» Recenzje » Age of Conan: Hyborian Adventures 2009
"

Age of Conan: Hyborian Adventures 2009


wersja do druku
Age of Conan: Hyborian Adventures 2009
Pamiętnik gracza


Gdy tylko nadarzyła się okazja zagrania w MMO opartego na uniwersum stworzonym przez Roberta E. Howarda, niezwłocznie z niej skorzystałem. Po zawodzie, jakim koniec końców okazał się dla mnie Warhammer: Online, postanowiłem dać Age of Conan: Hyborian Adventures szansę na podbicie mego serca. Poniższy tekst potraktować możecie jak dokument opisujący moje heroiczne zmagania – nie tylko z potworami, ale i z samą grą.


Pół dnia wymazane z życiorysu


Plan był prosty – uruchomię instalację, w tym czasie zjem obiad, potem patchowanie i gramy. Cóż, nie udało się. Wprawdzie pasek instalacji dość prędko dotarł do końca, ale zaraz potem ukazał się kolejny, a sam instalator uraczył mnie słowami "Instalacja składników – to może długo potrwać". Przynajmniej nikt nie próbował mnie oszukać.

W związku z tym, że w czasie obiadu proces instalacyjny niemal nie ruszył się z miejsca, postanowiłem przyjrzeć się wydaniu gry – to jest świetne, zwłaszcza jak na wersję niekolekcjonerską. Oprócz dwóch płyt DVD z grą, w dużym, plastikowym boxie znajduje się soundtrack i materiały filmowe dotyczące produkcji. Do środka dystrybutor wcisnął też kilkustronicową ulotkę, zatytułowaną "Przewodnik po Hyborii". W rzeczywistości jest to jednak coś na kształt reklamówki gry.

Pudełko na płyty zapakowane jest z kolei w duże, tekturowe opakowanie, mieszczące w sobie trzy książeczki – czarno białą instrukcję, oraz kolorowe: poradnik i artbook. Nieźle wypada ten pierwszy, napisany przez Artura "Arxela" Justyńskiego z serwisu Gry-OnLine.pl. Opisuje on w głównej mierze sam początek rozgrywki, czyli eksplorowaną przez nas w pojedynkę wyspę Tortage (o której więcej w dalszej części tekstu), oraz – pokrótce – handel, crafting i wierzchowce. Artbook z kolei... to jest dopiero coś! Na niemal 125 stronach znajdziemy masę świetnie opisanych ilustracji, garść screenów i innych szkiców koncepcyjnych. Polskie wydanie zaliczam więc grze na plus.

Po dokładnym przejrzeniu pudełka... zmieniłem płytę w napędzie. Instalacja zajmuje tak dużo czasu, że zdecydowanie zasłużyła na ponowną wzmiankę w tym tekście. Masakra.

Minęło jakieś 40 minut, 300 mb patchów ściągnięte, czas zabrać się do gry? Jednak nie - aplikacja informuje mnie o jakimś błędzie, twierdzi, że nie została zaktualizowana. Restartuję patcher. Zaczyna się ściąganie ponad 1GB poprawek. Mija szósta godzina od włączenia komputera (notabene w celu zainstalowania Conana), a ja wciąż nie zagrałem. Przynajmniej patcher jest estetyczny.


Tworzymy postać


Wreszcie z głośników dobiegła mnie radosna melodia oznaczająca koniec patchowania, na co zareagowałem szybkim loginem (konto stworzyłem już w czasie instalacji, tak byłem znudzony) i zabrałem się za kreację mojego wirtualnego alter-ego. Ekran tworzenia postaci jest dość oryginalny – znajdujemy się na statku, gdzie jesteśmy jednym z niewolników. Zależnie od płci, nasza postać okazuje się być albo jednym z wiosłujących (mężczyzna), albo jedną z pań zajmujących się zadowalaniem innych.

Tak czy owak, na jaw wychodzi duża swoboda, jaką mamy podczas całego procesu. Możemy wybrać nie tylko kolor skóry i włosów, ale także samą fryzurę, brodę, tatuaże bądź blizny, kolor oczu, a jeśli i to nam nie wystarcza, dostępny jest też zaawansowany kreator postaci, w którym zmieniać możemy proporcje poszczególnych części ciała. Do tego wszystkiego wybieramy jeszcze pochodzenie naszej postaci (to ono determinuje zestaw "klocków" z jakich budujemy avatara) i klasę – ta jednak nie zmienia nic w początkowym wyglądzie przyszłego bohatera/rki.


