» Recenzje » Graliśmy w Total War: Arena

Graliśmy w Total War: Arena

Graliśmy w Total War: Arena
Miecz czy pika? Kawaleria czy łucznicy? Szalone szarże czy stonowany pochód naprzód? Ryzykanckie wypady czy spokojne i stopniowe podgryzanie wroga? Dzięki wersji beta Total War: Arena gracze z całego świata mogą sprawdzić, jaki styl prowadzenia wojsk i bitew najbardziej im odpowiada.

Były już czołgi, samoloty i statki, teraz nadszedł czas na wojnę w starożytności. Wargaming, korzystając z licencji Creative Assembly na serię Total War, stworzył grę, w której graczom przychodzi wcielać się w znanych z kart historii przywódców wojsk Kartaginy, Rzymu, Grecji i barbarzyńców, by walczyć o zwycięstwo.

Model rozgrywki nie jest specjalnie skomplikowany. Po wyborze jednego z dowódców kompletujemy miniarmię składającą się z trzech oddziałów (czyli zazwyczaj około dwustu ludzi, jeżeli nie wybieramy broni oblężniczej) i staje do walki dziesięciu na dziesięciu na losowo wybranej mapie. Partia trwa do momentu zdobycia kontroli nad bazą przeciwników, wybiciu ich żołnierzy do nogi lub do posiadania większej ilości żołnierzy po piętnastu minutach. Za bitwy zdobywa się srebro i punkty doświadczenia potrzebne do wykupywania ekwipunku, przedmiotów jednorazowego użytku dla żołnierzy oraz odblokowywaniu kolejnych jednostek, dowódców oraz umiejętności. System ten wyda się dość znajomy każdemu, kto grał w dowolną grę Wargamingu.

Wojna jest prosta

Do wyboru są cztery frakcje, z których każda ma kilku dowódców specjalizujących się w wybranym typie jednostek – te zaś, jak można się było spodziewać, działają na nieco rozszerzonej zasadzie papier–kamień–nożyce. Na początku mamy dostęp do jednego dowódcy każdej frakcji poza Kartaginą. Jednostki przyporządkowane do dziesięciu poziomów i kolejnych generałów odblokowujemy za odpowiednią liczbę doświadczenia. Zdobywane równolegle srebro służy do wstawiania nowych jednostek do używanego oddziału (czyli kosztuje na przykład zmiana kompozycji, jaką chce się przetestować), uzupełniania strat w ludziach oraz wykupywania dla nich jednorazowych przedmiotów. Żeby jednak wykupić na przykład jednostkę III poziomu, należy skompletować drzewko technologiczne obejmujące I i II poziom – nie tylko samą jednostkę, ale też jej wyposażenie – oraz odpowiednio wysoko awansować generała. W takiej sytuacji dojście do słoni bojowych, jednostki szóstego poziomu u Hannibala, może trochę zająć. Jedynym plusem takiego rozwiązania jest fakt, że dowódcy poszczególnych frakcji dzielą ze sobą pulę odblokowanych jednostek. Wciąż jednak dla gry wyższymi poziomami jednostek niezbędne są długie godziny grindowania – tym bardziej, że potyczki kończy się często z ujemnym bilansem srebra, co zmusza do dalszego grindowania, żeby być w stanie uzupełnić straty. Oczywiście, dzięki walucie premium (tutaj: złoto) można znacząco przyspieszyć progres lub kupić kilka unikalnych jednostek. Te ostatnie nie są mocniejsze od zwykłych żołnierzy danego poziomu, ale pozwalają oszczędzić czas i zapewniają większe bonusy do zdobywanego doświadczenia i srebra.

Ładne miejsca prostych bitew

Na chwilę obecną dostępnych jest jedenaście lokacji, które wydają się dość urozmaicone i przedstawiają znane z historii miejsca (Wzgórze Kapitolińskie, Termopile, Maraton, Wał Hadriana). Mapy wybierane są losowo, a składy obu drużyn (rodzaje jednostek i ich poziomy) ustala system matchmakingu, nad którym ciągle deweloperzy pracują – i bardzo dobrze. Zdarzają się bowiem mecze, w których jedna strona ma zdecydowaną przewagę technologiczną albo kompozycja jednostek jest niezbalansowana i utrudnia zastosowanie jakiejkolwiek rozsądnej taktyki.

