» Horror czyli Kulthulhu » Opowiadania » Batysfera

Batysfera


wersja do druku
Autor:
Batysfera, wodoszczelna stalowa kabina obserwacyjna w kształcie kuli do penetracji głębin morskich, opuszczana na linie ze statku, wyposażona m. in. w regeneratory powietrza i telefon Nie posiada własnego napędu. Jej skonstruowanie dało początek badaniom głębinowym. 1930 twórcy batysfery O. Barton i W. Beebe zeszli na głębokość 240 m; 1949 O. Borton osiągnął głębokość 1375 m.

Widział i czuł wokoło siebie lepką ciemność. Od wody dzieliło go kilka centymetrów szkła i stali. Od powierzchni kilkaset metrów. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że tam na górze w tej chwili ludzie mogli się zabijać, mogła szaleć burza, a fale mogły zmiatać jego towarzyszy z pokładu a on nic by nie poczuł. Mimo wszystko był spokojny. Czuł się niesamowicie-powoli zaczynał rozumieć dlaczego ludy pierwotnie, tak wielką wagę przywiązywały do sił natury-zaczynał pojmować jej ogrom. To dziwne-pomyślał-że żeby zrozumieć jak wielkie znaczenie ma natura człowiek musiał znaleźć się w tak ekstremalnej sytuacji.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

'90. Czterech mężczyzn wypływa na Bałtyk w niewiadomym (o tym za chwilę) celu. W jakiś sposób udaje im się przedostać w okolice Gotlandii, okolice imponujących głębi Bałtyku. Dysponują tylko podrasowanym kutrem rybackim przystosowanym do bezpiecznego zanurzenia małej jednoosobowej batysfery na kilkaset metrów utrzymując łączność. Odbywa się losowanie.

Wyciągnął szybko wykałaczkę i mocno zacisnął pięść. Kiedy pozostali wylosowali już swoje wykałaczki na raz wszyscy otworzyli dłonie. Jego była najkrótsza. Zacisnął zęby-w jednej chwili sam nie wiedział dlaczego ale poczuł jakby wydano na niego wyrok śmierci do natychmiastowego wykonania.

Zadanie nie jest trudne, nie jest też specjalnie niebezpieczne. Jest beznadziejnie niemożliwe do zrealizowania-każdy z nich o tym wie. Jeden z nich musi opuścić się na dno znajdujące się kilkaset metrów poniżej i odszukać coś, co prawdopodobnie leży zagrzebane kilka metrów w mule. Ma siedzieć w środku i odpowiednio mocnym reflektorem oświetlać zanieczyszczone dno morskie dopóki nie zoczy tego po co przypłynęli. Teoretycznie po kilku godzinach nastąpi zmiana, ale w praktyce oczywistym jest, że będzie tylko jedno podejście, a jeżeli misja tam na dole nie powiedzie się to osoba schodząca w dół zostanie obarczona całą winą.

Ostatnie trzy razy sprawdził wszystkie zamki i spojenia. Przetestował regenerator powietrza, sprawdził czy prymitywny aparat telefoniczny działa. Spojrzał na stalową linę i kołowrotek, który miał opuścić go w otchłań. Ostatnie trzy razy sprawdził wszystko raz jeszcze. Kolega ponaglił go delikatnie ściskając jego ramię. Chmury na chwilę zasłoniły księżyc. Gdy będzie wynurzał się powrotem, zobaczy Słońce-ta myśl podniosła go na duchu.

Cichy plusk zagłuszony przez fale i wiatr oznacza brak możliwości odwrotu. Cztery pary rąk trzymają kciuki. Tyle, że jedna trochę mocniej. Zaciska pięści, które zaczynają powoli sinieć. Nie ma się czego bać przez cały czas ktoś będzie dyżurował przy telefonie.

Lina szczęknęła, ale mimo to batysfera tkwiła w miejscu. Ciekawe co oni tam robią?- pomyślał. Mieli dać mu jeszcze 20 minut na tej głębokości-To pewnie fale-pomyślał. Na wszelki wypadek podniósł słuchawkę.
...szszszszszszszszszszszszszszszszsszssz...


