» Artykuły » Publicystyka » World of Warships – wrażenia z bety

World of Warships – wrażenia z bety


wersja do druku

Piekło na Pacyfiku czas zacząć

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch, Piotr 'Clod' Hęćka

World of Warships – wrażenia z bety
Mijają cztery lata od premiery World of Tanks i dwa lata od startu World of Warplanes. 1 lipca rozpoczęła się otwarta beta World of Warships i przyciągnęła setki tysięcymiłośników strategii militarnych. Graczom oddano floty amerykańskie i japońskie, a już w październiku dołączą do nich okręty niemieckie. Całość prezentuje się naprawdę okazale, choć nie obyło się bez kilku zgrzytów. Przyjrzymy się zatem bliżej, jak radzi sobie nowe dziecko wydawnictwa Wargaming.

Niszczyciel, Pancernik, Krążownik

Stara zasada "Papier, Kamień, Nożyce" jest stosowana we wszystkich grach Wargamingu. Sprawdza się doskonale, gdyż zmusza zespół losowo dobranych graczy do współpracy. WoWS jest o wiele bardziej taktyczne od WoT, gdzie jednym szczęśliwym trafieniem mogliśmy wyeliminować oponenta z rozgrywki. Tu takie sytuacje praktycznie nie mają miejsca, a jeśli już się zdarzają, to tylko dlatego, że jakiś żółtodziób wpłynął samotnie we wrogą flotę. W WoWS mamy obecnie cztery typy okrętów, z których każdy spełnia określoną rolę w konwoju.

Niszczyciel jest najszybszą oraz najlżejszą jednostką, której głównym atutem są torpedy oraz możliwość postawienia zasłony dymnej czy krótkotrwałego przyspieszenia, wykorzystującego zwiększoną moc silników. Ma liche uzbrojenie artyleryjskie oraz często znikome lub wręcz żadne uzbrojenie przeciwlotnicze, jednak zygzakując, potrafi podpłynąć na tyle blisko do celu, aby celnie wypuścić swój ładunek torped. Krążownik charakteryzuje się średnim poziomem wszystkich parametrów – jest w miarę szybki i zwrotny, na wyższych poziomach posiada wyrzutnie torped lub samolot patrolowy, zasięg jego artylerii to około 10–12 km (skutecznego ostrzału). Dysponuje również niezgorszą obronę przeciwlotniczą. Jest to najbardziej wszechstronna jednostka, potrafiąca wymanewrować niszczyciele i przetrwać starcie z pancernikiem, trzymając go na dystans. Ten ostatni to najciężej opancerzony oraz najwolniejszy okręt we flocie. Rekompensuje to bateriami dużego kalibru, które potrafią skutecznie miotać pociski na odległość 15 km, a czasem i dalej. Jedna celna salwa roznosi na kawałki mniejsze jednostki, jednak statek jest przy tym mało zwrotny, a więc podatny na ataki torpedowe. z drugiej strony, potrafi przetrwać nawet zmasowany ostrzał uwieńczony trzykrotnym trafieniem torpedą.

Tu pojawia się pierwszy zgrzyt – stosunkowo nikła przydatność niszczycieli na niższych tierach. Są bardzo zwrotne i szybkie, a torpedy to mordercza broń, jednak najpierw trzeba nimi trafić. Pół biedy, jeśli mamy do czynienia z lotniskowcem, ale w starciu z pancernikiem sytuacja nie wygląda już tak różowo. Według podstawowych założeń niszczyciel powinien mieć przewagę nad pancernikiem, dzięki błyskawicznemu przyspieszeniu, możliwości stawienia zasłony dymnej oraz wysokiej zwrotności. Zasada jest prosta – przyczaić się, podpłynąć jak najbliżej, odpalić torpedy, zniknąć w dymie i zwiać. Tak to wyglądało w realnym świecie i przynosiło efekty, dlatego też II Wojna Światowa okazała się końcem ery pancerników na morzu. W WoWS tego brakuje, gdyż bardzo łatwo wykryć niszczyciele, a do tego te z niższych poziomów padają jak muchy od pojedynczej celnej salwy. W rezultacie pancerniki w grze mają nad nimi przewagę, co łamie zasadę papier–kamień–nożyce. Z tego powodu niszczyciele stanowią łatwy cel i nawet grupa trzech jednostek tego typu potrafi szybko polec.

