» Recenzje » Zakonnica

Zakonnica


wersja do druku

Za dużo horroru w horrorze?

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Zakonnica
Pierwsza Obecność była jednym z lepszych ówczesnych horrorów na dużym ekranie. Nie inaczej było również w przypadku drugiej odsłony, która utrzymała dobrą passę serii. Nic więc dziwnego, że zdecydowano się na kolejną część, a dokładniej prequel zatytułowany Zakonnica. Niestety, podobnie jak w przypadku cyklów Ring czy [Rec] nie udało się stworzyć hitu godnego uznanej marki.

Nowy scenarzysta Gary Dauberman (AnnabelleTo) całkowicie odszedł od małżeństwa Eda oraz Lorraine Warrenów i skupił się na genezie powstania istoty, którą po raz pierwszy spotykamy w Obecności 2. Dlatego wraz z ojcem Burke (wysłannikiem z Watykanu) i siostrą Irene (nowicjuszką, która ma właśnie złożyć śluby zakonne), udajemy się do rumuńskiego klasztoru, aby zbadać sprawę powieszenia się tamtejszej zakonnicy. Tam też poznajemy kolejnego głównego bohatera – młodego mężczyznę, nazywającego samego siebie "Francuzikiem". Jak się okazuje wszystko sprowadza się do potężnego pradawnego zła chcącego uwolnić się z zakonnych murów.

W filmach grozy nigdy do końca nie wiadomo, w jaki sposób powinny wzbudzać w oglądającym strach. Jednym bowiem podobają się produkcje, w który zło jest cielesne i namacalne ([REC]), a innym – kiedy bohater doświadcza go przez wizje (Autopsja Jane Doe). Do tej pory Obecność spokojnie można było zaliczyć w poczet drugiej grupy. Jednak Zakonnica, to już zdecydowanie pierwsza opcja.

Przeniesienie akcji do rumuńskiego klasztoru Cârța w Transylwanii wprowadziło serię na całkiem inny poziom i mogłoby się wydawać, że dało reżyserowi wiele nowych ciekawych możliwości. Niestety pierwsze dobre wrażenie mija już po kilkunastu minutach. Corin Hardy zrezygnował niemal całkowicie z budowania otoczki tajemnicy wokół siły nawiedzającej klasztor i od razu zarzuca widza scenami związanymi z wrogą obecnością mrocznej istoty. Od samego początku pojawiają się dziwne postaci, zjawy i upiory, a to ledwie początek. Im dalej, tym trudniej odpędzić wrażenie, że mamy do czynienia z zombie-podobną produkcją w stylu [REC].

Fabuła pełna jest luk, a ostatnie sceny nie wyjaśniają wszystkich wątków w satysfakcjonujący sposób. Inna sprawa, że historii  za wiele nie ma: trochę wizji głównej bohaterki, jedno wspomnienie z życia księdza i przypadkowy świadek wydarzeń. Obsada zamyka się w czterech osobach, z czego jednej nieludzkiej. Tak samo bardzo mętnie zarysowano zagadnienie tego, skąd i po co owo zło się wzięło. Bo to, że jest i że chce uciec, raczej czeka nas w każdym egzorcystyczno-horrorowym filmie. Poza tym reżyser nie uniknął jednej z największych wad tego typu produkcji, czyli nielogicznych zachowań bohaterów (tak, rozdzielają się w najgorszym możliwym momencie), oraz momentów aż nadto wymownych dla widza, ale zwyczajnych dla protagonistów.

Maxime Alexandre odpowiedzialny za zdjęcia chociaż sytuacji nie pogarszał, to też w żaden sposób jej nie polepszył. Wszystko dzieje się raptem w kilku pomieszczeniach i na klasztornym cmentarzu. Chwile grozy budowane są w mocno statycznych ujęciach, co w murowanych klasztornych pokojach nie zawsze dało odpowiedni efekt. Tak samo często obserwujemy bohaterów od przodu, kiedy ci nie zdają sobie sprawy, że coś za nimi podąża czy odbija się w lustrze. Nam z kolei pozostaje czekać na moment, kiedy zjawa zaskoczy nieszczęśników, a takich jump scare'ów jest naprawdę dużo. I nie ważne jak bardzo ten zabieg wydawałby się oklepany, w połączeniu z wykrzywioną twarzą sprawi, że drgniemy w kinowym fotelu.

W grze aktorskiej najlepiej spisał się Jonas Bloquet w roli "Francuzika" – jako jedyny ma zabawne dialogi i zdecydowanie najbardziej naturalnie poradził sobie z graniem przerażonego. Gorzej wypadli pozostali: Taissa Farmiga jako siostra Irene oraz Demián Bichir grający księdza Burke. Zwłaszcza Farmiga zbyt sztucznie podeszła do swojej roli.

Mimo wszystko Zakonnica, chociaż nie dorównuje Obecności, trzyma poziom dobrego horroru, niestety nie ze względu na fabułę czy grę aktorską, ale na efekty specjalne. Film straszy w bardzo wyrazisty sposób – wykrzywione twarze i truposze to coś, co zawsze będzie wciskało w fotel na sali kinowej. Zwłaszcza że sprzyja temu sceneria. I to jedyny atut, dla którego warto pójść do kina. Niestety miłośnicy serii Obecność mogą się naprawdę zawieść. Inni widzowie, szukający ostrzejszych wrażeń i pragnący wieczorami oglądać się za siebie, zdecydowanie powinni wybrać się na seans.

Film obejrzeliśmy dzięki uprzejmości Cinema-City.

Galeria


6.0
Ocena recenzenta
6
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Zakonnica (Nun)
Reżyseria: Corin Hardy
Scenariusz: Gary Dauberman
Muzyka: Abel Korzeniowski
Zdjęcia: Maxime Alexandre
Obsada: Bonnie Aarons, Demian Bichir, Taissa Farmiga, Jonas Bloquet, Charlotte Hope, Ingrid Bisu
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2018
Data premiery: 7 września 2018
Czas projekcji: 1 godz. 36 min.
Dystrybutor: Warner Bros. Entertainment Polska



Czytaj również

Obecność
Asymilujmy się!
- recenzja
2013: Top 5 filmów
Podsumowanie najlepszych filmów minionego roku
American Horror Story
Jankeskie strachy

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.