» Recenzje » Tales from the Borderlands

Tales from the Borderlands


wersja do druku

Komediowo-dramatyczny emocjonalny rollercoaster

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Tales from the Borderlands
Od premiery Borderlands 2 mijają już 3 lata, Pre-Sequel był raczej tylko przerywnikiem mającym podtrzymać zainteresowanie graczy, a o pełnoprawnej kontynuacji nic nie słychać. Fani uniwersum nie mają jednak powodu do smutku – jest jeszcze jedna gra, która z całą pewnością zadowoli wielbicieli Pandory i zamieszkującej ją zgrai łotrów, antybohaterów, ekscentryków i szaleńców.

Każdy rozsądny człowiek mógłby pomyśleć, iż stworzenie przygodówki (choć w tym przypadku słuszniejsze byłoby określenie "interaktywny serial") na podstawie strzelaniny diablopodobnej mija się z celem. Ktoś taki byłby oczywiście w błędzie – Borderlands 2 i Pre-Sequel posiadały zaskakująco dobre fabuły jak na standardy gatunku, zatem podstawy do opowiedzenia nowej, dobrej historii już istniały. Niedawno zakończone Tales from the Borderlands są jeszcze lepsze – chociaż nikt po tym przedsięwzięciu nie spodziewał się zbyt wiele, efekt końcowy przekracza najśmielsze oczekiwania.

Na początek ostrzeżenie – choć możemy zagrać w TftB. bez znajomości pozostałych gier z uniwersum, to nie tylko przegapimy w ten sposób masę nawiązań, lecz także zostaną nam zdradzone szczegóły dotyczące zakończenia Borderlands 2.

Witamy na Pandorze

Podobnie jak w pozostałych grach od studia Telltale Games, Tales from the Borderlands to przede wszystkim interaktywny serial – lwia część rozgrywki opiera się wyłącznie na odgrywaniu roli poprzez wybór opcji dialogowych. Od czasu do czasu doświadczamy scen z użyciem Quick Time Events, ale są one na tyle proste, że nie stanowią większego wyzwania dla jakiegokolwiek doświadczonego gracza. Zdecydowanie nie mamy tu do czynienia z próbami odejścia od sprawdzonej i znanej z The Walking Dead czy The Wolf Among Us formuły. Jedynym stosunkowo świeżym rozwiązaniem jest kontrolowanie dwojga bohaterów zamiast jednego, podobnie jak w wychodzącej obecnie Grze o tron, co zostało uzasadnione w interesujący sposób – nasi protagoniści, Rhys i Fiona, opowiadają swoje historie przesłuchującemu ich zamaskowanemu Nieznajomemu, w związku z czym opisywane przez nich wydarzenia są co jakiś czas komentowane przez słuchających, którzy nie zawahają się oskarżyć o robienie ich w balona w przypadku co bardziej nieprawdopodobnych twierdzeń.

Oto jak zaczyna się ich opowieść. Wszyscy wiemy, że korporacje są źródłem zła wszelkiego rodzaju i nie inaczej jest z Hyperionem – najpotężniejszą korporacją z nich wszystkich. Do panującego tam trybu życia doskonale przystosowany jest Rhys, który po latach podlizywania się przełożonym już za moment ma otrzymać awans na wymarzoną posadę – plany biorą jednak w łeb, gdy jego miejsce zajmuje znienawidzony rywal Vasquez, wykorzystujący natychmiast zyskaną władzę do upokorzenia niedoszłego karierowicza. Ten przy wsparciu najlepszego przyjaciela i wspólnika ma jednak gotowy plan zemsty – Rhys i Vaughn wyruszają na Pandorę, by dzięki zdefraudowanym funduszom zdobyć klucz do Skarbca, skrywającego rzekomo niezmierzone bogactwa. Podczas spotkania z rzekomym posiadaczem klucza Rhys natrafia na Fionę, oszustkę pracującą nad najnowszym przekrętem z siostrą Sashą. Transakcja kończy się katastrofą i w ten sposób rodzi się wymuszona okolicznościami współpraca pomiędzy obiema grupkami postaci, za którymi tarapaty podążają krok w krok – Vasquez na pewno nie ma zamiaru zapomnieć o skradzionej mu okazji na zdobycie klucza, za Fioną podążają łowcy nagród, a Rhys odkrywa sekret, który może stać się tak błogosławieństwem, jak i przekleństwem...

