» Recenzje » Hitman: Kompletny pierwszy sezon

Hitman: Kompletny pierwszy sezon


wersja do druku

Agent 47 znowu w formie

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Hitman: Kompletny pierwszy sezon
Nie istnieje chyba żadna dłuższa seria gier, która nie miałaby na swoim koncie przynajmniej jednej części zauważalnie słabszej od pozostałych. W przypadku rozpoczętego w 2000 roku Hitmana było to Rozgrzeszenie, po którego klęsce istniało poważne ryzyko, że marka już się nie podniesie. Na szczęście jednak okazało się inaczej, a najnowsze dzieło IO Interactive, zatytułowane po prostu Hitman, stanowi triumfalny powrót do wysokiego poziomu.

Przygody najlepszego profesjonalnego zabójcy świata nigdy nie słynęły ze szczególnie rozbudowanych historii i nie inaczej jest w tym przypadku – kolejne misje agenta 47 są ze sobą dość luźno powiązane fabularnie i tylko krótkie filmiki pomiędzy nimi pozwalają utworzyć jaką taką łączność przyczynowo-skutkową. O intrydze nie ma co się rozpisywać – stanowi ona dość dobry, ale mimo wszystko pretekst do odwiedzania kolejnych ciekawych lokacji i wykonywania zlecanych na nich zadań. Zamiast tego możemy skupić się na tym, co jest w tej serii najważniejsze – kontraktach.

W sześć misji dookoła świata

W przeciwieństwie do poprzednich odsłon, nowy tytuł od duńskiego studia był wypuszczany w odcinkach, a dopiero od niedawna możemy kupić pełne wydanie pierwszego sezonu. Hitman składa się z prologu (dwóch stosunkowo krótkich misji treningowych) oraz sześciu zadań głównych, w ramach których zwiedzimy paryską posiadłość, włoskie miasteczko Sapienzę, ulice i ambasadę w Marakeszu, luksusowy hotel w Bangkoku, farmę w Kolorado oraz ekskluzywny szpital w Hokkaido. W porównaniu do Silent Assassina lub Krwawej forsy liczba ta może się wydawać niewielka, ale to tylko pozory – każda z głównych lokacji jest wystarczająco rozległa, by zmieściło się na nich po kilka zadań z poprzednich gier, a kontrakty wymagają zabicia co najmniej dwóch (a w epizodzie piątym aż czterech) osób. Nikt nie będzie mógł narzekać na to, że agent 47 ma mało do roboty.

Kręgosłup rozgrywki wygląda mniej więcej tak samo, jak w poprzednich częściach – misje polegają na przedostaniu się w silnie strzeżone miejsca i zlikwidowaniu danej osoby. Rozwiązania siłowe zazwyczaj odpadają z racji licznej ochrony celów, toteż najpierw powinno się pospacerować po okolicy w celu zyskania przydatnych informacji poobserwować zachowanie naszej przyszłej ofiary, aby dowiedzieć się, w jakich miejscach przebywa; poszukać odpowiedniego przebrania, aby niepostrzeżenie się do niej zbliżyć, oraz permanentnie rozwiązać problem, jakiego przysporzyła naszym pracodawcom. Dobrą wiadomość stanowi fakt, że z racji poprawienia sztucznej inteligencji zasiedlających poziomy postaci zniknęła większość absurdów charakteryzujących serię, takich jak hiperpodejrzliwi ochroniarze, otwierający ogień w kierunku gracza na każdą zauważoną błahostkę – tym razem dzięki odpowiednio zaprojektowanym mapom możemy bezstresowo wędrować po większości miejsc i dopiero próbując dostać się w bardziej strzeżone obszary, musimy ostrożniej obchodzić się z potencjalnymi przeciwnikami.

