» Recenzje » Assassin's Creed Origins

Assassin's Creed Origins


wersja do druku

Pora pozwiedzać piramidy

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Assassin's Creed Origins
Na najnowszą odsłonę serii czekaliśmy z niecierpliwością od momentu, w którym ogłoszono, że gra zabierze nas do czasów, gdy bractwa Asasynów nie istniało. W kraju faraonów tajemnicza organizacja postanowiła zdobyć potężny artefakt dający władzę nad wolną wolą ludzi. Te wydarzenia zapoczątkowały jeden z najstarszych (fikcyjnych) konfliktów świata. Ale czy faktycznie finalna wersja gry, jest tym, czego oczekiwaliśmy?

Origins​ jest już dziesiąta odsłoną serii Assassin’s Creed, fabularnie opartej na fikcyjnym konflikcie pomiędzy Templariuszami a Asasynami. Po części jest to kolejny wtórny produkt Ubisoftu, jednak – jak w przypadku serii Far Cry – francuski gigant pokazał, że powtarzalność niekoniecznie jest problemem. Tam po czwartej odsłonie osadzonej w czasach wojny domowej w państwie Kyrat w ręce graczy trafił Primal, pozwalający zagłębić się w epokę prehistoryczną i tytuł znów znalazł się w łaskach użytkowników. Tutaj podobnie (chociaż w mniejszym stopniu) z wiktoriańskiego Londynu w Syndicate ruszamy do Egiptu, w czasy, gdy Ptolemeusz walczył o wpływy z Kleopatrą.

Animus tym razem pozwala przeżyć wspomnienia Bayaka – egipskiego medżaja, którego zadaniem jest niesienie pomocy zwykłym mieszkańcom i walka w imieniu faraona. Cieszący się uznaniem władców i szacunkiem społeczeństwa, jest jednym z ostatnich wojowników swojej profesji. Niestety, przez to pod lupę bierze go znacznie bardziej potężna organizacja, zwana Wężem.

Główne przygody bohatera zaczynają się, gdy próbuje on uratować syna z rąk tajemniczych porywaczy. Ci, chcąc uzyskać odpowiednie informacje, postanawiają go szantażować. Niestety, w wyniku zbiegu wydarzeń pierworodny Bayaka ginie. Kierowany zemstą ojciec postanawia znaleźć zabójcę. Ten okazuje się zaledwie płotką w szeregach znacznie starszej organizacji, a protagonista wplątuje się w konflikt, o którym nawet nie wiedział, a co gorsza, bardziej niebezpieczny niż wszystko, z czym do tej pory walczył.

Ruszając na pustynię

Fabularnie Origins wypada wyśmienicie. Wcielamy się w postać, która asasynem nie jest i przez to walczy w imię własnych pobudek, a nie wzniosłych idei charakteryzujących poprzednie części. Chociaż Bayak poświęca wiele uwagi pokonaniu Węża i pomszczeniu syna, to w równym stopniu zajmuje się sprawami zwykłych obywateli – czasami powiązanymi z główną osią fabularną, a często będących ciekawą odskocznią, pozwalającą zwiedzać pogrzebane grobowce, zatopione statki, piramidy i inne ciekawe magiczne obiekty. Takie rozwiązanie sprawiło, że mamy o wiele większą swobodę niż w innych odsłonach. Co ciekawe, sam Bayak nie specjalnie garnie się do ścigania ludzi, których nigdy nawet nie widział.

Egipski medżaj to nie jedyny bohater tej historii. Ważną rolę odegrają również dwie postacie kobiece, czyli Kleopatra i Aya (żona Bayaka), oraz sam Ptolemeusz. Aya jest na tyle kluczową bohaterką, że kilka razy wskoczymy w jej buty.

