» Recenzje » Death Note #1

Death Note #1


wersja do druku

Przepraszam, pańska godność?

Autor: Redakcja: Maciej 'Repek' Reputakowski

Death Note #1
Ktoś kiedyś powiedział, że najlepszym lekarstwem na nudę jest ciekawość, na którą lekarstwa nie ma. Na głupotę i ludzką niegodziwość zresztą też. Znudzeni hazardem bogowie śmierci imają się różnych zajęć. Jeden z nich, Ryuk, zdobył zapasowy egzemplarz Notesu i "zgubił" go w świecie ludzi. Nowym właścicielem dziwacznego zeszytu okazał się Light Yagami, nastolatek o ponadprzeciętnym ilorazie inteligencji... Wygląda na to, że znalazł on przez to lekarstwo na wszystkie ludzkie przypadłości. Śmierć.

Osoba, której imię i nazwisko zostaną zapisane w tym notesie, umrze.

Tytułowy Death Note to narzędzie pracy każdego boga śmierci. Wypełniając go danymi kolejnych ludzkich ofiar, bogowie zwalczają piekący problem przeludnienia naszego świata. Notesu należy jednak używać według ściśle określonych reguł, o czym Light przekonuje się, czytając obszerny "tutorial" umieszczony w środku. Yagami od razu postanawia przetestować działanie nowego notesu, a próby te kosztują życie kilkadziesiąt osób. W międzyczasie u jego boku pojawia się Ryuk, który zostaje komentatorem poczynań nastolatka. Choć z ręki (z pióra?) Lighta giną niemal wyłącznie przestępcy, ich niewyjaśnionymi zgonami zaczyna interesować się policja całego świata. Sprawa zajmuje też ukrywającego się pod literą "L" geniusza kryminalistyki, kogoś bardzo ważnego, o kim bardzo mało wiemy. Tym niemniej, to on dyktuje warunki organom ścigania i wraz z japońską policją urządza polowanie na domniemanego mordercę. Rozpoczyna się gra, której zasad nikt nie określił.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Death Note jest scenariuszowym debiutem nieznanej do tej pory w Japonii autorki, Tsugumi Oby. Chodzą jednak słuchy, że – ze względu na furorę, jaką tytuł ten zrobił na całym świecie – to literacki pseudonim któregoś z popularnych mangaków. Nie każda seria doczekała się zrealizowanych na jej podstawie trzech filmów fabularnych (ostatni, L: Change The WorLd, miał swoją premierę w lutym tego roku), serialu anime, adaptacji książkowej i zatrzęsienia fansite'ów. Polscy otaku mogli jak na razie zapoznać się z trzema pierwszymi tomami mangi. Nuda znikała z półek naprawdę szybko.

Kim jest Light Yagami, najlepszy uczeń w Japonii? To opętany ideą utopii pozbawionej zła nastoletni geniusz, znudzony dotychczasowym życiem równie mocno, jak bóg śmierci, którego obecność będzie musiał znosić do czasu rozstania się ze śmiercionośnym zeszytem. Zaskakuje mała wiarygodność jego portretu psychologicznego. Na dobrą sprawę siedemnastoletni Light rozprawia się z rozterkami moralnymi na czterech tylko planszach, po czym zakasuje rękawy... i zapełnia Notes setkami nazwisk. Nie bez przyczyny ludzie nadali mu pseudonim Kira, będący japońskim zniekształceniem angielskiego "killera".

Młody Yagami nie jest typowym antybohaterem, ciężko jednak darzyć go sympatią. Równie trudno polubić L-a. O ile jednak ten pierwszy nie zyskuje przychylności czytelnika, właśnie dlatego, że wiadomo o nim już całkiem sporo, o drugim po prostu niewiele da się napisać. Po lekturze pierwszego tomu niełatwo jest stanąć po którejkolwiek ze stron w tym pojedynku geniuszów. O dziwo, najsympatyczniejszy okazuje się bóg śmierci, Ryuk. Postać, która wprowadza do historii nieco dystansu i poczucie humoru, jakich brakuje Lightowi i – być może – L-owi.