Krążowniki i pancerniki to główne rodzaje okrętów, jakie można obecnie spotkać na akwenach w grze. Kwestia tego, który z nich jest potężniejszy, pozostaje sporna od samego początku działania bety. W teorii przewagę posiada pancernik, jako lepiej opancerzony i uzbrojony, do tego mogący razić przeciwnika z bardzo daleka. Ma to szczególnie duże znaczenie na mapach pełnych górzystych wysp, zza których możemy razić ogniem nieprzyjaciela, pozostając w ukryciu. Jednak krążownik jest bardzo zwrotny i obserwując otoczenie, zdąży wyminąć dalekosiężną, do tego niezbyt celną, salwę. Na dystansie około 10 km wszystko zależy od umiejętności graczy. Nie sposób przewidzieć, która z jednostek wygra. Pancernik jest wolniejszy, ale lepiej opancerzony; krążownik strzela częściej, jednak zadaje mniej obrażeń, a jeśli posiada torpedy, to musi się zbliżyć na tyle, że ryzykuje ostrzał z baterii pomocniczych przeciwnika. Dlatego nic nie można tutaj pozostawić przypadkowi. Jedna celna salwa w śródokręcie i krążownik łamie kręgosłup, ale zalanie pancernika ogniem pocisków burzących sprawi, że wykończą go pożary. Właśnie takiej cienkiej granicy brakuje w starciach z niszczycielem, który jest zbyt wątły, aby w pojedynku jeden na jednego wytrwać dłużej na arenie.

Lotniskowce

Odrębną od schematu jednostką jest lotniskowiec. Trzymając się z dala strefy wymiany ognia, jest w stanie zatopić każdy typ okrętu, dzięki swoim torpedowcom i bombowcom, osłanianym przez myśliwce. Z drugiej strony, utrata większej części maszyn sprawia, że jego wartość bojowa spada do zera, gdyż w walce bezpośredniej nie ma cienia szansy. Dlatego musi posiadać eskortę w postaci krążownika lub pancernika. Eskadrami samolotów sterujemy za pomocą mapy taktycznej, wyznaczając im trasę i miejsca ataku. Jednocześnie trzeba być w ciągłym ruchu, gdyż powracające maszyny mogą zdradzić przeciwnikowi, gdzie się znajdujemy.

Jednostki te nieraz okazują się kluczem do sukcesu i w sprawnie działającej flocie nawet jeden lotniskowiec potrafi przechylić szalę zwycięstwa. Starcia, w których uczestniczy kilka lotniskowców, są bardzo trudne i przypominają wydarzenia z Bitwy o Midway – do samego końca żadna ze stron nie może być pewna zwycięstwa. Właśnie w takich bitwach niszczyciele mogą popisać się swoimi umiejętnościami i odciągając osłonę, utorować drogę krążownikom i umożliwić im zmiecenie lotniskowców, nim te wyślą nowe eskadry. Wymaga to jednak od grających dużej współpracy.

Przewaga umiejętności nad losowością

Powód, dla którego przestałem grać w WoT, był prosty – bardzo słaby system doboru graczy i zbyt częste szczęśliwe trafienia, szczególnie przeciwko lżej opancerzonym pojazdom. W WoWS nasz statek wytrzyma spokojnie 5–8 bezpośrednich trafień, a ponadto mamy do czynienia z gigantycznym obszarem usianym wyspami (poza jedną mapą będącą otwartym morzem). Dlatego gracz musi ciągle kluczyć, wykorzystywać naturalną osłonę, jaką dają wyspy, robić poprawki na prędkość i odległość celu, manipulować prędkością i współpracować z resztą floty. Nie da się ot tak zatrzymać pancernika, który wyciąga 20 węzłów i waży kilkaset tysięcy ton. Wymaga to czasu, dlatego trzeba stale obserwować minimapę taktyczną, pokazującą maksymalny zasięg naszych dział, kierunek, w którym płyniemy, oraz obszar, na który spoglądamy. Inaczej zaryjemy w wyspę albo staranujemy sojuszniczy statek, dając przeciwnikowi łatwy cel do ostrzału.