Conan... plaża?


Statek, co było do przewidzenia, rozbija się jednak, wyrzucając naszego protagonistę/tkę na brzegu wyspy Tortage. Przyznam, że nie byłem na to gotowy – w grze opiewającej świat pochodzącego z gór barbarzyńcy ostatnią scenerią jakiej bym się spodziewał jest wyspa wulkaniczna pokryta dżunglą, utrzymana w klimacie Piratów z Karaibów. Nie ukrywam, zniechęciło mnie to trochę, ale nie na tyle, bym nie zagłębił się w las w poszukiwaniu przygód oraz innych graczy.

Tych ostatnich nie znalazłem. Początek gry jest całkowicie singleplayerowy, co oznacza, że żadnych graczy nie spotkamy przez jakieś pierwsze 10-20 minut rozgrywki. Kojarzycie te przepełnione tereny dla początkujących, gdzie trudno upolować chociaż jednego mobka? W AoC tego nie ma, pierwsze cztery-pięć poziomów zdobędziemy bez wszędobylskich graczy. Na początkowym etapie gry i tak nie jesteśmy w stanie uciec przed potworami, więc i tak wymordujemy całą dżunglę. Potem walka z "bossem", który nie powinien stanowić żadnego problemu, no i... jesteśmy w mieście.


Noce i dnie


W Tortage poznajemy kolejny mechanizm rozgrywki, który towarzyszy nam przez pierwsze 20 poziomów – system pór dnia i nocy. Domyślnie poruszamy się po wyspie za dnia, spotykamy w ten sposób innych graczy, przyjmujemy i wykonujemy zadania, walczymy z mobami. W gospodzie możemy jednak przełączyć się na noc, gdzie jesteśmy sami, wykonując zadania związane z głównym wątkiem fabularnym. Teoretycznie możemy wykonywać tylko je, ale nie dadzą nam one wystarczająco dużo doświadczenia, byśmy mogli osiągnąć w ten sposób poziom 20 – a ten wymagany jest do wykonania ostatniego zadania i wyruszenia na spotkanie z prawdziwą przygodą. Wprawdzie istnieje możliwość przyspieszenia tego procesu, ale ominiemy w ten sposób sporo zadań, co pozbawi naszą postać części doświadczenia, złota i przedmiotów. Z kolei, jeśli chcemy wykonywać wszystkie zadania postawione przed nami na wyspie szkoleniowej, nie opuścimy jej przez jakieś 10-15 godzin – chyba, że bardzo dobrze znamy grę oraz ścieżkę rozwoju naszej postaci. Jest to dla mnie poważny minus, bo jeśli ktoś planuje tworzyć wiele postaci, a jednocześnie lubi wykonywać wszystkie możliwe zadania (jak ja), spędzi w Tortage zdecydowanie zbyt wiele czasu. Jeszcze gorzej, jeśli, podobnie jak ja, nie cierpi takich klimatów...


Zadanie równa się walka


Na tym krótkim zdaniu mógłbym w zasadzie zakończyć opis questów, wypadałoby jednak napisać o nich coś więcej – niestety jednak gros zadań polega po prostu na wybijaniu absurdalnych ilości przeciwników (przez co wykonywanie ich ma sens tylko, gdy działamy w drużynie, a jaki wiąże się z tym problem napiszę), bądź przyniesieniu NPC-owi jakiegoś przedmiotu (który z reguły strzeżony jest przez armię mobów, więc całość i tak sprowadza się do wyżynki). Najgorsze jest jednak to, że zadania są kilkuetapowe – stąd najpierw podróżujemy na jakiś odległy skrawek wyspy, zabijamy kogo chciał zleceniodawca, zbieramy coś, na czym mu zależy i wracamy. To jednak nie koniec, o nie! Nasz drogi "szef" dochodzi do wniosku, że zdobyte przez Ciebie przedmioty świadczą o czymś straszliwym, należy to sprawdzić! Stąd więc ponownie dymamy tymi samymi ścieżkami na jakiś zapyziały cypel, robimy niemal to samo, co poprzednio (chociaż, nie, moby są inne!) i wracamy, by... usłyszeć, że za wszystkim chyba stoi jakiś demon – musimy być pewni, idź i się dowiedz. W tym momencie z reguły puszczałem mocno niecenzuralną wiązankę i szedłem na dłuższy, niewirtualny spacer.


