» Zew Cthulhu » Osamotnienie Badaczy w carskiej Rosji

Osamotnienie Badaczy w carskiej Rosji

Osamotnienie Badaczy w carskiej Rosji
W twórczości H.P. Lovecrafta bohaterowie stają w obliczu zjawisk nadprzyrodzonych przeważnie wbrew własnej woli. Nawet jeśli mają czas na przygotowanie się do ostatecznej konfrontacji (jak na przykład uczeni Uniwersystetu Miscatonic w Koszmarze w Dunwich albo narrator opowiadania Nawiedzony dom), to nie mogą spodziewać się wydatnej pomocy z zewnątrz, a ciążąca na nich odpowiedzialność jest ważnym składnikiem budowanej atmosfery grozy. Aby pogłębić osamotnienie postaci, pisarz z Providence każe im ścierać się z niewyjaśnionym na morzach (Zew Cthulhu, Dagon), w odizolowanych miejscowościach (Koszmar w Dunwich, Szczury w murach, Widmo nad Innsmouth), pradawnych ruinach (W górach szaleństwa, Uwięziony wśród faraonów) albo zabiera bohaterów w miejsca, które prawdopodobnie nie znajdują się na Ziemi (Cień spoza czasu, Muzyka Ericha Zanna, Sny w domu wiedźmy).

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Zdarzają się także przypadki, kiedy zjawiska nadprzyrodzone dzieją się na oczach świadków tudzież w miejscach dosyć zwyczajnych (Duch ciemności, Kolor z przestworzy, Muzyka Ericha Zanna, Przypadek Charlesa Dextera Warda, Reanimator, ostatnie zdania Dagona), ale powiązanie bohaterów z Mitami sprawia, że obecność postronnych nie pomaga im w tym starciu.

Fizyczne odseparowanie Badaczy w opowieści rozgrywającej się wśród bezkresów carskiej Rosji przysparza jeszcze mniej problemów niż w gęściej zaludnionej Nowej Anglii. Wystarczy, wzorem wielu XIX-wiecznych rosyjskich malarzy, "obniżyć horyzont" tła, by podkreślić małość człowieka wobec przestrzeni imperium Romanowów. Pośród nieprzebytej tajgi, rozległych stepów i nielicznych osad można znaleźć niejedną scenerię, która nadaje się na miejsce akcji historii grozy.

Niemniej jednak, osadzając akcję scenariusza za panowania Mikołaja II, prowadzący dysponuje wieloma unikalnymi metodami pozostawienia Badaczy własnemu losowi. Pochodzenie etniczne, wyznawana religia, zajmowana pozycja społeczna, przynależność do ruchu rewolucyjnego, przebywanie na zesłaniu tudzież toczące się wokół walki, na przykład w czasie wystąpień roku 1905 czy I wojny światowej, mogą w wiarygodny sposób uzasadnić, czemu akurat bohaterowie graczy muszą stawić czoła nadnaturalnym zjawiskom. W kraju wielkich kontrastów, jakim jest Rosja, czynniki obiektywne – takie jak syberyjskie mrozy, powodzie wielkich rzek czy cykliczne klęski głodu – także mogą wywrzeć piętno na planowanej przygodzie.


Na ziemi, co zawsze pod wodą lub śniegiem

Choć może wydawać się to niewiarygodne, gdy patrzymy na obszar, jaki zajmowała Rosja Romanowów, uprawiano tam niewiele więcej ziemi niż we Francji, a techniki wykorzystywane w rolnictwie należały do minionych epok. Z tego względu każda klęska żywiołowa bądź zwykły nieurodzaj powodowały, że nad ludnością wiejską stale ciążyło widmo głodu. Z kolei rządowi zależało na tym, aby eksport zboża, jedna z podstaw rosyjskiej gospodarki, pozostawał na tym samym poziomie. Cenzurowano zatem doniesienia o głodujących ludziach, a gdy już nie dało się ukryć stanu klęski, znacznie pomniejszano jej rozmiary. Władze bardzo źle patrzyły na tworzące się w latach nieurodzaju inteligencko-ziemiańskie fundacje charytatywne, które miały na celu pomoc głodującej ludności, podejrzewając tego typu inicjatywy o próby siania propagandy antyrządowej wśród chłopów. Przekazywane na pomoc głodującym kwoty nie wystarczyłyby nawet wówczas, gdyby rzeczywiście wykorzystywano je do ulżenia doli objętych klęską obszarów – częściej jednak kończyło się to skandalem, bo członkowie odpowiednich komisji na spółkę z zagranicznymi spekulantami dzielili pieniądze między siebie.

