» Recenzje » BattleTech

BattleTech


wersja do druku
BattleTech
Los grupy najemników spoczywa na Twoich barkach. Masz do dyspozycji potężne bojowe mechy i grupę wyszkolonych MechWarriorów. Czy podołasz wyzwaniu i poprowadzisz swoją kompanię do sukcesu, a może ugniesz się pod ciężarem finansowych zobowiązań?

Battletech to turowa strategia amerykańskiego studia Harebrained Schemes znanego przede wszystkim z serii Shadowrun, czyli taktycznych erpegów powstałych w oparciu o papierowy system o tej samej nazwie. Po przeniesieniu na ekran zmagań fantastycznych ras w cyberpunkowych klimatach twórcy postanowili wziąć na warsztat kolejny tradycyjny system RPG, w którym potężne mechy ścierają się w potyczkach na zdewastowanych po wiekach wojen planetach.

Gdzie jesteśmy, o co walczymy?

Osoby, które do tej pory nie miały styczności z tym uniwersum, mogą być ciekawe, czy BattleTech będzie do niego dobrym wprowadzeniem. Trzeba przyznać, że twórcom udało się osiągnąć sukces. Zabawę zaczynamy bowiem od obejrzenia klimatycznego wstępu, który w pigułce przedstawia historię uniwersum od pierwszego skoku nadprzestrzennego, przez następujący po nim proces kolonizacji coraz odleglejszych zakątków galaktyki, powstanie, rozwój i upadek Gwiezdnej Ligii, aż po wyniszczające wojny toczone przez wielkie rody Wewnętrznego Kręgu (terenów najbliżej położonych Ziemi) o dominację nad zgliszczami upadłej Ligii.

Ponadto, dla większości nazw własnych pojawiających się w grze dostępna jest możliwość rozwinięcia podpowiedzi, która dokładnie opisuje daną kwestię. Przestudiowanie wszystkich pozwala doskonale zorientować się w historii świata, aktualnym rozkładzie sił politycznych czy specyfice podróży międzygwiezdnych oraz poznać wiarygodne uzasadnienie, dlaczego w czwartym tysiącleciu ludzkość nie prowadzi wojen w przestrzeni kosmicznej, zamiast tego tocząc niemal tradycyjne boje na powierzchniach planet.

Nieco gorzej jest natomiast z zawiązaniem fabuły. Po rozpoczęciu nowej gry wita nas animacja, w której... jak się później okaże, nasza główna zleceniodawczyni, Lady Kamea Arano, dziękuje za pomoc w odzyskaniu tronu. Zdradzenie zakończenia historii jeszcze przed jej rozpoczęciem jest bardzo dziwnym zabiegiem ze strony twórców. Czy na pewno chcemy coś takiego wiedzieć, rozpoczynając nową grę?

Zaraz potem otrzymujemy możliwość stworzenia własnego bohatera, wybierając spośród dostępnych opcji pochodzenia, historii rodziny oraz powodu, dla którego zasiadł on za sterami mecha. Wprowadzenie rozbudowanych opcji związanych z pochodzeniem postaci jest miłym dodatkiem, pozwalającym lepiej wejść w jej skórę. Daje to również nadzieję na pewną nieliniowość i fabularne rozwinięcie wybranych wydarzeń w dalszej części gry.

Niestety dokonane wybory są raczej elementem kosmetycznym, gdyż wpływają jedynie na możliwość pojawienia się w rozmowach dodatkowych opcji dialogowych (które często prowadzą i tak do tej samej odpowiedzi rozmówcy) lub kilku jednorazowych zdarzeń (najczęściej konfrontacji z demonami przeszłości), których wpływ jest głównie narracyjny. Poza tym, niezależnie od tego, jaką pokręconą historię wybierzemy dla protagonisty, wszystkie drogi w bardzo wygodny dla twórców sposób prowadzą do Rzymu, którym w tym wypadku jest propozycja dołączenia do gwardii królewskiej rodu Arano, gdzie rozpoczyna się właściwa fabuła.