Urzekła mnie wasza historia

Skoro mamy więc do czynienia z dokładnie tym samym, do czego przyzwyczaiły nas pozostałe gry epizodyczne, skąd wynikają moje zachwyty nad Tales from the Borderlands? Sprawa jest prosta: w większości przypadków poszukuję w grach interesującej historii, tak samo jak w książkach, filmach czy serialach. Nie ma sensu, bym oceniał recenzowany tytuł, za to czym nie jest, więc zamiast tego skupię się na tym, czym jest – a że jego głównym wabikiem jest fabuła, to właśnie na niej się skoncentruję.

Tales from the Borderlands posiada jedną z najlepiej przedstawionych historii, jakie możemy odnaleźć w grach komputerowych. Niewiele tytułów może pochwalić się tak doskonale wykreowaną plejadą postaci jak te spotykane podczas naszej wędrówki po Pandorze. Rhys i Fiona różnią się od siebie doświadczeniami i charakterem na tyle mocno, że segmenty im poświęcone nie sprawiają wrażenia podzielonych na siłę, gdyż cechują się one odmiennymi wyzwaniami, dopasowanymi do ich umiejętności. Nie można również jasno powiedzieć, kto jest tu bardziej interesujący – oboje mają swoje siły i słabości, oboje przechodzą naprawdę znaczący rozwój na przestrzeni pięciu odcinków i żadne z nich nie jest na zakończenie historii tą samą osobą, co na starcie. Ich towarzysze podróży i chwilowi sojusznicy również nie zawodzą, niemal każdy odgrywa istotną rolę. Błyszczą nie tylko Sasha i Vaughn, główni bohaterowie drugoplanowi, których relacje z pozostałymi bohaterami głównej czwórki stanowią serce fabuły, albo od czasu do czasu spotykani starzy znajomi z pozostałych gier z serii: nawet ktoś tak teoretycznie mało istotny jak poznany w pierwszym odcinku Loader Bot jest pełnoprawnym bohaterem i ma równie duże szanse jak pozostali, by stać się ulubieńcem gracza. Być może to banalne określenie, ale pasujące – postacie występujące w Tales from the Borderlands są po prostu zachwycająco ludzkie i wielowymiarowe, a gracz autentycznie przejmuje się ich losami.

Śmiech i krew

Uniwersum Borderlands nieodłącznie wiąże się z przemocą, groteską oraz czarnym humorem – nie inaczej jest i tutaj, choć w sporo mniejszym stopniu, niż w pozostałych grach z serii. Humor jest znacznie bardziej sytuacyjny i oparty na dialogach – a te są po prostu błyskotliwe i nawet gdy postacie gadają o niczym, to jest to najbardziej pasjonujące nic jakie kiedykolwiek omawiano. Ogromna w tym zasługa aktorów podkładających głosy, nie tylko powszechnie znanych Troya Bakera i Laury Bailey odpowiedzialnych za Rhysa i Fionę, ale tez wszystkich pozostałych – nie ma nikogo, kto stanowiłby pod tym względem najsłabsze ogniwo. Po samych głosach możemy natychmiast rozpoznać, z jakim typem bohatera mamy do czynienia: po kilkunastu sekundach rozmowy z Vasquezem ma się ochotę uderzyć go w twarz, Athena wręcz emanuje kiepsko skrywaną irytacją na wybryki pozostałych... Wszyscy spisali się na medal.

Na podziw zasługuje też równowaga, jaką twórcy zachowali pomiędzy humorem a dramatyzmem. Wielokrotnie będziemy wybuchać śmiechem i chociaż świat przedstawiony jest niemal całkowicie przerysowany, to nie znaczy to wcale, że mamy do czynienia z głupia komedią. Kiedy sytuacja tego wymaga, nastrój potrafi zmienić się nie do poznania, czasem z powodu dynamicznej akcji, czasem podczas cichej, poważnej rozmowy. Co ważne, ani razu nie czuje się, ze dowcip jest wymuszony, albo że dany moment nie pasuje tonem do reszty. Tales from the Borderlands to ciągłe skakanie między powagą a humorem, czasem nawet kilkakrotnie w jednej scenie. Choć jesteśmy świadkami rozbrajających gagów i tętniących akcją bombastycznych scen pościgów, walk i konfrontacji, krzywdzące byłoby również uznanie gry za zwykłą przygotówkę bez większej głębi: tytuł ten eksploruje motywy bycia bohaterem, osobistej odpowiedzialności, poszukiwania własnej tożsamości, nie wspominając już nawet o przyjaźni, lojalności i osobistych ambicjach. Wszystkie te elementy złożone razem sprawiają, że TftB wyróżnia się na tle tłumu innych gier dzięki dbałości włożonej w napisanie scenariusza.

