» Recenzje » Twilight: Scene It?

Twilight: Scene It?


wersja do druku
Autor: Redakcja: Marigold

Twilight: Scene It?
Od dłuższego czasu zaobserwować można rozwój rynku gier opartych na filmach. Podczas gdy w przypadku bajek, na podstawie których powstają głównie zręcznościówki, taki manewr się sprawdza, to niektóre pozycje, tylko osuszą portfele łatwowiernych fanów, nie gwarantując ani odrobiny dobrej zabawy. Twilight: Scene It? jest tego idealnym przykładem. Gra-quiz, oparta na ekranizacji pierwszego tomu słynnej sagi Zmierzch, nie dość, że nie powala, to wręcz mierzi do tego stopnia, iż nawet fanom oryginału raczej będzie szkoda czasu na tę pozycję. Dlaczego? Odpowiedź znajdziecie poniżej.


Zmierzch... dobrego gustu?


Na temat książki trwają, i zapewne trwać będą jeszcze długo, rozmaite spory oraz dysputy. Zarówno książka, jak i jej ekranizacja, posiadają rzesze fanów i przeciwników. Burza wokół Zmierzchu spowodowała wzrost zainteresowania i zwiększyła zysk z każdego produktu związanego z Edwardem i resztą kompanii. Powstały tony przeróżnych gadżetów, co prędzej czy później musiało doprowadzić do nieuniknionego – stworzenia gry na podstawie sagi autorstwa Stephenie Meyer. Może nie byłoby tak źle, gdyby nie to, ze KONAMI, firma odpowiedzialna za powstanie produktu, wybrała najłatwiejszą drogę. W efekcie narodziło się coś bardzo pokracznego, co raczej nie zainteresuje osób, będących grupą docelową. Zwłaszcza na polskim rynku.

Gra ma dwie zasadnicze wady: cenę oraz wymagania sprzętowe. Nie mam bladego pojęcia, co za skąpiec wymyślił, aby zwykły quiz z wiedzy filmowej kosztował prawie 120 złotych. Ja rozumiem że seria Scene It ma jakąś tam klasę, ale mimo wszystko są pewne granice. Za takie pieniądze można kupić nową grę, która zapewni nam z kilkanaście do kilkudziesięciu godzin zabawy. Twilight: Scene It? znudzi się natomiast po półgodzinie, co wytrwalsi wytrzymają może godzinę, choć szczerze w to wątpię. Jest to zwykły quiz, więc nie oczekujmy fajerwerków. nawet gry na przeglądarkę są o niebo ciekawsze i dłuższe.
Drugą wspomnianą wyżej wadą są wymagania sprzętowe. Jeśli program potrzebuje komputera wyposażonego w procesor 2,4 GHz, najlepiej dwurdzeniowy, 256 MB kartę graficzną, 2 GB pamięci RAM i pożera nam niemal 5 GB twardego dysku, to powinien powodować opad szczęki. Takie wymagania może mieć Dragon Age: Origins, który jest rozbudowanym cRPG, ale nie zwykły test wyboru. Wiele można zrozumieć i wybaczyć, jednak są pewne granice. Tutaj bardzo je przekroczono, zapominając całkowicie o dobrym guście.


Zgaduj zgadula


Trzeba zaznaczyć, że pytania dotyczą wyłącznie ekranizacji pierwszej części sagi. To tragiczna w skutkach pomyłka. Niby pytań jest bardzo dużo i są podzielone na różnorakie kategorie, ale na dłuższą metę niewystarczają. Dodatkowo film trzeba znać dosłownie na pamięć – nie tylko wydarzenia, ale również dialogi. Wiadomo, że nie każdy jest aż takim fanem, miłośnicy sagi szybko zaś wyczerpią asortyment pytań i znudzeni rzucą ten tytuł w kąt. Na dodatek gra w Polsce ukazała się tylko w języku angielskim. Szkoda, bo wiadomo, że nie każdy zna ten język na tyle dobrze aby się nim płynnie posługiwać, zaś zdania w quizie właśnie tego od potencjalnego nabywcy wymagają.
Oba czynniki w zasadzie odbierają grze potencjalnego klienta, gdyż większość osób zaczytujących się Zmierzchem to młodzież, nie znająca aż tak dobrze angielskiego, aby płynnie prowadzić w nim konwersacje. Co tu dopiero mówić o czytaniu bardzo złożonych gramatycznie pytań i odpowiedzi, zwłaszcza że gracza ogranicza upływ czasu. Co prawda, strzelając na ślepo, bez czytania pytań, udało mi się zgromadzić odpowiednią ilość punktów, aby zająć szóstą lokatę w tabeli rankingów, jednak w tym przypadku to żadna frajda.