Jak to się zaczęło?

Korzystając ze sprawdzonych Hitchcockowskich rozwiązań, twórcy rozpoczynają akcję od trzęsienia ziemi. W dniu koronacji Lady Kamei Arano, stolica zostaje niespodziewanie zaatakowana przez wujka niedoszłej władczyni. Atak kończy się sukcesem, uzurpator przejmuje władzę, Lady Kamea najprawdopodobniej zginęła, a pozostali przy życiu lojaliści zostali zmuszeni do odwrotu. Główny bohater znajduje schronienie na statku kompanii najemników pośpiesznie opuszczających przestrzeń pogrążonego w chaosie kraju. W uniwersum Battletech transport międzyplanetarny do najtańszych nie należy, więc w wyniku tej przymusowej podróży kompania popadła w olbrzymie długi, w których bohater również ma swój udział. Aby go spłacić, przyłącza się do najemników i korzystając ze swoich umiejętności, ostatecznie obejmuje nad nimi dowództwo. Sytuacja nie jest najlepsza, kompania nadal znajduje się na skraju bankructwa, zleceniodawcy nie zawsze chcą płacić za wykonane usługi, a bank grozi odebraniem statku. W tym momencie do załogi odzywa się tajemniczy nieznajomy, oferując nieoficjalnymi kanałami znakomite zlecenie, które może pomóc najemnikom wreszcie stanąć na nogi.

Tak zaczyna się historia, której finał znamy z początkowej animacji, jednak mimo to opowieść jest nadal ciekawa, a motywacja pchająca kompanię do działania (zwyczajne, przyziemne problemy związane z brakiem pieniędzy i ogromnym zadłużeniem) jest wiarygodna. I choć historia skupia się przede na odzyskaniu tronu przez prawowitego następcę, prowadząca do niego droga jest kręta i nierzadko skieruje nas w niezbadane części kosmosu, których odkrywanie sprawia dużo frajdy.

Niestety, historię jako całość można ocenić co najwyżej jako dobrą. Nie jest ani arcydziełem w swojej kategorii ani nie próbuje wyjść poza schemat walki dobrych rebeliantów ze złym uzurpatorem. Ponadto, bardzo dostrzegalny jest zmarnowany potencjał. Twórcy pozwolili eksplorować duży obszar, kontrolowany przez 8 różnych frakcji (wliczając planety niezależne). Niestety, misje fabularne rozgrywają się jedynie na wycinku mapy, a zatem podążając za historią, odwiedzimy maksymalnie jedną czwartą (albo i mniej) dostępnych miejsc. Ponadto, pomimo istnienia na mapie terenów kontrolowanych przez trzy wielkie rody Wewnętrznego Kręgu, nie mają one żadnego wpływu na główny wątek.

Twórcy sami przyznali, że akcja BattleTecha odbywać się będzie na uboczu wielkich wydarzeń znanych z uniwersum, ale pominięcie w historii głównych rozgrywających tego świata powoduje, że jest ona mniej ciekawa i krótsza, niż mogłaby być. Ostatecznie, tereny niezwiązane z wątkiem fabularnym sprowadzone zostały do roli miejsc, gdzie nasza kompania może otrzymać generowane losowo zlecenia.

Jak zarobić dużo pieniędzy i nie zginąć?

O ile BattleTech nie wyróżnia się fabułą, o tyle rozgrywka jest na naprawdę wysokim poziomie. Składa się z dwóch zasadniczych elementów. Pierwszym jest zarządzanie kompanią najemników. Do dyspozycji mamy kosmiczny statek desantowy z ładownią pełną gotowych do walki mechów, załogę statku oraz MechWarriorów – doskonale wyszkolonych pilotów maszyn kroczących. Utrzymanie takiego przedsięwzięcia oczywiście sporo kosztuje. Każdego miesiąca musimy wypłacić pensje pilotom, zapłacić za utrzymanie statku, jego komponentów i mechów oraz spłacić odsetki od kredytu. Zakupy wyposażenia bojowego, wymiany części oraz podróże międzyplanetarne również sporo kosztują. Co istotne, czas jest równie ważnym zasobem co pieniądze. Każda zlecona załodze czynność trwa określoną liczbę dni. W trakcie napraw czy podróży mechy nie mogą na siebie zarabiać, co szybko może wyczerpać zasoby finansowe. A wtedy wkracza bank...