Głód i powodzie wielkich rzek mogą służyć jako czynnik wywołujący zjawiska nadnaturalne, tak jak w Szepczącym w ciemnościach. Historia archeologii rosyjskiej w latach poprzedzających I wojnę światową swoje najważniejsze odkrycia notuje w latach klęsk żywiołowych, kiedy to chłopi, nie mogąc się wyżywić, migrowali na południe i albo wynajmowali się do wykopalisk na stanowiskach scytyjskich, albo grabili groby i sprzedawali ich zawartość na własną rękę.

Wielkie odległości w imperium w połączeniu ze słabością infrastruktury drogowej powodują, że w czasie przygody możemy odizolować Badaczy w najbardziej bezpośrednim znaczeniu tego słowa. Podczas wiosennych roztopów i jesiennych deszczów całe gubernie były odcięte od świata ze względu na rozmycie dróg gruntowych. Natomiast wroga postawa władz wobec wszelkiej działalności charytatywnej także może przyczynić się do tego, że jakiekolwiek doniesienia od bohaterów graczy nie zostaną przyjęte z należytą uwagą.


Obcy we własnym imperium

Rosjanie byliwiększością w Imperium Rosyjskim tylko wtedy, gdy doliczono do nich Białorusinów i Ukraińców (zwanych w ówczesnej propagandzie Małorosjanami), a i wówczas ich liczba nie przekraczała 65% populacji państwa. W wielu prowincjach cesarstwa stanowili bardzo niewielką liczbę, głównie wojskowych i urzędników. Prawo faworyzowało Wielkorusów w stosunku do ludności miejscowej, co w połączeniu z rozwiniętym aparatem represji, więzieniami, zsyłkami i egzekucjami sprawiało, że stosunek ludności miejscowej do okupanta był przeważnie wrogi.

Wydawałoby się, że ciężko wywołać osamotnienie Badaczy pochodzenia rosyjskiego w nierosyjskich prowincjach, skoro każdy żołnierz, urzędnik i policjant został wysłany na daną placówkę po to, by reprezentować właśnie ich interesy. W praktyce jednak Rosjanie stanowili zamknięte nie z własnej woli getto, skazani byli na wyłączenie z życia towarzyskiego lokalnych elit. Polskie kobiety odnosiły się do Rosjan ozięble, z ledwie skrywaną wrogością, co powodowało, że w wielu pamiętnikach z epoki były opisywane w bardzo nieprzychylny sposób. Zresztą sama Cerkiew patrzyła nieprzychylnie na mieszane małżeństwa, widząc w nich drogę do "zarażenia łacinnictwem" dzieci i małżonka. Rosjanie jako giaurzy byli także wyłączeni z życia społeczności muzułmańskich na Środkowym i Dalekim Wschodzie.

Będąc wielkoruską kroplą w morzu innych ludów, Rosjanie często ulegali wpływom nacjonalizmu i szowinizmu. Oburzeni tym, że lokalna ludność utrzymuje z nimi kontakty jedynie służbowe, nadali rusyfikacji nierosyjskich prowincji szczególnie opresyjny charakter, stawiając cerkwie w środku nieprawosławnych miast, przebudowując gmachy w stylu neoruskim, i nadając prawosławnym oraz państwowym (co zresztą szło ze sobą w parze) świętom formę krzykliwej manifestacji. Nie da się ukryć, że takie działania tylko pogłębiały przepaść między Rosjanami a ludnością lokalną.

I na uczelniach, i w pracy, i w życiu towarzyskim Rosjanie byli zdani właściwie na własne siły. Wystąpienia rewolucyjne, nagłe zmiany na stanowiskach gubernialnych albo klęski żywiołowe mogły łatwo zburzyć delikatną równowagę działania takich społeczności i wówczas okazywało się, że przedstawiciele pierwszego spośród narodów imperium są zdani tylko na siebie, otoczeni przez wrogich, a przynajmniej obojętnych sąsiadów. Wówczas łatwo w czasie sesji doprowadzić do osamotnienia Badaczy, przeciwstawiając chociażby częste napisy cyrylicą w sklepowych witrynach (obowiązkowo przynajmniej tak duże, jak w językach narodowych) i pomniki carów oraz zasłużonych dla reżimu z faktyczną niemocą i brakiem pomocy w momencie walki z nadprzyrodzonym.


Narody w niewoli

Stosunek caratu do nierosyjskich mieszkańców imperium sam w sobie odpowiada poglądom Lovecrafta, które prezentuje chociażby w Ulicy, Snach w domu wiedźmy i na pierwszych stronach Koloru z przestworzy, gdzie, aby oddać, jak bardzo teren akcji nie nadaje się do życia, autor dzieli się uwagą, że nawet Polacy i Irlandczycy nie zdołali się tam osiedlić. Propaganda słowianofilska, która za rządów Mikołaja I stanowiła faktyczną doktrynę ideologiczną państwa, a w czasach późniejszych wywierała także wpływ na inteligencję, nakazywała rusyfikację wszystkich narodów zamieszkujących carat i zjednoczenie w religii prawosławnej.