 

Rdzeniem całej fabuły jest właśnie relacja miłosna pomiędzy Bayakiem a wybranką jego serca, którą śledzi się świetnie. Ciągle widzimy napięcie pomiędzy nimi, obserwujemy czasami trudne decyzje i oddanie własnym poglądom. Ich przyziemna miłość sprawiła, że zostali solidnie osadzeni w historii i dobrze zastąpiła podłoże asasynowych idei z innych części. Poza tym fabuła oferuje kilka naprawdę dobrych zwrotów akcji i równie szalenie ciekawych momentów towarzyszących odkrywaniu tajemnic i bogactwa Egiptu.

Niemniej nadal jest to Assassin's Creed, więc misje opierają się głównie na zabójstwach, zarówno pobocznych bohaterów, jak i tych należących do głównego wątku. Zdarzają się zadnia w nieco innych klimatach, jak rozwiązanie tajemniczych napisów na ścianach czy znalezienie kogoś lub czegoś. Niestety jest ich bardzo mało. Jedynym mankamentem dla bardziej wymagających graczy będzie kilka początkowych misji, które nie należą do zbyt porywających, ale po przetrwaniu pierwszych dwóch głównych zabójstw historia robi się o wiele ciekawsza.

Wśród egipskiej ludności

Bez wątpienia jedną z lepszych cech serii Assassin's Creed jest wierne odwzorowanie czasów, w których twórcy umieszczali akcję poszczególnych odsłon. Syndicate było pod tym względem świetnym przykładem – klimat zachwycał od pierwszych scen. Podobnie miała się sytuacja z Black Flag, której akcja przeniosła w klimaty pirackie. Nie inaczej jest i przy Origins, gdzie postarano się jak najwierniej pokazać dawny Egipt, zarówno pod względem krajobrazowym, jak i życia ówczesnych Egipcjan.

Od pierwszych chwil uderza otwartość i rozmach wielkich pustych przestrzeni krajobrazowych. Miasta ukryte pomiędzy piaskowymi wydmami, oświetlone prażącym słońcem i pełne jasnych ciepłych kolorów wyglądają fantastyczne. Wśród niższych domów, wznoszą się potężne, monumentalne świątynie, ozdobione całymi szeregami hieroglifów. Do tego dochodzi mnóstwo mniejszych lokacji, takich jak jaskinie, grobowce i oczywiście piramidy, które obowiązkowo trzeba zwiedzić.

Co ciekawe, w Origins wprowadzono nutkę magii – najnowszy Assassin’s Creed bardzo dobrze łączy codzienność egipskich mieszkańców z nadnaturalnymi wydarzeniami i tajemniczymi rządzącymi się swoimi prawami mocami. Jednym z nich są Wydarzenia, to tam zmierzymy się z prawdziwymi bóstwami.

Warto zauważyć, że poza magią wprowadzono kilka ciekawych elementów urealniających rozgrywkę. Sam bohater posiada kilka dość dobrze osadzonych animacji, nadających mu dużego realizm, jak otrzepywanie się po wyjściu z wody czy strzały zapalające w się po przeleceniu przez ogień – dość łatwo przez to samemu się podpalić. Do tego plamy oleju pozostawione w wodzie i utykanie przy skoku ze zbyt wysokiej kolumny. Pojawi się również fatamorgana, gdy zbyt długo będziemy podróżować przez pustynię.

Wracając do korzeni

Jak każda produkcja spod znaku Assassin’s Creed, tak i Origins nie jest wolny od błędów. Zaczynając od tak znanych mankamentów jak dziwne ruchy bohaterów i unoszące się w powietrzu przedmioty, kończąc na drobnicy w postaci przenikania kamery przez ściany. Niemniej do aspektu wizualnego i modeli nie można mieć zastrzeżeń, wszystko jest kolorowe, błyszczące i przyciąga wzrok od pierwszych chwil. Zwłaszcza świetnie wyglądają ubrania Bayaka – żywe, mocne kolory w pełnym słońcu są fenomenalne.

