» Artykuły » Publicystyka » 24. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi

24. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi


wersja do druku

Nowy stary festiwal

Autor: Redakcja: Kamil 'New_One' Jędrasiak, Maciej 'Repek' Reputakowski

24. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi
Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi każdego roku wywołuje te same emocje. Zawsze mniej więcej w połowie maja, czyli w czasie trwania Komiksowej Warszawy, lub na początku lipca, czyli podczas Bałtyckiego Festiwalu Komiksu w Gdańsku, zaczynają się rodzić domysły i spekulacje dotyczące punktów łódzkiego programu i zaproszonych do Łodzi gości. Nie inaczej było i tym razem.

Oczekiwania

W tym roku dodatkowo spore emocje wzbudzała nowa formuła konkursu na krótką formę komiksową, która w związku z nawiązaniem współpracy z Narodowym Bankiem Polskim w sposób naturalny przepoczwarzyła się w reklamowo-promocyjną akcję pod tytułem Prawdy i mity o obrocie bezgotówkowym. Drugim przedmiotem wielu dyskusji stała się nowa lokacja, w której festiwal miał mieć miejsce, wiadomo było bowiem z góry, że 23. MFKiG był ostatnią edycją imprezy, odbywającą się w zasłużonym Łódzkim Domu Kultury przy ulicy Traugutta.

Nazwiska pojawiające się stopniowo na liście gości, obiecywały imprezę, na której być po prostu trzeba, a której opuścić zwyczajnie nie wypada: Don Rosa, David B., Guy Delisle oraz cała plejada innych zagranicznych i rodzimych twórców komiksowych. Zachęcającym i atrakcyjnym wydawało się również miejsce, w którym po raz pierwszy zagościć miał festiwal - wybór organizatorów ostatecznie padł na Atlas Arenę. Ponadto MFKiG to w końcu największy i najważniejszy festiwal komiksowy w Polsce, więc choćby z tego względu warto było pojawić się w Łodzi; żeby celebrować to emocjonujące przedsięwzięcie. I jeszcze ludzie! Komiksowe festiwale to dla wielu jedyna okazja, aby się spotkać, porozmawiać, pośmiać i pobawić w gronie osób, które dzielą komiksową pasję.

Dzień Pierwszy

Dla sporej części gości festiwal rozpoczął się wernisażami wystaw, na które osobiście niestety nie zdołałem dotrzeć ze względów czysto technicznych. W Łodzi pojawiłem się stosunkowo późno, a wspomniane wydarzenia były dość mocno rozrzucone w przestrzeni miejskiej. Odmiany Masochizmu Olgi Wróbel w Małej Literze, PIKnie ROBIm Piotra Kasińskiego i Roberta Trojanowskiego w Galerii In Blanco, wystawy pokonkursowe Julian Tuwim i Prawdy i Mity o obrocie bezgotówkowym w ŁDKu oraz fotograficzna wystawa Skadrowani Moniki Kozak w Hostelu Cynamon - było w czym wybierać.

Pierwszym punktem programu, na którym udało mi się pojawić był beforeparty w Klubie Scenografia. Kilkadziesiąt godzin później okazało się, że była to zdecydowanie najmocniejsza impreza tego weekendu. W pokaźnych rozmiarów lokalu przy ulicy Zachodniej w Łodzi zebrał się kwiat polskiego komiksu. Nic więc dziwnego, że przy barze do późnych godzin nocnych, w oparach wykwintnych alkoholi i w kłębach dymu drogich papierosów, toczyły się rozmowy o komiksie, zaś na parkiecie przy dźwiękach elektronicznej muzyki miały miejsce - dostojne i namiętne na zmianę - pląsy przystojnych mężczyzn i urodziwych kobiet. Piękny wieczór, piękni ludzie, piękna zabawa...

Dzień Drugi

Program dnia następnego wypchany był po brzegi: wernisaże wystaw, spotkania ze scenarzystami i rysownikami, warsztaty komiksowe dla dzieci i dorosłych, autografy, prezentacje, panele dyskusyjne, targi, konkursy, cosplay. Trudno było oswoić się z nowym obiektem. Trudno było odszukać poszczególne sale. Trudno było dotrzeć na kolejne spotkanie. Trudno było zdobyć ulotkę z programem festiwalu. Błądzenie w przestronnych pomieszczeniach Atlas Areny w celu dotarcia na kolejne spotkanie czy wernisaż początkowo było nieco irytujące, aczkolwiek po minimalnym oswojeniu przestrzeni względnie wykonalne.