Na wysokość kosztów możemy wpływać bezpośrednio (przyjmowanie i zwalnianie pilotów, ulepszanie statku) lub pośrednio, ustalając na początku każdego miesiąca generalny poziom wydatków, który wpływa zarówno na morale załogi, jak i na stan statku (co powoduje pojawianie się określonych wydarzeń losowych, korzystnych dla kompanii bądź nie).

Zyski osiągamy poprzez realizację kontraktów bojowych, na które wysyłamy posiadane mechy. Co ciekawe, oferty zleceniodawców podlegają negocjacjom. W ich trakcie możemy ustalić wysokość wynagrodzenia oraz liczbę przedmiotów możliwych do zabrania dla siebie z wraków pokonanych wrogów. Im bardziej będziemy powściągliwi w żądaniach, tym większą reputację zdobędziemy wśród danej frakcji, co zapewni dostęp do lepszych misji w przyszłości i większych wynagrodzeń. Jednocześnie jednak mniej zarobimy na bieżące wydatki, co przybliża nas do bankructwa. Dodatkowo, część kontraktów oferuje także zwrot kosztów podróży na miejsce akcji.

Balansowanie pomiędzy dostępnymi opcjami jest naprawdę satysfakcjonujące i choć dość szybko staje się powtarzalne, to idealnie pasuje do motywu kierowania własną kompanią najemników. Twórcom świetnie udało się zaprojektować warstwę ekonomiczną, nie zapomnieli, że inni ludzie raczej nie towarzyszą nam z dobroci serca tylko z chęci zysku, utrzymanie śmiercionośnych maszyn sporo kosztuje, a ostatecznym przeciwnikiem każdej armii wcale nie jest wróg, tylko brak gotówki.

Zanim ruszymy do walki, czeka nas jeszcze jeden, najważniejszy element przygotowań – wizyta w ładowni, gdzie znajdują się mechy. Zajrzenie tam rozwiewa wszystkie wątpliwości, o czym właściwie jest ta gra. Twórcy położyli duży nacisk na odwzorowanie zasad papierowej wersji BattleTecha, które zakładają ogromne możliwości dostosowania mechów do upodobań gracza.

Mechy podzielone są na klasy różniące się tonażem (lekkie, średnie, ciężkie oraz szturmowe), a do każdej z nich należą różne modele z ustalonym standardowym sprzętem i rolą. Domyślne ustawienia możemy zmienić, dostosowując je do stylu gry, w zakresie ograniczonym jedynie naszą wyobraźnią i dostępnością węzłów, w których możemy zainstalować dany typ uzbrojenia na szkielecie mecha. Niezależnie od tego, czy preferujemy lancę (podstawowy oddział bojowy liczący cztery jednostki) składającą się z lekkiego zwiadowcy i operatorów wyrzutni rakiet, czy z walczących wręcz szturmowych stutonowych potworów, BattleTech daje taką możliwość. Oczywiście za odpowiednią cenę. Mechy można, a nawet trzeba, zaopatrzyć w wyposażenie dodatkowe (wymienniki ciepła zapewniające chłodzenie dla broni czy silniki rakietowe pozwalające na odległe skoki) i pancerz, co zabiera cenne miejsce na broń, ale jest niezbędne, jeżeli chcemy, by maszyna działała optymalnie i nie rozpadła się po przyjęciu pierwszej salwy.