Finish him!


A jak wygląda sama walka? Jest to niewątpliwie najważniejszy element tej produkcji – trudno, by gra o Conanie koncentrowała się na zbieraniu malin czy przyjacielskich rozmowach przy herbacie. Na szczęście twórcy się postarali, oddając graczom do użytku chyba najciekawszy system walki, jaki kiedykolwiek zaimplementowano w MMORPG-ach. Jest szybko, efektownie oraz – co najważniejsze – krwiście (walkę często kończą rozmaite finiszery, np. nasz bohater odrąbuje łeb wrogowi, a przy zadawaniu ran ekran ochlapuje krew [wyglądająca niestety jak ketchup]).

Podczas walki używamy rozmaitych zdolności bojowych, klikając je na pasku w grze, bądź wciskając przypisane im klawisze numeryczne. Ponadto mamy też trzy podstawowe ataki – z lewej, z góry i z prawej – oznaczone strzałkami, domyślnie przypisane do klawiszy 1, 2 i 3. I tak, najpierw wciskamy/klikamy myszą stosowną umiejętność, a potem odpowiednie ataki kierunkowe, zgodnie z wyświetlanymi na ekranie strzałkami. Przypomina to nieco gry z serii Dance Dance Revolution (z tym, że tu używamy klawiszy/myszy, a samych strzałek pojawia się mniej) czy Quick Time Events, jakie znajdują się np. w Resident Evil. Wprawdzie wymaga to pewnej koordynacji oko-ręka, co dla niektórych może być wadą, ale na szczęście czas na wciśnięcie odpowiedniego klawisza jest na tyle długi, byśmy nie musieli rzucać przekleństwami w stronę monitora.


Kim chcesz zostać w przyszłości?


W grze mamy cztery klasy, a w każdej z nich mieszczą się cztery grywalne profesje. Są to: Priest, na którego składają się Priest of Mitra, Tempest of Set i Bear Shaman, Soldier, czyli Guardian, Conqueror oraz Dark Templar, Rogue, to jest Barbarian, Assassin i Ranger, oraz Mage – Herald of Xotli, Demonologist i Necromancer. Ogółem, Priest to klasy leczące i buffujące, Soldier – tanki (postacie nastawione na obronę i przyjmowanie obrażeń) i postacie zadające wysokie obrażenia, Rogue to skradający się złodzieje, a Mage – przywołujący potwory magowie, ale zdarzają się interesujące miksy, jak np. buffujący drużynę Conqueror czy zamieniający się w potężnego demona Herold of Xotli. Generalnie ilość i zróżnicowanie dostępnych graczom ścieżek rozwoju postaci zapisuję na plus. Co prawda, niektóre klasy nie są zbyt dobrze zbalansowane, ale zmienia się to niemal nieustannie.

Naszą postać opisują atrybuty, rozwijające się w miarę zdobywania poziomów, umiejętności pokroju wspinaczki czy sprintu (te możemy rozwijać co poziom) i zdolności używane w walce, które wykupujemy za zdobywane punkty. Każda klasa ma też kilka różnych ścieżek rozwoju, udostępniających nam nowe ciosy i postawy bojowe.

Nie należy też zapominać o tym, że nasza postać może pochodzić z jednego z trzech terytoriów – górskiej Cymerii, "rzymskiej" Aquilonii i pustynnej Stygii. Poza wyglądem i terenem, jaki badać będziemy bezpośrednio po opuszczeniu Tortage, od pochodzenia zależne są klasy, jakie możemy wybrać dla naszego alter-ego.


A to Polska właśnie...


