» Recenzje » El Gaucho

El Gaucho

El Gaucho
El Gaucho to nie pierwszy przypadek współpracy duetu Hugo Pratt - Milo Manara. W Polsce poznaliśmy wcześniej pierwszy tom serii Borgia oraz album Indiańskie lato. Pomysł kolejnego połączenia talentów obu legend komiksu wydawał się interesujący i rokował dobrze dla mających powstać utworów. Dlaczego zatem wynikiem sumy umiejętności dwóch ikon włoskiego komiksu jest tytuł co najwyżej przeciętny?

Podstawowy problem to słabiutki scenariusz, roszczący sobie przy tym prawo do podejmowania ambitnej, historycznej tematyki. Znany z zamiłowania do komiksowych podróży w czasie i przestrzeni Pratt (warto tutaj wspomnieć jeszcze cykl Corto Maltese), wyrusza tym razem wraz z Brytyjczykami na podbój Argentyny. W kontekście dwudziestowiecznych konfliktów na linii Londyn – Buenos Aires tło historyczne powinno stanowić atut opowieści. Tak się niestety nie dzieje. Z dwóch powodów.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Po pierwsze, Pratt realia historyczne przedstawia w postaci suchych faktów, bogato wspomaganych przypisami. Bohaterowie są bardzo papierowi, a ich emocje niewiarygodne ze względu na nadmierną ekspresję i przesadę w ich okazywaniu. Taka umowność i sztuczność mogłaby się obronić, gdyby poszczególne postaci realizowały konsekwentnie konkretne archetypy (jak to ma miejsce chociażby u Alexandro Jodorowsky'ego). Pratt próbuje tworzyć ludzi z krwi i kości, lecz brakuje mu psychologicznego wyczucia, co może wynikać z charakterystycznego, nieco archaicznego stylu autora. Sprawdzał się on w Corto Maltese, gdzie współgrał z atmosferą niezbadanych lądów i wypraw w nieznane, lecz tutaj zawodzi.

Po drugie wreszcie, komiksowi nie służy obecność za piórkiem i ołówkiem Milo Manary. Oczywiście, udział mistrza rysunku erotycznego oznacza konieczność poświęcenia co najmniej paru plansz jego "specjalności zakładu". Rzecz w tym, że – podobnie jak w przypadku Borgii – pojawia się wrażenie, że rozbudowany, w założeniu ambitny scenariusz jest tylko pretekstem dla kilku kobiecych aktów i jednej sceny gwałtu. Jeżeli El Gaucho miał opowiadać o wolności i trudnej rzeczywistości Ameryki Południowej początku XIX wieku, to tematyka ta uległa mocno pretekstowej goliźnie. A wystarczyło zobaczyć, jak skłonności graficzne Manary pozyskał i twórczo wykorzystał Neil Gaiman w Nocach nieskończonych, gdzie wspólnie powołali do życia wybitny epizod o Pożądaniu.

El Gaucho pozostawia również rysę na micie Manary jako wybitnego rysownika erotycznego. Tudzież, idąc dalej, prowokuje do postawienia pytania, czy jest to tytuł w pełni zasłużony. Realistycznej kreski i dbałości o szczegóły można się z pewnością wciąż od włoskiego wirtuoza uczyć, ale schematyczność i wtórność wizerunków postaci kobiecych jest nużąca. Kobiety Manary wyglądają jak bliźniaczki, odbijane od jednej sztancy, różniące się kolorem włosów i ilością piegów na twarzy. Poza wymienionymi cechami wszystko mają wspólne, z niską inteligencją i nieustannym apetytem seksualnym na czele.

Z El Gaucho jest trochę jak z Playboyem. Czytelnik, który chce pooglądać nagie kobiety i nie zostać przy tym posądzonym o lekturę pospolitego pornograficznego "świerszczyka", otrzymuje alibi w postaci "części artystycznej". W pismach dla panów tę funkcję spełniają artykuły na, tak zwane, poważne tematy lub obecność uznanych nazwisk w spisie autorów. W komiksie sprawę załatwia się w ten sam sposób w nadziei, że z tego połączenia powstanie jakość, o której nawet najbardziej ambitne pismo erotyczne może najwyżej pomarzyć. Niestety, jeżeli mariaż się nie uda, okaże się, że – jak zwykle – chodziło o jedno i to samo.
5.0
Ocena recenzenta
6.32
Ocena użytkowników
Średnia z 11 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: El Gaucho
Scenariusz: Hugo Pratt
Rysunki: Milo Manara
Wydawca oryginału: Casterman
Wydawca polski: Egmont Polska
Data wydania polskiego: czerwiec 2007
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Liczba stron: 144
Format: A4
Okładka: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Cena: 79 zł



Czytaj również

Indiańskie lato
Dawno temu w Ameryce
- recenzja
Corto Maltese #2: Pod znakiem Koziorożca
Przygody pod zwrotnikiem
- recenzja
Corto Maltese #1: Opowieść słonych wód
Początek podróży
- recenzja
El Gaucho
Jak to dobrze hodowcą być...
- recenzja

Komentarze


beacon
   
Ocena:
0
Z tezą o Playboyu się nie zgadzam, bo felietony i rubryki kulturalne są zdecydowanie na poziomie. Ale trudno nie zgodzić się z tym, że marka pisma została zbudowana na erotyce.
16-02-2008 14:24
MEaDEA
    beacon
Ocena:
0
Śmiem wątpić, że kupowałbyś np. Zeszyty Literackie w których byłyby te same artykuły co w Playboyu.

Nie oszukujmy się. Intelektualnośc Playboya ma usprawiedliwić oglądanie gołych d...

:]
16-02-2008 17:09
Repek
    @beacon
Ocena:
0
Nie napisałem przecież, że te teksty są słabe [choć raczej wierzę Ci na słowo :P].

Autocytat:
W pismach dla panów tę funkcję spełniają artykuły na, tak zwane, poważne tematy lub obecność uznanych nazwisk w spisie autorów.

