» Recenzje » Yakuza 0

Yakuza 0


wersja do druku

Szalone jest życie gangstera

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Yakuza 0
Najpierw trzeba zademonstrować agresywnym chuliganom, że nie powinno się zaczepiać obcych ludzi w ciemnych zaułkach. Potem przychodzi czas na pomoc małemu chłopcu w odzyskaniu skradzionej gry, zarządzanie agencją nieruchomości i maniakalne granie na automatach. Wieczór spędza się natomiast na karaoke przy łzawych piosenkach w towarzystwie najlepszego kumpla. Tak właśnie wygląda typowy dzień Kazumy Kiryu, członka Yakuzy o gołębim sercu.

Rozpoczęta w 2006 roku Yakuza (znana w Japonii pod nazwą Ryu ga Gotoku, czyli "Jak smok") to seria, która już od dekady cieszy się ogromną popularnością w swym ojczystym kraju, lecz nie zdołała zdobyć podobnej rzeszy fanów za zachodzie. Sytuacja zmieniła się jednak za sprawą premiery Yakuzy 0, prequela z akcją osadzoną pod koniec lat dziewięćdziesiątych, który stanowił idealne dla nowych graczy wprowadzenie w świat brutalnych konfliktów między japońskimi gangsterami. Teraz za sprawą Segi tytuł ten trafił na komputery osobiste, dzięki czemu również i użytkownicy Steama mają okazję przekonać się, o co jest ten cały hałas – a trzeba przyznać, że jest się czym ekscytować.

Witamy w Kamurocho

Kazumę Kiryu poznajemy, gdy za pomocą pięści i kopniaków udziela lekcji obowiązkowości pewnemu nieszczęśnikowi, któremu nieśpieszno do spłaty zaciągniętej pożyczki. Choć spotkanie kończy się na poobijaniu, kilka godzin później ciało dłużnika zostaje znalezione z kulą w głowie w tej samej uliczce, w której bohater  widział go po raz ostatni. Jak się okazuje, miejsce to, choć małe i obskurne, ma kluczowe znaczenie dla planów wysoko postawionych w przestępczej organizacji poruczników i nikomu nie zależy na zainteresowaniu policji. Nie ma tu znaczenia fakt, że Kiryu został wrobiony, konsekwencje morderstwa ponieść ma zarówno on, jak i jego przebywający obecnie w więzieniu i pozbawiony obrony mentor. Nie widząc innego wyjścia, Kazuma opuszcza Yakuzę, aby przeprowadzić własne śledztwo w poszukiwaniu osoby odpowiedzialnej za całą sytuację i oczyścić swe imię. A co ma z tym wszystkim wspólnego zarządzający nocnym klubem gangster Goro Majima oraz niewidoma fizjoterapeutka, na której głowę z jakiegoś powodu polują płatni zabójcy? Jak się okazuje, bardzo wiele, o czym przekonamy się po kilkudziesięciu godzinach emocjonującej historii pełnej testosteronu, wzruszeń, pobudzającej krew w żyłach akcji oraz absurdalnego poczucia humoru.

Perswazja za pomocą pięści

Na pierwszy rzut oka Yakuza 0 może sprawiać wrażenie azjatyckiej wersji Grand Theft Auto, trudno jednak o przypuszczenie, które byłoby mniej zgodne z rzeczywistością. Zapomnijmy o strzelaninach i o kradzieżach pięknych, drogich aut – tych elementów tu nie uświadczymy. Teoretycznie produkcję Segi powinno się zaszufladkować jako połączenie gry akcji z dość prostym erpegiem, ale ostatecznie najlepiej po prostu stwierdzić, iż mamy do czynienia z tytułem jednym w swoim rodzaju, co brzmi wprawdzie jak przesada, ale z całą pewnością nią nie jest.

Większość rozgrywki polega na przemieszczaniu się z punktu A do B, oglądaniu przerywników filmowych i okazjonalnych walkach na pięści, ale dość prędko staje się oczywiste, iż jest to bardzo pobieżne przedstawienie stanu rzeczywistego. Obaj protagoniści mogą przełączać się pomiędzy kilkoma różnymi stylami walki, różniącymi się prędkością ciosów, liczbą zadawanych obrażeń oraz rodzajami ataków specjalnych (dostępnych po wykonaniu serii ciosów i jednoczesnym unikaniu natarcia przeciwników). Chociaż oklepywanie twarzy rzeszom chuliganów i gangsterów nigdy się nie nudzi, tak naprawdę nie stanowią oni większego wyzwania – prędzej czy później walki z nimi zmieniają się po prostu w pokaz potęgi gracza, który szukając rozrywki i zabicia nudy, skupia się na zniszczeniu ich w jak najbardziej efektowny sposób. Dobrze przynajmniej, że okazjonalne pojedynki z bossami są trudniejsze, ale pewne zastrzeżenia można mieć co do ich powtarzalności – z niektórymi wrogami zdarza się nam zmierzyć częściej niż raz i nawet jeśli za każdym razem zasób ich ataków się powiększa, to przydałaby się nieco większa różnorodność.