Najgorzej, oczywiście, postrzegano Polaków z naszymi cyklicznymi powstaniami zbrojnymi, ciągłą działalnością konspiracyjną i przewagą polskiego ziemiaństwa w guberniach zachodnich, czyli Litwie, Ukrainie i Białorusi. W myśli słowianofilskiej i narodnickiej awansowaliśmy do rangi "Judasza słowiańszczyzny", który zaprzedał się papizmowi i jezuityzmowi, co prowadzić miało do ciągłej, uporczywej działalności na rzecz zniszczenia narodu rosyjskiego i ustroju carskiego. Jakkolwiek nie każdy Rosjanin nienawidził nas z pasją Fiodora Dostojewskiego bądź pacyfikatora Wileńszczyzny Michaiła Murawjowa "Wieszatiela", Polakom nie dowierzano, ograniczano dostęp do urzędów, a w czasie ustanawiania pierwszego samorządu szlacheckiego (ziemstw) oraz przedstawicielstwa ustawodawczego (Dumy Państwowej) uchwalono specjalnie niekorzystną dla Polaków ordynację wyborczą.

Trzeba jednak przyznać, że nasza ówczesna myśl narodowa z mesjanizmem i z dużym zaangażowaniem kleru katolickiego w sprawy społeczne oraz faktyczna działalność ruchów narodowowyzwoleńczych dodawały wiarygodności tym często demonizującym Polaków poglądom. W każdym razie, co dla prowadzenia scenariusza w konwencji grozy nie jest pozbawione znaczenia, w oczach władz Polak zawsze będzie podejrzany.

Azjatyckie prowincje imperium zamieszkiwała ludność pochodzenia tureckiego i mongolskiego, wyznająca głównie islam, buddyzm i rodzimowierstwo. W europejskiej opinii publicznej u progu XX wieku, a w Rosji zwłaszcza po przegranej wojnie z Japonią, rozwinęła się teoria zwana "żółtym niebezpieczeństwem", w myśl której cywilizacji europejskiej cyklicznie zagrażają ludy Wschodu, a niedługo nadejdzie czas, kiedy podobnie jak w czasach Hunów i Mongołów, Wielki Step ożyje, by zniszczyć cywilizację białego człowieka. W Rosji zapanowała wówczas fascynacja folklorem Wschodu, muzea zapełniały się fetyszami syberyjskich szamanów, interesowano się kulturą Mongołów, a wiele rodów pochodzących od wschodnich najeźdźców ostentacyjnie zaczęło przyznawać się do azjatyckiego dziedzictwa, uznawszy, że skoro cywilizacja europejska jest skazana, to należy przyłączyć się do zwycięzców. Sposób myślenia, jeśliby spojrzeć na niego pod odpowiednim kątem, przypomina przemianę bohatera w Widmie nad Innsmouth.

Z drugiej strony, fascynacja azjatyckimi prowincjami imperium oraz Kaukazem stanowiła rosyjską odmianę mody na Orient, jaka wówczas panowała w Europie. Co prawda Orient w wersji dla ówczesnych elit miał więcej wspólnego z erotyzmem (eufemistycznie mówiąc) baśni tysiąca i jednej nocy niż z rzeczywistym dorobkiem tych kultur, niemniej jednak cała masa wielce popularnego okultyzmu tego okresu czerpie właśnie z mistycznej duchowości Wschodu.

W przeciwieństwie do Polaków, wobec których obok demonizujących legend można rzeczywiście znaleźć konkretne zarzuty dotyczące antypaństwowej działalności naszych antenatów, stosunek caratu do azjatyckich ludów powodowany był głównie zwykłym rasizmem i histerią. Zarówno w dobie upadku Rosji carskiej, jak i później Związku Sowieckiego, narody Azji Środkowej i Dalekiego Wschodu nie wykazywały większego zainteresowania odłączeniem się od imperium. Prowadzącemu ta różnica – z jednej strony uzasadnione obawy wobec ruchów niepodległościowych w Europie, z drugiej na wpół mityczna obawa przed "najeźdźcami ze Wschodu" – może się przydać do uzyskania odpowiedniej atmosfery czy określenia charakterów Bohaterów Niezależnych.