Pozdrówka
16-02-2008 17:11
beacon
   
Ocena:
0
Okej, błąd z mojej strony. Wg mnie tak na prawdę sesje z Playboya są równie istotne dla formy tego pisma jak treść sensu stricto. Sam czytam go dość często, ale wydaje mi się, że oglądania bab nie próbuję w żaden sposób tłumaczyć. Zresztą oglądam te sesje z własną madame. Ale to już zbyt daleko odchodzi od tematu recenzji ;p EOT.
16-02-2008 23:52
Repek
    @beacon
Ocena:
0
Cóż, kwestia podejścia. Imho to wielka ściema, bo w tle kryje się również biznes porno [Playboy to taki listek figowy], a i do samej idei sprowadzania kobiet do cielesności można mieć zastrzeżenia [oczywiście przy konkretnym światopoglądzie].

Pozdrawiam
16-02-2008 23:54
beacon
   
Ocena:
0
Co do sprowadzania do cielesności - oglądając sesję w Playboyu w danym momencie spoglądasz na estetyczną wartość kobiety. Ale jednocześnie nie odmawiasz jej innych aspektów. Tak samo komplementując dziewczynę "ładnie wyglądasz" nie odmawiasz jej posiadania intelektu. Stąd według mnie erotyka nie budzi zastrzeżeń. Odrobinę inaczej ma się sprawa pornografii sensu stricto, bo ona zezwierzęca i obdziera z metafizycznej, emocjonalnej i duchowej warstwy to, co zwykłem nazywać fizyczną manifestacją uczucia. Ale to chyba temat na oddzielny artykuł.
17-02-2008 13:06
Repek
    @beacon
Ocena:
0
Co do sprowadzania do cielesności - oglądając sesję w Playboyu w danym momencie spoglądasz na estetyczną wartość kobiety.

I znowu światopogląd. Dla mnie 'estetyczna wartość kobiety' nie ma nic wspólnego z jej cielesnością.

Co do reszty:
1. Estetyka z Playboya i innych tego typu wydawnictw buduje imho chory obraz kobiety. Szkodzi, tak po prostu.

2. Granica między erotyką typu Playboya a pornografią jest umowna. Ja nie bawię się w tworzenie skali, co bardziej zezwierzęca. Playboy i jemu podobne softy tworzą grunt dla pornograficznej kultury, w której żyjemy. To trochę tak, jakby mówić, że da się mówić o marihuanie, a nie poruszać problemu amfetaminy, heroiny, kokainy etc.

Pozdrówka
17-02-2008 15:15
beacon
   
Ocena:
0
Do tego, aby nie dać się wciągnąć w świat budowany na pornobiznesie i seksie w mediach, trzeba mieć rozum, dystans i jakieś wykładnie światopoglądowe, filozoficzne, aksjologiczne. Innymi słowy - Playboy szkodzi relatywistom (choć tych jakby coraz więcej). Człowiekowi o ugruntowanym światopoglądzie, który potrafi zrozumieć odrealnienie tego, co widzi na sesji w świerszczyku, sięganie po tego nieszczęsnego Playboya szkodzi w mniejszym stopniu. Zresztą - z budowaniem nieprawdziwego obrazu rzeczywistości spotykamy się na każdym kroku, nie tylko w erotyce.

Czytasz fantastykę albo bajkę, ale masz świadomość, że ona nią jest. Stąd nie wykrzywia ona w większym niż znikomy stopniu tego, jak spoglądasz na rzeczywistość wokół Ciebie. Tak samo jeśli oglądając sesję z Playboya masz świadomość, że to tylko sesja, a ta dziewczyna na serio wygląda inaczej i generalnie kobiety wyglądają inaczej, jesteś bezpieczny. Choć oczywiście nie do końca, męska natura seksisty zrobi swoje, ale można zachować cywilizowaną twarz.

Ale weźmy dziecko, które może mieć trudności z odróżnianiem prawdy od fikcji. Czytasz mu bajkę, w której pies mówi, ale to nie znaczy, że dziecko będzie uważało, że fajne psy to tylko takie, które mówią.

Czytasz Playboya, działają na Ciebie hormony i pociąg seksualny (zajmują miejsce nieświadomości dziecka) i nie musisz wcale zacząć żywić odrazy do kobiet, które nie wyglądają jak te na rozkładówce.

Wszystko wynika z umiejętności lub nieumiejętności asertywnego podejścia do treści, z którą obcujesz.

P.S. Wiem, że przykład z dzieckiem może wydać się wyciągnięty z przysłowiowej... no wiecie, ale oparty jest wg mnie na tym samym schemacie.
17-02-2008 15:26
Repek
    @beacon
Ocena:
0
Imho to oszukiwanie samego siebie, takie podejście. Przyzwalając na kreowanie takiego szkodliwego wizerunku kobiet, dopuszczasz do dwóch rzeczy:

1. Nieświadomego [lub świadomego, zależy od świadomości] wpływu tego wzorca na samego siebie. Wracam do narkotyków - to, że wiesz, jak działąją, nie sprawia, że przestają na Ciebie działać. To jednak tylko Twój problem i Twoje zycie, więc ciężko się wtrącać. Gorsza jest druga opcja.

2. Dajesz przyzwolenie na kształtowanie takiego szkodliwego wzorca. I gdy Twoja kasa zasila konto Hefnera, Ty jesteś winny tego, że miliony dziewczyn ma kompleksy, bo nie wygląda 'idealnie' [pomijając tonę znacznie gorszych zjawisk z handlem kobietami na czele].

Pozdrówka
17-02-2008 15:53
beacon
   
Ocena:
0
Faktycznie w tym co mówisz coś jest. Chociaż trudno mi przełknąć fakt, że mój kaprys spojrzenia na dziewczyny z gazety powoduje tak globalne zjawisko, to wydaje się to twierdzenie prawdziwym (choć skala jednego klienta, który zasila konto pisma paroma złotymi w miesiącu wydaje się nieproporcjonalne do handlu ludźmi, ale jednak). Dzięki za uświadomienie...
17-02-2008 16:18
Ezechiel
   
Ocena:
0
Generalnie Repek +1

"Co do sprowadzania do cielesności - oglądając sesję w Playboyu w danym momencie spoglądasz na estetyczną wartość kobiety."

Nieprawda. Spoglądasz na wytwór popkultury i grafików komputerowych, odrealniony wizerunek kobiety, nie mający wiele wspólnego z żywą osobą.

Nie mówiąc już o zmniejszaniu wrażliwości na nadmiar pornografii w kulturze. Tu nie chodzi o to, że przestaniesz umawiać się z koleżankami (bo to jednak więcej / lepszych endorfin jest). Chodzi o to, że wzorzec kobiety w mózgu zacznie się zmieniać.

ie wierzę w samooszukiwanie się "mi to nie szkodzi", "ja mam dystans".

