» Recenzje » Gwiezdny Munchkin

Gwiezdny Munchkin


wersja do druku

Houston, mamy Munchkina!

Autor: Redakcja: Balint 'balint' Lengyel

Gwiezdny Munchkin
Munchkin to seria zabawnych gier karcianych, której pierwszy tytuł wydany w 2001 roku został laureatem nagrody Origins dla najlepszej niekolekcjonerskiej karcianki. Minęło 15 lat i oto cykl ląduje w niezbadanym jeszcze przez siebie kosmosie. Czas na Gwiezdnego Munchkina!

Projektem gry zajął się Steve Jackson, wspierany naturalnie przez swój zespół Steve Jackson Game. Z kolei ilustracje zostały wykonane dłońmi Lena Peralta, znanego przede wszystkim z kolekcjonerskich kart Geek a Week oraz współtworzenia komiksu The State. To za ich sprawą fanom Munchkina przyjdzie udać się w kosmos.

Sięgając po pudełko można stwierdzić kilka zmian - otóż sam kartonik jest większy niż to zwykle bywało w przypadku tej serii, a w środku znalazło się miejsce na pionki, którymi zaznaczymy nasz poziom na innym świeżym elemencie, czyli dużej i solidnej planszy. Całość została utrzymana w ciemnej kolorystyce, dominują odcienie granatowe, niebieskie czy nawet czarne, zarówno jeśli chodzi o pudełko, planszę, czy ramki kart. Tych ostatnich mamy łącznie 165. Niektóre ilustracje bywają nieco bardziej kolorowe (podobnie jak w przypadku 12 pionków, które przyjdzie nam połączyć z podstawkami), a sama kreska pozostała utrzymana w lubianym, absurdalnym, prześmiewczym oraz komiksowym humorze znanym z poprzednich odsłon serii. Ponadto w zestawie znajduje się instrukcja, choć ta wywołuje mieszane uczucia. Z jednej strony tłumaczy właściwie wszystko, z drugiej ułożenie, ilość i nawarstwienie tekstu potrafią zmęczyć. Gdy jednak przebijemy się przez tę przeszkodę, to również tutaj odkryjemy dziesiątki żartów, wskazówek, przyzwoleń a wręcz nakazów do oszustw podczas rozgrywki. Naturalnie oszukujemy tylko gdy nikt nie patrzy.

Stary, dobry i kosmiczny?

Gwiezdny Munchkin to nowa podstawka do Munchkina, ale należy pamiętać, że może być łączona z dowolną inna wersją podstawową cyklu. Cytując instrukcję: "wtedy gra będzie już naprawdę dziwna" i jest w tym sporo prawdy nie tylko ze względu na fakt, iż to "kosmiczna" część cyklu. Dzieje się tak przez nową szatę graficzną na rewersach kart - jest ona po prostu dużo bardziej futurystyczna więc współgracze zawsze będą dostrzegać, że karty na ręce posiadamy właśnie z tej edycji. 

Nowością są Rasy, pełniące tę samą funkcję jak Frakcje w przypadku edycji Pathfinder - o ile wylosujemy taką kartę, to po jej zagraniu stajemy się Mutantem, Kotowatym czy nawet Cyborgiem. W innym przypadku jesteśmy ludźmi i jako tacy nie otrzymujemy żadnych profitów. Ponadto dzięki karcie Mieszaniec, możemy korzystać z przywilejów więcej niż jednej Rasy. Z kolei wśród Klas znajdziemy Gadżeciarza, Psionika, Łowcę Nagród czy Handlarza. Również te karty posiadają zdolności, z których mamy możliwość skorzystać, lecz często będzie to od nas wymagało odrzucenia karty lub kart. Oczywiście i w tym wypadku nic nie stoi na przeszkodzie, aby połączyć dwie Klasy, no chyba że nie jesteśmy w posiadaniu Super Munchkina. W Gwiezdnym Munchkinie mamy też możliwość łączenia broni laserowych, które domyślnie są dwuręczne, ale mogą zostać scalone by stworzyć potężniejszą kombinację.