W trakcie gry istotna jest komunikacja, a tutaj przydatnym narzędziem okazuje się czat drużynowy oraz wydawanie rozkazów. Możemy wskazać, które pole ma stać się punktem zbornym, dogadać się, co do podziału na mniejsze grupy i przydzielenie im poszczególnych sektorów akwenu lub ustalić, które statki pozostaną do osłony lotniskowców. Brak komunikacji pomiędzy graczami to najczęstsza przyczyna porażki podczas batalii. Drugą jest brawura. To nie jest gra, w której możemy sobie pozwolić na samotny rajd pomiędzy stadem przeciwników. Nawet najwytrzymalszy pancernik otoczony przez cztery krążowniki musi ulec, szczególnie jeśli płynie środkiem pola bitwy, gdzie nie ma naturalnych osłon. Jeśli będzie miał szczęście, to może zatopi jeden wrogi okręt, ale bezpośrednie trafienie z szesnastu baterii operujących amunicją przeciwpancerną zamieni go szybko w kupę złomu.

Należy pamiętać, że każdy statek posiada zdolność ograniczonej naprawy podstawowych systemów. W trakcie walki nie tylko możemy zostać podpaleni czy nabierać wody, ale utracić wyrzutnie torped, baterie dział głównych, pomocniczych czy przeciwlotniczych, ster lub mostek. Celny strzał w luk amunicyjny nieraz potrafi przełamać okręt na pół, tak samo trafienie dwoma torpedami w uszkodzone śródokręcie. Możemy co prawda częściowo połatać nasz statek, ale nie da się tego robić w nieskończoność. Dlatego tak ważne staje się kluczenie między wyspami, aby zyskać czas potrzebny na doprowadzenie naszej jednostki do stanu maksymalnej operacyjności.

Kapitan

Gdy osiągniemy odpowiedni poziom postaci, zyskamy dodatkowe opcje dla statków. Są to flagi sygnałowe, zapewniające na pojedynczą bitwę określone bonusy (jak zwiększone obrażenia przy taranowaniu i jednocześnie zmniejszone uszkodzenia własne), czy możliwość używania kamuflażu, co zmniejsza widoczność na morzu. Jednak najważniejszym, a zarazem najszybciej zdobywanym rozwinięciem jest kapitan. Ten co bitwę będzie gromadził doświadczenie, a po zapełnieniu paska otrzyma awans i jeden punkt umiejętności. Możemy go wykorzystać do podniesienia zdolności statku – zwiększyć szybkość obrotu baterii (rzecz bardzo ważna u pancerników), zmniejszyć czas potrzebny na przezbrojenie dział, polepszyć skuteczność obrony przeciwlotniczej, zminimalizować ryzyko pożaru czy dokonać szybszych napraw. Jeśli często pływamy jakąś jednostką, to z czasem kapitan wyraźnie zwiększa jej osiągi, dając większe szanse na przetrwanie batalii.

