» Artykuły » Publicystyka » Relacja z Gamescomu 2013 cz. II

Relacja z Gamescomu 2013 cz. II


wersja do druku

Zabawa trwa

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Relacja z Gamescomu 2013 cz. II

GamesCom jest jedną z niewielu okazji w ciągu roku, gdy twórcy gier z całego świata mogą w jednym miejscu przedstawić tak dużo tytułów. Nic dziwnego, że wszyscy próbują wypaść z tej okazji jak najlepiej. Uczestnicy targów mieli więc okazję skorzystać z wielu dodatkowych atrakcji i pokazów.

Pierwszą część wrażeń z tegorocznego GamesComu można przeczytać tutaj.

 
Thief

Wielu dręczą wątpliwości, czy nowy "złodziej" będzie godną kontynuacją i czy ostrożne infiltrowanie terenu, badanie tras patroli i zuchwałe kradzieże da się ponownie zrealizować w tak dobrej formie. Co prawda, prezentacja była zbyt krótka, by pokazać wielogodzinne planowanie akcji, ale czuć w tej grze pozostałości klimatu starej trylogii połączone z nowym podejściem do grania. Przemieszczanie się po śledzonych lokacjach potrafi zmusić do częstego korzystania ze sprzętu. Zwłaszcza łuku, który jest wykorzystywany zarówno do pokonywania przeszkód (na przykład poprzez wystrzelenie strzały z liną, by dostać się do okna), jak i eliminowania strażników. Mimo że Garett nigdy nie charakteryzował się rozwiniętym sumieniem, trochę martwi podejście twórców do tematu – zdaje się, jakby był to tylko kolejny asasyn zabijający strażników z ukrycia. Z drugiej strony sposób przechodzenia etapów jest nadal w rękach gracza i można to robić bez pozostawiania trupów. Ciekawą opcją będzie specjalny tryb skupienia, który pozwoli wyszukiwać miejsca nadające się na początek wspinaczki i szybciej otwierać zamki. Jeszcze inną możliwością jest spowolnienie czasu – dzięki niemu możemy przykładowo rzucić butelką w głowę jednego strażnika i niemal natychmiast trafić z łuku drugiego.

Trzeci dzień targów minął pod znakiem jeszcze większej liczby pokazów. Ci, którzy potrzebowali chwili relaksu, mogli udać się do dostępnych w strefie biznesowej masażystów i foteli masujących. Same targi również żyły nie tylko grami video. Można było zagrać między innym w paintballa laserowego i podziwiać pokazy skaterów, znalazł się nawet kąciki retro gamingu oraz gier bez prądu. Pojawiła się także Bundeswehra, by pokazać część swojego sprzętu.

Dying Light

Nie da się ukryć, że od dobrych kilku lat zombie są modne, a nowe tytuły z tymi milusińskimi wyrastają jak grzyby po deszczu. Należy tu wymienić Left 4 Dead, Dead Island, Walking Dead, WarZ, DayZ i zapewne wiele innych. Choć osobiście nie jestem fanem żywych trupów, muszę przyznać, że Dying Light zdobyło moje zainteresowanie, próbując podejść do tematu od innej strony. Jako że wcielamy się w Kuriera, najważniejsze mają być nie tyle potyczki z nieumarłymi, co ich unikanie, głównie poprzez przemieszczanie się po niedostępnych dachach miasta. Czasem trzeba jednak będzie zejść, by wykonać cele misji lub uzbroić pułapkę. Wtedy pomogą nam różnego rodzaju toporki, maczety, a w znacznej mierze także gadżety, jak choćby wyrzucane wabiki. Broń palna ma być ograniczona, zwłaszcza początkowym stadium rozgrywki, ale pojawi się rozbudowany system craftingu, a walka wręcz prezentuje się niezwykle przyjemnie.