A publicystyka w polskiej edycji ssie. Tematy są wtórne i miałkie jak z onetu. Jeśli chcę reportaż czy felieton to biorę Duży Format lub Politykę - chociaż mam raczej prawicowe poglądy.
17-02-2008 23:44
beacon
   
Ocena:
0
Chodzi mi raczej o felietony, rubryki kulturalne, inne teksty (opowiadanie Woody'ego Allena było niedawno) i świetne wywiady. Reportaże są słabe, ale to jakoś nie umniejsza pozostałym.

I generalnie, Ezechiel, gdybyś czytał uważnie dostrzegłbyś, że sam przyznałem repkowi rację ;) Choć dalej sprawę trawię po swojemu.
18-02-2008 00:16
Ezechiel
   
Ocena:
0
"I generalnie, Ezechiel, gdybyś czytał uważnie dostrzegłbyś, że sam przyznałem repkowi rację ;) "

Zauważyłem. Tyle, że nie pisałem, aby Ciebie przekonywać, ale dla dodania kilku uwag, uzupełniających.
18-02-2008 00:19
Siman
   
Ocena:
0
Stanowczo się nie zgodzam z tezami repka i Ezechiela. IMO to ten sam sposób myślenia co wskazywanie zależności: zabijanie w filmach/grach -> rozbudzanie morderczych instynktów, czy gra w wyimaginowanym świecie -> utrata kontaktu z rzeczywistością.

"Dajesz przyzwolenie na kształtowanie takiego szkodliwego wzorca. I gdy Twoja kasa zasila konto Hefnera, Ty jesteś winny tego, że miliony dziewczyn ma kompleksy, bo nie wygląda 'idealnie' [pomijając tonę znacznie gorszych zjawisk z handlem kobietami na czele]."
IMO kompleksy kobiet polegają raczej na przekonaniu, że czuje się ona gorsza/brzydsza/grubsza niż jej koleżanki czy kobiety w jej otoczeniu, a nie gołe baby w pisemku erotycznym. Nawiązanie do handlu kobietami zakrawa już o pewien absurd. Czy Hafner ze swoich pieniędzy zasila nielegalną prostytucję? Czy oglądanie rozkładówek Playboya w jakikolwiek sposób wpływa na nasze przyzwolenie dla takiego procederu? Wskaż jakikolwiek logiczny związek? OK, zarówno właściciele Playboya, jak i alfonsi zarabiają na zaspokajaniu w taki czy inny sposób męskiej huci. Tak samo jak właściciel monopolowego i przemytnik ukraińskiej wódki zarabiają na handlu alkoholem. Ale czy to znaczy, że ten pierwszy zasługuje na ostracyzm?

"Nieprawda. Spoglądasz na wytwór popkultury i grafików komputerowych, odrealniony wizerunek kobiety, nie mający wiele wspólnego z żywą osobą. "
Wskaż mi jakiś element kultury (nie tylko tej z przedrostkiem "pop"), który jest wolny od przejskrawiania, odrealniania czy przerabiania tematu, jakiego dotyka. Swoją drogą: jak to się dzieje, że pomimo iż amerykański showbiznes ocieka testosteronem, przypakowanymi, spoconymi męskimi torsami i forsuje ideał twardego wojownika-herosa, nikt nie podnosi lamentów o wykrzywianiu wizerunku mężczyzny, ba, całe męskie społeczeństwo zdaje się iść w dokładnie odwrotnym kierunku? I odwrotnie: jak to możliwe, że takie tryumfy święci obecnie kobieca emancypacja, skoro model idealnej fizycznie, seksualnie uległej kobiety otacza nas na każdym kroku?

Tak swoją drogą: nie kupuje Playboya, ani żadnego innego podobnego wydawnictwa. Ba, na palcach jednej ręki mogę policzyć kiedy wyżej wzmiankowane czytałem lub przeglądałem i były to raczej przypadkowe sytuacje. Po prostu atakuję bzdurną IMO tezę wg. której człowiek jest istotą, która jeśli coś zobaczy to musi to pomacać, mówiąc kolokwialnie.
18-02-2008 14:13
Repek
    @Siman
Ocena:
0
Niezwykłe, jak słaby komiks może sprowokować ciekawą rozmowę. :)

Niestety, ale zarzucę Ci dwa braki: wyobraźni i wiedzy.

Najpierw ten pierwszy.

IMO to ten sam sposób myślenia co wskazywanie zależności: zabijanie w filmach/grach -> rozbudzanie morderczych instynktów, czy gra w wyimaginowanym świecie -> utrata kontaktu z rzeczywistością.

Popełniasz błąd w analogii. Pseudointelektualne ściemy w stylu Playboya przykrywają opartą na erotyce i pornografii kulturę, są jej wypadkową [manifestacją, objawem], ale także 'pierwszą działką za darmo', za którą idzie masa konsekwencji [o których dalej]. Na tej samej zasadzie gry nie są winne temu, że stajemy się brutalni, ale są wypadkową świata, w którym przemoc jest atrakcyjnym towarem [vide dowolne wiadomości, kino itp.]. Grając w nie, włączasz się w ten trend, przykładasz rękę do popularyzacji przemocy jako towaru.

Czy stępia to Twoją wrażliwość? Oceń sam. Imho nic, co robimy, nie pozostaje bez wpływu na nas. Nie musimy od razu stawać się mordercami, ale dla mnie choćby minimalna utrata czułości i wrażliwości jest strata niewartą rozrywki płynącej z grania w brutalną grę.

IMO kompleksy kobiet polegają raczej na przekonaniu, że czuje się ona gorsza/brzydsza/grubsza niż jej koleżanki czy kobiety w jej otoczeniu, a nie gołe baby w pisemku erotycznym.

Niestety, nie tak tworzy się wzorzec społeczny lub stereotyp. Człowiek nie wydaje się sobie nieatrakcyjny, bo ma atrakcyjnych znajomych, ale dlatego, że istnieje pewien wzorzec, którego on sam nie spełnia. Inni mogą najwyżej podsycać w nim to przekonanie [bo np. w jego oczach są bliżej ideału niż on sam - przypadek, który sam podałeś], ale nie są jego źródłem.