Aby przejść do zabawy wystarczy rozłożyć planszę z dziesięcioma polami, symbolizującymi poziom na jakim znajdują się gracze. Oczywiście wygrywa osoba, która jako pierwsza znajdzie się na ostatnim polu. Karty dzielimy na dwie talie (Skarbów i Drzwi) i kładziemy je na planszy. Na początek każdy z graczy dostaje po cztery karty z obu talii, przy czym od razu możemy zagrać kartę Rasy lub Klasy o ile taką wylosowaliśmy, dzięki czemu będziemy mogli skorzystać z przedmiotów dedykowanych dla np. Cyborgów albo Psowatych, a w niektórych walkach otrzymamy bonusy lub kary do ataku.

Tura została podzielona na cztery fazy wykonywane kolejno przez każdego gracza:

  • Otwórz Drzwi - Dobieramy jedną kartę ze stosiku Drzwi, w przypadku Potwora nie ma przebacz i musimy podjąć walkę, jeśli to Pułapka to zmierzymy się z jej konsekwencjami, a pozostałe karty trafiają nam na rękę.
  • Szukaj Guza - Jeżeli w pierwszej fazie nie natknęliśmy się na Potwora, to nic straconego - możemy teraz zagrać Potwora z ręki. Wybór należy do nas.
  • Przeszukaj Pokój - Jeśli nie spotkaliśmy Potwora oraz nie Szukaliśmy Guza, to sięgamy po kartę z talii Drzwi i bierzemy ją na rękę.
  • Okaż Miłosierdzie - Gdy na koniec tury posiadamy na ręce więcej niż pięć kart, to należy czym prędzej zagrać co możemy, bowiem nadwyżkę musimy oddać graczowi (lub grupce graczy) o najniższym poziomie. W przypadku, gdy to my jesteśmy na samym dole drabinki wystarczy, że odrzucimy nadprogramowe karty.

Kotowatym w Cyborga?

Celem zabawy jest więc jak najszybsze zdobywanie poziomów. Możemy je dostać np. poprzez ubijanie Potworów. Podczas walki porównywany jest poziom Potwora i nasz. W obu przypadkach do poziomów doliczamy wszystkie bonusy, które trzeba dodać z tytułu dodatkowo zagranych kart (Przedmiotów lub Przydupasów) czy opisów znajdujących się na kartach. Przykładowo Potwór może mieć uraz do Psowatych przez co w walce z nimi do jego poziom należy dodać 5 punktów. Co ciekawe wygrywamy tylko w przypadku przewagi nad Potworem, zaś porażka i remis oznaczają dla nas konieczność ucieczki. O jej powodzeniu decyduje rzut kością, w którym musimy uzyskać przynajmniej 5 oczek. Jeśli nam się nie powiedzie to przychodzi czas aby zapoznać się z podpunktem znajdującym się na karcie Potwora o jakże zachęcającej nazwie - Marny Koniec.

Oczywiście w przypadku przewagi, monstrum może zostać unicestwione przy pomocy innych graczy, choć ci raczej nie pozostaną bezinteresowni. Na szczęście każdy ubity stwór to dla nas nie tylko jeden lub więcej zdobyty Poziom, ale także co najmniej jeden Skarb, więc razem z kartami posiadanymi na ręce niemal zawsze jest czym handlować. Problemy zaczynają się gdy zamiast wsparcia współgracze postanowią zagrać na nas Pułapkę lub karty dające bonusy Potworowi, z którym walczymy! Gorączkowe obietnice zemsty niestety na niewiele się w takim wypadku zdadzą, ale może inny uczestnik wspomoże naszą siłę ognia? Nic nie stoi na przeszkodzie aby zawierać sojusze, handlować kartami, obiecywać przyszłe korzyści w zamian np. za kartę czy Skarb. Negatywna interakcja, drobne lub większe oszustwa, i zwariowany humor to esencja rozgrywki.

Kombinacje ułatwia fakt, iż poza pokonywaniem stworów, Poziomy możemy zyskać również na inne sposoby. W talii Skarbów znajduje się kilka kart, które zapewniają natychmiastowy skok o jeden Poziom w górę, zaś duża część pozostałych nagród posiada dopiski mówiące o wartości karty, np. 300 lub 500 szt. złota. Jest to o tyle ważne, iż w trakcie zabawy możemy odrzucić karty o łącznej wartości 1000 szt. złota lub większej, aby zyskać kolejny Poziom. Czasem więc przyjdzie nam wybierać pomiędzy sprzedażą przedmiotów znajdujących się na kartach i ryzykiem, że może nam zabraknąć siły ognia w najbliższym starciu, a zwiększeniem swoich szans w dalszych walkach pomimo pozostania na tym samym Poziomie.