Niezależnie od zasadności obaw elit, które władały carską Rosją w ostatnich latach jej istnienia, rozbudowany aparat represji dawał im bardzo szeroki wachlarz możliwości reagowania na faktyczne bądź wyimaginowane zagrożenia. W samym generał-gubernatorstwie warszawskim znajdowało się pięć więzień politycznych z zajmującą ważne miejsce w polskiej martyrologii Cytadelą Aleksandrowską, mieszkańcy Petersburga na co dzień żyli w cieniu Twierdzy Pietropawłowskiej, a jedna wysepek na Pacyfiku, Sachalin, była otoczonym chyba najbardziej mrocznymi i ponurymi legendami miejscem odbywania kar dla najgroźniejszych przestępców Rosji. Wprawdzie H. P. Lovecraft właściwie jedynie w Ulicy naszkicował możliwość istnienia w jego konwencji nawiedzonych miejsc, niemniej trzeba przyznać, że dorobek romantyzmu polskiego i rosyjskiego w budowaniu narracji o murach żywiących się bólem i krwią, o porównywaniu więzień do dantejskiego piekła i ukazywaniu tych miejsc jako swoistego pogranicza między życiem a zjawiskami nadprzyrodzonymi, bardzo pasuje do opowieści grozy.

Oczywiście poza grozą więzień istnieje także białe piekło Syberii. Choć wielu było takich, którzy osiedlali się za Uralem z własnej woli, aby zaznać wolności większej niż w jakiejkolwiek innej części państwa carów, to nie należy zapominać o dramacie przesiedlonych przymusowo, na podstawie wyroków bądź decyzji administracyjnych. Tacy zresztą w kontekście osamotnienia są chyba bardziej nośnym tematem. Poza katorżnikami, którzy wykonywali przymusowe prace pod czujnym okiem strażników, wielu zesłańców cieszyło się tam sporą swobodą, musieli tylko co jakiś czas meldować się przedstawicielom lokalnej władzy. Rzucenie w mroźny, na wpół pogański świat z jego niesamowitymi wierzeniami, dręczenie wizjami z minionego życia, odebranego przez carski knut, może pomóc zbudować odpowiednią atmosferę.


W strefie osiedlenia

Chociaż Rosji ostatnich Romanowów nie udało się zostać najbardziej chrześcijańskim krajem na świecie, z pewnością stała się ona stolicą światowego antysemityzmu. Protokoły mędrców Syjonu, które ukazują rzekome starania Żydów o przejęcie władzy nad światem, powstały na zamówienie rosyjskiej tajnej policji. Liczne ustawy godziły w ludność pochodzenia żydowskiego, każdym niemalże wystąpieniom rewolucyjnym towarzyszyły pogromy, często inspirowane przez czynniki rządowe.

Żydowskie wierzenia ludowe na przełomie XIX i XX wieku znacznie odbiegały od kanonów ortodoksyjnego judaizmu. Zachodnie gubernie Rosji, dawniejsze wschodnie prowincje przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, nie zaznały w swoich dziejach zbyt wielu okresów pokoju. Historie krwawych wypraw wojennych, powstań kozackich oraz zatargów między lokalnymi możnowładcami stanowiły poważny bodziec dla bujnej wyobraźni ludowej. Tygiel przeróżnych grup etnicznych zamieszkujących obszar między Dnieprem a Bugiem mieszał swoje wyobrażenia odnośnie życia pogrobowego ludzi, zwłaszcza przedwcześnie i tragicznie zmarłych; wpływy te zauważalnie odciskają się na żydowskich ludowych wierzeniach.

Nic zatem szczególnie zaskakującego, że w na wpół zamkniętej społeczności żydowskiej, doświadczonej pogromami, pozbawionej szansy na emancypację, a dysponującej podkładem klasycznej kultury hebrajskiej, przekładającej się chociażby na wykształcenie, dochodziło do procesów, które w jeszcze większym stopniu izolowały ją od reszty mieszkańców imperium. Z jednej strony, zgodnie z duchem epoki, nastąpiło zanurzenie w okultyzmie, zwłaszcza w kabale i różnych formach wróżbiarstwa. Z drugiej natomiast, co miało doniosłe następstwa, negatywne nastawienie rządu rosyjskiego do Żydów wyłoniło spośród tych ostatnich wielu skrajnych działaczy rewolucyjnych.

Żydzi stanowią zatem najbardziej nośną grupę do akcentowania osamotnienia w konwencji grozy. Czy to w formie zamkniętej wiejskiej społeczności, która przy pomocy nadnaturalnych sił próbowała wywrzeć zemstę, czy badaczy żydowskiego pochodzenia, których badania nad folklorem zostały odrzucone właśnie ze względu na religię autora, czy wreszcie grupy finansistów (jak na przykład w polskim Manchesterze, Łodzi) wzajemnie kryjącej różne ciemne sprawki.


