» Teksty » Artykuły » Indiańskie lato

Indiańskie lato


wersja do druku

Dawno temu w Ameryce

Autor: Redakcja: Mały Dan

Indiańskie lato
Indiańskie lato to klasyczna już powieść graficzna, która zrobiła wrażenie na niejednym czytelniku. Niedostatki scenariusza rekompensuje odważną wizją początków Ameryki, a także charakterystycznymi ilustracjami jednego z najsłynniejszych europejskich rysowników.

Milo Manara jako twórca komiksów od początku kariery wydaje się mieć jasno ustalony priorytet – jest nim rysowanie nagich kobiecych ciał. Lubieżny Włoch stworzył wiele dzieł o erotycznej tematyce, choć w przypadku części z nich słowo "dzieła" wypada uznać za użyte na wyrost, bo pozory opowieści służą w nich tylko za pretekst do rozbierania kolejnych bohaterek. Na szczęście dorobek Manary obejmuje także bardziej fabularyzowane albumy. Jednym z nich jest Indiańskie lato, które w 1987 roku uhonorowane zostało nagrodą za komiks roku na prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Angoulême.

W pracy na tym albumem Manara połączył siły z innym słynnym włoskim twórcą komiksowym, Hugo Prattem. W przeciwieństwie do Manary, większość dzieł Pratta pozostaje w Polsce bliżej nieznana, ale dzieje się tak zapewne dlatego, że wiele z nich to pozycje już mocno leciwe – Pratt zaczynał wszak karierę tuż po II wojnie. Pisząc scenariusz do Indiańskiego lata, uchodził już za jednego z seniorów komiksowego rynku. Młodszy od niego o prawie dwadzieścia lat Manara uważał Pratta za przyjaciela, a także za jednego ze swoich mistrzów, czemu dał wyraz w komiksie HP i Giuseppe Bergman. O uznaniu Pratta dla Manary niech zaś świadczy fakt, że jest on jedynym rysownikiem, któremu Pratt oddał własny scenariusz, zamiast samemu go zilustrować.

Tworząc wspólne dzieło ci dwaj świetnie rozumiejący się autorzy dali upust swoim głównym zainteresowaniom – Pratt rozpisał przygodowy dramat w historycznej scenerii, a Manara zilustrował go swoim charakterystycznym stylem, nie szczędząc scen golizny. Akcja przenosi nas w XVII wiek do małej osady New Canaan u wybrzeży Ameryki Północnej. Koloniści próbują tam żyć w symbiozie z koczującymi w pobliżu Indianami. Pozornie panuje spokój, ale jak nietrudno się domyślić, na dłuższą metę przedsięwzięcie skazane jest na niepowodzenie. W osadzie pod płaszczykiem surowej purytańskiej wiary kryje się zepsucie i zgnilizna, zaś kierujący się swoimi dzikimi prawami Indianie za najlepszy sposób rozwiązywania wszelkich problemów uważają rozlew krwi. Musi więc dojść do eskalacji przemocy, zwłaszcza gdy zaczyna się tytułowe indiańskie lato – "czas, w którym wszystkie młode zwierzęta odczuwają potrzebę zabawienia się z samicą".

Alfred Hitchcock mawiał podobno, że nic tak nie ożywia akcji jak trup. Hugo Pratt i Milo Manara zmodyfikowali tę zasadę, zastępując morderstwa gwałtami. Przemoc seksualna nie tylko popycha akcje do przodu, ale jest wręcz w Indiańskim lecie głównym motorem napędowym fabuły. Już na pierwszych "niemych" planszach obserwujemy długą scenę, w której dwóch Indian napastuje przypadkowo spotkaną młodą osadniczkę. I choć sprawiedliwości szybko staje się zadość, jest to dopiero wstęp do dalszego dramatu. Po wpływem tego wydarzenia na jaw wychodzą bowiem różne tajemnice skrywane dotąd skrzętnie w alkowach.

