» Recenzje » Zero Theorem

Zero Theorem


wersja do druku
Zero Theorem
Jedną z bardziej wyczekiwanych produkcji w roku 2013 było Zero Theorem Terry’ego Gilliama. Mimo, iż jest to produkcja spoza grona "topowych", wysokobudżetowych obrazów, to jednak zarówno nazwisko reżysera, jak i obsada zachęcają do obejrzenia filmu.

Przyszłość. Raczej bliska, chociaż nie jest to precyzyjnie określone. Zatłoczony świat, którego najwłaściwszym określeniem wydaje się być słowo „dekadencja”. Firma próbująca za pomocą wzoru matematycznego udowodnić "teorię 0", która być może wyjaśni sens ludzkiej egzystencji. A także pracownik cierpiący na lęk przed otoczeniem i mówiący o sobie w liczbie mnogiej - Qohen Leth, który otrzymuje zadanie wykonania odpowiednich obliczeń. Od tego momentu jego ciche, przepełnione lękiem przed światem życie, zostanie wywrócone do góry nogami. 

Terry Gilliam to twórca, od którego oczekuje się obrazów wykraczających poza sztampę i zwyczajną komercję, tak wszechobecną we współczesnej kinematografii. Reżyser ów wydaje się świadomym podejścia fanów, stąd też pracując nad Zero Theorem podjął próbę zaspokojenia apetytów widzów zawieszając sobie w ten sposób dość wysoko poprzeczkę. Niestety, rezultat starań wypadł dość kontrowersyjnie.

Oglądając film można dostrzec kilka podstawowych aspektów dzieła: mocno specyficzna scenografia, krzykliwa kolorystyka, nietuzinkowe kreacje aktorskie oraz praca kamery. Zaczynając od tego ostatniego, to zdawać by się mogło, iż Gilliam postanowił nakręcić obraz podobny do Dwunastu małp. Przechylona kamera, ujmująca obraz z perspektywy, do której widz raczej nie jest przyzwyczajony a także kadry skupione na twarzach oraz malujących się na nich emocjach zdają się mocno łączyć te dwa dzieła, pomimo czasu jaki upłynął pomiędzy ich realizacją.

Christoph Waltz | Źródło: Filmweb

Również scenografia oraz wspomniana kolorystyka są argumentem w dyskusji, iż Zero Theorem miało w założeniu być oryginalne. Główny bohater zamieszkuje boczną nawę odkupionego od mnichów kościoła, podczas gdy w głównej mieści się sex shop. Kamera pilnująca bezpieczeństwa mieszkania zamontowana jest na głowie wiszącego Jezusa, a chrzcielnica robi za umywalkę. To tylko detale, jednakże przez niektóre osoby mogące zostać uznane za obrazoburcze. Ale nawet pomijając te najbardziej rzucające się w oczy elementy scenografii, projekcja filmu stanowi ucztę dla miłośników wyszukiwania ciekawostek na drugim planie. Różne drobnostki, niekiedy wręcz absurdalne, innym razem zaś nostalgiczne, stanowią o walorze Zero Theorem.

Akcja filmu osadzona została w realiach przyszłości. Jak odległej? Tego twórcy nie zdradzają. Pewne jest tylko to, iż jest to świat popadający w dekadencję, pełen krzykliwych barw, wszechobecnej cyfryzacji, a jednocześnie na wskroś steampunkowy. Niejednoznaczność wizji i balansowanie pomiędzy kilkoma konwencjami nadają obrazowi niespotykaną stylistykę, choć złośliwi nazwą ją raczej "bezguściem". Udźwiękowienie zostało dopasowane do oprawy wizualnej, w tle przewijają się znane motywy w formie coverów, aczkolwiek idealnie połączone z wydarzeniami rozgrywającymi się na ekranie.

