» Recenzje » Shadow Warrior 2

Shadow Warrior 2


wersja do druku

Wejście Wanga

Autor: Łukasz 'Qrchac' Kowalski
Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Shadow Warrior 2
Pierwsza część Shadow Warriora okazała się zaskakująco dobrym wskrzeszeniem gry 3D Realms. Walka z inwazją demonicznych maszkar oraz powrót do klasycznego, arkadowego schematu gry podbił serca wielu graczy. Sukces okazał się na tyle duży, że twórcy postanowili stworzyć kolejną odsłonę przygód elitarnego najemnika o niewyparzonej gębie. Czy sprosta oczekiwaniom?

Rycerz na czarnym koniu

Po uratowaniu świata Lo Wang wrócił do swojego podstawowego zajęcia, czyli wykonywania niebezpiecznych zleceń za spore ilości gotówki. Gdy przejmujemy nad nim kontrolę, jest w drodze po tajemniczy artefakt, jednak to zadanie w porównaniu z kolejnym to pestka. Szefowa Yakuzy zleca mu uwolnienie z laboratoriów Zilla pracującej tam krewniaczki – Kamiko. Odbicie dziewczyny ma dużo większe konsekwencje, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Mistrz miecza i ciętej riposty będzie musiał zmierzyć się z hordami demonów, w międzyczasie dzieląc się z duszą Kamiko swoim ciałem, i oczywiście przy okazji nie zniszczyć świata.

Jak łatwo się domyślić fabuła nie należy do zbyt odkrywczych i skomplikowanych. Scenariusz z cyklu "uratuj dziewczynę/świat" widzieliśmy już setki razy, nie oznacza to jednak, że twórcy postanowili nas zanudzić. Historia jest całkiem przyjemna i jeśli ktoś będzie ją śledził, to znajdzie parę ciekawych momentów, przynajmniej w głównej fabule. Trochę gorzej pod tym względem wypadają misje poboczne, które nie są wybitne, chociaż potrafią wywołać uśmiech na twarzy.

O ile śledzone przez nas wydarzenie nie są bardzo oryginalne, o tyle kreacja postaci bardzo mocno przyciąga uwagę. Prym wiedzie przede wszystkim Lo Wang. Jego niewyparzona gęba i całkowity brak szacunku do wszystkiego, w połączeniu z miłością tylko i wyłącznie do pieniędzy, dają prawdziwie wybuchową mieszankę. Jego żarty (bardzo często dotyczące penisów), głupkowate teksty rzucane na prawo i lewo oraz nieustanne obrażenie rozmówców są perfekcyjnym podsumowaniem charakteru gry. Jednak nie samym najemnikiem człowiek żyje – jego idealnym dopełnieniem, czy może przeciwnością, jest Kamiko. Dysputy, które odbywają się w głowie Wanga są zaiste cudowne. Między innymi z ich powodu chętnie ruszamy wykonywać misje poboczne, z niecierpliwością czekając, jakie dialogi zostaną przeprowadzone w ich trakcie.

BorderWangs

Shadow Warrior 2 jest fabularną kontynuacją poprzednika, ale pod względem rozgrywki twórcy postanowili zmienić część założeń. Przede wszystkim nie mamy już do czynienia z klasyczną liniową strzelanką, którą przejdziemy raz. Całość mocno nastawiona jest na parokrotną przygodę: zarówno w trybie solo, jak i z przyjaciółmi. Wszystko dzięki temu, że poszczególne lokacje poza kluczowymi elementami generowane są losowo, podobnie jak występujący na ich terenie przeciwnicy, dzięki czemu nowe przejście misji może znacznie różnić się od wcześniejszego. Niestety nie zabrakło przez to bez problemów, gdyż generator map potrafi stworzyć całkowicie jałowy obszar, w którym nie znajdziemy żadnego wroga lub umieścić "pułapki" z których nie można wyjść, przez co zabawa kończy się teleportacją do miasta lub ponownym uruchomieniem rozgrywki. Na szczęście takie przypadki są naprawdę sporadyczne.