Raz jeszcze, ale tym razem inaczej

Gracze skoncentrowani na bezpośrednim wykonaniu zleconych zadań mogą ukończyć cały sezon w mniej niż dziesięć godzin, ale grając na chybcika, pozbawiamy się styczności z największą zaletą Hitmana – różnorodnością sposobów wykonania misji. Oprócz tradycyjnych metod zlikwidowania wyznaczonych celów (za pomocą karabinu snajperskiego, pistoletu z tłumikiem, trucizny czy garoty) kontynuowany jest trend zapoczątkowany w Krwawej forsie, czyli wykorzystywanie napotykanych podczas misji Możliwości. Pozwalają one przeważnie na upozorowanie tragicznych wypadków, a opierają się na odpowiedniej manipulacji napotykanymi przedmiotami i miejscami – wymaga to trochę czasu i wysiłku (chyba że gramy z włączonymi pełnymi podpowiedziami, które znacznie ułatwiają rozgrywkę), ale w efekcie po odpowiednim przygotowaniu pozwala wykonać zadanie w taki sposób, by nikomu nawet nie przyszło do głowy, że z daną śmiercią miał cokolwiek wspólnego zabójca do wynajęcia.

Co więcej, każdy z epizodów posiada listę wyzwań, których wykonanie pozwala zyskać doświadczenie i odblokować bonusy przydatne przy ponownym przechodzeniu etapu – a że jest ich naprawdę dużo i wymagają drastycznie różnych podejść, to ukończenie wszystkich powinno zająć wystarczająco wiele godzin, by każdy fan serii mógł poczuć się usatysfakcjonowany. Pierwszy sezon Hitmana został zaprojektowany pod kątem przechodzenia poziomów po wiele razy i okazało się to strzałem w dziesiątkę – dzięki bogactwu udostępnionych możliwości rozwiązania problemów i zabicia celów możemy przejść każdą z misji po kilka razy i wciąż odkrywać po drodze zupełnie nowe rzeczy. Ktoś, kto kończy znajomość z grą, po jednokrotnym jej ukończeniu, raczej nie znajdzie tu zbyt wiele dla siebie, ale fani takiej formuły, zdeterminowani, by rozkręcić grę na czynniki pierwsze, będą mieli masę zabawy. Hitman to zbiór ogromnych, wirtualnych placów zabaw i tylko od nas zależy, jak wiele spędzimy na nich czasu i w jaki sposób.

Próby wyszkolenia i cierpliwości gracza

Jeśli mimo wszystko komuś zależy na dodatkowych wyzwaniach, to wygórowane wymagania graczy powinny spełnić Nieuchwytne Cele – co jakiś czas dodawane do gry kontrakty, na których wykonanie mamy tylko kilka dni oraz jedną szansę. W takich warunkach nie ma miejsca na zbędne ryzykowanie i konieczne stają się ostrożność, planowanie posunięć oraz perfekcyjna znajomość lokacji, zatem w tym momencie przydatne okazuje się kilkukrotne przejście któregoś z poprzednich poziomów. Oczywiście, niektórych może drażnić fakt, że jeśli ktoś przegapi możliwość zapolowania na taki cel, to okazja już się nie powtórzy, lecz tryb ten stanowi na tyle mały element gry, że nawet omijając go kompletnie, niewiele stracimy. Fani serii poszukujący dreszczyku emocji i ostatecznego sprawdzianu swoich umiejętności powinni być zadowoleni.

Hitman zdawać się może grą idealną, jednakże w tej beczce miodu znalazła się łyżka dziegciu, którą bez wątpienia jest konieczność ciągłego połączenia z internetem podczas rozgrywki. Rozwiązanie to nie ma żadnego praktycznego uzasadnienia, a jego jedynym wkładem jest irytowanie gracza. Przejście misji w trybie offline jest wprawdzie możliwe, ale nie można w ten sposób zaliczyć dodatkowych wyzwań, zatem jeśli każdy, komu zależy na odblokowywaniu bonusów, i tak później będzie musiał powtórzyć dany etap. Jeśli połączenie zostanie zerwane już po rozpoczęciu misji, a my zapiszemy stan gry, to niemożliwe staje się jej kontynuowanie online, co prowadzi do tego samego problemu, co opisany przed chwilą. Dodając do tego fakt, iż w pewnych momentach serwery po prostu nie wytrzymują (zwłaszcza w dniu dodania nowego Nieuchwytnego Celu), otrzymujemy przepis na kompletnie zbędny mechanizm służący utrudnianiu życia.