Nosił wilk razy kilka

Wolf Among Us, chociaż generalnie chwalony, cierpiał na brak dynamizmu, zwłaszcza w odcinkach drugim i czwartym, w których niewiele się działo. Tales from the Borderlands uniknęło tego problemu: w każdym epizodzie akcji jest tyle, że nie sposób narzekać na nudę, a sceny z użyciem Quick Time Events są znacznie ciekawiej przedstawione niż proste mordobicia. Ba, kulminacyjna scena ostatniego odcinka, The Vault of the Traveler to jedna z najlepszych i scen akcji, jakie kiedykolwiek widziałem i tylko dla niej warto było zagrać w ten tytuł – ostatnie 30 minut gry z całą pewnością pozostanie w pamięci graczy na długo. W ogóle cały piąty epizod zasługuje na gromkie brawa – nie sądziłem, że Telltale będzie w stanie satysfakcjonująco zakończyć wszystkie wątki, ale efekt końcowy przerósł moje oczekiwania. Odpowiedź na główną zagadkę serii, czyli tożsamość Nieznajomego, naprawdę zaskakuje i cieszy fakt, że twórcy nie poszli po linii najmniejszego oporu. Moją jedyną uwagą względem fabuły jest pojedyncze użycie Deus Ex Machina ratującego postać z opresji, ale tak drobne potknięcie jestem w stanie wybaczyć.

Tales from the Borderlands wychodzi również obronną rękę z wyzwania, przy którym poległy The Wolf Among Us, The Walking Dead a nawet powszechni chwalone Life is Strange – nasze decyzje z poprzednich odcinków mają wpływ na ostatni epizod. Oczywiście, oczekiwanie czegoś w rodzaju odmiennych zakończeń byłoby w tym momencie naiwnością, skoro z poprzednich doświadczeń z innymi tytułami wynika jasno, że wymagałoby to zbyt wiele pracy i czasu w porównaniu do ewentualnych korzyści – w TftB konsekwencje naszych poprzednich czynów objawiają się w tym, jakie postacie pojawią się i wspomogą Rhysa i Fionę. Tylko tyle, czy aż tyle – decyzję każdy musi podjąć sam, mnie jednak przyjęte rozwiązanie przypadło do gustu, zwłaszcza, że efekty istotnych decyzji podjętych wcześniej wcale nie są oczywiste.

Chcę więcej!

Tales from the Borderlands to dla mnie zdecydowanie najmilsze growe zaskoczenie tego roku – w życiu nie spodziewałbym się, że tytuł oparty na serii znanej przede wszystkim z przerysowanego humoru przebojem wedrze się na listę moich ulubionych historii dobieranych ze wszystkich mediów, ale tak właśnie się stało. Fabuła, bohaterowie, dialogi, zapadające w pamięć sceny, gra aktorska, muzyka – wszystko tu doskonale współgra z pozostałymi elementami wchodzącymi w skład tej gry, tworząc tym samym interaktywny serial najwyższej klasy. Nie mogę już doczekać się, jak wątki zapoczątkowane w TftB zostaną rozwinięte w kolejnych grach z uniwersum, bo wykluczam całkowicie myśl, że może do tego nie dojść – byłoby to marnotrawstwo tak ogromne, iż Gearbox byłby głupi, nie wplatając przedstawionych tu postaci do fabuły Borderlands 3. Bez względu na to, czy będzie to kolejna strzelanka, czy też drugi sezon wykonany przez Telltale Games – jestem pewien, że jeszcze zobaczymy się z Rhysem i Fioną.

Plusy:

  • fabuła!
  • bohaterowie!
  • dialogi!
  • muzyka
  • choreografia scen
  • rozbrajający humor

Minusy:

  • drobne zastrzeżenia odnośnie do pewnych wątków
  • przestarzały silnik graficzny (który mimo wszystko pasuje do stylu gry)
9.5
Ocena recenzenta
8.83
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Tales from the Borderlands
Producent: Telltale Games
Wydawca: Telltale Games
Data premiery (świat): 25 listopada 2014
Platformy: PC, PS4, PS3, XONE, X360
Strona WWW: www.telltalegames.com/talesfromtheb...



