» Recenzje » Nightmares from the Deep: The Siren's Call

Nightmares from the Deep: The Siren's Call


wersja do druku

Drugie starcie z morskim diabłem

Autor: Redakcja: Maciej 'Repek' Reputakowski

Nightmares from the Deep: The Siren's Call

Już od dobrych paru lat polskie studia deweloperskie tworzą gry znane na całym świecie. Jednak gdy niektórzy twórcy skupiają się na wielkich tytułach z wielomilionowymi budżetami, inni celują w bardziej niszowych odbiorców. Taką właśnie drogę wybrał Artifex Mundi, którego Nightmares from the Deep właśnie doczekało się kontynuacji.

The Siren's Call, podobnie jak pozostałe produkcje zabrzańsko-krakowskiego zespołu, należy do gatunku Hidden Object Puzzle Adventure i przeznaczony jest głównie dla graczy casualowych. Gra opiera się na elementach znanych z klasycznych przygodówek point&click, jednak oprócz zagadek logicznych i znajdowania zastosowań dla znalezionych narzędzi ważną rolę pełnią tutaj sceny z ukrytymi obiektami. Naszym zadaniem jest znalezienie konkretnych elementów wśród góry rozmaitych przedmiotów. Oprócz nazwy poszukiwanej rzeczy do dyspozycji mamy też "sonar", który wskazuje nam jej kształt.

Piracka historia

W pierwszej części – The Cursed Heart – Sarah Black uratowała swoją córkę z rąk nieumarłego pirata i zerwała pakt zawarty między nim a legendarnym Davy Jonesem. Teraz przyjdzie nam zmierzyć się z kolejną klątwą morskiego diabła. Dawno, dawno temu grupa piratów postanowiła porzucić łupieżczy proceder, ustatkować się i żyć w spokoju, korzystając ze zdobytych bogactw oraz zysków z rybołówstwa – tak powstało miasteczko Kingsmouth. Sielanka nie trwała jednak długo, bo pieniądze szybko zaczęły się kończyć. Wtedy na pomysł wpadł burmistrz Murray, dawny kapitan pirackiego okrętu. Wezwał Davy Jonesa i zawarł z nim pakt – dusze mieszkańców miasteczka w zamian za syrenę Calliope, której śpiew będzie zwabiał ryby w sieci. To jednak nie wystarczyło Murray'owi – odebrał Calliope jej moc i kontrolując krakena, zaczął zatapiać i rabować przepływające statki. Tymczasem klątwa działała. Burmistrz i jego ludzie powoli zamieniali się w ryboludzi, a pozostali mieszkańcy Kingsmouth chowali się w domach lub próbowali przeciwstawić się nowemu krwawemu porządkowi.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Bohaterka znalazła się w samym środku tej kabały za sprawą jednego z żołnierzy burmistrza, który zakochał się w syrence i postanowił ją uwolnić. Pomocy szukał więc u osoby, która z podobną klątwą miała już do czynienia. Historia przedstawiona w grze jest ciekawa i trzyma przed ekranem, trudno jednak dopatrywać się w niej szczególnej oryginalności czy zwrotów akcji. Podobnie jak poprzednia część, tak i ta czerpie pełnymi garściami z popkultury, a zwłaszcza Piratów z Karaibów. Jedyną wyróżniającą się postacią jest burmistrz Murray, którego historię i motywację poznajemy głębiej, czytając zbierane po drodze wspomnienia i fragmenty dziennika. Tym bardziej szkoda, że przez całą grę nie mamy okazji z nim porozmawiać.

Do you have something for me?

Mechanizm rozgrywki nie odstaje od tego, co znamy z innych produkcji Artifeksu. Podobnie jak w The Cursed Heart, do zdjęcia klątwy potrzebujemy znaleźć dwanaście złotych monet i przekazać je gnomowi strzegącemu skrzyni. Nowością jest dodatkowy rodzaj scenek z ukrytymi obiektami. Musimy w nim nie tyle znaleźć wymienione przedmioty, co odkryć zależności między obiektami na ekranie i z ich pomocą stworzyć poszukiwane narzędzie. Nie stanowi to wielkiego wyzwania, ale jest miłym urozmaiceniem rozgrywki. Klasyczne etapy hidden object nie są zbyt łatwe, jednak nie powinny frustrować. Gdyby tak się jednak stało, zamiast danej scenki możemy zagrać w madżonga. Kilka razy zdarza się przedmiot, którego znalezienie jest niemal niemożliwe bez skorzystania z podpowiedzi, co z kolei utrudnia zdobycie wszystkich osiągnięć. System achievementów jest właśnie kolejną nowością w grze. Wcześniej istniały, co prawda, osiągnięcia fabularne i związane z minigrami, teraz doszły do tego trzy rodzaje znaków ukrytych na planszach. Przejście całej gry zajmuje około czterech godzin i trudno się zablokować po drodze. Zagadki i czynności potrzebne do popchnięcia fabuły naprzód są raczej oczywiste, dodatkowo mapa wskazuje lokacje, w których można coś zrobić (poza najwyższym poziomem trudności). Mapa pozwala także na błyskawiczną podróż, co znacząco przyspiesza rozgrywkę.

