» Recenzje » Thief

Thief


wersja do druku

Złodziej w oparach maku

Autor: Redakcja: Dawid 'Fenris' Wiktorski, Jan 'gower' Popieluch

Thief
Nowy Thief nie jest arcydziełem na miarę dawnej trylogii o Mistrzu Złodziei. Ma jednak wystarczająco atutów, aby warto było po raz kolejny zanurzyć się w mrok i przemykać między cieniami.

Od wydania trzeciej części przygód Garretta do premiery Thiefa upłynęło aż dziesięć lat. Seria zdążyła przez ten czas obrosnąć legendą i wywindować oczekiwania graczy do niebotycznego poziomu. Za to niewielu z nich pamiętało, że Dark Project, Metal Age i Deadly Shadows bestsellerami w swoich czasach nie były – odpowiedzialne za nie studia Looking Glass i Ion Storm dość szybko dokonały żywota. 

Dlatego twórcy Thiefa stanęli przed prawdziwym wyzwaniem. Musieli stworzyć grę, która spełniałaby standardy dzisiejszych wysokobudżetowych produkcji (inaczej wydawca nie pozwoliłby jej ujrzeć światła dziennego), uczynić zadość oczekiwaniom starych fanów (którzy chcieli czegoś dokładnie takiego jak wcześniej) oraz zainteresować nowych graczy (znających Garretta wyłącznie z opowieści i gameplayów). Było to zadanie tyleż ambitne, co oczywiście niewykonalne.

Siłą rzeczy autorzy musieli pójść na kompromis. Stąd decyzja o "resecie" serii pociągająca różne konsekwencje, choć części z nich – i to pewien zarzut pod adresem twórców – można było uniknąć. Bo o ile ucięcie dawnej linii fabularnej wydaje się zrozumiałe (dekada milczenia to trochę zbyt długo, żeby nagle wyskakiwać z kontynuacją), o tyle trudniej zaakceptować rezygnację z magiczno-mistycznej otoczki tworzącej tak charakterystyczny klimat poprzednich części.

Niby postęp technologiczny, ale ważne wiadomości i tak roznoszą kruki

Nowy świat, stara zabawa

Bez Pogan, Młotodzierżców i innych starych znajomych oraz ich charakterystycznego slangu Miasto z Thiefa wydaje się nieco puste i szaro-bure. Niemniej po przyzwyczajeniu się do pospolitszego i wypranego z magii wyglądu uniwersum (mnie zajęło to jakieś dwie, trzy misje) można dojść do wniosku, że nie jest aż tak źle. Gra ma własną, wyrazistą atmosferę z wszechobecnym brudem i mrokiem, panującą w Mieście zarazą i zasnutymi mgłą uliczkami. Gdybym mógł wybierać, wolałbym świat z poprzednich części, ale i w tym szybko się odnalazłem.

Zresztą grunt, że sama rozgrywka pozostała wierna założeniom poprzedniczek. To nadal bardzo dobra skradanka, wymagająca obserwacji, planowania i precyzyjnych ruchów. Wciąż wiele etapów można przejść na różne sposoby, sekrety poukrywane są po kątach, a skryty w cieniu Garrett jest śmiertelnie niebezpieczny dla przeciwników, podczas gdy po wykryciu zamienia się w mięso armatnie (o ile nie ucieknie). W cichociemnej zabawie nie przeszkadzają nawet sekwencje zręcznościowe. Są krótkie, a poza tym umieszczono je w dość trafnie dobranych momentach, dzięki czemu wprowadzają nieco dynamiki.

W tej lokacji jest zdecydowanie zbyt dużo światła jak na złodziejski gust

Początkowo rozbawiły mnie "chomicze" zwyczaje nowego Garretta – dawniej Mistrz Złodziei kradł tylko biżuterię, kielichy wysadzane klejnotami i cenne dzieła sztuki, teraz zaś potrafi połakomić się na zastawę stołową, walające się po szufladach drobniaki, czy nawet szczotkę do włosów. A jednak z czasem sam przyłapałem się na tym, że przeszukuję wszystkie kąty w poszukiwaniu unikatowego łupu. Polowanie na zdobyczne fanty wciąga, co z kolei skłania do podejmowania się wszystkich zadań pobocznych. Tym bardziej, że te ostatnie są barwniejsze i sprawiają wrażenie bardziej pomysłowych niż misje z wątku głównego.

