» Recenzje » Colorfox

Colorfox


wersja do druku

Od łamigłówek zacząłeś, na łamigłówkach skończysz

Autor: Redakcja: Mikołaj 'master_toster' Woźnica, Joanna 'Taun_We' Kamińska, Henryk Tur, Marcin 'Karriari' Martyniuk

Colorfox
Wydawnictwo Helvetiq to nowy gracz na polskim rynku planszówek. Pierwsza fala gier sygnowanych logiem szwajcarskiej oficyny to kompaktowe propozycje logiczne, stworzone z myślą o młodszych fanach gier planszowych. Wśród nich znalazł się Colorfox, "zapałczany" tytuł duńskiego projektanta, Martina Nedergaarda Andersena.

Dlaczego jest to gra "zapałczana"? Ponieważ wszystkie jej elementy nawiązują właśnie do zapałek, począwszy od niewielkiego pudełka – na jego bokach znajduje się draska! – przez patyczki, aż po karty. Na ich awersie umieszczono właśnie zapałki, rewersy to także draski. Całość współgra ze sobą, reprezentując bardzo przyjemny, nawet jeśli nieco ascetyczny w formie, produkt.

Przyjrzyjmy się bliżej zawartości pudełka. W środku znajduje się sześć różnokolorowych zestawów zapałek, w każdym osiem sztuk. Tym barwom odpowiadają zapałki widoczne na kartach - po cztery na każdej z nich. Układy, jak łatwo się domyślić, są unikalne i na każdej karcie występuje inny wariant. Warto podkreślić, że całość jest czytelna dla gracza niezależnie od wieku.

Istotą zabawy jest zbieranie kompletów patyczków. Im większy zestaw, tym większa będzie jego wartość na finiszu zabawy. Przykładowo: samotna zapałka zapewnia zaledwie jeden punkt, ale już ich sześciobarwny komplet aż dwadzieścia jeden. Oczywiście nie należy ograniczać się do zaledwie jednego zestawu, nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć kolekcję dwóch lub nawet trzech zestawów i zgarnąć jeszcze większą pulę punktów..  

W kolorach tkwi siła

Zasady gry wyjaśnione zostały na zaledwie jednej stronie instrukcji. I rzeczywiście, ich prostota jest znakiem rozpoznawczym Colorfox. Przygotowanie do zabawy trwa dosłownie kilka minut: zapałki sortowane są według kolorów, a gracze otrzymują po trzy (a w wariancie dwuosobowym cztery) karty, zaś jedną kartę należy dodatkowo wyłożyć na środek stołu. I gotowe!

Sama zabawa jest równie "skomplikowana", jak jej przygotowanie. Uczestnik, którego tura jest właśnie wykonywana, zagrywa kartę tak, aby przynajmniej jedna jej strona, czyli zapałka, zgadzała się kolorystycznie z kartą już leżącą na stole. Za zgodność koloru gracz otrzymuje zapałkę w kolorze utworzonego kompletu. Jeśli uda się dopasować kolorystycznie dwie strony, wówczas dana osoba otrzymuje dwie zapałki, a jeśli trzy strony - trzy! Instrukcja zakłada dopasowanie karty nawet czterema bokami, ale należy traktować tę opcję raczej jako ciekawostkę... Następnie talia w ręku jest uzupełniana, a swoją turę wykonuje kolejna osoba.

W mechanice zaszyty został jeden trik. Jeśli pozyskane zostaną dwie lub więcej zapałek, wówczas szczęśliwy gracz może wymienić zdobyte zasoby z dowolnie wybranym rywalem, który nie może odmówić tej transakcji. Ta opcja zdecydowanie ułatwia budowę kompletów, jak również nadaje grze odrobinę emocji, kiedy to zapałki zmieniają swoich właścicieli. I to już wszystkie tajemnice zabawy, trwającej aż do wyczerpania puli jednego z kolorów. Kiedy tak się stanie, wówczas rywale podliczają zdobycze, a osoba z największą sumą punktów zostaje zwycięzcą.

Niby znane, ale jednak bawi

Pierwszą myślą po rozegraniu debiutanckiej partii w Colorfox było olbrzymie podobieństwo do Festiwalu lampionów. Podstawowa koncepcja zabawy jest identyczna: zagrywanie kart (lub żetonów) tak, aby przypasować wykładany zasób do maksymalnie wielu już leżących w celu zmaksymalizowania osiąganych profitów. Detale występują na dalszych etapach, natomiast już teraz warto zaznaczyć, iż posiadacze Festiwalu w omawianej grze nie znajdą zbyt wielu nowinek, które mogłyby być argumentem przemawiającym za zakupem obu tytułów.

Obie pozycje odróżnia stopień interakcji pomiędzy uczestnikami, i ten element wypada znacznie lepiej w przypadku Colorfox. Pomysł na wymianę zapałek nadaje grze posmaku negatywnej interakcji. Może nieprowadzącej do sytuacji konfliktowych ani też specjalnie uciążliwej, ale jej istnienia nie można zanegować.

Trzeba też przyznać, że zabawa przebiega beż żadnych przestojów, niezależnie od liczby uczestników. Również jej skalowaniu niczego nie można zarzucić, chociaż pełnię skrzydeł rozwija przy trzech rywalach. Ostatnią rzeczą, którą należy podkreślić, jest wiek graczy. Wydawca deklaruje minimalny wiek na poziomie 6 lat, choć faktycznie nawet młodsze dzieci są w stanie poradzić sobie same lub z niewielką tylko pomocą osób dorosłych.

Całość stanowi niezwykle prostą, lecz zarazem bardzo przyjemną grę logiczną. Co prawda niespecjalnie można tutaj planować taktykę choćby na turę wprzód, ale wynika to z charakteru gry. Zamiast tego należy wykazać się spostrzegawczością oraz efektywnie zagrywać posiadane karty. Czy można coś więcej napisać o Colorfox? Prosta, estetyczna, bardzo przyjemna propozycja o wybitnie familijnym charakterze jest zupełnie przyzwoitym debiutem wydawnictwa Helvetiq i dysponuje wystarczająco wieloma atutami, aby regularnie gościć na rodzinnych stołach.

Plusy:

  • Bardzo pomysłowe wydanie
  • Prostota zasad
  • Delikatna nutka interakcji
  • Dobre skalowanie

Minusy:

  • Stosunkowo mała innowacyjność mechaniki

 

Dziękujemy dystrybutorowi, firmie Vertima, za przekazanie gry do recenzji.

7.0
Ocena recenzenta
7
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Colorfox
Projektant: Martin Nedergaard Andersen
Wydawca polski: Helvetiq
Data wydania polskiego: 2017
Liczba graczy: od 2 do 4
Wiek graczy: od 6 lat
Czas rozgrywki: 15 minut
Cena: 36,95 zł

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.