Od tragedii do komedii i z powrotem

Zdziwić może, jak wciągająca i dobrze opowiedziana jest historia zaprezentowana w Yakuzie 0. Choć zdawałoby się, że tego typu zbiór klisz i schematów związanych z japońskim przestępczym półświatkiem nie jest w stanie już niczym zaskoczyć, to fabuła przez cały czas trzyma w napięciu, nie pozwalając się nudzić i motywując do kontynuowania rozgrywki choćby po to, by obejrzeć następny przerywnik filmowy. Jak się okazuje, pewne wątki nie starzeją się nigdy, o ile zostają odpowiednio wykorzystane, i tak właśnie jest w przypadku przedstawionej tu opowieści o przemocy, honorze, spiskach, braterstwie krwi i determinacji, która pcha jej głównych bohaterów do nieuchronnej konfrontacji ideałów. Twórcy włożyli naprawdę wiele wysiłku w napisanie scenariusza, za co zdecydowanie zasłużyli na pochwałę.

Co istotne, Yakuza 0 jest w stanie zadowolić zarówno miłośników dramatu i sensacji, jak również absurdalnej komedii, a wszystko za sprawą rozsianych po świecie gry kilkudziesięciu misji pobocznych. Nie są one wprawdzie bardzo rozbudowane pod względem mechaniki rozgrywki (zazwyczaj sprowadzają się do wybierania odpowiednich kwestii dialogowych i pokonania kilku przeciwników), ale ich prostota w żaden sposób nie przeszkadza, bo niemal wszystkie są po prostu przezabawne. O ile wątek główny jest śmiertelnie poważny, to już sidequesty stanowią istną kopalnię wręcz surrealistycznych sytuacji, w które wplątują się co rusz Kiryu i Majima. Wystarczy wspomnieć, że trenowanie nieśmiałej dominy w sztuce znęcania się nad klientami lub udawanie chłopaka studentki podczas spotkania z jej ojcem nie są bynajmniej najdziwniejszymi scenami, których świadkami możemy się stać podczas tej długiej przygody. Podobnie jak w Wiedźminie 3 chce się wykonywać drobniejsze misje nie tylko dla nagrody, ale i po to, by po prostu przekonać się, w jakie jeszcze tarapaty wpakują się protagoniści i jak uda im się przetrwać z nienaruszoną godnością osobistą w starciu z rzeszą osobliwych postaci, które napotkają na swej drodze.

Nie wiadomo, w co ręce włożyć

Na tym jednak nie koniec zabawy, gdyż gra Segi to prawdziwego wirtualny placu zabaw, na którym nawet najbardziej wymagający gracze będą w stanie znaleźć coś, co pobudzi ich zainteresowanie. Cechą rozpoznawczą serii Yakuza (wpływającą wydatnie na jej popularność wśród fanów) jest ogromna ilość porozsiewanych po lokacjach minigierek, przy których można z przyjemnością spędzić więcej czasu niż przy wątku głównym i zadaniach pobocznych razem wziętych. Dwie z nich zostały wplecione w fabułę (Kiryu zarządza agencją handlu nieruchomościami, a Majima wspomnianym wcześniej klubem nocnym) i z tego tez powodu są najbardziej rozbudowane, ale i mniejsze umilacze czasu zasługują na naszą uwagę. Oparte na quick time events karaoke (ze specjalnie przygotowanymi na tę okazję przerywnikami filmowymi, które po prostu trzeba zobaczyć!), wyścigi elektronicznych samochodzików, tradycyjne mahjong i shogi, łowienie ryb, baseball, wywijanie po parkiecie w rytm muzyki... te przykłady stanowią wierzchołek góry lodowej, za sprawą której można przy tym tytule spędzić ponad sto godzin, nie odczuwając znużenia. O ile niektóre współczesne produkcje zasługują na porównanie do tanich posiłków rodem z fast foodów, o tyle Yakuza 0 jest przy nich niczym bufet dla całej rodziny, od którego nie da się odejść głodnym.