Dodatkowego dynamizmu nadaje metamorfoza, jaką zombie przechodzą z nastaniem nocy. Stają się wtedy bardziej agresywne, szybsze, pojawiają się też ich nowe typy. Ludzie natomiast nie mogą już czuć się bezpiecznie, nawet znajdując się na znacznej wysokości, gdyż przeciwnicy przypominają sobie, jak się wspinać. Sprawia to, że gracz stara się wykonać wszystkie zadania przed zmierzchem, bo później szanse na przeżycie drastycznie spadają i ograniczają się do szalonego biegu wśród goniących zombie. Warto sobie zaplanować trasę ucieczki po otwartych mapach tak, by po drodze zahaczać o wcześniej zastawione pułapki. Należy tu też wspomnieć o bardzo intuicyjnym systemie sterowania padem – mimo że większość czasu spędzam z tandemem myszka + klawiatura (który ostatecznie także ma być dostępny), do sterowania konsolowego przyzwyczaiłem się w ciągu kilku minut, co jest niezwykle ważne przy szybkości akcji. Premiera została zapowiedziana na 2014 rok.

Wildstar

Walka w większości MMORPG sprowadza się do szybkiego klikania skrótów na klawiaturze i biernego obserwowaniu tego, co nasza postać wyrabia na ekranie. Twórcy Wildstara idą trochę inną drogą, próbując zmusić graczy do aktywnego poruszania się po mapie. Robią to między innymi przez takie sztuczki jak wytrącenie broni, po którą trzeba następnie pobiec czy wprowadzenie środowiska wpływającego na wynik pojedynków. Można spychać wrogów w przepaście wypełnione lawą, kiedy indziej trzeba będzie unikać przemieszczających się trąb powietrznych. Dużo ważniejsze są tu umiejętności gracza, który w odpowiedniej chwili może zrobić unik, niż zestaw skilli jego herosa. Nawet walki z bossami mogą wymagać odrobiny pomyślunku zamiast frontalnego ataku. Innymi słowy Wildstar momentami bardziej przypomina platformówkę niż klasyczne MMORPG. Graficznie wszystko zostało utrzymane w niezwykle cukierkowej grafice. Produkcja na sklepowych półkach wyląduje w przyszłym roku.

World of Warplanes

Na podbój przestworzy Wargaming.net szykuje się już od dawna, powoli przepuszczając World of Warplanes przez kolejne fazy testowania. Developerzy regularnie wprowadzają do gry nowe aktualizacje które pojedynczo rzadko powodują wielkie zmiany, jednak gdy porównamy sytuację z wczesnej bety z obecnym kształtem gry, widać znaczne różnice. Najważniejsze poprawki dotyczą stabilności i balansu – zmiany zachowań poszczególnych maszyn na różnych wysokościach czy siły ognia. W porównaniu do World of Tanks często większe znaczenie mają tu umiejętności gracza niż pojazd którego używa. Liczy się nie tylko arsenał i wytrzymałość, ale też zdolność do skutecznego wymanewrowania przeciwnika i dobra współpraca z drużyną. W połączeniu z wygodnym, intuicyjnym sterowaniem jest to gra dobra zarówno dla niedzielnych graczy jak i wyjadaczy którzy będą próbować swoich sił w bitwach klanowych. Premiera już 26 września, wtedy też ekonomia zostanie połączona z World of Tanks, umożliwiając korzystanie z tych samych kredytów i wolnego doświadczenia w obu produkcjach.

Na 15 lecie istnienia firmy Wargaming.net oferuje mnóstwo specjalnych ofert i bonusów wewnątrz swoich produkcji. Nie mogło ich zabraknąć również na GamesComie. W części ogólnodostępnej znajdowała się wielka scena z podwieszonym samolotem, oprócz prezentacji gry i rozdawania prezentów odbywały się pokazy tańca, a do zdjęć z chęcią pozowały hostessy. Nocą firma zorganizowała natomiast imprezę dla zaproszonych gości – była to świetna okazja, by spotkać ludzi pracujących w branży gier w mniej formalnej atmosferze.

World of Tanks X360

Celem twórców "gry o czołgach" jest jak najpełniejsze przeniesienie swojej produkcji z komputerów na Xboksa 360. Studio jest na dobrej drodze i w wersji gry którą widziałem, największe różnice były widoczne w menu gry (hangarze), które zostało przystosowane do obsługi przez konsolowego  pada. Bitwy to niemal to samo, co można ujrzeć na pecetach. Zmiany mogą się pojawić w trochę mniej szczegółowej oprawie graficznej, co jest prawie niezauważalne przy średniej klasie sprzętu oraz sterowaniu. Jako że potyczki czołgów toczą się trochę wolniej niż w klasycznych FPS-ach, granie na padzie nie powinno być zbyt kłopotliwe.