Same bitwy trwają zazwyczaj do dziesięciu minut i jeżeli obie drużyny mają porównywalną pozycję wyjściową, to wszystko zależy od komunikacji między graczami – bardzo łatwo jest dać się oskrzydlić czy wystawić na atak kawalerii, który w kilkanaście sekund może pozbawić gracza (szczególnie tego grającego strzelcami) większości jego oddziałów i sprowadzić do roli biernego obserwatora reszty batalii. A że zazwyczaj przewaga jednego czy dwóch składów pozwala przeciwnikowi na snowballing (gwałtowne osiągnięcie przewagi nie do zniwelowania), to trzeba być bardzo uważnym w tym, co się robi. Na szczęście gra jest w miarę przyjazna nowicjuszom – do pewnego poziomu doświadczenia gra się tylko przeciwko SI, a i nawet później można testować swoje nowo nabyte oddziały bez konieczności zbierania batów od bardziej doświadczonych graczy. Trochę też szkoda, że poza umiejętnościami oddziałów i dowódców oraz możliwością poprawiania statystyk jednostek zakupionymi przedmiotami brak większej głębi taktycznej. Mikrozarządzanie ogranicza się do aktywacji umiejętności i wskazywania kierunku ruchu lub ataku – nie ma chociażby możliwości ustawienia formacji czy łączenia ze sobą oddziałów.

Nadzieja na lepsze jutro

Graficznie Total War: Arena póki co nie zachwyca – o ile statyczne pola bitwy są dość ładne i krajobrazy nie straszą pikselozą (bez dużego przybliżenia), o tyle w przypadku jednostek mamy do czynienia z wojną klonów i walką oddziałów z czasów no może drugiego Medievala, gdzie tylko kilka jednostek wymienia ciosy. Można, oczywiście, kupić sobie graficzne ozdobniki dla oddziałów – ale dostępne są wyłącznie za złoto.

Z kolei bardzo pozytywne wrażenia wywiera aktywność społeczności oraz samych deweloperów. Często pojawiają się zniżki na wewnątrzgrowe zakupy, bonusy do zdobywanego srebra i doświadczenia oraz artykuły dotyczące różnych aspektów gry – w oficjalnym kliencie znaleźć możemy odnośniki choćby do postów redditowych czy nagrań co bardziej zaangażowanych youtuberów. Czuć, że Total War: Arena żyje i jest powoli ubogacana i dopieszczana, pojawił się także publiczny serwer testowy, mający poprawić jakość kolejnych patchy.

Total War: Arena nie jest produktem skończonym i sporo da się jeszcze doszlifować (szczególnie w kwestii balansu oraz matchmakingu). Warto także zastanawiać się nad tym, czy nie można by nieco poprawić wewnętrznego systemu ekonomii. Poza tym to całkiem ciekawa i dość szybka alternatywa dla singleplayerowych Total Warów – dopiero się okaże, na ile tego typu szybkie bitwy znajdą uznanie w oczach fanów.

Plusy:

  • różnorodność jednostek
  • ładne mapy
  • krótki czas jednej partii

Minusy:

  • "atak klonów"
  • konieczność wielogodzinnego grindowania
  • utykający matchmaking

Zrzuty ekranu pochodzą z oficjalnych materiałów producenta.

Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Total War: Arena
Producent: Creative Assembly
Wydawca: Wargaming
Dystrybutor polski: Wargaming
Data premiery (świat): 2018
Data premiery (Polska): 2018
Platformy: PC
Strona WWW: totalwararena.net
Sugerowana cena wydawcy: free-to-play



Czytaj również

World of Tanks: Roll Out
Przewrotny los
- recenzja
Total War: Warhammer II
Witamy w Nowym Świecie
- recenzja
Relacja z Gamescomu 2017 Cz. II
Mocny występ Wargamingu w Kolonii
Total War: Warhammer
Wojna totalna w świecie Chaosu i magii
- recenzja
World of Warships
Walka na morzu lagów
- recenzja
World of Warships – wrażenia z bety
Piekło na Pacyfiku czas zacząć

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.