Cała zabawa polega więc na tym, by odpowiednio dostosować sprzęt do nadchodzących bitew, mając na uwadze zarówno preferowany styl walki, jak i czekające zadania, gdyż teren, na którym toczy się misja, również wpływa na działanie mechów. Przykładowo, walka na lodowej planecie pozwala strzelać bez opamiętania bez ryzyka przegrzania. Natomiast bitwa na pozbawionym atmosfery księżycu może spowodować przegrzanie już po pierwszej salwie, jeżeli nie zainwestujemy w wymienniki ciepła i będziemy używali tylko energochłonnej broni laserowej.

Twórcy nie zapomnieli również o personalizacji mechów, umożliwiając nadawanie im indywidualnych nazw, zmianę kolorów oraz typów barw maskujących. Liczba dostępnych opcji może wydawać się przytłaczająca, jednak po jakimś czasie staje się to naszą drugą naturą i grzebanie w mechach zaczyna sprawiać sporo frajdy – zwłaszcza, gdy nasza autorska koncepcja okazuje się faktycznie znakomicie działać w warunkach bojowych.

Mech w warunkach bojowych

Gdy już przygotujemy mechy, nie pozostanie nic innego, jak ruszyć do walki. Planetarne bitwy rozgrywane w systemie turowym stanowią esencję BattleTecha. Zasady walki są dobrym przykładem systemu, którego łatwo się nauczyć, ale ciężko osiągnąć w nim mistrzostwo.

Każdy mech charakteryzuje się inicjatywą, zależną od klasy i umiejętności pilota, a określającą kolejność ruchu. Ten odbywa się zgodnie z popularną zasadą dwóch akcji w trakcie tury, przy czym strzał zwykle ją kończy. Taktyczną głębię wzmacnia fakt, iż mechy podzielone są na szereg części (głowa, tułów, ramiona, ręce, nogi), a każda z nich posiada własny pancerz oraz zainstalowane komponenty. Pancerz jest zwykle silniejszy z przodu, więc należy uważać na pozycję, jaką nasza jednostka zajmuje względem przeciwników. Trafienia mogą spowodować zniszczenie zainstalowanych komponentów lub nawet całej części, co zmniejsza skuteczność bojową. Właściwe ustawienie jest również o tyle istotne, że pewne elementy otoczenia wpływają na współczynniki (w lesie otrzymujemy częściową osłonę i mniejsze obrażenia, natomiast stojącą na kamieniach maszynę dużo łatwiej przewrócić), a broń ma określony zakres zasięgu optymalny, poza którym jest bezużyteczna.

Oprócz właściwego ustawienia musimy zadbać też o to, by mech był w ruchu, gdyż zwiększa to jego możliwości uniknięcia pocisków, oraz by go nie przegrzać, bo może to spowodować uszkodzenie bądź nawet dezaktywację (w zarządzaniu generowanym ciepłem pomaga nam możliwość tymczasowego wyłączenia części broni).

Ogrom taktycznych możliwości dodatkowo potęguje fakt, że o skuteczności mecha decydują także zdolności pilotów. Każdego z nich możemy wytrenować na rożne sposoby, a wybrane umiejętności wpływają na jego klasę. Właściwe dobranie osoby kierującej maszyną kroczącą może zwiększyć synergię naszej lancy, co umożliwi realizację efektywnych strategii. Przykładowo, pilota wytrenowanego na zwiadowcę ze zwiększoną inicjatywą i ruchem powinniśmy wykorzystać do namierzania przeciwników, a tego z umiejętnością strzału przebijającego korzystniej posadzić za sterami mecha z jednym, ale za to potężnym działkiem automatycznym. Umożliwi to zniszczenie jednym strzałem nawet okopanego przeciwnika.

W walce znaczenie ma też morale pilotów, na które wpływają głównie decyzje podjęte w części ekonomicznej. Jego wysoki poziom pozwala skorzystać z dodatkowych, silnych umiejętności, które zdecydowanie przydają się podczas potyczek.