Innowiercy w "świętej Rusi"

"Prawosławie, samodzierżawie, ludowość". W tej formule tkwiła cała idea świętej Rusi, która składała się na przekonanie o misji dziejowej Rosji jako arcychrześcijańskiego państwa powołanego do zbawienia ludzkości, jednoczącej w sobie wszystkie narody słowiańskie pod światłą władzą "chrystusa" (w znaczeniu pomazańca, ale w procesie sakralizacji władzy chodziło o utożsamienie z ziemskim Chrystusem) – cara. W tych trzech słowach kryją się także motywy działań rządu rosyjskiego, mających tę ideę realizować: prześladowania religijne, tłumienie wszelkiej samodzielnej inicjatywy politycznej oraz rusyfikacja podległych narodów.

Na rozległym i zróżnicowanym terenie Rosji żyli wyznawcy bardzo wielu religii. O katolikach, wyznawcach judaizmu oraz muzułmanach – jako że należeli do nich przedstawiciele narodów uznawanych przez władze za podejrzane i wrogie – wspomniano wyżej. Niemcy w służbie carskiej reprezentowali głównie wyznania protestanckie, ale ich, ze względu na zniemczony w zasadzie dwór carski i niezbędność dla sprawnego funkcjonowania administracji, obdarzono dużą tolerancją. Specyficznie władze podchodziły do kwestii ormiańskiej. Ormianie, mający swój własny Kościół, żyli na pograniczu rosyjsko-tureckim. Rozwój świadomości narodowej wśród tureckiej ludności Imperium Osmańskiego objawiał się także poprzez pogromy ludności chrześcijańskiej, a Ormianie w propagandzie sułtanów pełnili taką samą funkcję, jak Żydzi w carskiej Rosji. Ze względu na dozbrajanie ormiańskiego podziemia we wschodniej Anatolii prozelityzm wśród wyznawców Kościoła gregoriańskiego sprowadzał się do szerzenia propagandy.

Takiej wyrozumiałości nie miano dla dwóch "schizm" w łonie Cerkwi Prawosławnej. Usilnie zwalczano Kościół greckokatolicki oraz staroobrzędowców. Pochodzenie tych wyznań godziło w dwa nurty ideologii państwowej w cesarstwie – unia brzeska podporządkowująca Cerkiew na terenach Rzeczypospolitej papieżowi była dla Rosjan symbolem jezuityzmu i papizmu, katolickiego spisku mającego zniszczyć świętą Ruś i rzucić ją w kajdany znienawidzonego Rzymu (mit sięgający jeszcze czasów Wielkiej Smuty i rządów Polaków na Kremlu); staroobrzędowcy natomiast sprzeciwiali się reformom w Cerkwi, które wprowadzały do Rosji liturgię grecką, odrzucając średniowieczną odmianę ruską. Nowy obrządek miał uzasadniać pretensje carów do roli Trzeciego Rzymu, spadkobiercy tradycji Bizancjum.

Oficjalnie ani staroobrzędowców, ani grekokatolików w imperium nie było. Wszyscy oni należeli do Cerkwi i od gorliwości popów lub lokalnych urzędników zależało sprawdzanie, czy na pewno uczestniczą w życiu parafii. Katoliccy księża odprawiający msze w obrządku wschodnim poruszali się incognito po różnych wspólnotach, nabożeństwa organizowano po nocach w okolicznych lasach, by uniknąć aresztowania. Staroobrzędowcy, którzy mieli wielu zwolenników wśród tradycjonalistów, cieszyli się protekcją burżuazji moskiewskiej, ale poza drugą stolicą imperium narażeni byli na prześladowania, a ich popów niejednokrotnie zsyłano w głąb Syberii. Właśnie za Uralem, w zakładanych nielegalnie bądź półlegalnie klasztorach, kwitło życie duchowe nieoficjalnych wyznań, choć ich sekciarski charakter doprowadzał do różnych wypaczeń i radykalizacji - przykładem tego liczne okultystyczne grupy i "święci mężowie", żyjący na pograniczu ortodoksji i herezji. Często jedynie przychylność dworu chroniła ich przed pociągnięciem do odpowiedzialności. Taka wybiórczość oczywiście patologizowała poczucie sprawiedliwości i miała wpłynąć ujemnie na moralną postawę wielu wierzących prawosławnych.

Wszelkiego rodzaju sekciarstwo to bardzo nośny temat w lovecraftowskiej konwencji grozy, a to, co dzieje się w czasie tajnych nabożeństw, z całą pewnością nie dojdzie do przedstawicieli oficjalnych władz. Bardzo niejasna granica między tym, co jest ortodoksyjne, a tym, co prześladowane, buduje niepewność, która w czasie sesji pomoże w utrzymaniu odpowiedniego nastroju. Kwestia protekcji dworskiej bądź lokalnych elit może stać się czynnikiem decydującym dla akcji scenariusza, a podniesienie sprawy cierpienia za własne przekonania pozwoli wprowadzić tragizm.