Jedyne zasługujące na większą uwagę problemy dotyczą warstwy wizualnej. Yakuza 0 ukazała się po raz pierwszy w 2015 roku, więc nie powinno nikogo dziwić, że odbiega ona jakością grafiki od pozostałych trafiających obecnie na rynek tytułów – stronę wizualną można w najlepszym razie ocenić jako przeciętną, ale da się to wybaczyć, skoro mamy do czynienia ze spóźnioną o kilka lat konwersją z konsoli. Bardziej drażni natomiast to, jak niekonsekwentne w sposobie prezentacji są cutscenki – o ile niektóre przerywniki filmowe wypadają świetnie dzięki bardzo szczegółowym modelom postaci, o tyle inne wykonano już na silniku gry, w związku z czym prezentują się zauważalnie gorzej. Sceny związane z misjami pobocznymi są natomiast pozbawione dubbingu, a od czasu do czasu zdarzają się dialogi okraszone mówionymi kwestiami... ale za to pozbawione animacji. Trudno powiedzieć, co kierowało osobą, która zdecydowała się na umieszczenie w grze tylu rodzajów cutscenek, ale takie rozwiązanie nie wpływa zbyt dobrze na immersję. Dobrze przynajmniej, że ścieżka dźwiękowa jest wręcz doskonała, a muzyka odtwarzana podczas walk sprawia, że czujemy się dodatkowo zmotywowani do oklepania twarzy prześladującym nas bandziorom. Co więcej, głosów postaciom użyczyli prawdziwi profesjonaliści, których aż miło się słucha – emocje wybrzmiewają przy każdym zdaniu.

Japońska opera mydlana na najwyższym poziomie

Yakuza 0 okazała się zdumiewająco miłą niespodzianką. W niewielu pozycjach można doświadczyć tylu różnych mechanik rozgrywki i sposobów na miłe spędzanie czasu, otrzymując jednocześnie zaskakująco dobrą fabułę, której autorzy wiedzą, kiedy jest moment na powagę, a kiedy na komedię. Tylko od gracza zależy, na ile mocno wsiąknie w wykreowane tu realia, i czy skupi się wyłącznie na wątku głównym, czy też odda się z radością zabawie na tym wirtualnym placu zabaw, w którym nie ma miejsca na nudę. Oczywiście pewne toporne rozwiązania dotyczące interfejsu oraz bardzo nierówna oprawa graficzna mogą nieco drażnić, jednak o tego typu niedociągnięciach łatwo zapomnimy, śledząc losy Kazumy Kiryu i Goro Majimy. Prawdopodobnie jeszcze w tym roku do sprzedaży na pecety trafi też Yakuza Kiwami, zremasterowana wersja pierwszej odsłony serii, uzupełniona o dodatkowe misje nawiązujące do prequela. Choć jeszcze do niedawna nie interesowałem się Yakuzą, teraz nie mogę się doczekać powrotu do Kamurocho, by po raz kolejny rozbijać łby bandziorom i zwiedzać kluby karaoke. Jeśli nie zniechęca was perspektywa zapoznania się z kompletnie odmiennym kulturowo tytułem, to z całego serca mogę wam polecić Yakuzę 0 – choćby po to, by przekonać się, jak bardzo japońskie podejście do tworzenia gier różni się od zachodniego.

Plusy:

  • GRYWALNOŚĆ!
  • bardzo dobrze napisana fabuła
  • komiczne zadania poboczne
  • bogactwo minigierek do wyboru
  • świetna ścieżka dźwiękowa

Minusy:

  • co najwyżej przeciętna grafika
  • niekonsekwentny sposób przedstawiania dialogów
  • powtarzające się walki z bossami

Galeria


9.0
Ocena recenzenta
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Yakuza 0
Producent: SEGA
Wydawca: SEGA
Data premiery (świat): 1 sierpnia 2018
Platformy: PC, PlayStation 4, PlayStation 3
Wymagania sprzętowe: Intel Core i5-3470 / AMD Phenom FX-6300; 4 GB RAM; Nvidia GeForce GTX 560 / AMD Radeon HD 6870; Windows 7 64-bit
Strona WWW: yakuza.sega.com/yakuza0
Sugerowana cena wydawcy: 85,99 zł
Tagi: Yakuza 0 | Yakuza | SEGA



Czytaj również

Yakuza 0
Mała draka w wielkim Tokio
- recenzja
Yakuza 4
- recenzja
Bayonetta
"Byłeś naprawdę niegrzecznym chłopcem!"
- recenzja
Valkyria Chronicles
"Who's a sexy tank?"
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.