W zakresie taktycznej strony rozgrywki można się przyczepić do sposobu uruchamiania walki wręcz, którą łatwo można pomylić ze zwyczajnym ruchem, co powoduje, że zamiast efektownego zmiażdżenia przeciwnika, idealnie wystawiliśmy mu się na strzał. Ponadto początkowy samouczek, choć pokazuje wiele z opisanych powyżej mechanik, nie robi tego w wystarczająco dobry sposób, a o istotnych niuansach dowiemy się dopiero później (już po stoczeniu kilku walk!) w trakcie opcjonalnych rozmów z naszą załogą. Jeżeli je pominiemy, pozostaje nam samodzielna nauka na własnych błędach, co początkowo może boleć.

Pewne uwagi można mieć również do map, na których toczymy starcia. Przede wszystkim nie są one generowane losowo. Dostępna pula obszarów podzielona jest ze względu na typ misji oraz rodzaj biomu, w którym toczymy walkę. Dzięki temu otrzymujemy ciekawie ukształtowany teren z sensownymi miejscami do zorganizowania obrony bądź zasadzki. Wadą tego rozwiązania jest jednak powtarzalność. Misje fabularne mają własne, stworzone indywidualnie tereny, jednak generowane losowo zlecenia korzystają z dostępnej puli standardowych obszarów. W konsekwencji niszczy to sens eksploracji, gdyż nie ma większego znaczenia, w którym miejscu jesteśmy. Jeżeli akurat wykonujemy misję obrony bazy na lodowej planecie, to prawdopodobnie będzie ona wyglądać tak samo, jak baza, której broniliśmy wcześniej na drugim krańcu kosmosu. Szczytem rozczarowania jest natomiast planeta, którą zgodnie z opisem w całości zamieszkiwały grzybowe formy życia – lasy, zwierzęta, nawet ryby. Niestety po wylądowaniu okazuje się, że walczymy na tych samych trawiastych wyżynach, co kilka światów wcześniej.

Typy misji są wystarczająco zróżnicowane, jak na ten rodzaj gry. Do wyboru mamy więc atak lub eskortę konwoju, zniszczenie lub zajęcie wrogiej bazy, obronę własnej, zniszczenie określonego celu bądź regularna bitwa. W misjach fabularnych cele są natomiast określone indywidualnie i to w nich dzieje się najwięcej ciekawych rzeczy, a intensywność starć zwiększa pojawiający się niekiedy limit czasu.

Z uwagi na tematykę gry starcia są wolne. Sytuacje, gdy mech pada po jednorazowym ostrzale, należą do rzadkości. Dużo częściej przyjmuje na siebie salwę po salwie przez kilka tur, więc walka jest typową wojną na wyczerpanie, podczas której staramy się powoli odstrzeliwać poszczególne części wrogich mechów, minimalizując jednocześnie utratę własnych kończyn. Wbrew pozorom, nie jest to wada gry, ale zaleta. W innych strategiach turowych (choćby w XCOM-ie) stracić jednostkę jest bardzo łatwo, zwłaszcza na początkowych etapach gry. W BattleTechu mechy mogą znieść naprawdę dużo, zanim ostatecznie padną (przyjmowanie salw kilkudziesięciu rakiet "na klatę" jest standardem), a oglądanie tego metodycznego procesu niszczenia jest naprawdę satysfakcjonujące.

Co widać? Co słychać?

Twórcy postarali się o naprawdę imponującą oprawę graficzną. Projekty maszyn, pojazdów kosmicznych i naziemnych są szczegółowe i dopracowane, zmiany wyposażenia mecha czy ulepszenie statku jest od razu widoczne, a mapy zaprojektowano z niezłym wyczuciem skali, co podkreśla wielkość robotów bojowych (z wyjątkiem niektórych gór, które wydają się za niskie).

Bardzo przyjemnym dodatkiem są również animacje podróży międzygwiezdnych oraz desantów planetarnych. Każdy etap rozpoczyna się własną animowaną sekwencją, a odwiedzane rejony czasem (choć nie zawsze) mają swoje unikalne widoki. Dotarcie na księżyc orbitujący wokół gazowego giganta z pewnością zrobi wrażenie.