Czytaj również

Tales from Borderlands: Zer0 Sum
Dzika, dzika Pandora
- recenzja
Batman: The Telltale Series
Nietoperz w epizodach
- recenzja
Tales from Borderlands: Catch a Ride
Nowa stara Pandora
- recenzja
Borderlands: The Pre-Sequel
Pandora to za mało, lecimy na księżyc!
- recenzja
Borderlands
- recenzja

Komentarze


Dabi
   
Ocena:
0

Aż się musiałem zalogować. Jest fajnie i zabawnie. Jedna z lepszych gier Telltale szczególnie w porównaniu z tym jak zaczął się GoT który porażał po prostu nudą i wyglądał paskudnie. Natomiast ograłem wszystko poza Minecraftem oraz GoTem (po pierwszym epizodzie darowałem sobie) i ograłem Life is Strange. Nie mogłem postawić lepszej oceny Tales from Borderlands niż 8. Te konsekwencje wyborów które są postawione jako coś pozytywnego - no ja tego nie widziałem tak. Bo też ten wybór był bardzo prosty do zaimplementowania - ot zmiana kilku scen i tak naprawdę tyle. No i kilku kwesti które miały miejsce wcześniej. Ale nie o wybory mi chodzi.

Gra jak większość gier Telltale kuleje pod względem ilości gry w grze. Nie przeszkadzało mi to dopóki znowu nie poznałem tworu DontNod. Tam eksploracji jest zdecydowanie więcej a tutaj pozbawiono jej całkowicie. Voice acting masz rację jest genialny. Mimika bohaterów również :) Tu jest świetnie. Sami bohaterowie są bardzo fajni i można się z nimi zżyć (ja zdecydowanie preferowałem obie panny z Pandory !) ale dalej to nie jest najlepsza przygodówka epizodyczna.

Jakbym miał je uszeregować pod wzlędem frajdy jaką mi dostarczono. 

Life is Strange (top) -> Wolf Among Us (jednak Wilk wygrywa bardzo dobry) -> Tales From Borderlands (bardzo dobre) -> Walking Dead 1 (dobre) -> Walking Dead 2 (dalej dobre) -------------------> GoT (złe)

 

 

 

03-11-2015 15:11
Asthariel
   
Ocena:
0

Niestety, nie miałem okazji zagrać jeszcze w Life is Strange, więc nie mogę się wypowiedzieć, która z gier jest lepsza. Wiem tylko tyle jednak, że zakończenie LiS jest rozczarowujące (tak wynika z wielu recenzji i komentarzy fanów), podczas gdy Tales... kończą się w świetnym stylu.

03-11-2015 17:10
Dabi
   
Ocena:
0

No więc tak - troszkę za dużo tych żali wylano na zakończenie. Powiem tak - zakończenie jest nieco słabsze niż epizody wcześniejsze ale to wynika z tego, że ich poziom jest niezwykle wysoki. Nawet taki finał "zepsuty" nie jest moim zdaniem gorszy niż finał Tales From Borderlands - które kończy się dość otwarcie. Jako komedia akcji Borderlandsy są świetne i nie do pobicia aktualnie. Sashy i Fiony jestem fanem :) Ale jednak w starciu przygodówek musiały Borderlandsy przegrać. Polecam gorąco Life is Strange - zaczynałem zupełnie przypadkiem czekając na 5 epizod Borderlandsów bo opis mnie nie zachęcał ale spróbowałem i historia która nie miała niemal prawa mi się spodobać wciągnęła mnie jak mało co. Nie gra dla każdego i nie idealna ale ma jakiś nieodparty urok - na mnie działał bardzo skutecznie.

03-11-2015 17:30
amnezjusz
   
Ocena:
0

To co zrobiono w tej grze z konwencją, to jak się nią bawiono, to co zrobiono z kreacją postaci (pierwszy raz tak mocno shippowałem pewną parę <3), dialogami i 'dubbingiem', charakteryzacją, muzyką, intrami do epizodów... to majstersztyk, przebijający dla mnie nawe Wilka. Dlatego mam wielgaśną nadzieję, że powtsanie sezon 2 albo przynajmniej w 3 części Borderlandsów pojawią się Fiona i spółka.

13-01-2017 15:04

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.