Cieszy też udana oprawa dźwiękowa. Żebracy na ulicach łamiącym się głosem proszą o datki, prostytutki w Ukwieconym Domu głośno stękają, a głosy w szpitalu dla obłąkanych wywołują lekki dreszcz na plecach. Poruszanie się po różnych rodzajach powierzchni wywołuje różne hałasy, potrafiąc zaalarmować zarówno ludzkich, jak i ptasich czy psich strażników. W formie dźwięku jest też sygnalizowane ryzyko wykrycia (dzięki czemu możliwa jest gra z wyłączonymi wszystkimi wskaźnikami – czego jednak nie polecam, bo bez interfejsu potrafi zamienić się w meczącą ciuciubabkę dla tych, którzy mają wystarczająco czasu aby poświęcić cały wieczór na obmacywanie kilkumetrowej ściany w poszukiwaniu przełącznika). Jeśli do czegoś można mieć tu zastrzeżenie, to do natężenia dźwięku w podsłuchiwanych rozmowach – zdarza się, że w jednym miejscu są one absurdalnie głośne, by już dwa kroki dalej zamienić się w ledwo słyszalny szept lub całkowicie umilknąć.

Pani skradła panu serce, pan skradł pani cnotę, a Garrett skradł obydwu sakiewki

Fabuła? Lepiej już było...

Ci, którzy grali w Deadly Shadows, z pewnością pamiętają, z jakim mistrzostwem budowano tam opowieść. Jej elementy pojawiały się w odnajdowanych notatkach, słuchanych z cienia dialogach, a nawet w wierszykach wyświetlanych podczas ekranów ładowania, by w stosownym momencie połączyć się w całość i zjeżyć włos na głowie. Wydaje się, że twórcy Thiefa planowali coś podobnego. Niestety, nie udało im się. Historia jest konstruowana powoli, ale już od początku nie robi dobrego wrażenia, a późniejszy bieg spraw tylko utwierdza w tym przekonaniu. Co gorsza, gra serwuje wiele przerywników filmowych, które właściwie bez wyjątku są przegadane i nudne, a zawarte w nich dialogi drewniane (gorsze niż te, które można podsłuchać w trakcie gry – za ich napisanie ewidentnie odpowiadały różne osoby).

Po prawdzie chyba nikt nie spodziewał się po wydawanej współcześnie "dużej" grze pasjonującej historii i oryginalnych rozwiązań fabularnych. Już od ładnych paru lat właśnie tak wygląda traktowanie opowieści w większości wysokobudżetowych produkcji i Thief nie zalicza się pod tym względem do chlubnych wyjątków. Jako skradanka jest jednak produkcją satysfakcjonującą, a gdyby nie obciążenie w postaci dziedzictwa starej trylogii, słynącej z doskonałej fabuły i być może najbardziej sugestywnego wirtualnego świata w historii gier komputerowych, pewnie mało kto narzekałby na te dwa komponenty.

Typowy pokój młodej dziewczyny – jasne kolory, rzędy maskotek oraz plakat idola na ścianie

Ciekawa sprawa wiąże się z kreacją samego bohatera. Przez dłuższy czas byłem przekonany, że gram w alternatywną wersję przygód Garretta, w której nigdy nie mierzył się z Tricksterem ani Gamall. W pewnym momencie gra jednak zasugerowała, że... cóż, nie będę spoilerował. W każdym razie Garrett z Thiefa nie jest już tak wyrazisty i tajemniczy jak onegdaj, ale i tak wyróżnia się na plus w zalewie nijakich bohaterów, jacy zalewają wirtualne światy.

Pozostaje mieć nadzieję, że mimo średniego odbioru gry Mistrz Złodziei nie pogrąży się na następne dziesięć lat w mroku ani nie odejdzie na zawsze, przedawkowując liście maku, które w tej części spożywa dla poprawy koncentracji. Chętnie wcieliłbym się w niego jeszcze nie raz.

Plusy:

  • to nadal bardzo dobra skradanka
  • zabawa w złodzieja
  • misje poboczne
  • oprawa dźwiękowa

Minusy:

  • brak wyjątkowego klimatu poprzednich części
  • fabuła w stylu Assassin's Creed – dużo akcji i kolejne misje, ale bez spójnej historii
8.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Thief
Producent: Square-Enix / Eidos
Data premiery (świat): 25 lutego 2014
Data premiery (Polska): 27 lutego 2015
Platformy: PC
Nośnik: DVD
Strona WWW: www.thief4.com/



Czytaj również

Final Fantasy XV
Wielkie nadzieje
- recenzja
Rise of the Tomb Raider
Lepiej późno niż wcale
- recenzja
Hitman GO: Definitive Edition
Turowy zabójca
- recenzja
Crystal Defenders
Nie wszystko kryształ co się świeci...
- recenzja

Komentarze Obserwuj


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.