 

Nie było tajemnicą, że twórcy postanowili zmienić system walki. Pojedynki są o wiele bardziej wymagające niż w poprzednich częściach i bliższe grom RPG. Wciśnięcie klawisza ataku sprawia, że wyprowadzamy jedynie cios, a to, czy trafi on wroga, zależy od zasięgu broni i naszej pozycji względem przeciwnika. Wcześniej po naciśnięciu klawisza ataku byliśmy parowani z najbliższym przeciwnikiem. Dysponujemy dużym i zróżnicowanym arsenałem broni białej, zawierającym między innymi krótkie podwójne sztylety, długie miecze, topory, włócznie i buławy. Każda ma swoje unikalne statystyki i cechy (które można rozwijać), a czasami dodatkowe efekty, jak trucizna. Przy nowym systemie walki, w którym zasięg i szybkość broni mają niebagatelne znaczenie, inną bronią będziemy walczyć, jadąc na koniu, a inną w bliskim zwarciu. Ważną rolę podczas starć spełniać będzie również tarcza, którą również można udoskonalać i zmieniać wedle własnych upodobań. Dodatkowo podczas walki będziemy ładować pasek adrenaliny, pozwalający na wyprowadzenie dodatkowego silnego ataku, serii ataków lub aktywowania Szału. Większy nacisk położono na różnorodność przeciwników. Możemy rozróżnić między innymi potężnych wojowników z wolnym, ale silnym ciosem, lub szybkich skrytobójców z krótkimi sztyletami; znaleźli się również wrogowie będący swego rodzaju bossami. Z tego powodu dla weteranów serii pierwsze momenty mogą okazać się frustrujące.

Pomimo bardzo dobrze wykreowanego świata i równie ciekawej historii Origins pod względem mechaniki pozostanie Assassin’s Creedem i nie zmieni tego ani nowy świat, ani inny model walki. A więc jeśli ktoś grał w poprzednie odsłony, z powodzeniem szybko wskoczy w buty Bayaka i Ayi. Różnicą będzie jedynie dostępny arsenał. Tym razem przyjdzie nam walczyć łukiem i bronią białą. Natomiast ktoś, kto sięgnie po grę pierwszy raz, będzie miał niezłą zabawę. Zwłaszcza że wprowadzono kilka ciekawych rozwiązań, jak używanie "żywego drona" w postaci sokoła. To jedno z lepszych udogodnień i wcześniej mieliśmy okazję zobaczyć je pod postacią sowy w Far Cry Primal. Nieco słabiej wygląda sprawa z muzyką, jest mocno uboga. Główny przewodni utwór jest w porządku, ale pojedyncze dźwięki towarzyszące animacjom nie zawsze współgrają z ruchami bohatera.

Origins to gra, która świetnie odświeżyła całą serię Assassin's Creed. W końcu główny bohater ma intrygującą historię nieokupioną krwią poprzednich asasynów. Można powiedzieć, że Bayak sam decyduje o swoim przeznaczeniu, wychodząc naprzeciw potrzebom Egiptu. Pochwalić należy również dobrze osadzony wątek miłosny i historię, która w kilku miejscach świetnie zaskakuje. A to wszystko wzbogaca świat, przy którego tworzeniu Ubisoft jak zawsze spisał się dobrze.

Plusy:

  • interesujący wątek główny
  • relacja Bayaka i Ayi
  • kolorowy i ciekawy świat
  • dobrze osadzone animacje
  • misje poboczne oferujące ciekawe przygody

Minusy:

  • momentami błędy utrudniające rozgrywkę
  • muzyka, za mało muzyki
8.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Assassin's Creed Origins
Producent: Ubisoft
Wydawca: Ubisoft
Dystrybutor polski: Ubisoft Polska
Data premiery (świat): 27 października 2017
Data premiery (Polska): 27 października 2017
Platformy: PC, PlayStation 4, Xbox One
Strona WWW: www.ubisoft.com/pl-pl/game/assassin...
Sugerowana cena wydawcy: 249,90 zł

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.