» Recenzje » Liga Sprawiedliwości #1: Maszyny zagłady

Liga Sprawiedliwości #1: Maszyny zagłady


wersja do druku

Nowy nie znaczy lepszy

Autor: Redakcja: Marcin 'Karriari' Martyniuk

Liga Sprawiedliwości #1: Maszyny zagłady
Po dobrze przyjętym Nowym DC Comics, przyszła pora na odświeżenie przygód znanych herosów DC. W wyniku wydarzeń zapoczątkowanych w albumie Flashpoint – Punkt Krytyczny i DC Rebith, narodziło się kolejne uniwersum, tzw. Odrodzenie, gdzie przeszłość najsłynniejszych herosów DC pisze się na nowo.

Album Maszyny Zagłady otwierający przygody Ligi Sprawiedliwości w Odrodzeniu, to nowe problemy, inne wyzwania i kolejne zawiłości emocjonalne bohaterów. Superman zginął, ratując swój przybrany „dom”. Jednak na Ziemi od dłuższego czasu znajdował się drugi kryptoniańczyk, starszy, pochodzący z nieistniejącego już świata. Schowany przed wzrokiem innych bohaterów, starał się zbytnio nie wychylać i nie przeszkadzać tutejszym herosom. Jednak w obliczu potężnego, nieznanego zagrożenia, Człowiek ze Stali musi odłożyć na bok wewnętrzne uprzedzenia, aby zjednoczyć siły z członkami Ligi Sprawiedliwości i stawić czoło nadchodzącemu wrogowi.

Komiks wyraźnie podzielony został na dwie opowieści. Pierwsza – Strach przed Żniwiarzem – jest wprowadzeniem pokazującym sytuację obecnej Ligi Sprawiedliwości. Za pośrednictwem kilku szybkich scen i dialogów, kiedy herosi walczą z kosmitami, poznajemy relacje panujące między nimi. Z kolei druga również ze scenariuszem Bryana Hitcha – Maszyny zagłady – to historia, w której tytułowe wydarzenia są jedynie tłem dla zawiłości emocjonalnych członków Ligi. Rozbici po śmierci Supermana, stoją przed trudnym zadaniem, jakim jest zaufanie nowemu Clarkowi Kentowi. Scenarzysta po kolei skupia się na każdym superbohaterze w zespole, przybliżając ich mniejsze oraz większe problemy. I tak też zaprezentowane są wydarzenia, fabuła skacze po lokacjach, pokazując epizody z Wonder Woman, Flashem, Cyborgiem, Aquamanem, duetem Jessici Cruz i Simona Bazem, Batmanem i oczywiście Człowiekiem ze Stali. Najciekawsze przygody należą do Victora Stone'a, Barry'ego Allena i Clarka Kenta, a zwłaszcza tego ostatniego. Nowy Superman pokazany jest przez silną więź z żoną i synem, przez co w stosunku do członków Ligi zachowuje odpowiedni dystans towarzyski. Co prawda dość sporo dzieje się także w otoczeniu Arthura Curry'ego, ale nie są to już tak zajmujące wydarzenia, jak w przypadku wcześniej wspomnianej trójki. Podobnie sytuacja wygląda z duetem składającym się z członków korpusu zielonych latarni, zastępującym Hala Jordana, młodzi herosi myślą jedynie o zaimponowaniu pozostałym ziemskim superbohaterom. Co trzeba przyznać Bryan Hitch większość relacji panujących między nimi wplótł w główną linię fabularną. Nie zabrakło jednak i takich przygód, gdzie działania bohaterów są nie tyle co pozbawione sensu, ale mocno rozdrobnione, dodatkowe dialogi nie poprawiają tej sytuacji. W efekcie odnieść można wrażenie, że część krótkich epizodów pełni rolę "zapychacza".

Pomimo że emocje członków Ligi dominują w fabule to nie zabrakło, jak przystało na komiks superbohaterski, sporej dawki efektownych walk. Od samego początku wiele się dzieje i z każdym rozdziałem bohaterom coraz ciężej jest walczyć z narastającą mocą przeciwnika. Nie będzie też zaskoczeniem, że taki stan rzeczy utrzymuje odpowiednie napięcie. Wydarzenia się zagęszczają i kumulują, aby zaskoczyć w finale.

Wizualnie widoczna jest różnica pomiędzy pierwszą opowieścią z rysunkami Bryana Hitcha i kolorami Alexa Sinclaira, a kolejnymi zeszytami z cyklu Maszyny Zagłady spod ręki Tony'ego S. Daniela i tuszem Sandu Flore'a. Początkowa opowieść jest słaba i cechuje ją o wiele bardziej zamaszysty kontur i zlewające się cieniowanie. Zdarza się nawet, że sylwetki bohaterów momentami są niezbyt proporcjonalne. Z kolei Tony S. Daniel poradził sobie znacznie lepiej. Wyraźne rysy herosów, dopełniają przyjemne wyrazy twarzy. Warto wspomnieć, że prace tego artysty mogliśmy również podziwiać w albumie Liga Sprawiedliwości #3: Tron Atlantydy. Nie można za to narzekać na kolory, zarówno Alex Sinclair i Sandu Florea spisali się dobrze, tworząc solidną kompozycję.

Album Maszyny Zagłady prezentuje przygody Ligi Sprawiedliwości zbliżone do tych z serii Nowe DC Comics. Tak samo możemy zauważyć mocniejsze, bardziej ciekawe sceny a niekiedy słabsze, nudniejsze. Bryan Hitch sumiennie podszedł do tematu, tworząc na 144 stronach historię w dużej części nieźle oddającą relacje w drużynie ziemskich herosów. Z tego też powodu komiks stanowi pozycję obowiązkową dla fanów Ligi, zaś osoby które nie śledzą na bieżąco ich zmagań mogą poczuć zawód dla powierzchowności niektórych wątków.

Galeria


6.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Liga Sprawiedliwości #1: Maszyny zagłady
Scenariusz: Bryan Hitch
Rysunki: Tony S. Daniel, Jesus Merino, Bryan Hitch, Sean Parsons, Sandu Florea, Matt Clark
Seria: DC Odrodzenie, Liga Sprawiedliwości, Klub Świata Komiksu
Wydawca: Egmont Polska
Data wydania: 11 października 2017
Kraj wydania: Polska
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Cena: 39,99 zł
Tytuł oryginalny: Justice League #1: The Extinction Machine,
Wydawca oryginału: DC Comics
Kraj wydania oryginału: Stany Zjednoczone



Czytaj również

Wieczni Batman i Robin #1
Bez Batmana też jest fajnie
- recenzja
Amerykański wampir #8
Wampiry w kosmosie
- recenzja
Wolverine (wyd. zbiorcze) #1
Brutalność z fabułą
- recenzja
Blacksad #2: Arktyczni
Czy to jest nasz dom?
- recenzja
Blacksad #1: Pośród cieni
Czarne złoto
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.