Barwy terroru

Wokół ruchu rewolucyjnego w Rosji obrosła romantyczna legenda, budowana przez propagandowe filmy Eisensteina oraz oficjalną doktrynę nauczania historii przez władze bolszewickie po październiku 1917 roku. Jakkolwiek działalność partii Lenina właściwie ograniczała się do szerzenia propagandy i umacniania własnych wpływów poza granicami Rosji, to za panowania Mikołaja II liczba zamachów na urzędników państwowych była na tyle znaczna, by paraliżować codzienną działalność władzy państwowej. Znamienny może być przykład "krwawej środy" na ziemiach polskich (15 sierpnia 1906 roku), kiedy Polska Partia Socjalistyczna dokonała udanych zamachów na 80 policjantów i agentów Ochrany, wywołując panikę wśród rosyjskich garnizonów na terenie Królestwa Kongresowego. W okresach najbardziej natężonych działań rewolucyjnych gubernatorzy wraz z urzędnikami niejednokrotnie barykadowali się we własnych domach i obstawiali wojskiem, pozostawiając wierne caratowi ziemiaństwo na pastwę chłopów; pacyfikacja tych obszarów następowała dopiero wraz z przybyciem posiłków rządowych oddziałów.

Łatwo zatem wyobrazić sobie w czasie przygody sytuację, kiedy to prowadzący śledztwo Badacze nie dość, że mają przeciwko sobie nadnaturalne siły, to jeszcze pozostają odcięci od ewentualnej pomocy przez rewolucyjny tłum i zupełnie niepanujące nad sytuacją władze wykonawcze; względnie kluczowy świadek mógł po prostu zostać zabity przez rewolucjonistów jako "prowokator Ochrany".

Zamachy na urzędników państwowych nie stanowiły całości działań ruchów rewolucyjnych. Równie nośną, bo wprowadzającą dużo dynamizmu na sesji, formą oporu wobec reżimu są ekspropriacje. Stanowiły one rosyjską odmianę westernowych napadów na dyliżanse. Mianowicie, w celu finansowania partii rewolucyjnych ograbiano transporty z pieniędzmi, wdając się w walki z chroniącymi je Kozakami. Jeżeli nagła strzelanina nie wystarcza, aby osamotnić bohaterów graczy, wówczas należy także wspomnieć o formach represji za wspieranie ekspropriacji. Za przykład niech posłuży Łódź w 1907 roku, kiedy to po tym, jak z okien jednej z fabryk oddano strzały do żołnierzy, Kozacy wparowali konno na teren zakładu i siekąc szablami na prawo i lewo, zabili w odwecie 28 robotników, a ponad 30 ranili.

Osadziwszy akcję scenariusza w okresie rewolucji, możemy także wykorzystać toczące się walki w miastach i na prowincji. Wiadomo, że czas wyrównywania porachunków warstw niższych z wyższymi obfituje w grabieże, pobicia, gwałty, podpalenia i mordy, a na terenie miast dochodzi do regularnych starć manifestantów z siłami porządkowymi. Na wsiach w ramach zabierania ziemi obszarnikom dochodziło do mordów na przedstawicielach ziemiaństwa, co także, jeśli Badacze nie należą do lokalnej społeczności wiejskiej, może stanowić dodatkowe zagrożenie.


Sprawa Azefa – infiltracja ruchu rewolucyjnego

Jeżeli Badacze mają jakieś związki z rewolucjonistami, atmosferę wzajemnej nieufności może zbudować praktyka werbowania podwójnych agentów i stosowania prowokacji jako metody śledczej przez rosyjską policję polityczną – Ochranę. Celem prowokacji mogli stać się nie tylko ludzie zaangażowani politycznie, ale w zasadzie każda osoba zajmująca się kulturą, nauką, często podróżująca za granicę bądź po prostu należąca do wyznawców podejrzanej religii (katolicyzmu tudzież judaizmu) albo mniejszości etnicznej. Za rewolucyjne i podlegające karze uważano nawet badania etnograficzne, jeśli nie wykazywały niezachwianej miłości ludu do cara, o czym mógł się przekonać żydowski badacz folkloru oraz dramaturg Szymon Anski (twórca m.in. Dybuka), kiedy agenci Ochrany na podstawie donosu weszli do jego mieszkania i skonfiskowali wyniki jego badań. Nie trzeba dodawać, jak zinterpretować można ogólne zainteresowania Badaczy w czasie prowadzenia śledztwa.