Czy Hafner ze swoich pieniędzy zasila nielegalną prostytucję? Czy oglądanie rozkładówek Playboya w jakikolwiek sposób wpływa na nasze przyzwolenie dla takiego procederu? Wskaż jakikolwiek logiczny związek?

Masz erotykę - sofcik, powszechnie akceptowany. Od niego - również za sprawą Hefa, który zresztą produkuje także pornosy, za kasę ludzi, którzy kupują P - krok od rynku porno, który opiera się nie tylko na Jennie Jameson, Snoop Doggu i innych idolach popkultury, ale także na gigantycznym wyzysku. A stąd kroczek od handlu kobietami do domów publicznych, gdzie spełnia się fantazje znane z filmów.
Kultura porno przenika też do innych gałęzi kultury, wystarczy włączyć MTV lub popatrzeć na Dodę, by zobaczyć, do czego się odwołują dzisiejsze gwiazdy.

To tak w największym, telegraficznym skrócie, tylko jedna z potencjalnych zależności [imho jest ich znacznie więcej].

Od tego ciągu znacznie ważniejsze jest jednak promowanie pewnego wzorca w kulturze, który opiera się na seksualności i atrakcyjności sprowadzonej do ciała i jego wyglądu.

Tak samo jak właściciel monopolowego i przemytnik ukraińskiej wódki zarabiają na handlu alkoholem. Ale czy to znaczy, że ten pierwszy zasługuje na ostracyzm?

Oceń sam. Ja wolę porównanie do miękkich narkotyków, które rzekomo nie szkodzą. Jednakże, nawet pomijając aspekt psychofizyczny, wypalając jointa, wspierasz kulturę, na której de facto zarabiają przestępcy [jak na pornografii]. Mnie nie odpowiada uczestniczenie w tym.

Swoją drogą: jak to się dzieje, że pomimo iż amerykański showbiznes ocieka testosteronem, przypakowanymi, spoconymi męskimi torsami i forsuje ideał twardego wojownika-herosa, nikt nie podnosi lamentów o wykrzywianiu wizerunku mężczyzny, ba, całe męskie społeczeństwo zdaje się iść w dokładnie odwrotnym kierunku? I odwrotnie: jak to możliwe, że takie tryumfy święci obecnie kobieca emancypacja, skoro model idealnej fizycznie, seksualnie uległej kobiety otacza nas na każdym kroku?

A tu już, wybacz, brak wiedzy i trochę slogany.

Po pierwsze, chociażby ruch feministyczny jako jeden z celów zakłada właśnie zmianę stereotypów związanych z płcią, także męską. Mężczyźni są takimi samymi ofiarami tych wzorców, jak kobiety. Bo wmawia im się, czego mają pożądać i jak sami mają wyglądać, by być pożądanymi.

Po drugie, pierwsze słyszę o sukcesach 'kobiecej emancypacji'. To znaczy gdzie? W Chinach? Czy w Szwecji? Bo chyba nie w Polsce.

Po trzecie, nawet gdyby tak w niektórych krajach było, jedno drugiemu nie przeszkadza. To nie jest układ dwustronny, gdzie przewaga jednego, znosi drugie. Jedno i drugie istnieje równocześnie, rosnąć i wzajemnie na siebie oddziałując.

Po prostu atakuję bzdurną IMO tezę wg. której człowiek jest istotą, która jeśli coś zobaczy to musi to pomacać, mówiąc kolokwialnie.

A tę tezę to sam sobie wymyśliłeś, bo nikt tutaj - ja przynajmniej nie - jej nie sformułował. Pisaliśmy raczej o tym, że stereotypy i wzorce oddziałują na nas i warunkują nas [w jakimś stopniu] nawet wtedy, gdy wiemy, jak działają.

Pozdrówka
18-02-2008 16:55
Siman
   
Ocena:
0
"Grając w nie, włączasz się w ten trend, przykładasz rękę do popularyzacji przemocy jako towaru."
I tu IMHO tkwi w błąd w twoim myśleniu. Powszechna jest w tej chwili wiara w to, że pokazywanie seksu czy przemocy w sposób masowy powoduje stworzenie w każdym człowieku małej cegiełki, która składa się na wielki mur niewrażliwości czy nawet akceptacji tego zjawiska. Problem w tym, że między przemocą (tej na razie będę się trzymał w argumentacji) w showbiznesie, a przemocą w realnym świecie nie zachodzi żadna korelacja. Kilku dresów bije mnie w nocnym autobusie za długie włosy dlatego, że wychowali się środowisku biedy i patologii, przemocy nauczyli się wśród rówieśników z osiedla i na ustawkach, nie z filmów ze Shwarzenegerem. Wojny domowe w Afryce powodują problemy etniczne, społeczne i polityczne, a nie pokazy "300". Natomiast społeczeństwo, w którym seanse pełne brutalności nadaje niemal bez przerwy powszechna telewizja i kino, burzy się dzisiaj z powodu wojny, w której zginęło 50 razy mniej ofiar po stronie Amerykanów, niż w trakcie wcale nie tak dawnego konfliktu w Wietnamie. O Iraku mówi się dzisiaj w kategorii problemu, mimo iż w kontekście realiów politycznych jeszcze sprzed wieku byłaby to akcja niemal pokojowa. Jakkolwiek możesz to uznać za argumenty sloganowe, to są właśnie faktyczne realia przemocy, z którymi społeczeństwo musi się zmierzyć i do których podchodzi w sposób absolutnie nieprzystający do hasła spowszednienia agresji.

Ja po prostu nie wierzę w ten mały wpływ, który, jak sugerujesz, jest wodą drążącą skałę. Jeśli istnieje - nie ma żadnego znaczenia w konfrontacji z wychowaniem, środowiskiem i własnymi wartościami moralnymi. Możliwe, że odpowiesz, że te elementy mogą być budowane na podstawie tego, co przekazują nam masmedia. W to także nie wierzę, przynajmniej dopóki nie przedstawisz konkretnych przykładów takiego wpływu, choćby pośredniego (drastyczne jednostkowe przypadki rodzaju dziecka zabijającego po grze w Quake'a mnie nie interesują, bo tu nie mamy żadnej pewności, że ten nie był jedynie katalizatorem psychicznych zaburzeń, a nie przyczyną).