Pojawia się pierwszy problem. Łączność zostaje zerwana-teoretycznie zaraz potem batysfera powinna zostać wyciągnięta na powierzchnię-taka była umowa, zresztą nawet bez żadnej umowy wydaje się to oczywiste. Niestety nic się nie dzieje. Będzie musiał zaczekać aż sami zechcą nadać do niego wiadomość. Problem jest w tym, że chcieli ale im się nie udało- dlatego zdecydowali się wyciągnąć batysferę na powierzchnię. Niestety napęd wciągarki się zaciął.

Odłożył słuchawkę. Otaczała go cisza. Czuł jak obcisła koszula napina się przy każdym ciężkim oddechu. Nerwowo zaczął skakać oczami po wnętrzu kabiny. Zatrzymał wzrok na głębokościomierzu, po czym zrozumiał beznadziejność swojej sytuacji. Przynajmniej mam powietrze-pomyślał, ale po chwili zdał sobie sprawę, że nie słyszy odgłosu pracującego regeneratora powietrza. Skupił wzrok na kratce w ścianie i po chwili jego słuch wyodrębnił z ciszy stłumione buczenie maszyny. Przynajmniej to mi zostało-pomyślał.

Tymczasem na powierzchni trójka mężczyzn zaczyna panikować-zbliża się nieuwzględniona w prognozach zmiana pogody. Wiatr przybiera na sile, fale zaczynają powoli rosnąć. Brak łączności z batysferą, popsuta wciągarka. Szybko dzielą się zadaniami, wiedzą, że prawdopodobnie nici łowów-kapsuła nawet nie dotarła do dna-według obliczeń brakowało jej niecałych 30 metrów żeby osiąść w mule na dnie zbiornika. Jeden z nich zabezpiecza sprzęty na wypadek silnego sztormu, drugi naprawia wciągarkę, trzeci sprawdza gdzie zawiódł system łączności.

Kiedy kapsuła zakołysała się z lekka, przebudził się z letargu. Nie był pewien ile czasu minęło, ale cieszył się, że zaraz będzie na górze. Nagle usłyszał brzęczenie kontrolki nad słuchawką. Szybko podniósł ją z widełek i usłyszał przerywany zakłóceniami głos : Stary nie gor...uj się, już cię wyciągamy, opierdol....as na górze, wyciąga...y cię! Kapsuła po pierwszym gwałtownym szarpnięciu podjechała parędziesiąt centymetrów w górę a następnie gwałtownie zaczęła opadać w dół...


Aaaaaa.....sszszsz- tylko tyle usłyszeli po tym jak zerwała się lina, a zanim zerwały się kable łączące ich z przyjacielem zanurzonym w mętnej otchłani. Zapanowało krępujące milczenie. Nikt nie chciał tego powiedzieć. Po prostu usiedli na ławkach i spuścili wzrok-wciągarka wyciągnęła resztę liny na pokład. Jeden z mężczyzn wstał i z gorzkim grymasem na twarzy zerwał z szyi łańcuszek z Jezusem. Cisnął go w fale w miejscu, w którym prawdopodobnie spoczywał ich przyjaciel po czym rzucił jedno słowo - Cholera - po którym pozostała dwójka podniosła się i weszła do wnętrza łodzi. Odpalili silnik i skierowali się w drogę powrotną. Całą podróż mężczyzna zaciskał palce na ślubnej obrączce straconego kolegi, którą dla żartu zostawił tamten przed losowaniem i kazał doręczyć ją żonie jeżeli coś się nie powiedzie.

Bąbelki powietrza, strzępki wodorostów, drobinki mułu-niewiele widział za szybą. Lampa padła wraz z urwaniem kabla i musiał się sporo namęczyć, żeby odczepić reflektor od statywu. Teraz było to jego główne źródło światła gdyż wyposażone było w oddzielny akumulator. Kiedy poczuł, że zaczyna opadać wrzasnął tylko, ale usłyszał, że sygnał się urwał. Zanim zdobył się na jakąkolwiek reakcję był już na dnie. Poczuł jak chłód ogarnia całe jego ciało. Spokojnie-pomyślał-Zaraz ktoryś z nich zanurkuje i otworzy zewnętrzne zatrzaski, pomoże ci wypłynąć i po sprawie. No tak - na pewno zanurkuje-nie mieli sprzętu do nurkowania nie wspominając już o problemie jakim była głębokość na jakiej aktualnie się znajdował.