Spore zamieszanie wprowadziło w program festiwalu stoisko Zakładu Przemysłu Drzewnego Lindner - największego w Polsce producenta trumien. Do trumny można było wejść, w trumnie można było zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie, na trumnie można było zostawić swój podpis lub rysunek. Można było nawet wziąć udział w konkursie komiksowym dotyczącym trumny oraz nabyć kalendarz, na kartach którego produkty firmy Lindner prezentują roznegliżowane kobiety. Stoisko z trumnami znalazło się na festiwalu nieprzypadkowo, ponieważ akcję promocyjną ZPD Lindner prowadzi Robert Trojanowski.

Największe wrażenie tego dnia zrobiło na mnie spotkanie z Piotrem Nowackim prowadzone przez Przemysława Pawełka. W czasie kilkudziesięciu minut spędzonych w kameralnym gronie panowała ciepła rodzinna atmosfera, padało wiele ważnych i chwytających za serce słów, a zwieńczeniem rozmowy było uroczyste "sto lat" i wspaniały urodzinowy tort dla prowadzącego spotkanie z okazji osiągnięcia przez niego wieku chrystusowego. Łzy wzruszenia, serdeczne uściski i najlepsze życzenia - to chwila, którą obecni na spotkaniu zapamiętają na długo.

Niezbyt dobrze wypadła niestety gala festiwalowa, która zawsze była prawdziwą ozdobą MFKiG. Wręczenie nagród, podziękowania, miłe słowa, gratulacje, uściski dłoni czy wybory komiksowej miss festiwalu to elementy, na które miło było zawsze popatrzeć. W tym roku publiczność rozpierzchła się chaotycznie po okazałym obiekcie, a co za tym idzie wrażenie było takie, że na uroczystej gali nie ma właściwie żywej duszy. Z kilku "ognisk" dobiegały co chwilę przytłumione brawa, w drugim końcu sali ktoś głośno zakaszlał i kichnął dwa razy, jeszcze gdzieś indziej kilku typów wybuchło gromkim śmiechem, a w innym kącie sali komentator opowiadał o toczonej na żywo rozgrywce Starcrafta. Po wręczeniu nagród przed sceną zostało dosłownie kilka osób, więc wybory miss festiwalu zakrawały raczej na żart. Najbardziej uroczysta nawet gala, pozbawiona ludzi nią zainteresowanych nie może się udać.

Czarę goryczy tego wieczora przelała jednak afera związana z afterparty. Szybko okazało się, że do lokalu wyznaczonego na imprezę mogli wejść tylko nieliczni uczestnicy festiwalu, bowiem bram klubu strzegło dwóch osiłków, którzy prowadzili ostrą selekcję przybyłych gości i właściwie trudno było stwierdzić, jakie kryteria decydowały o "być albo nie być" w lokalu. Festiwalowi goście nie mieli jednak zamiaru tracić cennego czasu na dyskusję z ochroną przybytku i za wieczorną bazę jednogłośnie uznali miejsce bardzo przyjazne i urocze: OFF Piotrkowska, ze szczególnym naciskiem na klub Dom i klubokawiarnię Spaleni Słońcem. Nie dotarli tam jednak wszyscy, bowiem aby dotrzeć z Atlas Areny na ulicę Piotrkowską, należało pokonać całkiem spory odcinek drogi. Ci zaś, którzy do Strefy OFF się pofatygowali, rozproszyli się po wielu rozmaitych lokalach i charakterystyczna aura wspólnej zabawy uleciała gdzieś bezpowrotnie. Dla wielu gości wieczór kończył się bardzo szybko, dla wielu stanowczo zbyt szybko, dla niektórych nie zdążył się nawet rozpocząć. Wracali więc do swoich mieszkań nocną komunikacją miejską, z wypiekami na twarzach wspominając wieczór poprzedni.