Z klimatem obrazu znakomicie harmonizują się kreacje aktorskie. W obsadzie można znaleźć kilka gwiazd: Christophera Waltza, Tildę Swinton oraz Matta Damona. Należy wspomnieć także o pozostałych odtwórcach: Lucasie Hedgesie, Davidzie Thewlis oraz Melanie Thierry. Wszyscy oni zasługują na wymienienie z imienia i nazwiska nie bez przyczyny. Rzadko zdarza się spotkać tak idealnie dobraną grupę aktorów, harmonijnie współpracujących ze sobą na planie filmowym. Na słowa uznania zapracował zwłaszcza Waltz, ponieważ odgrywany przez niego bohater wypada bardzo przekonująco. Żyjący na marginesie, stroniący od kontaktu z otoczeniem, cierpiący na zaburzenia psychiczne...

Pozostali aktorzy prezentują równie wysoki poziom, chociaż Tilda Swinton przyzwyczaiła do lepszych kreacji. Jednakże na jej obronę przemawia taka okoliczność, iż zwyczajnie miała zbyt miało okazji do zaprezentowania pełni swoich umiejętności. Warto natomiast obserwować rozwój kariery Lucasa Hedgesa, który pomimo swojego młodego wieku pokazał kunszt aktorski najwyższej klasy, znakomicie wykorzystując nakreśloną dla niego rolę.

Christoph Waltz | Źródło: Filmweb

Paradoksalnie największą słabością Zero Theorem jest sam Gilliam, który próbował zawrzeć w swoim dziele zbyt wiele koncepcji. Przede wszystkim uderza w widza samotność głównego bohatera, stawiającego kolejne mury między sobą a zewnętrznym światem. Przyczyn tego stanu rzeczy widzowie mogą tylko się domyślać, zaś ostateczny wniosek pozostaje otwarty na wszelakie interpretacje. Jest to także film o osaczeniu jednostki przez obojętną na jego los korporację. Lekarz, dziewczyna z agencji towarzyskiej, syn członka zarządu - wszyscy na usługach wszechmocnej firmy, z zimną obojętnością realizującej swoje cele. Komu można więc zaufać, kto jest przyjacielem, a kto tylko kolejną trybem w  bezdusznej maszynie? Czy samotność nie jest aby jednak najlepszym rozwiązaniem?

Często pojawiający się w filmie młotek w sposób bardzo wymowny przypomina widzowi, iż społeczeństwo jest niczym więcej, jak tylko narzędziem w dłoniach decydentów. Sama „teoria zero” (interpretowana także jako teoria wszystkiego) także stanowi ciekawy motyw, który jednak nie został ani rozwinięty, ani wyjaśniony w satysfakcjonujący widza sposób. Powyższe braki fabularne, a jest ich wiele, pozwalają postawić wniosek, iż Gilliam padł ofiarą próby stworzenia na siłę dzieła wielkiego, spełniającego oczekiwania fanów. Niestety, wyszedł film, który tak naprawdę jest niedokończony, miejscami wręcz o niczym, balansujący na granicy banalnej historyjki opakowanej w krzykliwą formę. Jak można podsumować ową produkcję? Chyba tylko słowami, głoszącymi iż "lepsze jest wrogiem dobrego".

7.0
Ocena recenzenta
6.83
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Teoria wszystkiego
Reżyseria: Terry Gilliam
Scenariusz: Pat Rushin
Muzyka: George Fenton
Zdjęcia: Nicola Pecorini
Obsada: David Thewlis, Matt Damon, Lucas Hedges, Mélanie Thierry, Tilda Swinton, Christopher Waltz,
Kraj produkcji: USA, Wielka Brytania, Rumunia
Rok produkcji: 2013
Data premiery: 2013
Czas projekcji: 1 godz. 47 min
Dystrybutor: Gutek Film



Czytaj również

Wielki Mur
Co kryje się za płotem?
- recenzja
Marsjanin
Robinson Cruzoe nowych czasów
- recenzja
Interstellar
Czy ludzkość to już przeszłość?
- recenzja
Grand Budapest Hotel
Pokój z widokiem na przygodę
- recenzja
Snowpiercer: Arka przyszłości
Pociąg do dobrego SF
- recenzja
Rzeź
Jedno mieszkanie, cztery osoby, jeden problem
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.