Po kilkudziesięciu minutach, gdy kuter był już daleko, jasnym stało się dla jej pasażera, że batysfera pozostanie pod wodą razem z nim. Mógł próbować wybić szybę czy w jakiś sposób otworzyć właz, ale na górze i tak nikt na niego nie czekał. A powód całego wydarzenia? No tak mieliśmy do tego wrócić-kilkaset lat temu dokładnie w tym miejscu w efekcie potyczki słowiańskich oddziałów udających się przez morze na Półwysep Skandynawski i kilkunastu istot z głębin pewien wartościowy przedmiot osiadł na dnie. Tak naprawdę nie wiadomo, do której ze stron należał, ale przelano dużo krwi, w walce o niego. Nie był to artefakt, a po prostu przedmiot, który był efektem wcześniejszej symbiozy dwóch gatunków. Skąd nasi rybacy mieli po nim informacje i dlaczego zdecydowali się go wyłowić, zależy od was...

Ze zdenerwowaniem przebierał palcami po powierzchni twardej znoszonej marynarki. W pewnym momencie jego dłoń zawędrowała do kieszeni trafiła na paczkę papierosów. Szybko wyciągnął ją i wetknął sobie jednego papierosa do ust po czym przypalił go zapałką. Nie myślał o tym, że pozbawia się powietrza, nie mógł powstrzymać się od zapalenia. Im krótszy stawał się papieros, tym większą panikę odczuwał mężczyzna. Miał wrażenie, że ściany przybliżają się coraz bardziej. Dalej natomiast rozpościerała się bezkresna mętna śmierć. Klaustrofobia i agorafobia połączyły się w jedno. Ale było coś jeszcze. Ciarki przeszły mu po plecach. Od kilkunastu minut jego ciałem wstrząsały dreszcze. Czas płynął na zmianę szybciej i wolniej. A może w ogóle nie płynął? Żarówka w reflektorze zamigotała. Szybko chwycił urządzenie i omiótł światłem przyrodę za szybą. Kilka ryb odpłynął w mętną dal. Rozejrzał się po dnie po czym z powrotem usadowił się na podłodze. Czuł coraz większy chłód. Dreszcze przeszły w drgawki. Oparł się o ścianę i od razu tego pożałował. Była lodowato-zimna. Jego ciało wygięło się w łuk jednak nie pod wpływem zimna. Poczuł coś świdrującego go od środka. Rozdzierający wrzask pozbawił go słuchu na kilka sekund. Ból wstrząsnął nim ponownie przewracając go na bok. Głową uderzył o siedzenie. Poczuł coś lepkiego na włosach. Pierwsza kropla krwi bezgłośnie skapnęła na podłogę. Jego ciało skręcił kolejny dreszcz. Gardło zacisnęło się samo. Poczuł jak coś rozrywa mu bok. Później następna rana pojawiła się w plecach poniżej prawej łopatki. Następny cios ugodził go w żebra. Mrugnął gwałtownie oczami po czym poderwał się na kolana. Odczuwał silny ból, ale nie było ani śladu krwi. To nerwobóle-pomyślał, i wtedy na jego ciało spadła kolejna seria ciosów. Tym razem były to rany kłute, cięte kopniaki wymierzane prosto w twarz i brzuch. Coś zrzuciło mu reflektor na czaszkę. Gdy się ocknął chwycił lampę mocno. Żarówka migotała przygasając powoli. Ponownie skierował strumień światła w morze. Teraz udało mu się wyodrębnić kształty wodorostów o kilka metrów od szyby. Wszystko było pokryte cienką warstwą mułu-szyba, skały na dnie, bliższe wodorosty. Nagle poczuł cisnący ból w klatce piersiowej i osunął się na zimne metalowe płyty. Jego głowa z impetem poleciała w stronę ściany. Żarówka strzeliła przepalając się i lampa zgasła. Jego ręce wykręciły się nienaturalnie a wszystkie kości w nogach zaczęły po kolei strzelać i pękać. Wył z bólu. Po policzkach ciekły mu łzy. Machał powyginanymi rękami na oślep drapiąc ściany i szyby, łamiąc paznokcie i zdzierając skórę dłoni o ostre krawędzie. Wrzeszczał. Czuł na sobie ciosy całej załogi słowiańskiej łodzi wymierzane obcym istotom, które teraz zwracały niechciany prezent.

