» Recenzje » Dolores

Dolores

Dolores
Szum morza, szelest napinających się lin, łoskot uderzających o burty fal – takie dźwięki chciałoby się słyszeć na morskiej wyprawie, do tego na własnej skórze przekonać się o trudzie pracy na statku… Gra z atmosferą rodem z pirackiej łajby na pewno pozwoliłaby dodać rozgrywce nietuzinkowego charakteru. Czy Dolores można wpisać w poczet podobnych rozrywek?

Gra nie prezentuje nadto okazale – w zdobnym, solidnym pudełeczku, opatrzonym klimatyczną ilustracją, znajduje się instrukcja i osiemdziesiąt kart. Większość to karty łupów, podzielone na siedem rodzajów liczących po równo dziesięć sztuk o różnej wadze wartościowej. Pozostałe to jedna karta świtu (oznaczająca koniec rozgrywki) oraz dziewięć kart wiadomości ze specjalnymi zdolnościami. Zasadniczo to wszystkie komponenty zawarte w środku, lecz nie tylko one są wymagane do rozgrywki – istotną częścią gry jest umiejętność wykorzystania kultowej zasady „kamienia, papieru, nożyc”, którą autorzy odrobinę przerobili.

A skoro zasugerowano, iż grę nie stworzył ktoś samojeden, mimo swej dość szczupłej esencji, warto napomknąć, że mamy do czynienia z karcianką wymyśloną i skomponowaną przez trzech autorów. Pierwszy z nich, Bruno Faidutti, od przeszło trzech dekad lawiruje wśród gier planszowych, a sam stworzył ponad sześćdziesiąt tytułów (w tym Łowcy Smoków, Misja: Czerwona Planeta czy Poszukiwacze Skarbów). Następny z kompanii, Vincent Dutrait, ilustrator, swą karierę rozpoczął od tworzenia obrazków na kartach prozy dziecięcej, acz już wtedy imał się pracy przy grach planszowych, i to właśnie one zaskarbiły jego serce na dobre, dzięki czemu jego twórczość można podziwiać między innymi w Elizjum albo Sherlock. Ostatni z załogi, Eric M. Lang, na rynku działa od piętnastu lat, w dorobku mając choćby Blood Rage, Chaos w Starym Świecie bądź Warhammer 40 000: Podbój.

Po tak szacownym gronie twórców z niemałym i niezgorszym dorobkiem oczekiwania à propos Dolores mogą być wysokie. Jeżeli ktoś szedł stricte takim tokiem rozumowania może się poważnie zawieść. Względnie piękne pudełko to jedno, lecz wykonanie nie jest w stanie udźwignąć całości. Oczywiście nie jest aż tak źle, bowiem gra bawi i doskonale sprawdza się, gdy mamy ochotę na szybką partyjkę, a i wtedy, kiedy nasi towarzysze raczej stronią od złożonych, skomplikowanych czy mających wiele opcji tytułów. Nie należy się jednak spodziewać wybitnie wyczuwalnej atmosfery, ponieważ wprowadzenie ani sam przebieg rozgrywki nie otwierają przed nami wrót klimatycznej krainy morskich przygód, a i liczba kart wcale nie oznacza, że można spodziewać się wysokiej losowości, bo powtarzalność owych mocno ogranicza tę sferę.

Czas na "morską" grę

Przygotowując się do gry trzeba odłożyć kartę świtu, następnie do pudełka – ze specjalną wkładką – należy włożyć losowo wybrane cztery karty wiadomości (ich nie będzie się już używać), potem łączy się wszystkie karty łupów z pięcioma pozostałymi kartami wieści, po czym przetasowuje i zakryte kładzie na stole. Jednak to jeszcze nie koniec - wyjmuje się z przygotowanej tak talii piętnaście kart, dodaje doń kartę świtu, po raz wtóry miesza i umieszcza je na spodzie pozostałych. Wreszcie rozdaje startowe karty (zależnie od liczby uczestników), stanowiące początkowe łupy.