W trakcie walk kamera może dynamicznie podążać za mechem wykonującym akcję, co wygląda filmowo i pozwala docenić szczegółowość modeli oraz map. I choć większość animacji walk jest wykonana dobrze, to na krytykę zasługuje sposób pokazania walki wręcz. Sekwencje są ze sobą niedostatecznie zsynchronizowane (zamiast zgnieść czołg nogą, mech depcze ziemię obok, a pojazd wybucha), a uderzenia sprawiają wrażenie niemrawych puknięć. Nie tak wyobrażamy sobie dwa wielkie roboty ścierające się w zwarciu.

Na szczęście muzyka jest odpowiednio epicka, pasująca do powolnych, metodycznych starć i nawet po kilkudziesięciu godzinach cieszy ucho. Spokojniejsze utwory przygrywają nam w trakcie zarządzania kompanią (dynamicznie zmieniając się w zależności od tego, w jakiej części statku jesteśmy) i również są na wysokim poziomie.

W udźwiękowieniu można zauważyć pewien zgrzyt spowodowany dodaniem mówionych partii jedynie do części dialogów. Co więcej, te dwa rodzaje występują nieraz tuż po sobie, więc często jesteśmy zaskakiwani, gdy postać przemawia, a zaraz potem milknie, choć z dialogów wynika, że dalej do nas mówi. W trakcie przechadzania się po statku słyszymy także komunikaty radiowe członków załogi, które pozytywnie wpływają na immersję... do czasu, gdy nie zaczną się powtarzać – przykładowo, główny oficer operacyjny jest strasznym kinomaniakiem i podczas rozgrywki zdążył zorganizować grubo ponad setkę wieczorków filmowych dla całej załogi!

BattleTech to gra, w której fabuła jest tylko pretekstem, a nacisk położono na rozgrywkę. Sprawiło to, że całość jest wyśmienita, odpowiednio angażująca i miodna, a powtarzalność nie powinna szybko się znudzić. Niestety prędzej czy później jednak to następuje. Zwłaszcza, że po zakończeniu kampanii, gdy wreszcie możemy żyć pełnią najemniczego życia, nie ma tak naprawdę żadnego powodu, dla którego faktycznie powinniśmy to robić. Większość map już poznaliśmy, generowane losowo zlecenia dawno zaczęły się powtarzać, a podróż na tereny innych frakcji nie poprawia tej sytuacji w żaden sposób, gdyż wszędzie robi się to samo i w tych samych miejscach. Co istotne, trudność generowanych misji wzrasta w miarę postępów w kampanii. Oznacza to, że po jej zakończeniu, niezależnie w którą stronę się udamy, wszędzie walczymy z tymi samymi zestawami maszyn szturmowych bądź (rzadziej) ciężkich, co powoduje również, że i nasz arsenał stanie się powtarzalny, bo zmuszeni jesteśmy porzucić mechy lekkie i średnie. Twórcy obiecali, że przyjrzą się temu problemowi i postarają się bardziej zróżnicować misje tak, by opłacało się posiadać różne typy robotów kroczących, ale na razie kwestia ta nie została poprawiona.

Trzon BattleTecha – turowe starcia potężnych mechów – jest zrealizowany wyśmienicie, jednak dość krótka i mało znacząca w kontekście dostępnych rejonów kampania oraz nieco powtarzalny otwarty świat, w którym nie za bardzo jest co robić, ostatecznie obniżają końcową notę.

7.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: BattleTech
Producent: Harebrained Schemes
Wydawca: Paradox Interactive
Data premiery (świat): 24 kwietnia 2018
Platformy: PC
Wymagania sprzętowe: Intel Core i3-2105 / AMD Phenom II X3 720; 8 GM RAM; Nvidia GeForce GTX 560 Ti / AMD ATI Radeon HD 5870 (1 GB VRAM); DirectX 11; Windows 7 64-bit; 30 GB wolnego miejsca na dysku twardym
Strona WWW: battletechgame.com/
Sugerowana cena wydawcy: 124,99 zł



Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.