W grze musimy grać na serwerze polskim. Nie mamy żadnego wyboru, po prostu kupując i rejestrując grę w Polsce automatycznie przypisani zostajemy do tego serwera, z całym dobrodziejstwem tego rozwiązania. Tak więc, wszyscy dookoła to Polacy. Nie uznaję tego jako zaletę. Wielokrotnie kiedy prosiłem ludzi o pomoc w zarżnięciu jakiegoś moba, którego samemu na obecnym – sugerowanym przez grę! – poziomie zabić szans nie miałem, słyszałem w odpowiedzi "spierdalaj". A wydawałoby się, że byłem miły. Podobnie ma się sprawa z drużynami – przez wyszukiwarkę wbudowaną w grze nie udało mi się ani razu znaleźć nikogo zainteresowanego wspólnym krojeniem mobów, z kolei ludzie – na tym samym poziomie co ja – na pytanie o utworzenie drużyny odpowiadali najczęściej "nie opłaca mi się". Tym więc sposobem, z zabijaniem potrzebnych do wykonania zadań bossów czekałem aż byłem jakieś 5 poziomów potężniejszy od nich samych.


W gildii raźniej?


Z kolei całkiem inaczej ma się sprawa, jeśli chodzi o gildie. To dziwne, ale gracze niezwykle chętnie zapraszali mnie do swoich gildii (inna rzecz, że głównie odmawiałem). Nie wiem, czy większa ilość członków daje coś liderom, prócz lansu ("moja gildia jest większa niż Twoja! Nubie!"), ale raz zostałem zaproszony do członkostwa już na 2 poziomie, gdy tylko wyszedłem ze statku i zabiłem kilka pierwszych mobów. Pewnie szefowie wchodzą na jakąś listę graczy i robią łapankę.

A co daje nam członkostwo? Po pierwsze, wspomniany lans. Po drugie, jeśli ktoś się wykosztował, cudaczny płaszczyk (zakładam, że to co widziałem, nie jest częścią jakiegoś elite armoru). Po trzecie, lider może ustalać zasady, których gildia ma przestrzegać – w zamian za to gracze zdobywają kolejne rangi w gildii. No i siedziby – odpowiednio potężne stowarzyszenie może budować i zdobywać miasta – w tym jednak nie dane było mi uczestniczyć.

Jeśli jednak nie chcemy być nikomu podlegli, możemy założyć własną gildię po osiągnięciu 20 poziomu, bądź pozostać wolnym strzelcem. Będzie ciężej, ale nie niemożliwie. Chociaż podejrzewam, że w pewnym momencie zwalczanie wyskakujących okienek z prośbami o członkostwo stanie się trudniejsze niż krojenie mobów.


PiViPi


Z innymi graczami możemy zmagać się na kilka sposobów. Najłatwiej jest po prostu udać się do wydzielonej strefy na mapie, gdzie walki są ogólno dozwolone, zaczepić kogoś, a potem zbierać. Co zbierać? Loot, albo kawałki własnej postaci. Oprócz tego mamy też dostępne walki na arenach, oblężenia zamków gildii i "minigry PvP", do których nie udało mi się jednak nigdy dołączyć, mimo iż zawsze zaznaczony miałem box z napisem "dołącz do pierwszej gry".

Sama walka jednak jest znacznie ciekawsza niż w innych tego typu grach, a to ze względu na wcześniej opisany system walki – konieczność wciskania odpowiednich klawiszy w odpowiednim momencie, jednoczesne kontrolowanie i ocenianie sytuacji plus ruch (trzeba wiedzieć kiedy zwiewać, kiedy atakować a kiedy samemu unikać ciosów) powodują, że trzeba się sporo napocić, by w PvP osiągnąć sukces.


Widoczki i dźwięki


Pierwsze z wymienionych są niczego sobie. Kilkukrotnie przyłapałem się na tym, że po prostu stoję nad górską doliną i obserwuję wioskę w oddali, bądź ośnieżone szczyty. Szkoda tylko, że gra ma tak duże wymagania sprzętowe. Ja grałem na niemal najniższych dostępnych ustawieniach, co pozwoliło mi zachować jako taką płynność. Jednocześnie wszystko wyglądało przez to na plastikowe, a Tortage prezentowało się jak odpalony na słabym sprzęcie Gothic III (i mówię tu o wyglądzie, nie płynności działania). Za to na maksymalnych ustawieniach graficznych wszystko jest po prostu cudne. Warto też wspomnieć, że gra obsługuje DirectX 10.