System walki, rozwoju i ulepszeń czerpie garściami z takich tytułów jak Borderlands, czy Diablo. W każdej potyczce zdobywamy karmę będącą odpowiednikiem doświadczenia i dzięki niej wykupujemy nowe zdolności oraz moce. Umiejętności podzielone są na kilka kategorii i każda z nich pozwala nam rozwinąć się w innym kierunku. W zależności od tego, czy lubimy walkę w zwarciu, na odległość, czy operować mistycznymi mocami, możemy dostosować postać do naszych preferencji.

W trakcie rozgrywki zdobywamy też całą masę broni, ulepszeń do nich oraz innego rodzaju ekwipunku. Łącząc je ze sobą, otrzymujemy różnego rodzaju kombinacje dające nam przewagę w polu. Modyfikowanie broni pozwalają między innymi dodać obrażenia od ognia, toksyn, czy elektryczności, a także zwiększyć szanse zadania obrażeń krytycznych. Otrzymywany sprzęt jest całkowicie losowy, podobnie jak możliwości naszych oponentów, jedynie ich moc uzależniona jest od poziomu trudności: im wyższy tym większa.

Tańczący z kończynami

Rozgrywka nie straciła wiele ze swojego arkadowego stylu. Kolejne fale wrogów rzucane w naszym kierunku zmuszają do ciągłego poruszania się, doskakiwania i odskakiwania. Podstawą jest pozostanie w ruchu. Nie uświadczymy tutaj samoregenerującego się zdrowia czy innych ułatwień znanych ze współczesnych FPS-ów. Do naszej dyspozycji mamy tylko i wyłącznie stare, dobrze znane apteczki, a największą obroną jest mobilność: możliwość wykonywania podwójnych skoków oraz szybkich zrywów przenoszących nas momentalnie o parę metrów.

Duży nacisk położono na możliwości broni białej. Walka mieczami czy piłami mechanicznymi daje wiele satysfakcji. Skakanie dookoła przeciwnika, zasypując go gradem ciosów i cięć, czy wykonywanie spektakularnych ataków specjalnych wywołuje szeroki uśmiech. Całość połączono z dokładnym systemem trafień, który umożliwia pozbawianie wszystkich stojących nam na drodze przeciwników poszczególnych kończyn, macek, wypustek, kolców i głów. Tańcząc dookoła nich, tworzymy makabryczne i równocześnie cudowne widowisko, które wcale się nie nudzi.

Broń palna również działa świetnie, przynajmniej w większości przypadków. Jedynym odstępstwem od tej reguły okazały się pistolety, które z uwagi na małą liczbę wyrzucanych z siebie pocisków oraz prędkość potyczek są prawie bezużyteczne. Natomiast cały pozostały arsenał działa wręcz idealnie siejąc prawdziwe spustoszenie. Tutaj również sprawdza się wcześniej wymieniony system trafień, dzięki któremu demony potrafią biegać z ciekawie wyglądającymi dziurami w różnych częściach ciała.

Dynamika starć jest bardzo duża i nie pozwalają się nudzić, a różnorodność wrogów wymusza częstą zmianę taktyki, przełączanie się między różnymi rodzajami broni i używanie różnych mocy. Warto jedynie dodać, że gracze zaznajomieni z podobną mechaniką bez wahania powinni uruchomić grę na wyższym poziomie trudności, gdyż normalny nie będzie stanowił dla nich żadnego wyzwania.

Kolejnym elementem, który sprawdza się tutaj genialnie, jest tryb kooperacyjny. Walka ze znajomymi u boku wciąga niczym bagno i wspólne wybuchy śmiechu oraz pomysły na to, w jak najlepszy i ekwilibrystyczny sposób eliminować maszkary, praktycznie się nie nudzi. Gra bardzo dobrze balansuje poziom trudności w zależności od liczby ludzi w drużynie. Za pierwszym razem warto jednak poznać historię Lo Wanga i Kamiko samemu, choćby z uwagi na to, że postępy w misjach zapisują się tylko na koncie gospodarza rozgrywki.