Dowódcę można przenieść na inny statek, jednak wtedy musi on oswoić się z nowym okrętem. Dlatego wszystkie jego odblokowane umiejętności stracą połowę efektywności. Kary znikają, gdy kapitan zbierze dość PD na nowej jednostce, co możemy przyspieszyć, płacąc kredytami albo punktami premium. Wtedy wszystko wraca do normy i dowódca znów jest w pełni efektywny. Należy pamiętać, że zwiększając wartość statku poprzez kapitana i zakupione moduły (rozbudowany kadłub, lepszy silnik czy nowa wieża kontroli ognia), podnosimy również wartość podstawowych parametrów naszej jednostki. Dlatego statkiem drugiego poziomu ze wszystkimi ulepszeniami i wysokopoziomowym dowódcą nie będziemy walczyć z przeciwnikami na poziomach 1–3, ale 4–6. Zazwyczaj floty nie są jednakowe z punktu widzenia typów jednostek, ale wyważono je pod kątem sumarycznej siły ognia i zdolności bojowych. Dlatego w WoWS tak bardzo liczą się umiejętności gracza oraz zgranie w drużynie. Warto zatem szlifować zdolności kapitanów i nie tworzyć wszechstronnych dowódców, a specjalistów w danej dziedzinie.

Morze (małych) lagów

Na starcie do zabawy zniechęcił mnie istny zalew lagów podczas bitwy. Nie byłem osamotniony w tym problemie, a po niedługim czasie okazało się, że mimo najniższych ustawień i bardzo silnego komputera, gra potrafiła ciąć się i skakać do granic możliwości. Miało to miejsce zwłaszcza podczas masowych wymian ognia pomiędzy krążownikami. w takich sytuacja rozgrywka stawała się niemożliwa, ponieważ gracz mógł nawet nie wiedzieć, że jego okręt zarył w wybrzeże i został zatopiony. Wielokrotnie ostrzelałem statek widmo lub wypuściłem torpedy w kosmos, ponieważ miejsce, gdzie wedle mapy był przeciwnik, od dawna było puste. Nie pomagało wyłączenie wszystkich innych programów pracujących w tle z antywirusem włącznie – gra nadal skakała z 30 ms do niemal 150–200 i utrzymywała się na tym pułapie, dopóki trwała intensywna walka.

Obecnie jest dużo lepiej, ale nadal lagi pojawiają się notorycznie przy większej wymianie ognia na średnich i wysokich ustawieniach. Granie przy pełnym pakiecie opcji graficznych w praktyce nie ma sensu, szczególnie jeśli na serwerach jest dużo graczy. Ciężko powiedzieć, kiedy problem zostanie w pełni naprawiony, gdyż w jego następstwie program potrafi się wywalać do Windowsa. Na szczęście, jeśli szybko się zalogujemy, to z powrotem trafiamy na pole bitwy, choć stracone sekundy mogą sprawić, że będziemy w samym centrum ostrzału. World of Warships wygląda naprawdę ładnie nawet na minimalnych ustawieniach, jednak irytuje fakt, że przy sprzęcie swobodnie spełniającym zalecane wymagania, nie możemy podziwiać wszystkich efektów z powodu niskiej wydajności samej gry.

Morskie piekło

World of Warships już na obecnym etapie prezentuje się lepiej od World of Tanks i wręcz miażdży konkurencję w postaci kompletnie nieudanego World of Warplanes. Gra nadal ma problemy z wydajnością, ale z każdą łątką jest coraz stabilniejsza. Mechanika działa, każdy statek prowadzi się zupełnie inaczej i trzeba przy nim kombinować w inną stronę. Współpraca jest podstawą zwycięstwa, zaś wszelkie samotne eskapady błyskawicznie kończą się klęską. WoWS to naprawdę udana pozycja w portfolio Wargamingu i ma szansę zdetronizować całą konkurencję. Obecnie możemy niewiele, a zarazem bardzo dużo. Niby tylko osiem poziomów postaci gracza i osiemdziesiąt statków z dwóch frakcji, ale w sklepie premium już mamy dostęp do dwóch okrętów radzieckich i jednego brytyjskiego. Twórcy obiecali też coś specjalnie dla polskich graczy, więc może koło floty Kriegsmarine i HMS pojawi się nasza ORP. Cóż, pozostaje czekać i grać.




Czytaj również

World of Warships
Walka na morzu lagów
- recenzja
Wrażenia z bety World of Warships
Trafiony, zatopiony!
- recenzja
Relacja z Gamescomu 2017 Cz. II
Mocny występ Wargamingu w Kolonii

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.