Rozgrywka jest banalnie prosta; tura podzielona na cztery krótkie fazy sprawia, że podczas partyjki naprawdę trudno o przestoje, a możliwość dokopania rywalowi poprzez dorzucenie mu dodatkowego Potwora czy Pułapki, wymusza stałą czujność, podobnie jak przyzwolenie do oszukiwania. Największą zaletą tytułu jest zdecydowanie humor i lekki klimat, który jest budowany od chwili wtajemniczania się w instrukcję aż po całą rozgrywkę. Ta gra w żadnym momencie nie próbuje być poważna i dobrze na tym wychodzi. Jeśli ktoś chce jeszcze więcej absurdu, to oczywiście może połączyć Gwiezdnego Munchkina z inną częścią serii, ale z racji na tematykę, większości graczy będzie się to gryzło. To dobry tytuł, jeżeli mamy ochotę na coś lżejszego, odprężającego i nie wymagającego zbyt wiele główkowania. Jedynym co może odstraszać, jest z pewnością skalowalność - już pudełko ostrzega, że do zabawy wymagani są co najmniej trzej uczestnicy, lecz tytuł rozwija skrzydła dopiero od czterech graczy - wtedy nie wystarczy już zmowa dwóch graczy na trzeciego, a później wyścig pomiędzy niedawnymi sojusznikami.

Ostatecznie Munchkin całkiem nieźle poradził sobie w kosmicznych klimatach. Grafiki i same karty a nawet instrukcja wciąż bawią, niestety zasady pozostają te same, i nawet pomimo nowej porcji kart, trudno mówić o czymś autentycznie odświeżającym serię. Jeżeli chcemy rozszerzyć naszą Munchkinową kolekcję lub sięgnąć po pozycję z tej serii po raz pierwszy, to warto rozważyć zakup tej części. W innym wypadku gra niestety nie oferuje wystarczającej liczby nowości by można ją było nazwać pozycją obowiązkową.

Plusy:

  • Humor
  • Styl graficzny Lena Peralty
  • Lekka i szybka, ale wymagająca uwagi
  • Prostota zasad
  • Świetna w większym gronie i na imprezie

Minusy:

  • Mało nowości względem poprzednich odsłon
  • Tytuł dla zagorzałych fanów i osób nie znających Munchkina
  • Zabawa traci przy trzech osobach

 

 Dziękujemy wydawnictwu Black Monk za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

7.0
Ocena recenzenta
7
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Gwiezdny Munchkin (Star Munchkin)
Typ gry: karciana niekolekcjonerska
Projektant: Steve Jackson
Ilustracje: Wayne Barrett, John Kovalic, Len Peralta, Philip Reed
Wydawca oryginału: Steve Jackson Games
Data wydania oryginału: 2002
Wydawca polski: Black Monk
Data wydania polskiego: 2016
Liczba graczy: od 3 do 6
Wiek graczy: od 10 lat
Czas rozgrywki: 60 minut
Cena: 79,90 zł



Czytaj również

Munchkin Zombie 2: Kosi, kosi łapci
Powrót żywych munchkinów
- recenzja
Munchkin Zombie
Noc żywych munchkinów
- recenzja
Munchkin Conan
Pokonać potwory. Zgarnąć skarby. Wykiwać kumpli. I słyszeć lament ich kobiet.
- recenzja
Munchkin Panic
Nie ma powodów do paniki...
- recenzja
Super Munchkin
Superbohaterowie dziś nisko latają, będzie Munchkin
- recenzja
Munchin Steampunk
Para, zębatki i nóż w plecach
- recenzja

Komentarze


Bakcyl
   
Ocena:
0

Jak wiele z tych kart przydałoby się tym na Lastinnie, żeby się w końcu nauczyli jak się gra w gry fabularne.

09-06-2016 23:44
Namurenai
   
Ocena:
0

Nowością są Rasy

A to ciekawe. Bo tak "rasa" jak i jej odpowiednik występuje w praktycznie każdej edycji Munchkina.

Poza tym zgadzam się z większością recki - trochę odgrzewany kotlet (ale bądźmy realistami, Munchkin to maszynka do trzepania pieniędzy tą samą mechaniką w nieco innych klimatach) - choć brakuje mi grafik Johna Kovalica. Jakby ktoś się nie starał, tak (dla mnie) nie zastąpi go godnie w ilustrowaniu tej pozycji.

11-06-2016 11:12

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.