"Oceń sam. Imho nic, co robimy, nie pozostaje bez wpływu na nas. Nie musimy od razu stawać się mordercami, ale dla mnie choćby minimalna utrata czułości i wrażliwości jest strata niewartą rozrywki płynącej z grania w brutalną grę."
Utrata na jakiej zasadzie? Powiem w ten sposób: dla mnie wpływ zachodzi wówczas, gdy najpierw coś odbieramy, a potem to co zgromadziliśmy "oddajemy" w takiej czy innej formie (nawet jeśli chodzi tylko o spojrzenie na świat). Powiedz mi, gdzie może zachodzić to "oddawanie", bo na razie nie widzę, żeby zachodziło coś poza "przyjmowaniem". Stwierdzenie o minimalnej utracie czułości i wrażliwości pozostaje dla mnie gdzieś w sferze mglistej idei.

"Niestety, nie tak tworzy się wzorzec społeczny lub stereotyp. "
Zgoda. Ale czy rozkładówki w Playboyu faktycznie tworzą stereotyp? IMO po prostu doprowadzają do jego ewolucji. Ideał kobiecego piękna istniał od zawsze. Jest bardziej niż prawdopodobne, że kobiety paleolitu wzdychały żałośnie nad ówczesnymi figurkami Wenus (http://pl.wikipedia.org/wiki/Wenus _paleolityczna), bo zapewne niewiele mogło się pochwalić takimi kształtami. Zapytam przewrotnie: czy wyobrażasz sobie, żeby kobiety nie miały takich kompleksów? :) Czy możliwe jest, aby ideał po prostu nie istniał, żeby nie męczyć biednej płci (nomen omen) pięknej? I aby mężczyźni nie mieli wyznaczników atrakcyjności, których one jak na złość nie spełniają w 100%?

Dla mnie taka argumentacja brzmi jak pobożne życzenia. Zwłaszcza, że niezależnie od tego skąd biorą się stereotypy, kompleksy także nie pochodzą z gazet, ale, znów, z otoczenia i osobowości.

"Masz erotykę - sofcik, powszechnie akceptowany. Od niego - również za sprawą Hefa, który zresztą produkuje także pornosy, za kasę ludzi, którzy kupują P - krok od rynku porno, który opiera się nie tylko na Jennie Jameson, Snoop Doggu i innych idolach popkultury, ale także na gigantycznym wyzysku. A stąd kroczek od handlu kobietami do domów publicznych, gdzie spełnia się fantazje znane z filmów."
Pozostanę przy swoim. To jest bzdurny ciąg. Identycznym mógłbym połączyć wypicie głębszego na weselu (też przecież "przykrytego" uczczeniem zawiązania świętego związku małżeńskiego) z ciężkim alkoholizm. Metoda argumentacji w postaci "małych kroczków" działa wszędzie, gdzie istnieje jakieś ekstremum i dzięki niej bardzo łatwo zdyskredytować optimum, a nawet minimum. Seks, przemoc, alkohol, papierosy, używki, rozrywka czy nawet praca - ze wszystkim można przeholować i doprowadzić do łamania zasad moralnych swoich i cudzych. Ale to nie znaczy, że należy pójść w drugą skrajność. Trzeba umieć "poprzestać na małym", znaleźć złoty środek, a nie potępiać w czambuł każdy goły cycek. ;)

Co do tego nieszczęsnego Hafnera - handel kobietami istniał w znacznie większym natężeniu (chociażby w Stanach w XIX w.), zanim ten człowiek w ogóle się narodził. Hafner nie wymyślił "handlu seksem", ani go nawet nie spopularyzował, co najwyżej przywrócił do łask po czasach równie dewiacyjnego (choć w odwrotnym kierunku) purytanizmu dziętnastowiecznego. Usiłujesz moralnie naznaczyć bardzo świeże zjawisko, jako pośredniego winowajcę procederu, który występuje od wieków.

Odnośnie analogii do miękkich narkotyków - osobiście sięganie do nich mi nie przeszkadza. Tzn. sam marihuany nie brałem i nigdy tego nie zrobię, ale nie oburzają mnie moi znajomi o których wiem, że zdarza im się czasem popalać na imprezach. Dopóki nie zrobią z tego reguły i nie zaczną przejawiać objawów nałogu nie jest to nic szkodliwego. Mieści się to w moim rozumieniu "poprzestawania na małym". Problemem jest, jak zawsze, nieumiarkowanie - nałóg, sięganie po mocniejsze narkotyki.

Z drugiej strony uważam za pożądane zupełne zakazanie narkotyków, bo dzięki temu większość ludzi nie decyduje się na wyjście poza "próbowanie". A problem tych, którzy idą dalej nie leży w sferze przyzwolenia czy dostępności, ale, znów, wychowania i środowiska. Znam parę przypadków określanych zazwyczaj jako "dzieci z dobrego domu", które popadają w nałóg. I w każdym stwierdzenie "dobry dom" było jedynie hasłem, bo samo wymuszenie poprawnego sprawowania i dobrych ocen w szkole nie wiązało się niestety z wpojeniem faktycznych zasad i zdrowego rozsądku.

"Po drugie, pierwsze słyszę o sukcesach 'kobiecej emancypacji'. To znaczy gdzie? W Chinach? Czy w Szwecji? Bo chyba nie w Polsce."
Hugh Hafner jest amerykaninem, Playboy powstał w Stanach, lwia część show- i pornobiznesu pochodzi z USA. Stąd logiczny wniosek, że cały czas mówię o Stanach Zjednoczonych. :) A nawet gdybym mówił o Polsce - uważasz, że emancypacja (rozumiana, zaznaczam, nie ściśle jako udzielenie kobietom prawa wyborczego, ale bardziej ogólnie - dążenie do równouprawnienia płci) u nas nie występuje? Uważasz, że sytuacja kobiet nie zmieniła się przez ostatnie pół wieku (czy nawet - ostatnie dwudziestolecie)?

