» Recenzje » Batman: Wieczny Batman #3

Batman: Wieczny Batman #3


wersja do druku

Długo, lecz czy dobrze?

Autor: Marcin 'Karriari' Martyniuk
Redakcja: Artur 'GoldenDragon' Jaskólski

Batman: Wieczny Batman #3
Jim Gordon wciąż przesiaduje na koszt miasta w Zakładzie Karnym Blackgate, podczas gdy jego następca Jason Bard, pod pretekstem walki z przestępczością, wprowadził w Gotham stan wyjątkowy. Czy Mroczny Rycerz wraz ze swym zespołem przywróci pokój w mieście?

Na kartach poprzednich dwóch albumów liczących sobie łącznie blisko 800 stron, scenarzyści (Jason Fabok, John Layman, Scott Snyder, James Tynion IV) rozpoczęli wiele wątków, budując ogromnych rozmiarów historię z dziesiątkami antybohaterów i herosów. Czy autorom udało się sensownie doprowadzić fabułę do końca?

Od pierwszych chwil zostajemy na powrót wrzuceni w wir akcji i warto zaznaczyć, że poszczególne tomy Wiecznego Batmana, w przeciwieństwie do niektórych serii stworzonych w ramach Nowego DC Comics jak np. Batman: Mroczny Rycerz, to lektura stanowczo wymagająca znajomości poprzednich albumów.

Już po kilkunastu stronach stronach finalnego tomiska odczułem lekką konsternację na myśl, że oto przyjdzie mi jeszcze poczekać na chociażby zdradzenie tożsamości głównego złego bądź złych. Po lekturze drugiej części niebezpodstawnie wolno było podejrzewać, że rywal Batmana wyjdzie z cienia wcześniej, a następnie rozpęta z nim otwartą walkę. Tak się jednak nie dzieje i przez ponad połowę komiksu wzorem poprzednich albumów dalej brodzimy w rzece domysłów, odhaczając kolejnych rywali Gacka, którzy mieli nieszczęście zadrzeć z zespołem Nietoperza – Red Hoodem, Red Robinem, Batwingiem, Batgirl i oczywiście członkami rodziny Pennyworth.

Podobnie jak w poprzednich tomach, tak i w ostatnim twórcy nie wykorzystują ogromnej objętości cyklu do wzbogacenia kreacji postaci. Owszem, czasem jesteśmy świadkami nieco bardziej pompatycznej lub rozżalonej mowy, innym razem przekomarzania się postaci lub żartów sytuacyjnych, ba, nawet garści refleksji, ale większości person brakuje głębi.

Nie najlepiej wypada Batman, który nie zabiera często głosu i zwykliśmy do tego przywyknąć, a nawet polubić taki styl zachowania Gacka, lecz parokrotnie miałem wrażenie, że wypowiedział kilka słów za dużo albo był zbyt łagodny w trakcie konwersacji, w niczym nie przypominając surowego mściciela, pod którego maską kryje się człowiek pełen emocji i od lat walczący z przeszłością. Dopiero w drugiej połowie tomu zaczyna wzbudzać żywsze emocje. Twórcy nie poradzili sobie z zaprezentowaniem bohaterów i nietrudno odnaleźć przyczynę tego stanu rzeczy, a mianowicie za dużą liczbę postaci.

Odpowiednie wykreowanie choć części z nich wymagałoby o wiele większej uwagi scenarzystów i mocniejszego umiejscowienia w przewodniej linii fabularnej, czyli poszukiwaniu prowodyra całego chaosu. Tymczasem miasto stoi w płomieniach, a rozpaczliwe posunięcia Bat-zespołu są przez wiele stron czytelnikowi zwyczajnie obojętne. Podobnie jak demoniczne zapędy ich przeciwników, którzy zamęt wprawdzie sieją i to potężny, ale niezwykle ciężko byłoby nazwać ich działania szczególnie kreatywnymi. Ot, zwykłe rozróby na terenie miasta to ich ulubione zajęcie i niekiedy może wręcz irytować takie przedstawienie sytuacji. Zwłaszcza gdy mówimy o takich geniuszach zbrodni jak Pingwin, Crane czy Bane. To właśnie ostatni łotr stanowi koronny przykład na spłycenie postaci negatywnych, poprzez sprowadzenie go do roli bezmózgiego siłacza.

O niebo lepiej wypadają Alfred i Julia Pennyworth’owie, którzy to idealnie wpasowują się w zespół Nietoperza, wspierając go wtedy, gdy jest to najbardziej konieczne. W skali całego cyklu ciekawie pokazano też rozwój Julii jako pomocnicy Gacka, godnie zastępującej w tej roli swego ojca. Początkowo ledwie daje się namówić do współpracy, zaś z czasem kompletnie wsiąka w życie walczących z łotrami. Rodzinny duet pełni niezwykle istotną funkcję – stanowi spoiwo łączące grupkę herosów.

