» Recenzje » Styx: Shards of Darkness

Styx: Shards of Darkness


wersja do druku

O goblinie i łupach jego

Autor: Redakcja: Tiszka, Joanna 'Shadov' Walczak

Styx: Shards of Darkness
Czasem na rynek trafia tytuł, który wprawdzie odbiega budżetem od najgłośniejszych produkcji, skutkiem czego efekty wizualne są słabsze, niedoróbki natury technicznej o wiele bardziej odczuwalne, a mimo to rozgrywka okazuje się wcale przyjemna. Taki był właśnie Styx: Master of Shadows. Czy kontynuacja jest równie udana?

Wiele lat po wydarzeniach z części pierwszej Styx ląduje w mieście Körangar, gdzie pod przykrywką dyplomatycznego spotkania zawiązuje się sojusz mrocznych elfów i krasnoludów. Naturalnie nasz goblin dorzuci w tej sprawie swoje trzy grosze.

Goblin powraca

Pierwsza skradanka francuskiego studia Cyanide przypadła do gustu zarówno recenzentom, jak i graczom. Do tego stopnia, iż pojawienie się drugiej odsłony można było uznać za formalność. Styx wrócił, Styx wciąż ma specyficzny humor i nadal najlepszym przyjacielem Styxa jest cień. To właśnie postać goblina jest jedną z największych zalet produkcji. Sama fabuła, choć rozbudowana względem pierwowzoru, nie zapada w pamięć tak, jak niektóre odzywki protagonisty. Mowa tu nie tylko o tych w trakcie rozgrywki, ale też wzorem Batman: Arkham Asylum pojawiających się w krótkich scenkach podczas ładowania ostatniego zapisu sprzed śmierci. Cięty dowcip potrafi rozbawić i złagodzić rozczarowanie wywołane nieudolną akcją.

Nie scenariusz jest tu jednak najważniejszy, a mechanika. Ta nie przeszła potężnych zmian względem pierwszej odsłony, ale ewoluowała. W dalszym ciągu Styx kiepsko radzi sobie w bezpośrednim zwarciu, co wszakże w staroszkolnej skradance przywołującej na myśl znakomitą serię Thief, trudno poczytać za wadę. W trakcie 9 misji składających się na kampanię fabularną przyjdzie nam unikać wzroku wścibskich i całkiem spostrzegawczych strażników. Całkiem, bowiem mimo spostrzegawczości rzadko kiedy dwuosobowa czujka jest w stanie napsuć krwi, zwykle by faktycznie mówić o konieczności większego przemyślenia ruchów, potrzebny im trzeci kompan kręcący się po okolicy. Mimo to wartownikom wiele nie trzeba, aby nas dojrzeć, toteż pozostawanie w cieniu, chowanie się w szafach i skrzyniach czy przemykanie po dachach okazuje się niezbędne. Na szczęście zawsze możemy np. zrzucić kandelabr na niemilców, cisnąć w nich sztyletem albo odciągnąć uwagę, co bywa szczególnie użyteczne w przypadku grupek rywali. Przydaje się także zatruwanie ich jedzenia i picia. Oczywiście możemy też pokusić się o ciche zabójstwo, które zajmuje jednak odrobinę więcej niż standardowa eliminacja przeciwnika, przez co czasu na ukrycie ciała zostaje znacznie mniej. Tu uwaga: dziwny był fakt, iż chowanie ciała w kufrach było możliwe, a zrzucenie z wysokiego budynku przekraczało goblinie możliwości.

Szkol goblina swego!

Poza normalnymi umiejętnościami typu gaszenie latarni czy wchodzenie po linach (bardzo częste i równie przydatne), Styx potrafi się także sklonować, a gracz może przejąć kontrolę nad klonem i wykorzystać go do odwrócenia uwagi przeciwników. Jak na prawdziwego złodziejaszka przystało, goblin ma do dyspozycji kryjówkę, w której może wykonywać przedmioty (np. strzały lub bomby dymne) z przywłaszczonych w trakcie misji surowców czy wydać punkty umiejętności, by zwiększyć swą sprawność. Mowa tutaj o wydłużeniu czasu działania klona, stłumieniu generowanych dźwięków (niektórzy rywale są na nie szczególnie wyczuleni i nawet lekkie przesunięcie wazy budzi ich niepokój), a także polepszeniu tzw. żywicznego wzroku, działającego jak tryb detektywa we wspomnianym Batmanie. Wszystkie te zdolności są niezwykle przydatne, zwłaszcza w późniejszych etapach gry, kiedy to widok grupy rywali czy opancerzonego przeciwnika przestaje należeć do rzadkości i rozgrywka zaczyna być o wiele bardziej wymagająca.