Infiltracja tajnej policji w partiach rewolucyjnych była posunięta do tego stopnia, że często nawet wysoko postawieni działacze opozycyjni pobierali wynagrodzenie za donoszenie na swoich towarzyszy. A przynajmniej jeden agent Ochrany, Jewno Azef, przejął kierownictwo nad Partią Socjalistów-Rewolucjonistów (eserowców), którym udały się zamachy na najwyższych urzędników państwowych, między innymi wielkiego księcia Sergiusza Aleksandrowicza, stryja cara, albo Wiaczesława Plehwego, ministra spraw wewnętrznych (m.in. zwierzchnika policji i wojsk rządowych). Kiedy sprawa ta ujrzała światło dzienne, tajna policja została skompromitowana w oczach społeczeństwa, a po wszystkich kolejnych zamachach na wysoko postawionych urzędników w prasie aż huczało od plotek, że to Ochrana rękami rewolucjonistów załatwia porachunki kręgu dworskiego.

Tajna policja i stosowane przez nią metody bardzo dobrze mogą sprawdzić się w podrzucaniu fałszywych tropów Badaczom, bo nigdy nie wiadomo, czy kolejne ślady nie są wynikiem pracy jakiegoś agenta. Wszelkiego rodzaju teorie spiskowe zawsze świetnie się nadają do uwiarygodnienia ich w konwencji grozy. Jeżeli rzeczywiście Ochrana zdaje sobie sprawę z istnienia mrocznych sił, to może z nimi walczyć (bądź je wspomagać) odpowiednimi działaniami manipulowanych rewolucjonistów. Do zakulisowych działań warto wciągać kliki dworskie, przeciwko którym Badacze nie mogą wykorzystać żadnych oficjalnych kontaktów – to także buduje osamotnienie bohaterów opowieści.


"Krawaty Stołypina", reakcja carska

"Krawatami Stołypina", od nazwiska Piotra Stołypina pełniącego urzędy ministra spraw wewnętrznych i prezesa Rady Ministrów, nazywano szubienice, których wielką liczbę wzniesiono w Rosji w czasie tłumienia rewolucji 1905 roku. Kontrrewolucja stanowi zamianę czerwonego terroru na biały, z niewielką różnicą dla ofiar.

W trybie administracyjnym wprowadzano na terenie miejscowości, powiatów lub całych guberni stan "nadzwyczajnej ochrany" bądź stan wojenny, gdzie zawieszano zwykłe prawa obywatelskie, a kompetencje wydawania wyroków przejęły sądy wojskowo-polowe złożone z oficerów, mające w czasie nie dłuższym niż doba orzekać winę oskarżonych i wykonać wyrok – przeważnie kary śmierci. Historiografia sowiecka bardzo przyczyniła się do powstania czarnej legendy wokół działalności tych trybunałów. Nie ulega przy tym wątpliwości, że dochodziło wówczas do licznych nadużyć, często nie ze strony samych sądów. Znana jest historia, że kiedy w Kronsztadzie postawiono przed takim sądem człowieka oskarżonego za podpalenie rządowych budynków, komisja podejrzewała u niego niepoczytalność i po zasięgnięciu opinii psychiatry osoba ta została osadzona w zakładzie dla obłąkanych. Ministerstwo spraw wewnętrznych wystosowało wówczas ostrą notę, że sąd wojskowo-polowy przekroczył swoje kompetencje, bo powinien skupić się na orzeczeniu winy i wykonaniu wyroku (w tym wypadku, oczywiście, śmierci). Na marginesie zaznaczę, że na skutek zawieszenia różnych praw oskarżeni byli także pozbawieni prawa do obrońcy.

Pacyfikacja kraju po rewolucji 1905 roku sprowadzała się także do fali aresztowań, katorgi, nakazania osiedlenia się na Syberii w trybie administracyjnym, zamykania szkół i gazet oraz inspirowanych przez czynniki rządowe pogromy. Za te ostatnie bardzo często były odpowiedzialne radykalne organizacje nacjonalistyczne – Czarne Sotnie. Czarnosecińcy na własną rękę wymierzali "sprawiedliwość" wrogom reżimu, przede wszystkim Żydom, podejrzewanym o dokonywanie mordów rytualnych na chrześcijańskich dzieciach i szpiegostwo na rzecz "rządu światowego" bądź przynajmniej krajów zachodnich. Poza tym napadano na katolickie procesje, demolowano kościoły i synagogi, mordowano działaczy robotniczych. W momencie, gdy spirala przemocy prowokowała uciskaną ludność do aktów obrony, wkraczało wojsko i rozpoczynały się aresztowania oraz strzelanie do zgromadzeń. W wielu wypadkach dochodziło do ostrzeliwania przy pomocy artylerii kamienic z ukrywającymi się opozycjonistami.

Walkę z rewolucją jako tło przygody można wykorzystać podobnie jak same wystąpienia przeciwko caratowi; tak samo na przemoc odpowiadano przemocą, tak samo bohaterom grozi lincz, jeżeli w nieodpowiednim czasie pojawią się na ulicy. O ile jednak zrywy ludności cechuje chaos i rozpasanie, o tyle za tłumienie ruchów opozycyjnych odpowiedzialni byli najwyżsi państwowi urzędnicy, którzy robili to bardziej zdecydowanie i planowo. W zależności, jaki chcemy uzyskać nastrój na sesji, możemy wykorzystać bądź jednych, bądź drugich uczestników walki o ustrój Rosji.