Mocną stroną Death Note są z pewnością rysunki Takeshiego Obaty. Jego kreska jest ostra, przejrzysta i realistyczna, a szczegółowe, oddające drobne detale kadry robią pozytywne wrażenie. Wizja krainy bogów śmierci i samych jej mieszkańców (wyraz "twarzy" Ryuka) urzeka z miejsca. Imponująco wyglądają również grafiki otwierające kolejne rozdziały, a kolorowa okładka na matowej obwolucie (ukłony dla wydawnictwa!) prezentuje się świetnie. Choć czcionka bywa niekiedy nieczytelna – zwłaszcza na stronach notesowego tutorialu – nie zakłóca to odbioru całości.

Nudanomen omen – nie porywa. Zawieszenie akcji i pytania pozostawione bez odpowiedzi robią jednak swoje. Choć tkwiący w pomyśle potencjał nie zostaje na planszach pierwszych siedmiu rozdziałów w pełni wykorzystany, znajdziemy w nich zapowiedź dobrego kryminału. Zdolność głównych bohaterów do błyskotliwej dedukcji pozwala natomiast liczyć na zaskakujące rozwiązania fabularne w kolejnych tomach.


Recenzja w serwisie Tanuki.pl
6.5
Ocena recenzenta
8.03
Ocena użytkowników
Średnia z 16 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Death Note #01
Scenariusz: Tsugumi Oba
Rysunki: Takeshi Obata
Wydawca: Japonica Polonica Fantastica
Data wydania: sierpień 2007
Liczba stron: 200
Format: 12x17 cm
Oprawa: miękka, kolorowa, z obwolutą
Papier: offsetowy
Druk: czarno-biały
Cena: 18,95 zł
Wydawca oryginału: Shueisha Inc.



Czytaj również

Bakuman #08
Nie samymi mangami mangaka żyje
- recenzja
Bakuman #07
Bo z redaktorem nigdy nie wie, oj nie wie się
- recenzja
Bakuman #04-06
Wszyscy jesteśmy mangakami
- recenzja
Bakuman #01-03
Zróbmy sobie mangę!
- recenzja

Komentarze


5+oP +h3 H8
   
Ocena:
0
A jestem po lekturze całości, obejrzeniu trzykrotnie całej serii anime i wszystkich trzech filmów... Wnioski: filmy można sobie odpuścić, anime jest najlepszym jakie w życiu widziałem, a mangę po prostu uwielbiam...
Jak widać obiektywizmu w odniesieniu do Death Note u mnie nie uświadczysz, więc '3+' ze reckę możesz uznać niemal za komplement... ;)
16-03-2008 23:42
Nemofish
   
Ocena:
0
Anime z lektorem na AXN Sci Fi leci w każdą sobotę, i mogę tylko szczerze polecić.
17-03-2008 21:41
Saise
   
Ocena:
0
Death Note zachwycił mnie przez jakieś 50 sekund. Pomysł jest raczej prosty, ale bohaterowie i zawiązywanie plotów to wielkie plusy serii. Niestety, po oglądnięciu i przeczytaniu Monstera, Death Note ukazuje się nam jako bajka dla dzieci o prostackiej fabule i płytkich postaciach. Obie serie są kryminałami, obie posiadają podobną atmosferę. Ale Monster bije DN na łeb na szyję praktycznie w każdym calu.
27-03-2008 14:35
~łiihihihih

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
ej ludzie. mógł by mi ktoś napisać ile tego w tym komiksie jest?(tzn do którego odcinka tak mniej więcej(o ile jest tam tego tak dużo)). Dzięki :)
11-04-2008 22:28
Kajet
   
Ocena:
0
Ja przeczytałem dotąd 2 tomy u kolegi i muszę powiedzieć, że trzyma poziom anime, a nawety wyższy. Gorąco polecam!
01-06-2009 20:05
~Ryszy

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Jak dla mnie to najlepsza manga, a trochę sie tego w życiu przeczytało. Duzo czytania jak na mange średnio z godzinę na tom, a czasami więcej (zależy czy ktoś to łyka, czy się delektuje), swietne pomysły i rozwiązania (np. ta szuflada z drugim dnem i benzyna, teraz wiem jak działa izolator :D ). Co do anime to troche takie gumowane :d w miejscach poprostu leci jakas muzyczka i kamera sie przesuwa jak po obrazku :D, ale tak już jest z anime. Podsumowując to najlepsza manga od 92' :D
14-07-2009 23:59

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.