Z kolei muzyka to majstersztyk. Dołączonego do gry soundtracku słuchać można na okrągło, jeśli tylko lubi się epickie klimaty. Na pewno gros z tych utworów jest świetnym tłem dla "papierowych" sesji RPG, a moim zdaniem utwory te można by bez wstydu postawić obok dzieł mistrza, jakim jest w tym temacie Jeremy Soule.


Ociec, prać?


Z końcową oceną mam problem. Jest to MMORPG, a o ile w shooterach FPS, RPG-ach czy samochodówkach większość graczy oczekuje tego samego, to w grach MMO oczekiwania bywają różne. Ocenę potraktujcie więc wyłącznie jako zdanie fana gier o rozbudowanym PvE, który lubi też poszaleć w PvP i kocha górskie klimaty (tych dalej w grze jest masa). Pomijam też fakt, że nie idzie tu opisać też wszystkiego, bo w miesiąc, grając w rozsądnych ilościach i nie znając gry, po prostu nie dałbym rady dobić do poziomu 40, by sprawdzić mounty, a jednocześnie zagrać innymi klasami Tak więc oceniam ten tytuł na podstawie tego, co widziałem.

Dla kogo więc jest ta gra? Dla fanów krwistego i wielkoskalowego PvP, którzy nie chcą po prostu mashować kursorem jednej ikonki, a chcą czuć, że jedna pomyłka może spowodować porażkę. To gra dla tych, którzy nie wymagają świetnego PvE, mają grupę przyjaciół, z którymi będą grać. To tytuł dla fanów prozy Howarda, oraz ludzi, którym żal wydawać 50 zł na abonament – w AoC kosztuje on zaledwie 30 zł. No i grafika – masz mocny sprzęt? Nie lubisz cukierkowatości? Spróbuj, ściągnij triala, nie szkodzi spróbować. Mnie gra do siebie nie przekonała, na tyle, bym grał w nią dalej, ale cóż – jeśli chodzi o MMO, jestem wymagający.

Plusy:

  • Oryginalne uniwersum
  • Świetna grafika
  • Świeży system walki
  • Niski abonament
  • Zróżnicowane klasy
  • Niezłe PvP
  • Swoboda w kreacji postaci
  • Genialna muzyka


Minusy:

  • Wyspa początkujących
  • Mało oryginalne zadania
  • Polski serwer
  • Wymagania sprzętowe



Oto zwiastun gry:



Galeria


7.5
Ocena recenzenta
6.17
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 1

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Age of Conan: Hyborian Adventures
Producent: FunCom
Wydawca: SCi / Eidos
Dystrybutor polski: CD Projekt
Data premiery (świat): 20 maja 2008
Data premiery (Polska): 21 maja 2008
Platformy: PC
Wymagania sprzętowe: Core 2 Duo 2.4 GHz, 2 GB RAM, karta grafiki 512 MB (GeForce 7900 lub lepsza), 30 GB HDD, Windows XP SP2/Vista
Nośnik: 2 DVD
Strona WWW: www.ageofconan.com
Sugerowana cena wydawcy: 99,90 zł

Komentarze


Fungus
   
Ocena:
+2
Zanim skomentuje to zlaplie sie za glowe i zalamie: coz za irytujace reklama w tle. Wyglada to zenujaco.

Co do tekstu: slaby jest, ale to typowe dla MMO - zeby je porzadnie zrecenzowac to trzeba w nie pograc, dotrzec do koncowego poziomu i sie rozejrzec na co malo kto ma czas. Niestety, art za wiele o grze nie mowi, poza tym ze sie dlugo instaluje co swoja droga jest prawda.

Dziwne ze nie podobala Ci sie Tortage, jest swietnie zrobiona i przynajmniej w pierwszym polroczu po premierze byla to najlepiej zrobiona czesc gry. Nawiasem mowiac, radzilbym najpierw poczytac troche Conana - wystarczy sie ograniczyc do tworczosci Howarda - zanim sie zacznie narzekac na wyspy i piratow. Bowiem elementy te w swiecie Conana istnieja, a motywy z opowiadan w Tortage i okolicach widac. Jak sie nie wie, to lepiej sie nie wypowiadac niz bzdury plesc.

Grafika... mnie sie nie wydawala plastikowa, i chodzila mi tez niezle, ale moze kwestia sprzetu, choc topowym bym go nie nazwal. Nie pamietam juz co mialem bo od tego czasu wymienilem.