Ładny pejzaż

Lokacje w większości przypadków wyglądają bardzo dobrze, szczególnie te znajdujące się poza miastem. Duże wrażenie robią cienie oraz gra świateł. Przeciwnicy są świetnie zzanimowani, poruszają się płynnie i wyglądają potwornie – niestety dotyczy to również ludzkich przeciwników. Póki ich twarz skrywa maska lub farba, wszystko zdaje się być tak jak powinno, jednak gdy przyjrzymy się im bliżej, widać nie najlepsze wykonanie. Na szczęście póki jesteśmy w ruchu, czyli praktycznie cały czas, zupełnie tego nie widać.

Najwidoczniej jakość tekstur została poświęcona na rzecz optymalizacji, a ta stoi na najwyższym poziomie. Przez cały czas trwania przygód Lo Wanga gra utrzymywała stałe 60 klatek na sekundę i nie zaliczyła żadnych wpadek czy kłopotów z renderowaniem. Do tego serwery odpowiedzialne za kooperację działały stabilnie i szybko.

Oprawa muzyczna jest po prostu genialna. Mieszanka utworów stylizowanych na tradycyjna muzykę Chin i Japonii miesza się z klasycznym rockiem lat osiemdziesiątych oraz mocnym metalowym brzmieniem. W każdym momencie dźwięki wydobywające się z głośników pasują idealnie do oglądanych na ekranie wydarzeń. Można powiedzieć tylko jedno: czapki z głów.

Shadow Warrior 2 okazał się naprawdę udaną kontynuacją, która pchnęła serię na zupełnie nowe tory. Jest to jedno z największych pozytywnych zaskoczeń roku i można je polecić każdemu fanowi gatunku. Jedyna rzecz, jaką należy mieć w pamięci, to niewybredny humor Lo Wanga, który nie każdemu przypadnie do gustu. Oczywiście nie obyło się bez drobnych potknięć ale są one na tyle nieliczne, że można nie zwracać na nie zbytniej uwagi.

Plusy:

  • Lo Wang i  Kamiko
  • humor
  • mechanika walki
  • optymalizacja
  • muzyka
  • kooperacja

Minusy:

  • drobne potknięcia przy generowaniu lokacji
  • odstająca od reszty jakość twarzy postaci
8.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Shadow Warrior 2
Producent: Flying Wild Hog
Wydawca: Devolver Digital
Dystrybutor polski: Techland
Data premiery (świat): 13 października 2016
Data premiery (Polska): 13 października 2016
Platformy: PC
Wymagania sprzętowe: Intel Core i3-6300 (2 * 3800) / AMD A10-5800K APU (4 * 3800); GeForce GT 560Ti (1024 MB) / Radeon HD 6850 (1024 MB); 8 GB RAM; Windows 7/8/8.1/10 x64; 14 GB wolnego miejsca na dysku twardym; szerokopasmowy Internet
Strona WWW: www.shadowwarrior.com/
Sugerowana cena wydawcy: 129,99 zł
Tagi: Shadow Warrior 2 | Shadow Warrior | Flying Wild Hog | Techland



Czytaj również

Stasis
Ciemność za rogiem
- recenzja
Dying Light: The Following
Sekta, łazik i wiejskie klimaty
- recenzja
Dying Light: The Following
W Harranie bez zmian
- recenzja
Dying Light
Zombie Zombie Zombie
- recenzja
Dying Light
Dead Adge Assassin 3
- recenzja
Call of Juarez: Więzy krwi
Pewnego razu na dzikim zachodzie
- recenzja

Komentarze Obserwuj


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.