Co więcej, autorzy zdecydowali się dodać tryb kooperacji do kampanii fabularnej. Podczas zabawy możemy zawołać drugą osobę i razem z nią zmierzyć się z misjami. Sęk w tym, że punkty umiejętności są wtedy rozdzielanie pomiędzy obu graczy. Wariant ten wymaga wprawdzie ścisłej komunikacji i koordynacji działań, ale z drugiej strony stanowi kuszącą metodę dla osób męczących się z trudniejszym odcinkiem mapy.

Goblin wyładniał

Duży postęp w stosunku do poprzedniej gry widać, jeśli chodzi o lokacje. O ile wcześniej częstokroć byliśmy zmuszani do powracania w odwiedzone już rejony, tak teraz jest to zdecydowanie rzadsze, choć niestety wciąż się zdarza. W trakcie zabawy przyjdzie nam zwiedzić kilka nie tylko zróżnicowanych, ale też ładnych i klimatycznych map, do których stworzenia posłużył Unreal Engine 4. Statek powietrzny czy twierdza wyglądają okazale. Da się też dostrzec pewną zmianę stylu graficznego, bowiem wszędobylską szarzyznę zastąpiono cieplejszymi barwami, choć nie brakuje też paru nocnych scenerii. Szczęśliwie projektanci solidnie zagospodarowali lokacje i puste przebiegi nie będą naszym udziałem. Co i rusz natkniemy się na skrytki, surowce potrzebne do uprawiania rzemiosła, liny, schody czy gzymsy. Warto zauważyć, że elementy otoczenia pozwalają zrealizować cel na więcej niż jeden sposób. Miejsca co prawda nie zawsze są zbyt obszerne, ale fakt, iż zwykle są one rozciągnięte w pionie w pewnym stopniu rekompensuje ich pozornie niewielki rozmiar.

Zmniejszyła się liczba technicznych problemów, irytujących w pierwszej części. Goblin wciąż miewa problemy z poprawnym odskoczeniem od ściany czy przeskokiem nad wyrwą w kładce, lecz nie jest to już tak częste jak uprzednio. Pod względem oprawy audio trudno o pochwały. O ile osoba odgrywająca Styxa poradziła sobie bardzo dobrze, to już inne głosy są mniej udane. Również muzyka nie powala, ot standard, o którym łatwo zapomnimy po wyłączeniu gry.

Pierwszy Styx był całkiem przyjemną, wymagającą nie tylko przez poziom trudności, ale też niedoróbki techniczne skradanką. W Shards of Darkness czuć większy budżet i doświadczenie twórców, dzięki czemu część bolączek odeszła w niepamięć, a gracze otrzymali ładniejsze i ciekawsze poziomy, które będą musieli potajemnie eksplorować. Fanom wcześniejszej odsłony i gier spod znaku Thiefa zapewni kilkanaście godzin porządnej rozrywki.

Plusy:

  • Różne drogi do celu
  • Ładne lokacje
  •  „Wyszczekany” bohater
  • Tryb kooperacji
  • Mniej problemów technicznych…

Minus:

  • … ale wciąż potrafią zirytować
  • Wciąż zdarza się recykling miejsc
  • Audio nie powala

Galeria


7.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Styx: Shards of Darkness
Producent: Cyanide Studios
Wydawca: Focus Home Interactive
Dystrybutor polski: CDP.pl
Data premiery (świat): 14 marca 2017
Data premiery (Polska): 14 marca 2017
Platformy: PC, PlayStation 4, Xbox One
Wymagania sprzętowe: System operacyjny: Windows 7 (64-bit) ; Procesor: AMD FX-8320 (3,5GHz) / Intel i5-5675 (3,1GHz); Pamięć RAM: 8 GB; Karta graficzna: AMD Radeon R7 370 / Nvidia GeForce GTX 570; Karta dźwiękowa: zgodna z DirectX;
Nośnik: klucz produktu
Strona WWW: www.styx-game.com/home
Sugerowana cena wydawcy: 169,99 zł



Czytaj również

Technomancer
Mars na miarę możliwości
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.