Warface

Zanim nie zagrałem w Warface nie spodziewałem się, że jest to aż tak dobry FPS. Pod względem dynamiki śmiało może konkurować z Call of Duty, grafika stoi na bardzo dobrym poziomie, a mimo to gra powstaje w modelu free-to-play. W grze mają się co prawda pojawić przedmioty, które będzie można kupić, ale takie działanie jedynie przyspieszy zdobycie wymarzonego sprzętu dostępnego dzięki zwykłym postępom w grze. Produkcja stawia na współpracę i ma dwa podstawowe warianty rozgrywki – kooperację, w której z drużyną wykonujemy kolejne misje oraz PvP, w którym w jednym z klasycznych trybów (deathmatch, team deathmach, podkładanie bomby i szturm) rywalizujemy przeciwko żywemu przeciwnikowi. Współpraca została oparta o cztery klasy postaci: żołnierza, snajpera, inżyniera i medyka, a także sytuację na polu bitwy, gdzie w niektóre miejsca można dostać się tylko w dwie osoby – jedna podsadza drugą, by dostać się na wyższe pozycje. Całość doznań płynąca z ciągłej wymiany ognia jest bardzo intensywna i wypełniona akcją, brak tu miejsca na dłuższe postoje.

Lords of the Fallen

Nowa produkcja CI Games pod kierownictwem Tomasza Gopa jest w pewnym sensie dungeon crawlem. Na pokazie pokazano fragment, w którym główny bohater, Harkyn, razem ze swym towarzyszem zapuszczają się na teren starego zamczyska. Wśród walających się zwłok mieszkańców szybko zlokalizowali jednego z odpowiedzialnych za masakrę niemilców. Od tego momentu jasnym już było, że gra stawia przede wszystkim na mechanizmy walki, ale daleko jej do zwykłego slashera. Najważniejszym aspektem są tu pojedynki, walki z grupami przeciwników również się pojawią, ale będzie ich znacznie mniej. Twórcy nie kryją się ze swoimi inspiracjami Dark Souls, potyczki są nastawione przede wszystkim na taktykę i myślenie. Najlepiej przeczekać uderzenia wroga unikami, by wyczuć tempo jego ciosów i w odpowiedniej chwili przystąpić do kontrataku. Nie jest to skomplikowane, ale postać ma relatywnie krótki pasek życia, co sprawia, że błędy są kosztowne. W założeniu jednak produkcja nie ma karać, a zachęcać do przemyślenia sposobu podejścia do każdego przeciwnika. Oznacza to także promowanie takich akcji jak ataki z ukrycia ułatwiające dalszą walkę.

Jednym z ciekawiej prezentujących się fragmentów Lords of the Fallen są potyczki z bossami. Na pokazie miałem okazję zobaczyć walkę z ognistym demonem z mieczem i tarczą. Jego pasek żywotności był podzielony na segmenty i przy każdym przechodzeniu do kolejnego gubił części pancerza i odrobinę zmieniał repertuar ciosów. Efekt był taki, że początkowo defensywnie nastawiony przeciwnik odrzucił tarczę i zamienił się w dziką furię ganiającą Harkyna po całym pomieszczeniu.

Oprócz taktyki drugim istotnym filarem rozgrywki są czary. Na początku wybieramy jedną z trzech postaci – Wojownika, Kapłana i Łowcy. O ile broń czy pancerz niezależnie od tej decyzji będzie można zmienić w toku gry, to klasa decyduje o zestawie dostępnych mocy. Przykładem jest tworzenie klonów bohatera skupiających na sobie ataki wroga. Tego rodzaju pomoc ma odciążyć gracza od obowiązku ciągłego uważania na wszystkie ruchy przeciwnika. Mimo to gra ma być możliwa do przejścia bez używania mocy, ale to będzie znacznie trudniejsze. Tytuł jest skierowany przede wszystkim do "hardkorowych" graczy. Magia, jak zapewniają twórcy, jest natomiast sposobem na to, żeby także pozostali znaleźli coś dla siebie.

Mimo że produkcja nie ma otwartego świata, nie można powiedzieć, że przemy tylko przed siebie. Nieraz mamy spotykać zamknięte drzwi lub przeciwników zbyt silnych do pokonania. Wtedy też dobrze będzie iść dalej i wrócić z kluczem czy bagażem nowych doświadczeń, przetrzepać skórę bywalcowi i splądrować jego skarby.