Na powierzchni rozszalał się sztorm.

Komentarze


Lovelock
    Very, very disturbing indeed..!
Ocena:
0
Drogi Panie Defie.
To mocny, straszny kawałek, naprawdę dobry. Nic dodać, nic ująć; Batysfera na pewno zagości w moich przygodach.

Wydaje mi się jednakże, iż tekst jest trochę zbyt "zbity". Przydałoby mu się dodatkowe formatowanie. Parę akapitów tu i ówdzie na pewno pomogłoby czytającemu przetrawić się przez te bluźniercze wersety. Także parę błędów ortograficznych i stylistycznych gryzie w tak znakomitym tekście.

Sądziłbym, iż mamy tu Strażnika Tajemnic o wielkim talencie. Tak, tak, Panie Def, o Panu mowa. Proponowałbym jedynie odrobinkę podkręcić swój warsztat literacki, a już na pewno wszystko będzie doskonałe.

Pozdrawiam
31-10-2005 19:53
Rothar
    Pierwsze wrażenia...
Ocena:
0
Oryginalne opowiadanie z mocno nacechowanym odautorsko stylem :) Do tego bardzo Cthulesque. Wiele spraw przyczynowo-skutkowych nadal nie rozumiem, ale to przecież dla literatury grozy dobrze...
31-10-2005 20:13
wóda
    :)
Ocena:
0
Wybor poszukiwanego obiektu i odwolanie do dawnych walk mi sie nie podoba, zaburzaja wczesniejsze wrazenia.
Niemniej to akurat kazdy moze sobie zmienic, a calosc jest ok.
Zreszta do wykorzystania nie tylko w ZC.
Ciekawa rzecz ta batysfera :)
01-11-2005 14:50
Thoron
    Niezle
Ocena:
0
Niezly kawalek. No i wlasciwie tyle, dobrze wykorzystany potencjal motywu braku wyjscia i pewnej smierci, a do tego obsypane tymi zdarzeniami z przeszlosci. Podoba mi sie, oby wiecej takich tekstow.
02-11-2005 15:47
Gerard Heime
    Ano niezły.
Ocena:
0
Def ma specyficzny styl pisania - ale tym razem wyszło mu to na dobre. Krótko, zwięźle, sucho - a przez to strasznie.

Tylko czemu znów nawaliła korekta?

03-11-2005 23:32
vanderus
    Ufff...
Ocena:
0
teraz zabierając się do każdego tekstu na Stronach Szaleństwa boję się... Boję się, czy nie okaże się on kiepski. Ale DEF, jak zwykle, nie zawodzi. Po prostu - bez zarzutu. Styl, pomysł, szansa na wykorzystanie - wszystko super. Więcej, więcej, więcej...
08-11-2005 16:16
~kuki

Użytkownik niezarejestrowany
    ........................ uf!
Ocena:
0
Ulga bo jush myślałem że jestem pod wodą a prościej muwiac zajebiste. Bardzo orginalny pomysł i w świetny sposób opisany dobry nastruj... ale jeden naprawde malutki malusienki ( tylko mnie za to nie ukamieniujcie) Szybko się skumałe jakie będzie zakończenie że to starzy śłowiańscy wojownicy gdyby tak inne zakończeni bardziej zaskakujące ale i tak mi się podobało nawet się orzestraszyłe no naprawde ... uff powietrze i słonce no to oby tak dalej dzieki za dobra lektórkę hej
OCENA:6+
16-02-2006 16:17

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.