Triumfalne zmartwychwstanie

Pewne problemy wiążą się również z silnikiem gry. Owszem, mamy do czynienia z doszlifowaną i niemalże pozbawioną bugów wersją Hitmana, jednakże nie została naprawiona jego największa bolączka – stosunkowo słaba optymizacja, przez którą nawet na mocnych maszynach łatwo może dojść do spadku liczby klatek na sekundę. Nie jest to jednak tak wielka wada, jak mogłoby się wydawać, ponieważ poziom oprawy graficznej wynagradza tego typu słabostki: poziomy są olbrzymie i gęsto zasiedlone, a każdy z nich wyróżnia się swoim własnym charakterystycznym stylem wizualnym, dzięki czemu ani przez moment nie odczuwamy znużenia powtarzalnością. Nawet jeśli nie wszystkie lokacje są idealne (pod tym względem negatywnie wyróżnia się Marakesz), to wystarczy po raz kolejny przespacerować się po pięknej, słonecznej Sapienzie, by puścić to w niepamięć. Na pochwałę zasługuje też autor ścieżki dźwiękowej. Pożegnano się niestety z odpowiedzialnym za muzykę w poprzednich grach Jesperem Kydem, ale jego następca stanął na wysokości zadania, dzięki czemu kawałki odgrywane w poszczególnych etapach znacząco pomagają w budowaniu atmosfery.

Chociaż epizodyczna struktura gry zmuszała przed premierą do uzasadnionego sceptycyzmu, to pierwszy sezon Hitmana dość nieoczekiwanie okazał się być jednym z najlepszych tytułów ubiegłego roku. Jest to nie tylko pozycja obowiązkowa dla każdego fana serii, ale też tytuł, z którym zapoznanie się mogę polecić graczom, którzy nie mieli dotychczas styczności z jej poprzednimi odsłonami. Do ideału jeszcze trochę brakuje, ale już teraz docenić należy dbałość, z jaką IO Interactive podeszło do tej próby wskrzeszenia marki. Dzięki niej operacja zakończyła się pełnym sukcesem. Już nie mogę doczekać się kolejnego sezonu, a że twórcy mają w planach stworzenie jeszcze co najmniej dwóch, jedno jest pewna – fanów agenta 47 wciąż czeka masa zabawy.

Plusy:

  • projekty lokacji
  • grafika
  • wiele sposobów na osiągnięcie celu
  • różnorodność wyzwań
  • oprawa dźwiękowa

Minusy:

  • konieczność stałego połączenia z internetem
  • kiepska optymizacja

9.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Hitman: The Complete First Season
Producent: Io-Interactive
Wydawca: Square-Enix
Dystrybutor polski: Cenega
Data premiery (świat): 31 stycznia 2017
Data premiery (Polska): 31 stycznia 2017
Platformy: PC, PlayStation 4, Xbox One
Strona WWW: hitman.com
Sugerowana cena wydawcy: 209,99 zł



Czytaj również

Hitman
Nie taki Hitman straszny

Komentarze Obserwuj


Kanibal77
   
Ocena:
0

Nie zgodzę się z niską oceną hitman absolution. Gra miała w założeniu przypominać konwencją filmy Quentina, co powiodło się w 100%, ja osobiście rozwalając oddział zakonnic bojowych, bawiłem się świetnie. Ale to już jest taka kwestia, że zawsze znajdą się tacy, którzy będą gotowi ogłosić, że dana seria filmowa/growa lub kapela się skomercjalizowała, bo kolejna produkcja nie trzyma klimatu pierwszej (tj. nie jest jej klonem). Dlatego istnieje klasa pryszczatych metalków z licbazy święcie przekonanych o tym, że metallica się skiepściła (bo każda kolejna płyta jest utrzymana w innej konwencji muzycznej) za to behemoth jest tró (bo na każdej płycie nergal wydziera jape tak samo, do tej samej muzyki, co zresztą jest obliczone na to, by długowłosi spece od metalu z licbazy wyciągnęli od starych hajsy na płytę, czy koncert).  

22-02-2017 14:29

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.