Mimo że teren targów zamykano po 20.00 nie był to koniec atrakcji związanych z GamesComem. Co noc na mieście odbywały się darmowe koncerty o zróżnicowanych rodzajach muzyki, od rosyjskiego disco do muzyki rockowej. Nieliczni wystawcy byli także gotowi prezentować w odpowiedniej formie swoje produkcje nawet na ulicy.

Alien Rage

Alien Rage jest nieco staroszkolnym shooterem osadzonym w konwencji science fiction. Opowiada historię walki ludzi z rasą obcych. Poruszamy się głównie po zamkniętych lokacjach, eliminując kolejne grupy wrogów. Różnią się oni bronią, pancerzem i taktyką. Zwykle na końcu poziomu pojawia się jakiś boss do pokonania. W walce można wykorzystać różnego rodzaju futurystyczne uzbrojenie, a każda broń ma dwa tryby strzałów – zwykły i specjalny. Cieszy, że gra potrafi stanowić pewnego rodzaju wyzwanie i każdorazowe przechodzenie etapów jest punktowane, co ma zachęcać do ponownych prób i poprawiania wyników. Więcej punktów dostaniemy, wykorzystując elementy otoczenia do eliminacji wrogów, przykładowo niszcząc filary podtrzymujące kładkę, po której biegną kosmici. Jest to o tyle ważne, że dzięki punktom możemy odblokowywać kolejne ulepszenia zwiększające możliwości naszej postaci. Premiera już we wrześniu.



Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Wielu przybyło nie tyle oglądać nowe produkcje, co zobaczyć zmagania e-sportowców, którym była poświęcona oddzielna hala. Warto zwrócić uwagę na wyniki polskich zespołów. W World of Tanks Pro League drugie miejsce zajęła grupa Evil Panda Squad, zaś piątą lokatę mousesports. W League of Legends zespół złożony również z Polaków, Kiedyś Miałem Team, zajął drugie miejsce w Spring Promotion Qualifier.

Batman: Arkham Orgins

Najpierw Batman: Arkham Asylum pokazał, że granie super bohaterem może być fajnie, później Batman: Arkham City rozwinął pomysły i dodał otwarty świat. Trzecia część odrobinę traci impet, a twórcom zaczyna brakować pomysłów. To nadal ten sam stary, dobry Batman, ale zdaje się nie zaskakiwać niczym nowym. Pojawiają się jednak kolejne gadżety jak linka do łączenia różnych obiektów czy po raz pierwszy zaprezentowane na GamesComie shock gloves (rażące prądem rękawice), które przydają się też do przywracania zasilania w zamkniętych drzwiach. Po pokazie twórcy zaprosili zebranych dziennikarzy do spróbowania swoich sił w specjalnym wyzwaniu polegającym na pokonaniu stu przeciwników. Ciekawsze było jednak to, że walczyliśmy jako znany z komiksów czarny bohater Deathstroke, nie zaś człowiek-nietoperz.

Kolejna produkcja jest bardziej powolną ewolucją gry niż zmianą pokroju pojawienia się otwartego świata w Arkham City. Gra jest zapowiedziana na październik.

GamesCom już na stałe wpisał się w growy kalendarz, stając się coroczną okazją do zapowiedzenia nowych tytułów czy zdradzenia faktów na temat tych już wyczekiwanych. Osobiście żałuję, że nie zdążyłem zobaczyć wszystkich najważniejszych, nadciągających produkcji. Warto wymienić między innymi The Elder Scrolls Online, Wolfenstein: The New Order czy Watch Dogs. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że przyszłoroczne targi również będą obfitować w tyle wspaniałych tytułów i uda się dowiedzieć o nich jeszcze więcej.




Czytaj również

Relacja z Gamescomu 2017 Cz. II
Mocny występ Wargamingu w Kolonii
Relacja z GamesComu 2013 cz. I
Wszystkie gry jadą do Kolonii
Relacja z Gamescomu 2018 Cz. I
Święto graczy w Kolonii po raz dziesiąty
World of Tanks: Roll Out
Przewrotny los
- recenzja
Relacja z Gamescomu 2017 Cz. IV
Wysyp polskich gier
Relacja z Gamescomu 2017 Cz. III
Wirtualna i sprzętowa rzeczywistość na targach

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.