Twórcy zdecydowanie muszą popracować nad budowaniem napięcia. Wszystkie sceny, które mają nas zaskoczyć lub przestraszyć, prezentowane są przez identyczny wstrząs ekranu. Za drugim razem robi się to nużące, a kolejne przypadki wyłącznie irytują. Jeśli zaś grało się w którąkolwiek z poprzednich gier studia, irytacja pojawia się już przy pierwszym spotkaniu z tą sztuczką. Dopracowania wymaga także interfejs. W założeniu gry stworzone na Spark Casual Engine mają być jak najbardziej przystępne, jest jednak parę elementów, które warto by zmienić. Dziwi zwłaszcza zrezygnowanie z obsługi prawego przycisku myszy. W poprzednich grach pozwalał on, przykładowo, na obracanie przełączników w drugą stronę. Bardzo przydałby się także do zamykania wszelkich ekranów zbliżeń, co niestety wciąż nie jest możliwe. Zdarza się także, że niektórych scen nie można przybliżyć, trzymając w ręku przedmiot, choć normalnie nie stanowi to żadnego problemu. To drobny błąd, ale zaskakujący, jeśli weźmiemy pod uwagę przesuwaną premierę oraz otwarte beta-testy.

Proste piękno

Choć The Siren's Call będzie spokojnie działać na słabszych komputerach, wcale nie oznacza to, że wygląda brzydko. Dwuwymiarowe lokacje fantastycznie budują nastrój gry i nadają jej charakteru. Zwiedzimy nie tylko ulice zanurzonego wciąż w XIX wieku miasteczka, ale także pokład zniszczonego statku, więzienie czy latarnię morską. Jedyne, czego brakuje, to porządnej mimiki twarzy – obecnie nie ma jej wcale. Drugim elementem pomagającym zanurzyć się w przedstawionym świecie jest muzyka. Za jej skomponowanie odpowiada Nikola Pacek Vetnik i temu, co stworzył, nie można niczego zarzucić. Dostosowane do akcji utwory sprawiają, że jeszcze bardziej przeżywamy wydarzenia, w których uczestniczy Sarah.

Artifex Mundi znowu dostarczył nam to, co robi najlepiej – krótką przygodówkę dla casuali z ukrytymi obiektami i piękną grafiką. Każdy, kto grał w inne produkcje studia, nie zostanie raczej zadziwiony ani zaskoczony. To wciąż dobra i wciągająca rozrywka na kilka godzin. Szkoda tylko, że dwanaście miesięcy dewelopingu, którymi chwalą się twórcy, nie pozwoliło wprowadzić większych zmian i udoskonaleń.

Plusy:

  • wciągająca fabuła
  • bajeczna grafika
  • nastrojowa muzyka

Minusy:

  • mało różnic względem poprzednich gier
  • nieoptymalny interfejs
7.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Nightmares from the Deep: The Siren's Call
Producent: Artifex Mundi
Wydawca: Artifex Mundi
Dystrybutor polski: cdp.pl
Data premiery (świat): 24 lipca 2013
Data premiery (Polska): 24 lipca 2013
Platformy: PC
Wymagania sprzętowe: OS Windows XP/Vista/7, Procesor 2,0 GHz, 1 GB RAM, 2 GB na dysku twardym
Strona WWW: artifexmundi.com/page/piraci2/



Czytaj również

Nightmares from the Deep: The Cursed Heart
Z małego wyświetlacza na duży
- recenzja

Komentarze


beacon
   
Ocena:
+1
Nie jestem fanem tego typu gier, ale grafika jest ŚLICZNA!
23-07-2013 23:44
Patryk Cichy
   
Ocena:
0
Gower, a nie wiesz może czy ta gra jest dostępna w całości po polsku?
24-07-2013 06:57
gower
   
Ocena:
+1
W tej chwili wyłącznie po angielsku, premiera wersji polskiej planowana jest na wrzesień:)
24-07-2013 12:19

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.