Test jest podzielony na dziesięć podtypów. Musimy dokończyć zdanie, dopasować odpowiedź, poukładać scenki w odpowiedniej kolejności lub dokończyć tekst w scence, mamy także zwykły test wyboru, szukanie brakujących przedmiotów oraz odgadnięcie, co znajduje się na rysunkach. Test wyboru dominuje jednak do tego stopnia, że inne stają się raptem kolorowym dodatkiem.


Dlaczego takie wielkie wymagania?


Niemal całą pamięć pożera w grze tło. Wygląda naprawdę ładnie, często się zmienia, jednak quiz wcale by nie stracił, gdyby zamiast tego posiadał zwykłą, jednolitą tapetę. Kolejnym pożeraczem wymagań systemowych, a w szczególności miejsca na twardym dysku, są przerywniki filmowe. Pochłaniają aż 4,5 GB, przy czym wcale nie ma oszałamiającej liczby scenek, ale wykonano je w HD, co również doprowadza do zwiększenia wymagań sprzętowych. Jeśli chodzi o oprawę muzyczną, liczyłem na coś więcej, sądziłem, że usłyszę cały soundtrack z filmu. Zamiast tego dostałem po prostu przeplatające się trzy utwory, z domieszką dwóch odgłosów otoczenia, oznajmiających, czy na pytanie odpowiedziałem dobrze, czy źle.
Oprócz tego, z czasem, gdy nasze wyniki punktowe rosną, odblokowują się materiały dodatkowe. Niestety są to po prostu zwykłe zdjęcia z filmu. Nawet nie z planu filmowego. Większość z nich można spokojnie znaleźć w Internecie, na pierwszej lepszej stronie poświęconej Zmierzchowi. Poza tym w materiałach bonusowych nie znajdziemy absolutnie niczego więcej. Żadnych nowych tapet, plików muzycznych, śmiesznych wypadków na planie zdjęciowym – nic z tych rzeczy.


Wyniki testu


Mówiąc wprost, twórcy Twilight: Scene It? oblali sprawdzian w całości. Produkt kosztujący niemal 120 złotych o chorych wymaganiach sprzętowych, dający nam niespełna godzinę zabawy, o ile znamy na blachę pierwszą część filmu, to zdecydowanie za mało. W zasadzie zakup nie ma sensu, bo nawet zagorzały fan sagi nie zainwestuje takiej kwoty w produkt, który będzie się kurzył na półce. Dodatkowo polski dystrybutor strzelił sobie w stopę, nie tłumacząc gry na język polski i tym samym eliminując na starcie szeroką część odbiorców. Wynikiem tego jest ładne pudełko, które przeleży długie lata w magazynach.


Plusy:


  • oprawa graficzna
  • różnorodność pytań
Minusy:


  • cena
  • chore wymagania sprzętowe
  • monotonna oprawa audio
  • absurdalnie krótka
  • brak polonizacji
  • dotyczy tylko ekranizacji pierwszego tomu sagi
  • trzeba znać na pamięć scenariusz filmu
  • ubogie dodatki w dziale bonusowym


Oficjalna zapowiedź:


Galeria


1.5
Ocena recenzenta
1
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Twilight: Scene It?
Dystrybutor polski: CD Projekt
Data premiery (świat): 19 marca 2010
Data premiery (Polska): 19 marca 2010
Nośnik: DVD
Sugerowana cena wydawcy: 119,99 zł



Czytaj również

Zmierzch
De gustibus…
- recenzja
Dracula: Historia nieznana
Nowa historia stara jak świat
- recenzja
Byzantium
Moja mama jest wampirem
- recenzja
Przed świtem - Stephenie Meyer
Zanim nadejdzie dzień
- recenzja

Komentarze


~kapsultar93

Użytkownik niezarejestrowany
    czyli...
Ocena:
0
czyli w skrucie gra gówno warta XD
22-07-2010 05:03
~marcysia17

Użytkownik niezarejestrowany
    czyli...
Ocena:
0
bleeee nie lubie filmówek
22-07-2010 05:06

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.