Kreśląc swoisty promiskuityzm, jaki jego zdaniem panował w purytańskich osadach i ich dzikich okolicach, Pratt jest dosadny, a przy tym niezbyt poprawny politycznie. To, że relacje seksualne białych okazują się równie dzikie, jak u autochtonów, albo i bardziej, nieszczególnie zaskakuje. Uczynienie najbardziej zdeprawowanymi bohaterami purytańskich pastorów jest ciut bardziej kontrowersyjne, acz w dużej mierze zrozumiałe – wszak w tych społecznościach to oni mieli największą władzę, a więc i największe pole do nadużyć. Jednak powszechne kazirodztwo to już mocniejsze uderzenie w poczucie smaku odbiorcy. Niejednemu czytelnikowi i zwłaszcza czytelniczce zapewne nie przypadnie też do gustu przedstawienie kobiet jako częściowo współodpowiedzialnych za panujący seksualny ferment – ich cielesne apetyty w niejednym przypadku nie ustępują tym męskim. Całościowo wizja Pratta jest brudna, nierzadko odpychająca, ale w swoim brutalnym naturalizmie realistyczna i przekonująca.

Na kanwie tej – bądź co bądź przykuwającej uwagę – wizji zbudowano jednak fabułę dość średnich lotów, która w przeciwieństwie do poglądów scenarzysty na temat początków Ameryki nie robi szczególnego wrażenia. Opowieść toczy się wokół rodziny Lewisów – złożonej z matki i czworga jej potomków, każdego spłodzonego z innym mężczyzną – która mimowolnie znajduje się na linii konfliktu między białymi a czerwonoskórymi. Portrety poszczególnych bohaterów są barwne, a akcja dynamiczna, ale historia okazuje się przebiegać mocno sztampowym torem i nie ma w niej niczego, czego nie widzielibyśmy w dziesiątkach spaghetti westernów, jeśli oczywiście nie liczyć licznych scen erotycznych, które dodano ze względu na osobę rysownika.

Pod względem graficznym Indiańskie lato to zaś przykład mistrzowskiego rzemiosła, gdzie wszystko jest starannie dopracowane, a jednocześnie unika się jakichkolwiek eksperymentów. Od pierwszego wydania albumu minęło już wiele lat, lecz ilustracje godnie zniosły próbę czasu. Manara narysował je w swoim specyficznym stylu, z realistycznymi sylwetkami postaci i precyzyjnie oddanymi twarzami, a jednocześnie klasycznym do bólu kadrowaniem, czerpiącym z wypracowanego latami dorobku europejskiego komiksu przygodowego. Przez kolejne plansze mknie się szybko, wzrok zatrzymując na dłużej tylko w momentach, gdy któraś z bohaterek uzna za stosowne obnażyć swoje wdzięki. Posiadający w rysowaniu takich scen olbrzymie doświadczenie Manara przedstawia je z dużym smakiem, unikając szczegółowości, która mogłaby pchnąć ilustracje w stronę pornografii. To wysmakowana, subtelnie oddana erotyka, która budzi uznanie dla warsztatu twórcy. Oczywiście na niejednej planszy golizna wydaje się być dodana nieco na siłę – na przykład gdy podczas sięgania po strzelbę bohaterce akurat pęka bluzka, ukazując pokaźny biust. Ale takie już są prawa erotyki.

W Polsce Indiańskie lato początkowo ukazało się w 2006 roku w serii Mistrzowie Komiksu, natomiast w ubiegłym roku doczekało się wznowienia w ramach projektu Kanon Komiksu, złożonego z dwunastu powieści graficznych, które zdaniem wydawnictwa Egmont szanujący się czytelnik powinien znać. Choć można polemizować, czy dzieło Pratta i Manary zasługuje na miejsce w aż tak ekskluzywnym gronie, niewątpliwie jest to pozycja, którą warto włączyć do swojej kolekcji. Stanowi bowiem przykład, że tak nieufnie traktowane medium, jak komiks, ma odwagę eksplorować rejony człowieczeństwa, których rzadko dotykają nawet literatura i kino. A poza tym przypomina, jak istotnym kołem zamachowym jest ludzki seksualizm. I to nie tylko podczas indiańskiego lata.

7.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Indiańskie lato (wyd. II)
Scenariusz: Hugo Pratt
Rysunki: Milo Manara
Wydawca: Egmont
Data wydania: listopad 2014
Liczba stron: 152
Format: 215 x 290
Oprawa: twarda
Druk: kolorowy
ISBN: 978-83-281-0267-5
Cena: 99,99 zł



Czytaj również

El Gaucho
Alibi
- recenzja
Lone Sloane
Komiksowa psychodela
- recenzja
Corto Maltese #2: Pod znakiem Koziorożca
Przygody pod zwrotnikiem
- recenzja
Corto Maltese #1: Opowieść słonych wód
Początek podróży
- recenzja
Martha Washington. Jej życie i czasy, wiek XXI
Czarna dziewczyna kontra świat
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.