Dzień Trzeci

Kolejny dzień również oferował wiele rozmaitych atrakcji: spotkania, rozmowy, prezentacje, autografy, konkursy i strefę targową. Rozstrzelenie punktów programu na terenie całego obiektu nie było jednak najlepszym posunięciem organizacyjnym, bowiem przemieszczanie się po Atlas Arenie wśród tłumu ludzi było niewygodne i problematyczne. Czasami dotarcie z sali A do sali B lub C trwało tak długo, że interesujący nas punkt programu w najlepszym przypadku zdążył się już rozpocząć, a w najgorszym – skończyć. "Chodzenie" – to słowo, które najlepiej wyraża charakter tegorocznej edycji MFKiG. Wczesnym popołudniem towarzystwo zaczęło się szybko przerzedzać, kilka chwil później znikały już kolejne stoiska, wkrótce zniknąłem i ja.

Podsumowanie

Przyznam szczerze, że tegoroczna edycja MFKiG nie należała do tych najlepszych. Wcale nie ze względu na zaproszonych gości. Wcale nie ze względu na punkty programu. Wcale nie ze względu na brak komiksowych premier. To wszystko było i stało na bardzo wysokim poziomie. Brakowało mi jednak tego, co zawsze do Łodzi mnie przyciągało, czyli skupienia wielu atrakcji w stosunkowo małej przestrzeni, która na kilka dni stawała się dla mnie miejscem magicznym. Tutaj tego pierwiastka nieco zabrakło.

Nie odwiedziłem zbyt wielu spotkań, nie dotarłem na kilka wernisaży, nie zdążyłem nabyć kilku interesujących mnie tytułów, nie trafiłem na kilka stoisk, nie zdobyłem kilku autografów. Ten czas wolałem poświęcić na nieformalne spotkania i rozmowy z napotykanymi po drodze znajomymi. A że droga ta była długa, to i ludzi spotykałem wielu. I cieszę się bardzo, że spędziłem pierwszy październikowy weekend w tak zacnym gronie.

Za to właśnie uwielbiam festiwal w Łodzi. Za to uwielbiam festiwale w ogóle.

 

Okiem New_One

Choć mnie również nie udało się w tym roku uczestniczyć w wielu częściach programu 24. MFKiG, to na podstawie tego, co zdołałem zobaczyć przynajmniej z częścią argumentów Małego Dana trudno mi się zgodzić. W przeciwieństwie do niego, nie uznałbym za wadę ani rozproszenia festiwalowych wydarzeń w przestrzeni - w końcu podczas poprzednich edycji też spora część miasta stanowiła arenę działań organizatorów i zawsze wydawało mi się to trafionym pomysłem - ani też nowej lokalizacji, rozeznanie w której jest wyłącznie kwestią czasu i przyzwyczajenia.

Tym niemniej, kwestia zmiany miejsca organizacji festiwalu okazała się faktycznie dość znacząca. Po pierwsze podróżni, którzy przybyli na festiwal na przykład pociągiem bądź samolotem (zakładając, że byli i tacy), mieli bardzo komfortową sytuację z uwagi na bliskie ulokowanie Atlas Areny. Po drugie obiekt ten wręcz doskonale nadaje się na miejsce organizacji targów czy turniejów, które prezentowały się w tym roku co najmniej imponująco. Z drugiej strony trzeba przyznać, że ogólny wygląd i atmosfera w nowej lokalizacji wypada niezwykle chłodno i mrocznie na tle jasnych i przytulnych zarazem wnętrz Łódzkiego Domu Kultury oraz położonego wygodnie blisko Textilimpexu z częścią targową. Coś za coś, ale może niech każdy sam odpowie sobie na pytanie, która ze wspomnianych cech jest dlań ważniejsza.

Nie jestem niestety w stanie odnieść się do oceny beforeparty jako "najmocniejszej imprezy tego weekendu", ale mogę zapewnić, że część festiwalu, w której miałem przyjemność uczestniczyć niemal w całości, też wypadła pozytywnie. Mam na myśli Panel Strefa Gier na Festiwalu Komiksu w Łodzi. Warto jednak zaznaczyć, że moja opinia bierze się między innymi z faktu, iż jestem zapalonym miłośnikiem debatowania "na serio" o grach komputerowych. A tego podczas niedzielnego spotkania w sali C w Atlas Arenie nie zabrakło. Na ile wydarzenia tego pokroju mieszczą się w kategorii "impreza", pozostaje kwestią dyskusyjną, ale dla umysłów spragnionych wiedzy i dla natchnionych dyskutantów, mogą być one prawdziwą ucztą.

