» Recenzje » Knights of the Old Republic #29-30. Exalted

Knights of the Old Republic #29-30. Exalted


wersja do druku
Knights of the Old Republic #29-30. Exalted
Knights of the Old Republic jest chyba najbardziej nierówną komiksową serią z aktualnie wydawanych. Legacy zaczęło kiepsko, lecz jej poziom stabilnie pnie się w górę; a o Dark Times i Rebellion ciężko jeszcze cokolwiek wyrokować. KotOR natomiast niemal od samego początku zalicza mniejsze lub większe wzloty i upadki. Pech chciał, że chyba najgorszy kryzys formy przypadł na cztery ostatnie zeszyty – tak głośno reklamowany początek crossovera Vector.

Po rozstaniu z agentką Paktu Jedi – Celeste Morne – Zayne i jego przyjaciele podążyli na Odryn, rodzinną planetę feeorinów, by zebrać dowody działań Paktu, niezgodnych z kodeksem Zakonu Jedi. Przetrzymywane na Odrynie zbiory sithańskich artefaktów zostają co prawda sfotografowane, jednak Carrickowi nie udaje się opuścić planety – ucieczka zostaje powstrzymana przez Felna – jednego z trzech pozostałych przy życiu wizjonerów tajnej kabały Jedi...

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Pierwsza i najważniejsza informacja odnośnie Exalted – jest lepiej i to wszystkich "frontach". Chyba najistotniejszą zmianą w stosunku do Vectora jest powrót klimatu, który towarzyszył pierwszym zeszytom serii. Zgłębianie mrocznych tajemnic Paktu Jedi okazuje się czynnością daleko bardziej zajmującą od śledzenia losów kolejnego medalionu Sithów – głównie dlatego, że jest to wątek lepiej przez autorów przemyślany i mniej wtórny.

Wraz z pojawieniem się informacji, że Exalted skupiać się będzie na potyczce Zayne'a z kolejnym z wizjonerów Paktu – rosłym i potężnym Felnem – oczywistym stało się, że dużo będzie w nim akcji. Rzeczywistość nie okazała się odległa od spekulacji. Po, jak zwykle, spokojnym początku, stopniowo rosnące napięcie prowadzi do momentu kulminacyjnego – nieuniknionego starcia padawana-renegata z mistrzem Jedi. Sam pojedynek jednak może budzić mieszane uczucia. Niby wszystko jest na swoim miejscu, sceny są dynamiczne, wpleciono nawet nieco kotorowego humoru, jednak zachowanie Zayne'a, przypominające skrzyżowanie Spider-mana z Indianą Jonesem, jakoś tak nie bardzo pasuje do całości.

Oczywiście nie należy popadać w przesadny zachwyt, historia jest interesująca, lecz nie wgniata w fotel, a przedstawione wydarzenia łatwo przewidzieć, choć tu i tam twórcy uraczyli czytelników kilkoma zwrotami akcji. Przy części z nich trochę się również pogubiono, nie udało się również do końca naprawić wprowadzania pewnych wątków w sposób nieco naiwny (odnośnie wymienionych elementów zastrzeżenia kierowałbym głównie w stronę scen w Sanktuarium, choć nie tylko).

Warstwa graficzna to powrót Bonga Dazo, z którego twórczością czytelnicy Knights of the Old Republic mogli się zapoznać przy okazji lektury miniserii Daze of Hate. Tamten występ na pewno nie oszołomił – rysunki sztuczne i nie pozbawione błędów nie wzbudziły mojego entuzjazmu, choć tragicznie również nie było. Z bagażem tych doświadczeń Exalted otwierałem raczej sceptycznie, choć jak się okazało – niepotrzebnie. Możliwe iż wpływ miały tutaj również traumatyczne przeżycia podczas lektury Vectora, jednak Dazo mile zaskoczył. Postaci są narysowane poprawnie (choć do realizmu Jan Duursemy tu daleko), podobnie jak kadry – wspierające tajemniczą atmosferę oraz bardzo dynamiczne w scenach akcji. Tym razem świetnie ułożyła się współpraca z kolorystą, w efekcie czego plansze wyglądają naprawdę efektownie.

Myślę, że decyzja, by mimo wszystko pozostać z KotORem na kolejne zeszyty opłaci się tym, którzy ją podejmą. Twórcy serii po raz kolejny dźwignęli się z kolan, za co należą im się tym większe wyrazy uznania. Mimo iż Exalted nie wywołuje piorunującego wrażenia na czytelniku, zapowiada rozwój opowieści w dobrym kierunku. Z drugiej strony jakiś czas temu J.J. Miller z mnóstwem wiary wypowiadał się o kolejnym zeszycie – Turnabout – a jak widzieliśmy, przechwałki póki co kończą się niezbyt sympatycznie. Tym bardziej, że od dłuższego czasu wiadomo, iż Knights of the Old Republic #31 oznacza powrót Alana Robinsona – autora krytykowanego za rysunki The Wrath of the Dragon z komiksów Legacy.



Czytaj również

Knights of the Old Republic #13-15. Days of Fear
Rozstań nadszedł czas
- recenzja
Knights of the Old Republic #11-12. Reunion
Czym KotOR jest naprawdę
- recenzja

Komentarze


~Freeorin

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Zdanie -

"Zgłębianie mrocznych tajemnic Paktu Jedi okazuje się czynnością daleko bardziej zajmującą od śledzenia losów kolejnego medalionu Sithów – głównie dlatego, że jest to wątek lepiej przez autorów przemyślany i mniej wtórny."

- jest krańcowo głupie. "Zgłębianie tajemnic" the Covenantu to właśnie śledzenie całego stosu skatalogowanych medalionów Sithów. Czego dowodem całe ich składowisko na Odrynie.

A "Tunabout" jest bardzo dobre. Można je już znaleźć.
24-07-2008 09:30
SethBahl
   
Ocena:
0
Nie, to tylko jeden aspekt owych losów. Tak to przynajmniej wygląda. Albo może raczej taką mam nadzieję ;].
24-07-2008 15:24

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.