Słowo na koniec

Spoglądając na historię ostatnich lat carskiej Rosji pod odpowiednim kątem, można dojść do wniosku, że aby poprowadzić tam scenariusz w konwencji grozy, wcale nie potrzebujemy posiłkować się jakimikolwiek zjawiskami nadprzyrodzonymi. Wzrastająca spirala przemocy, która w końcu doprowadzi do przerażających rzezi wojny domowej, nieprawdopodobna wręcz indolencja elit państwowych (która da o sobie znać w pełnej krasie w pominiętej w tym artykule wojnie światowej) czy zupełnie wymykające się logice działanie służb policyjnych same w sobie stanowią odpowiednie ciężkie tło opowieści.

W tym właśnie tkwi atut umieszczania akcji w tej konwencji za rządów Mikołaja II. Wśród licznych przerażających elementów zupełnie zwyczajnych dysponujemy dużą swobodą w wybraniu, co będzie nadnaturalne w naszej przygodzie, a co posłuży jako scenografia bądź fałszywy trop.

Podczas pisania niniejszego tekstu, poza publikacjami, które podałem w poprzednim artykule, pomogły mi: Unifikacja za wszelką cenę. Sprawy polskie w polityce rosyjskiej na przełomie XIX i XX wieku (praca zbiorowa pod redakcją A. Szwarca i P. Wieczorkiewicza), Cytadela warszawska. Obrazy i wspomnienia (wybór pamiętników XIXwiecznych więźniów Cytadeli Aleksandrowskiej), cykl artykułów o prześladowaniu unitów Z ziemi chełmskiej S. Reymonta, Odkrywcy i rabusie starożytności E. Lorenz oraz Ostatnie lata Rosji carskiej. Rządy Stołypina L. Bazylowa.



Czytaj również

Komentarze


WekT
   
Ocena:
+4
Nawet bez Cthulhu te teksty są bardzo ciekawe. Polecam.
18-01-2013 10:25
earl
   
Ocena:
+2
Propaganda słowianofilska, która za rządów Mikołaja I stanowiła faktyczną doktrynę ideologiczną państwa, a w czasach późniejszych wywierała także wpływ na inteligencję, nakazywała rusyfikację wszystkich narodów zamieszkujących carat i zjednoczenie w religii prawosławnej.

Zapewne chodzi o panslawizm. Ale nie do końca to jest właściwe rozumienie. Otóż panslawizm zakładał zjednoczenie wszystkich narodów słowiańskich pod egidą Rosji jako swojego przywódcy i opiekuna przed Turcją, Austro-Węgrami czy Niemcami. I niekonieczne było poddanie się religii prawoslawnej ale raczej podporządkowanie się politycznej i gospodarczej dominacji Imperium Romanowów.

Będąc wielkoruską kroplą w morzu innych ludów, Rosjanie często ulegali wpływom nacjonalizmu i szowinizmu. Oburzeni tym, że lokalna ludność utrzymuje z nimi kontakty jedynie służbowe, nadali rusyfikacji nierosyjskich prowincji szczególnie opresyjny charakter, stawiając cerkwie w środku nieprawosławnych miast, przebudowując gmachy w stylu neoruskim, i nadając prawosławnym oraz państwowym (co zresztą szło ze sobą w parze) świętom formę krzykliwej manifestacji. Nie da się ukryć, że takie działania tylko pogłębiały przepaść między Rosjanami a ludnością lokalną.

A najbardziej zaciekle zwalczano tożsamość narodową tych nacji, które stały, wg Rosjan, na wyższym poziomie kulturowym i cywlizacyjnym od nich. Do nich zaliczano przede wszystkim Polaków, Finów, Łotyszy i Litwinów a także Niemców z krajów nadbałtyckich.

18-01-2013 12:43
Cooperator Veritatis
   
Ocena:
+3
@earl

Nie chodzi mi o panslawizm, bo ten z polityką rosyjską miał niewiele wspólnego w XIX wieku; dopiero po wyzwoleniu prawosławnych państw bałkańskich Rosja uważała się za ich opiekuna, ale też nie myślano o inkorporacji. Mikołaj I w swoim umiłowaniu legalizmu był bardzo źle nastawiony do pomysłów podburzania słowiańskich poddanych cesarza Austrii i sułtana tureckiego. Bardzo mu się nie podobało, kiedy słowianofile, na przykład Aksakow, podejmowali takie tematy w gazetach.
18-01-2013 20:48

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.