Generalnie, odnośnie całej odpowiedzi na ten akapit - chyba mnie nie zrozumiałeś. Nigdzie nie zaprzeczam, że swoiste "niewieścienie" mężczyzn nie jest związane z ruchem feministycznym. Wręcz przeciwnie. Moje pytanie dotyczy czego innego - dlaczego ruch feministyczny jest w przypadku mężczyzn tak skuteczny, skoro Holywood uparcie forsuje ideał faceta męskiego do bólu? Gdzie ten wpływ popkultury, skoro wzorce w ogóle nie są przyswajane? I dlaczego tyle się mówi o rzekomym szerzeniu brutalności, a nic na temat szerzenia męskości, która występuje w podobnych filmach (czy komiksach chociażby) niemal równolegle i, śmiem twierdzić, z równym natężeniem.
18-02-2008 20:53
Repek
    @Siman
Ocena:
0
Wojny domowe w Afryce powodują problemy etniczne, społeczne i polityczne, a nie pokazy "300".

Wciąż odwracasz przykład, walcząc z poglądem, którego tu nikt nie wypowiedział. Możesz rozmawiać sam ze sobą, ale to chyba bez sensu.

Ja nie mówię o tym, czy wpuszczając przemoc do domu, przyczyniasz się do wywoływania wojen lub zwiększenia przemocy w tzw. życiu publicznym. Mówię o tym, że wspierasz kulturę przemocy w mediach - tyle i aż tyle. Dla mnie wystarczająco dużo.

Czy to ma przełożenie na przemoc na ulicy? Nie wiem. Sądzę, że w dużej mierze ma - w jak wielkiej: nie wiem. Wolę więc nie ryzykować i ręki nie przykładam.

Utrata na jakiej zasadzie? Powiem w ten sposób: dla mnie wpływ zachodzi wówczas, gdy najpierw coś odbieramy, a potem to co zgromadziliśmy "oddajemy" w takiej czy innej formie (nawet jeśli chodzi tylko o spojrzenie na świat). Powiedz mi, gdzie może zachodzić to "oddawanie", bo na razie nie widzę, żeby zachodziło coś poza "przyjmowaniem". Stwierdzenie o minimalnej utracie czułości i wrażliwości pozostaje dla mnie gdzieś w sferze mglistej idei.

Imho to jest zazwyczaj nieuchwytne i dlatego powstaje takie podejście jak Twoje - "nie widzę, że się jakoś zmieniłem znacząco, więc zakładam nie ma wpływu lub jest to wpływ mało istotny w porównaniu z innymi wpływami". To jest ta naiwność, o której pisałem ja i wspomniał Ezechiel.

Mnie nie interesuje to, czy wpływ na mnie jest mały czy wielki - to jest zły wpływ, więc nie chcę go w ogóle, bez względu na skalę.

Dla mnie taka argumentacja brzmi jak pobożne życzenia. Zwłaszcza, że niezależnie od tego skąd biorą się stereotypy, kompleksy także nie pochodzą z gazet, ale, znów, z otoczenia i osobowości.

Nie. :) Kompleksy powstają w odniesieniu do nierealizowalnych wzorców. Gdyby ich nie było, nawet problem z osobowością lub niską oceną nie stanowiłby problemu, bo nie byłoby skali odniesienia. Ta skala istnieje [imho jest tworzona w chory sposób] i stąd bierze się kompleks, bo Playboy to jest właśnie "otoczenie".

Co do "pobożnych życzeń" - nie do końca rozumiem, o co chodzi. Chyba że to takie cyniczno-sceptyczne stwierdzenie na zasadzie: "to i tak się nie zmieni".

Seks, przemoc, alkohol, papierosy, używki, rozrywka czy nawet praca - ze wszystkim można przeholować i doprowadzić do łamania zasad moralnych swoich i cudzych. Ale to nie znaczy, że należy pójść w drugą skrajność.

Tu nie chodzi o seks i o żadną z rzeczy, o których piszesz. Chodzi o fundamentalny sprzeciw wobec pewnego sposobu kreowania wizerunku ludzi. Tu nie ma minimum i ekstremum, bo odrzucam to zjawisko w całości w kontekście budowania wzorca [mogę zaakceptować wyłącznie w bardzo szczegółowych przypadkach jako mniejsze zło].

Usiłujesz moralnie naznaczyć bardzo świeże zjawisko, jako pośredniego winowajcę procederu, który występuje od wieków.

Niczego nie usiłuję. To, że 10000 lat p.n.e. też się mordowano etnicznie, nie oznacza, że usprawiedliwę Hitlera. Popadasz w relatywizm, a ja tylko analizuję szczegółowy przypadek.

Co do narkotyków miekkich - Twoja sprawa, jak oceniasz swoich znajomych, którzy je stosują. Co do zdrowia i psychiki tych ludzi - to też [oczywiście do czasu] ich prywatna sprawa. Ja tego nie oceniam w tym miejscu w kategoriach ideologicznych, bo to kwestia innej dyskusji. Staram się mówić o faktach prawnych.

Nie zmienia to dla mnie faktu, że za tym biznesem stoją ludzie, którzy są przestępcami. Większość osób woli po prostu o tym nie myśleć, ale pewnie gdy słyszy o zabitym przez gangi policjancie, to się oburza.

Na tej samej zasadzie nie odpowiada mi bezrefleksyjne podchodzenie do pornografii. Ktoś ogląda "ładny estetycznie" film porno, gdzie panienki się ślicznie uśmiechają do kamery, ale odpuszcza sobie myślenie o tym, że za kamerą tą dziewczynę się bije. A to tylko z takich lżejszych przykładów, co dzieje się "poza kadrem".

A nawet gdybym mówił o Polsce - uważasz, że emancypacja (rozumiana, zaznaczam, nie ściśle jako udzielenie kobietom prawa wyborczego, ale bardziej ogólnie - dążenie do równouprawnienia płci) u nas nie występuje? Uważasz, że sytuacja kobiet nie zmieniła się przez ostatnie pół wieku (czy nawet - ostatnie dwudziestolecie)?

Napisałeś wcześniej o "święceniu tryumfów", a nie o "występowaniu" i "stopniowym zmienianiu sytuacji kobiet". Czy wszystko już jasne?

Generalnie, odnośnie całej odpowiedzi na ten akapit - chyba mnie nie zrozumiałeś. Nigdzie nie zaprzeczam, że swoiste "niewieścienie" mężczyzn nie jest związane z ruchem feministycznym.

Niestety, obawiam się, że to raczej Ty nie zrozumiałeś mnie. Ja nigdzie nie napisałem o tym, że faceci mają prawo "niewieścieć". Trochę imho popełniasz błąd w rozmowie, zakładając jakieś poglądy rozmówcy, a potem się okazuje, że polemizujesz z własnym wyobrażeniem o tych poglądach.