Częste przeskoki narracji potrafią wytrącać z rytmu czytania, ale to tylko skutek uboczny ogromnej ilości widowiskowych scen, niebezpiecznych sytuacji i dziesiątek starć. Czy w natłoku efektowności możemy liczyć na choć odrobinę fabuły? Jak najbardziej - ciekawie prezentuje się chociażby odłam historii poświęcony Jasonowi Bradowi, którego mamy okazję poznać z innej strony niż tylko w charakterze skorumpowanego gliniarza, czy kontynuacja więziennej opowiastki z komisarzem Gordonem w roli głównej. Nawet jeżeli trudno mówić o przesadnej oryginalności fabuły, to jednak możemy uznać to za przyzwoitą, rzemieślniczą pracę z intrygującym, choć nieco zbyt nagłym finałem. 

Prace grafików w większości przypadków prezentują się bardzo dobrze, wpisując się w spektakularność całego cyklu. Gotham jest mroczne, pełne niebezpiecznych i szalonych typków, starcia są dynamiczne, a sylwetki bohaterów wyraźnie zarysowane. Okazale przedstawiono też scenerie, nie dość że rysunki są drobiazgowe, to jeszcze niekiedy skąpane w mroku i wątłym oświetleniu. Oprawa wizualna stoi na doprawdy wysokim poziomie. Należy w tym miejscu dodać, że podobnie jak w przypadku scenariusza, również nad ilustracjami pracował sztab ludzi. Niemal wszyscy wywiązali się ze swych obowiązków co najmniej dobrze, lecz przez wzgląd na ich liczbę, pozwolę sobie nie oceniać ich wszystkich indywidualnie. Na największe pochwały zasługują Juan Ferreyra za bardzo wyraziste prace, pokazywanie wydarzeń z ciekawych perspektyw i świetne, zróżnicowane kolory. Odegrały one również sporą rolę w zeszycie narysowanym przez Joe'go Quinonesa, którego proste, częstokroć pustawe plansze, nabrały charakteru dzięki odważnemu zastosowaniu barw przez Kelsey Shannon. Najsłabiej, choć wciąż nie można mówić o tragedii, poradził sobie David Lafuente, który część postaci przesadnie odmłodził. Irytuje także fakt, iż artyście wyraźnie nie było po drodze z wygładzaniem krawędzi i w efekcie otrzymujemy sporo szpiczastych nosów, super wąskich podbródków itp.

Można mieć pewne zastrzeżenia do wydania albumu - okładki składowych zeszytów w wersjach kolorowych i czarno-białych cieszą pomimo faktu, iż ich dodawanie jest obecnie standardem, ale przy tak rozpasanym dziele zabrakło jeszcze jakiegoś mrugnięcia okiem w kierunku fanów. Myślę, że zdecydowana większość czytelników doceniłaby chociażby dołączenie kilku stron ze wstępnymi konceptami i szkicami grafików, co ma miejsce np. w wydawanej obecnie w Polsce serii o Flashu.

Scenarzyści nie mieszają w koncepcie całego cyklu, czego efektem są te same zarzuty - niezbyt ciekawi bohaterowie i przekombinowana opowieść. Podobnie jak cała seria, finalny tom to propozycja przede wszystkim dla fanów historii nasyconych akcją, gdzie fabuła rzadko kiedy wybija się ponad solidny poziom. Jeżeli przypadły wam do gustu poprzednie tomy, to nie powinniście rezygnować z lektury ostatniego.

6.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Batman: Wieczny Batman #3
Scenariusz: Scott Snyder
Wydawca oryginału: DC
Wydawca polski: Egmont
Liczba stron: 420
Okładka: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 9788328118164
Cena: 99,9 zł
Tagi: James Tynion IV | John Layman | Jason Fabok | Scott Snyder | Batman: Wieczny Batman #3 | Wieczny Batman | Batman



Czytaj również

Komiksowy Grudzień 2016
Przegląd zapowiedzi
Batman: Mroczny Rycerz kontratakuje
Kontratak czy niewypał?
- recenzja
Batman – Mroczny Rycerz. Glina, tom 4
Człowiek z gliny
- recenzja
Gotham Central: Klauni i szaleńcy
Policjanci kontra bandyci
- recenzja
Gotham Central: Na służbie
Świat Batmana bez Batmana
- recenzja
Batman: Ziemia Jeden #2
Batalternatywy ciąg dalszy
- recenzja

Komentarze Obserwuj


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.