułowy bohater, zwykle ubrany w eleganckim i wyjściowym stylu, przypomina skrzywioną wersję Jamesa Bonda: przystojny, inteligentny, opanowany, ale także bezlitosny, arogancki i wyniosły. Jednak w przeciwieństwie do 007, Lucyfer nie może liczyć na gadżety niezastąpionego Q, ale zapożyczył od Agenta Jej Królewskiej Mości umiejętność wychodzenia obronną ręką z najtrudniejszych opresji. Z pomocą sprytnych trików potrafi przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść nawet w najmniej sprzyjających okolicznościach. Mike Carey stworzył oryginalny wizerunek diabła, który nigdy nie przegrywa, nie łamie raz danego słowa i bynajmniej nie jest zainteresowany całym tym piekielnym interesem. Gwiazda Zaranna realizuje swoje własne ambicje, które odbiegają od zwykle przypisywanych szatanowi aktywności, takich jak zadawanie bólu, szerzenie zła na świecie czy prowadzenie zakładu penitencjarnego Boga.

Druga część albumu stanowi zaczątek nowej, dłuższej opowieści. Historia, w której Lucyfer szykuje się na enigmatyczną wyprawę, przeplata się ze śledztwem prowadzonym w sprawie śmierci półanielicy Elaine Belloc. Detektywistyczna część komiksu pozwala zakończyć niektóre wątki z poprzedniego tomu serii, lecz nie wnosi nic do rozwoju fabuły, pozostawiając wrażenie pustki. Całkiem możliwe, że ten wątek rozwinie się jeszcze w kolejnym tomie cyklu, jednak jak na razie pozostaje jedynie mdłym epitafium dla minionych wydarzeń.

Według chrześcijaństwa Lucyfer jest uosobieniem zła. Prędzej czy później Egmont doczeka się ekskomuniki, a wydawane przezeń komiksy trafią na listę publikacji zakazanych przez Kościół. Póki co, na szczęście, grzech wydawnictwa nie został jeszcze zauważony. Nadal za pomocą kolejnych albumów Lucyfera mogą przekonywać czytelników, że diabła nie tylko da się lubić, ale można też niepokoić się o jego przyszłość. Niestety, obawy są uzasadnione, zważywszy na zauważalny spadek poziomu opowieści z jego udziałem.

Galeria


6.5
Ocena recenzenta
7.19
Ocena użytkowników
Średnia z 8 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 5
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Lucyfer #05: Inferno
Scenariusz: Mike Carey
Rysunki: Scott Hampton, Chris Weston, James Hodgkins, Warren Pleece, Dean Ormston
Wydawca: Egmont Polska
Data wydania: kwiecień 2010
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Liczba stron: 168
Format: B5
Oprawa: miękka, kolorowa
Papier: offsetowy
Druk: kolorowy
Cena: 54,90 zł
Wydawca oryginału: DC Comics/Vertigo



Czytaj również

Lucyfer #01: Diabeł na progu
Kopiuj-wklej
- recenzja
Lucyfer #03: Potępieńcze związki
Jutrzenka poprawy
- recenzja
Lucyfer #9 Przełom
Koniec naszego świata
- recenzja
Czarny Młot (wyd. zbiorcze) #2: Wydarzenie
Farmo spokojna, farmo zielona...
- recenzja
Czarny Młot (wyd. zbiorcze) #1: Tajna geneza
O superbohaterach inaczej
- recenzja
Hellboy  #13: Piekielna narzeczona i inne opowieści
Piekielnie pochyła równia
- recenzja

Komentarze


chimera
   
Ocena:
0
A mi się podobał. Jest to moja obecnie ulubiona seria komiksowa.
12-05-2010 10:00
~Janek

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
O ile jest tak dobra jak trzecia część, to na pewno jest godne polecenia ;)
12-05-2010 20:04

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.