Resztę ostatniego akapitu średnio rozumiem, bo chyba są tam jakieś tezy, które wydają się niezbyt sensowne. Przykład:

I dlaczego tyle się mówi o rzekomym szerzeniu brutalności, a nic na temat szerzenia męskości,

Nie mówi się? Od kiedy? Ile spamu dziennie o powiększeniu penisa dostajesz? :)

I sprecyzuj, co to jest to "nic" - gdzie się "nic" nie mówi. W jakiej prasie? We "Wprost" czy w "GW"? Bo imho dyskusja się toczy, choć w Polsce opóźniona o wiele lat i traktowana jako "temat zastępczy" przez osoby, którym nie odpowiadają jej tezy.

Jeszcze jedna kwestia, odnośnie wzorców męskich i problemów z ich zmienianiem. i w ogóle z mówieniem o ich zmienianiu. Niestety lub stety, w sensie materialistycznym to facetom było zazwyczaj lepiej. Na tej bazie funkcjonuje wiele reguł, które facet musi i często chce spełniać, a które równocześnie kłócą się z jego chęcia decydowania o tym, czego by się chciał trzymać.

Tak jak od kobiet wymaga się, by były piękne, pracowały, zajmowały się domem itp. itd, tak od facetów, by byli atrakcyjni, pracowali, byli wrażliwi, mieli czas na dzieci itp. itd. Nie jest tak znowu łatwo wybierać jakieś z tych opcji świadomie i nie wpadać w jakiś stereotyp lub nie doczekać się łatki.

A już tak czysto osobiście uważam, że facetom jako ogółowi nie jest na rękę równość i zmiana stereotypów. Dzięki nim rządzą, a rezygnacja z takiej władzy wymagałyby dość mocnej siły woli i świadomości, że dominowanie to nie wszystko.

Pozdrówka
18-02-2008 21:34
rincewind bpm
   
Ocena:
0
Repku - hm, tak doprecyzowując - uważasz, że takie popularyzowanie przemocy, jakie według Ciebie czynimy oglądając filmy czy grając w gry komputerowe jest naganne? Nie oglądasz Piratów z Karaibów, w których przez prawie cały czas ktoś z kimś walczy?
18-02-2008 21:50
Repek
    @rincewid
Ocena:
0
Jeśli schodzimy na przemoc, to mnie chodzi o jej formę i przeznaczenie.

Jestem przeciwnikiem "przemocy dla przemocy", czyli np. kina sensacyjnego. Bond, Rambo, filmy Tarantino etc.. Czyli takie przejawy przemocy, w których chodzi o zabawę samym okrucieństwem i formułą zadawania śmierci, a nie o to, że walka służy jakiejś większej sprawie [jak w Piratach].

EDIT: To nie jest też kwestia tego, czy ktoś "prawie" czy "cały czas" walczy. Bo pewnie w porównaniu wychodzi podobnie w wielu filmach, gdyż one zwyczajnie spełniają normy pewnego gatunku i muszą mieć te akcenty rozłożone. Widzę jednak sporą różnicę pomiędzy półgodzinną bitwą o wolność świata w Lotrze, a nawet jednominutową masakrą, którą urządza się tylko po to, by fajnie wyglądała i żeby coś się działo - bo sam film wiele więcej nie oferuje.

Pozdrówka
18-02-2008 22:25
Siman
   
Ocena:
0
"Ja nie mówię o tym, czy wpuszczając przemoc do domu, przyczyniasz się do wywoływania wojen lub zwiększenia przemocy w tzw. życiu publicznym."
Powtarzam - korelacja między zwiększeniem brutalności w filmach i akceptacją dla brutalności w życiu, w tym wypadku wojen, jest dokładnie odwrotna. Czy więc i wpływ nie jest dokładnie odwrotny? Ludzie przyzwyczajają się do przemocy jako rzeczy wirtualnej, do tego, że odpadające kawałki ciała są produkowane przez speców od efektów specjalnych, więc kiedy przemoc "wychodzi z telewizora" i staje się rzeczywista, traktują ją wrogo.

To przecież prawda znana już w starożytności - im więcej trupów padało w walkach gladiatorów, tym mniej skory do buntów był rzymski proletariat. Znamienne jest, że wszelkie przewroty pałacowe (dokonywane w lwiej części przy pomocy armii, a więc bynajmniej nie w owych pałaców zaciszu) działy się zupełnie bez udziału społeczeństwa Rzymu. Zamieszki wśród obywateli praktycznie nie miały miejsca, nawet kiedy wojsko stawało pod murami miasta, czy do niego wkraczało. Żadni krwi na arenie proletariusze byli zaskakująco pacyfistycznie nastawieni do życia, co zresztą źle się na nich odbiło, kiedy zetknęli się ze znacznie brutalniejszymi barbarzyńcami.

Teraz zjawisko się powtarza (a nawet przybrało na sile, bo skutkuje wrogością wobec wojny w ogóle), ale gladiatorzy już nie muszą umierać. Dla mnie to wręcz pożądana sytuacja.

"Mówię o tym, że wspierasz kulturę przemocy w mediach - tyle i aż tyle. Dla mnie wystarczająco dużo."
Ale przecież to błędne koło. Oglądając i akceptując - wspieram. Poprzez to wsparcie pojawia się więcej przemocy, więc więcej jej oglądam. Oglądając - znowu wspieram I tak bez końca. Ja się Ciebie pytam, gdzie to się wydostaje na zewnątrz? Popkultura mnie w tym momencie nie interesuje, mówię o społeczeństwie, które, jak twierdzisz, pozostaje pod jej wpływem.

"Czy to ma przełożenie na przemoc na ulicy? Nie wiem. Sądzę, że w dużej mierze ma - w jak wielkiej: nie wiem. Wolę więc nie ryzykować i ręki nie przykładam."
Gdyby miało, poziom przemocy byłby w jakikolwiek sposób (choćby w minimalnym przełożeniu na statystykę) skorelowany z dostępnością do brutalnych w filmów (w telewizji czy w kinie). Ale dziwnym trafem jest skorelowany wyłącznie z sytuacją społeczną i w pewnym stopniu majątkową. Dla mnie więc nie ma żadnego wpływu.