Questy sa typowe dla MMO, z typowa iloscia grindu. Co do tego ze w jedna osobe sie nie da ich zrobic to wydaje mi sie to przesada - bardzo rzadko mialem problemy, i jesli juz to w pozniejszych etapach (Atzel's Approach, Kheshatta).

Nie trzeba grac na polskich serwerach jesli sie kupi europejska wersje gry, ktora chyba jednak drozsza jest. Niestety, jakis czas temu nie bylo warto grac w zadna wersje, a choc widze ze failcom pracuje nad patchami to nadal sporo tej grze brakuje do liderow. Mimo ladnej grafiki i najzabawniejszego systemu walki z jakim sie w MMO spotkalem.
26-06-2009 19:24
WH
   
Ocena:
-3
"Dziwne ze nie podobala Ci sie Tortage, jest swietnie zrobiona i przynajmniej w pierwszym polroczu po premierze byla to najlepiej zrobiona czesc gry."

To już moja wrodzona niechęć do klimatów karaibskich ; )

"Nawiasem mowiac, radzilbym najpierw poczytac troche Conana - wystarczy sie ograniczyc do tworczosci Howarda - zanim sie zacznie narzekac na wyspy i piratow. Bowiem elementy te w swiecie Conana istnieja, a motywy z opowiadan w Tortage i okolicach widac. Jak sie nie wie, to lepiej sie nie wypowiadac niz bzdury plesc."

Przyznaję, nie czytałem. Napisałem to z punktu widzenia osoby niewtajemniczonej, bo, przynajmniej mnie i paru znajomym, Conan kojarzy się ze zgoła odmiennymi klimatami.
26-06-2009 22:05
Czarny
   
Ocena:
0
W recenzji umieściłem niespodziankę dla wytrwałych.

Ciekawe, czy ktoś ją znajdzie :).
27-06-2009 14:19
ashmourne
   
Ocena:
0
słyszałem wypowiedzi ludzi, którzy porzucili WoWa dla Conana, po czym i tak wrócili do starego, dobrego Warcrafta.

Mówili, że początek gry jest fajny, natomiast end-game jakby dorabiany na kolanie, mało dopracowany, niewciągający i nie może podskoczyć raidom z WoWa.

Ja osobiście w grę nie grałem i raczej w najbliższej przyszłości nie będę próbować.
27-06-2009 16:10
~Annia

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Gra zmienia się z patcha na patch na plus, jeśli ktoś ma ochotę na miesiąc zabawy polecam jednak na dłużej nie bardzo.
Zgodnie z tym co Autor napisał, AoC to nauka by unikać jak ognia czegoś takiego jak serwer PL.
Z ciekawości już lepiej wybrać PL v Rosja, pomijając żenujące zachowania synalka Kowalskiego wobec innej nacji, nie ma większego problemu ze zmątowaniem drużyny z braćmi ze wschodu pod warunkiem, że pierwszy nie przemówi oręż.
Co do doszukiwania się jakiś głębszych podobieństw między grą a książką to raczej większego sensu nie ma.
27-06-2009 17:16
Fungus
   
Ocena:
0
Jaka ksiazka? :>
Podobienstw do swiata przedstawionego na papierze jest calkiem sporo i jak najbardziej jest sens ich sie doszukiwac - a przynajmniej, jak ktos zna to moze miec zabawe odnajdujac znajome postacie i motywy.

@ash -> po premierze (tej wlasciwej, nie polskiej) edngame w zasadzie nie istnial, teraz pewnie jest troche lepiej ale i tak nie sadze zeby duzo lepiej. Moze jeszcze rok patchy i bedzie OK... tylko ze wtedy pojawia sie juz pewnie ciekawsze i nowsze MMO :>
28-06-2009 22:49
Raziell
   
Ocena:
0
Raczej książkami ;p
A mnie recenzja zawiodła, nie tylko z powodów które wymienił Fungus ale też dlatego że miałem nadzieję iż dowiem się z niej jak Age of Conan ma się do opowiadań Howarda - czy świat oddaje klimat historii o Cymmeryjczyku, czy czuć pulp fantasowość? Czy można natrafić na lokacje opisane przez REHa, czy spotkamy postacie które stworzył?
29-06-2009 19:24

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.