Dolores składa się z serii pojedynków, w wyniku których gracze dzielą się zdobyczami. W każdym starciu bierze udział dwóch uczestników – rozdający karty i siedzący po jego lewej. Obdzielający na początku kartami dobiera cztery z wierzchu talii i wykłada je na stół, pierwsze dwie powinny być położone bliżej gracza siedzącego po jego lewej stronie, a dwie pozostałe – bliżej rozdającego. Tak przygotowane karty tworzą łup, który jest przedmiotem pojedynku obu graczy. Kiedy dwóch rozgrywających jest gotowych, wspólnie odlicza do trzech lub wymawia "Do-lo-res" (raz-dwa-trzy – jak w "papier, kamień, nożyce"), po czym wystawiają przed siebie dłoń, pokazując nią jeden z trzech gestów. Są one zbliżone do tych ze starej, podwórkowej gry, z tym że te gesty oznaczają: zgodę (otwarta dłoń), walka (pięść) i kradzież (podniesiony kciuk) – przeróżne kombinacje tworzą rozmaite rozwiązania, których efekt przynosi albo ugodę, albo odrzucenie łupu, albo zysk tylko dla jednego gracza. Wygrywa ten, kto zgromadził większą pulę zdobyczy.

Jak widać "papier, kamień, nożyce" – w przerobionej odrobinę wersji – odnajduje się w mechanice Dolores świetnie, a wspomniana gra została wzbogacona o możliwość rywalizacji punktowej (suma łupów), tylko czy czegoś takiego oczekuje się od tak doświadczonych twórców gier? Rozgrywka nie pozostawia po sobie ani miłych, ani niemiłych wrażeń, w zasadzie po partii (partiach) nie zostają nawet mieszane odczucia. Ot, prosta, niezobowiązująca gierka, która mimo przepięknego ornamentu i dodatków jest tylko chwilową niewyrafinowaną przyjemnością, ulatniającą się z pamięci moment po jej zakończeniu.

Finis

Gra sama w sobie nie grzeszy niczym porywającym. Rywalizacja może okazać się w niej satysfakcjonująca, lecz pod warunkiem, że nie gra się z dziećmi, bowiem warstwa aksjologiczna jest w niej dość niezdrowa - może wykształcić w młodszych uczestnikach złe wartości. Niemniej rozgrywka skupia się w dużej mierze na interakcji: gracze muszą wykazać się odpowiednimi taktykami i spostrzegawczością, które pomogą im zdobyć jak najwięcej kart. Pomimo że stopień oddziaływania grających na siebie jest wysoki, regrywalność jest jednak niska. Rozrywka szybko się nudzi, nie angażuje i, choć losowość została dobrze przemyślana, staje się powtarzalna. Klimatu natomiast nie ma ani kropli – po takich nazwiskach oczekiwać powinno się co najmniej zbudowania odpowiedniej atmosfery, a w Dolores wyłącznie obrazki zasługują na uwagę, lecz i one nie są w stanie udźwignąć całości.

Zatem w przypadku gry należy spodziewać się raczej dobrego, wytrzymałego wykonania i zadowalających ilustracji, aczkolwiek nie można wymagać od niej wysokiego poziomu regrywalności, klimatu i złożoności. Reguły są proste, ale przyjemności z rozgrywki niewiele. Niczego nie ratuje interakcja i początkowa losowość, bo i one po paru partiach blakną. Jedyne, co pozostaje po Dolores to mieszane uczucia.

Plusy:

  • wysoka interakcja i możliwość "oszukiwania"
  • solidne wykonanie, piękne ilustracje
  • proste reguły

Minusy:

  • niska regrywalność
  • problemy ze skalowalnością
  • nużąca powtarzalność
  • brak klimatu i ciekawej mechaniki rozgrywki

 

Dziękujemy wydawnictwu Granna za udostępnienie gry do recenzji.

6.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Dolores (HMS Dolores)
Typ gry: familijna
Projektant: Bruno Faidutti, Eric M. Lang
Ilustracje: Vincent Dutrait
Wydawca oryginału: Asmodee
Data wydania oryginału: 2016
Wydawca polski: Granna
Data wydania polskiego: 2016
Liczba graczy: od 2 do 4
Wiek graczy: od 10 lat
Czas rozgrywki: 10 - 20 minut



Czytaj również

Sherlock
Tropem zbrodni
- recenzja
M/S Batory
Zostaniesz detektywem?
- recenzja
The Others - przegląd dodatków
Zazdrość i Nieczystość kontra Drużyna Beta
- recenzja
Niezłe ziółka
Czyli ogródkowy sezon nigdy się nie kończy
- recenzja
Imionki
Nazwij mnie
- recenzja
The Godfather: Imperium Corleone
A jak na tym skorzysta moja rodzina?
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.