Poza tym - nie przykładasz ręki? Brzmi to trochę schizofrenicznie, bo rozmawiamy pod twoją recenzją na temat komiksu, w którym akurat erotyka występuje w dużych ilościach, o czym na pewno wiedziałeś przed przystąpieniem do lektury. :) Oglądałeś na pewno nie jeden film o zabijaniu i brałeś udział w sesjach RPG na których również nie jeden trup padł. Skoro więc samo oglądanie jest przykładaniem ręki, to jak możesz tego nie robić? :)

"Imho to jest zazwyczaj nieuchwytne i dlatego powstaje takie podejście jak Twoje - "nie widzę, że się jakoś zmieniłem znacząco, więc zakładam nie ma wpływu lub jest to wpływ mało istotny w porównaniu z innymi wpływami". To jest ta naiwność, o której pisałem ja i wspomniał Ezechiel."
A dla mnie to akurat naiwność z twojej strony. To akurat pogląd o owym rzekomym małym wpływie jest obecnie forsowany przez media, IMO w bardzo bezrefleksyjny sposób. Dla ciebie jeśli istnieje bodziec (przysłowiowa krew na ekranie), musi istnieć też wpływ. Mały, duży, nieistotne, ważne, że jakiś. I tym "jakimś" wpływie, traktowanym bardzo mgliście i w żaden sposób nie sprecyzowanym opierasz swoją tezę. Dla mnie to bzdura logiczna.

"Mnie nie interesuje to, czy wpływ na mnie jest mały czy wielki - to jest zły wpływ, więc nie chcę go w ogóle, bez względu na skalę."
Ale ja twierdzę właśnie, że negatywny wpływ jest żaden. Jak bym forsował pogląd, że jest po prostu mały, to bym już dawno przyznał ci rację. :)

"Nie. :) Kompleksy powstają w odniesieniu do nierealizowalnych wzorców. Gdyby ich nie było, nawet problem z osobowością lub niską oceną nie stanowiłby problemu, bo nie byłoby skali odniesienia. Ta skala istnieje [imho jest tworzona w chory sposób] i stąd bierze się kompleks, bo Playboy to jest właśnie "otoczenie"."
Akurat z kompleksami na punkcie własnej atrakcyjności i akceptacji przez otoczenie i to bardzo poważnymi (doprowadzającymi wręcz do prób samobójczych) miałem kontakt bardzo bezpośredni prze spory okres czasu i coś wiem na ten temat (uściślam, że nie chodzi o mnie, tylko osobę z mojego bliskiego otoczenia, żeby nie było wątpliwości). Playboy nie ma tu absolutnie nic do rzeczy. To tylko pretekst, katalizator. Kompleksy mają zupełnie inne źródło, związane, jak już mówiłem, ze środowiskiem i otoczeniem. Bezpośrednim otoczeniem, czyli ludźmi, nie gazetami.

"Co do "pobożnych życzeń" - nie do końca rozumiem, o co chodzi. Chyba że to takie cyniczno-sceptyczne stwierdzenie na zasadzie: "to i tak się nie zmieni"."
Tak, nie można tego zmienić, ale to nie fatalizm, tylko stwierdzenie niezmiennego zjawiska. Zawsze istnieją relacje damsko-męskie, więc zawsze występuje pożądany model pożądanych przymiotów partnera. I zawsze też przybieraja on formę jakiegoś ideału, wzorca, którego nie da się realizować w 100%. Ergo: zawsze będą też istniały kompleksy na tym punkcie. Rozkładówki mogą jedynie nadać im pewną formę.

"Tu nie chodzi o seks i o żadną z rzeczy, o których piszesz. Chodzi o fundamentalny sprzeciw wobec pewnego sposobu kreowania wizerunku ludzi. Tu nie ma minimum i ekstremum, bo odrzucam to zjawisko w całości w kontekście budowania wzorca [mogę zaakceptować wyłącznie w bardzo szczegółowych przypadkach jako mniejsze zło]."
To znaczy, że negujesz istnienie erotyki i nagości w popkulturze jako takiej? Bo tylko tak to sobie wyobrażam.

"Na tej samej zasadzie nie odpowiada mi bezrefleksyjne podchodzenie do pornografii."
Ale ja nie mówię o pornografii, ale o Playboyu, w którym jej nie ma. Jest co najwyżej erotyka i nagość w wykonaniu gwiazd, które każą sobie za nią słono płacić. A to że Hugh Hafner robi także pornole nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia, tak jak kupując cukier nie interesuje mnie, że właściciel cukrowani ma także fabrykę broni.

Nie będę rozkręcał kwestii narkotyków, to osobny temat. Komentarze i tak już są dostatecznie rozdmuchane objętościowo. :)

"Napisałeś wcześniej o "święceniu tryumfów", a nie o "występowaniu" i "stopniowym zmienianiu sytuacji kobiet". Czy wszystko już jasne?"
Nie, jeśli spojrzeć na sprawę szerzej. W ciągu ostatniego wieku wydarzyło się w sprawie kobiet więcej, niż przez całe poprzednie tysiąclecie. W takim kontekście współcześnie mamy do czynienia ze swoistym "tryumfem".

"Niestety, obawiam się, że to raczej Ty nie zrozumiałeś mnie. Ja nigdzie nie napisałem o tym, że faceci mają prawo "niewieścieć".'
A ja ci tego nie imputowałem. :P My się naprawdę kompletnie nie rozumiemy. Ja nie mówię w ogóle o niewieścieniu w kontekście tego, co mężczyźni mają z tym zrobić, ani jak to się ma do feminizacji. Wciąż chodzi mi jedynie o zjawisko rzekomego wpływu filmów na ludzi. Mężczyźni jako ogół niewieścieją mimo, że na filmach wciąż jedynie mężnieją. To znaczy, że, znów, między showbiznesem i rzeczywistością następuje rozdźwięk. Ideałem mężczyzny wcale nie jest Bruce Willis rozwalający kolejne organizacje przestępcze, ba, ten ideał jest daleki od tego. Dlaczego? Skoro taki napakowany heros jest powszechny w Hollywood od co najmniej trzech dekad, dlaczego metodą "małego wpływu" nie zadziałało to zupełnie na tych, którzy to oglądają?
18-02-2008 23:47

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.