Muszę przyznać, że pod tym względem raczej się nie zawiodłem. Tematy wystąpień były tak zróżnicowane, jak spektrum branżowe reprezentowane przez poszczególnych prelegentów. Oprócz przedstawicieli gamedevu (Studio Plastic, Wastelands Interactive, członkowie Blue Brick odpowiedzialni za SuperHOT, 'Sos' Sosowski) posłuchać można było również teoretyków (Grakademia), publicystów, blogerów i dziennikarzy (Bartłomiej Kluska, redaktorzy 1ndie World i PaDtv, Świata Gry czy Jawnych Snów). Warto od razu zaznaczyć, że powyższy podział traktować należy umownie, bo wymiana myśli uczestników była bardzo "płynna", wskazując na swego rodzaju integrację tych zgoła odmiennych środowisk. Nie obyło się, rzecz jasna, bez pewnych różnic w postrzeganiu rozmaitych zjawisk związanych z branżą gier, ale to tym lepiej dla dyskusji, która dzięki temu zyskiwała momentami na ożywieniu.

Można się spodziewać, że wkrótce do sieci trafią dźwiękowe i filmowe zapisy z tej części festiwalu, ponieważ całość była skrupulatnie rejestrowana. Warto na nie poczekać choćby dlatego, by samemu ocenić poszczególne wystąpienia i - być może - dowiedzieć się czegoś, o czym dotąd się nie słyszało.

Trzy akapity od repka

Na tegorocznym Festiwalu byłem przez niecałe trzy godziny. Był to wystarczający czas, by przywitać się z ludźmi (ułomna część towarzyska), obejść cały obiekt (część światopoglądowa), pooglądać rozgrywki w LoL i Starcrafta (część przyrodoznawcza) i nie pójść na żaden punkt programu (część programowa). W sumie na konwencie, poza ludźmi, dla których zawsze warto przejechać ćwierć Polski, nie znalazłem dla siebie niczego ciekawego. Dla mnie Festiwal jest miejscem spotkania z nowymi zagranicznymi gośćmi, osobistościami branży komiksowej. Tych, poza Desbergiem i znanym już Rosą, zabrakło. A i tak uważam, że MFKiG zmierza w dobrym kierunku.

Historia MFKiG przypomina mi trochę dzieje Pyrkonu. W Poznaniu organizatorom udało się wskoczyć na wyższy poziom i stworzyć imprezę, z której wszyscy możemy być dumni. W Łodzi jakiś czas temu również udało się wydostać z siermiężnych przestrzeni ŁDK i przenieść giełdę do Textilimpexu. Atlas Arena była kolejnym logicznym krokiem (nawet jeśli wymuszonym) i za podjęcie go organizatorom należą się wielkie brawa. Wreszcie MFKiG - w swojej części wystawienniczo-programowej - wygląda jak festiwal naprawdę międzynarodowy. A nie jak okolicznościowa akademia w peerelowskim domu kultury.

Oczywiście, tegoroczny MFKiG to wiele błędów oraz nieporozumień z największym, czyli tematem i formułą konkursu komiksowego na czele. Słabo wyglądała też promocja i polityka informacyjna. Na pewno istotne jest także integrowanie środowiska i część zabawową można by zaplanować lepiej. Ale warto potraktować tę edycję jako w pewnym sensie pierwszą, jako reboot popularnej serii. Jej twórcy powinni szybko przystosować się do nowych warunków pracy, dzięki czemu my dostaniemy festiwal godny swojej rangi.

Ze względu na nowe okoliczności, w jakich odbywa się MFKiG, postanowiliśmy nie sprowadzać imprezy do prostej oceny liczbowej. Mamy nadzieję, że powyższa relacja pozwoli wam wyrobić sobie opinię o tym, jak Festiwal wyglądał i czego można spodziewać się po nim za rok.

Galeria

24. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier 2013
24. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier 2013
24. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier 2013
24. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier 2013

7
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Konwent: 24. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier
Od: 2013-10-04
Do: 2013-10-06
Miasto: Łódź
Strona WWW: komiksfestiwal.com
Cena: bezpłatny
Typ konwentu: komiksowy

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.