» Recenzje » X-Men: Przeszłość, która nadejdzie

X-Men: Przeszłość, która nadejdzie


wersja do druku

...w celu ratowania Ziemi

Autor: Redakcja: Kuba Jankowski

X-Men: Przeszłość, która nadejdzie
Adaptacje komiksów Marvela spod szyldu z napisem X-Men są najdłuższą serią filmowych blockbusterów, jaka w ostatnich latach pojawia się ekranach kin. Począwszy od trylogii autorstwa Bryana Singera (X-Men i X-Men 2) oraz Bretta Ratnera (X-Men: Ostatni bastion), poprzez filmy X-Men Geneza: Wolverine Gavina Hooda, X-Men: Pierwsza klasa Matthewa Vaughna i Wolverine Jamesa Mangolda, historia została obarczona ciężarem fabularnym, którego w kilku przypadkach nie była w stanie udźwignąć. Dlatego twórca pierwszych odsłon filmowych przygód mutantów w filmie X-Men: Przeszłość, która nadejdzie postanowił odświeżyć formułę i zainicjować nowy początek, wykorzystując w tym celu niezawodny motyw wędrówki czasoprzestrzennej.

Kuba 'Profesor' Jankowski:

Przeszłość, która nadejdzie to kolejny bardzo udany odcinek superbohaterskiego serialu kinowego z serii X-Men. Ogólnie, z działań twórców i dystrybutorów wyłania się ciekawa dla widza strategia, którą w crossoverowym stylu konsekwentnie realizują kolejni reżyserowie. W przypadku X-Men, podobnie jak w marvelowskim projekcie łączącym bohaterów z grupy Avengers, otrzymaliśmy do tej pory trzyczęściowe losy mutantów, dwa obrazy z Wolverinem (paradoksalnie w małym stopniu tylko wykorzystujące potencjał postaci Rosomaka) oraz dyptyk o dawnych losach mutantów. Choć Przeszłość, która nadejdzie akurat łączy x-menowy First Class z czasami "po" wydarzeniach znanych z trylogii. Tak z grubsza, bo uważny oddział fanboy'owski odnajdzie zapewne między tymi filmami spory materiał na wytykanie nieścisłości. Ale lepiej nie psuć sobie tym głowy i rozkoszować się naprawdę dobrą serią filmów.

Co zatem słychać w Przeszłości, która nadejdzie? W świecie, w którym ostatecznie doszło do konfrontacji ludzi i mutantów, ci ostatni muszą walczyć o życie z zaawansowaną formą Sentineli, które w kolejnych starciach uczą się ich umiejętności, stając się w zasadzie doskonałymi machinami eksterminacji. Aby ocalić świat od takiej "przyszłości", trzeba udać się w "przeszłość". No i jak myślicie, komu przypadnie w udziale wykonanie tej misji? No, macie jakieś przeczucie? Snikt!

Najnowszy obraz z mutantami w roli głównej to znakomite rozrywkowe kino akcji. Superbohaterska otoczka jest tylko jednym z elementów konstrukcji tego obrazu i z całą pewnością wyeksponowanie dodatkowych linii narracyjnych pomoże zdobyć filmowi szerszą niż tylko komiksowa publiczność. Element zabawy z kontinuum czasowym jest zawsze fascynującym sposobem na zaangażowanie widza w uważne śledzenie akcji, a dodana całości otoczka rodem z kina s-f uzasadnia śmigające po ekranie supermoce. Nie są one więc czymś, co racjonalizujący sobie rzeczywistość ekranu widz zbędzie stwierdzeniem "co za bzdury", bo zbyt dobrze pasują to klimatu s-f właśnie. Natomiast fanów mutantów nie trzeba przekonywać niczym innym, jak ich obecnością na ekranie w intrygującej i intrygująco opowiedzianej historii.

Znakomitych scen jest tutaj zbyt wiele, aby rozwodzić się nad każdą z nich, ale wyróżnia się zdecydowanie występ Quicksilvera i w zasadzie każde pojawienie na ekranie Mystique. Zresztą to Mystique i Magneto w tym obrazie przebijają nawet samego Rosomaka. Troszkę paradoksalnie Przeszłość, która nadejdzie jest najlepszym filmem z Wolverinem, ale w tym filmie Rosomakowi i tak szoł kradną "teoretycznie ci źli mutanci". 

Przeszłość, która nadejdzie to absolutny "musiszobaczyć". Bo jak nie, to Rosomak zrobi "snikt!" twojemu kanarkowi.

Nota: 9,5

Mały 'Magneto' Dan:

Kanwą scenariusza najnowszej części serii X-Men zatytułowanej Przeszłość, która nadejdzie stała się klasyczna opowieść komiksowa Days of Future Past autorstwa Chrisa Claremonta i Johna Byrne’a z 1981 roku. Niedaleka przyszłość mutantów i ludzi maluje się w raczej ciemnych barwach: totalna zagłada rasy homo superior idzie w parze z masową eksterminacją rasy homo sapiens. Doszczętnie zniszczone miasta, obozy koncentracyjne dla mutantów, zbiorowe mogiły ich rodzin i przyjaciół tworzą przygnębiające i beznadziejne tło wydarzeń. Zdziesiątkowani przez ewoluujących Strażników X-Meni podejmują rozpaczliwą próbę zmiany opłakanych losów świata będących efektem wielkiej międzygatunkowej wojny. Aby zapobiec wydarzeniom, które doprowadziły do apokalipsy, Profesor X (Patrick Stewart) i Magneto (Ian McKellen) dzięki umiejętnościom Kitty Pryde (Ellen Page) postanawiają przenieść świadomość Wolverine’a (Hugh Jackman) w przeszłość – do roku 1973. Logan musi nakłonić młodsze wersje Charlesa Xaviera (James McAvoy) i Erika Lehnsherra (Michael Fassbender) do podjęcia kroków zabezpieczających przyszłość obu gatunków oraz powstrzymać zdeterminowaną Mystique (Jennifer Lawrence) przed zamordowaniem prowadzącego badania nad mutantami naukowca Bolivara Traska (Peter Dinklage).

Przed reżyserem Bryanem Singerem i scenarzystą Simonem Kinbergiem postawione zostało niełatwe zadanie, z którego twórcy wybrnęli całkiem zgrabnie. Łączenie sił starych bohaterów z ich młodszymi wersjami z przeszłości i jednoczesne przedstawianie ich w dwóch różnych epokach, swobodne przenikanie się płaszczyzn czasowych i przestrzennych, wymazanie niektórych wydarzeń mających miejsce w poprzednich odsłonach serii oraz łatanie wielu fabularnych niedociągnięć i logicznych luk, co prawda wprowadziło do tego obrazu nieco zamieszania, ale mając na uwadze fakt, że film zaplanowany został jako sequel do Pierwszej klasy i Wolverina, prequel do pierwszej trylogii X-Men oraz restart niezbyt satysfakcjonującej Genezy, można stwierdzić bez chwili wahania, że efekt końcowy jest więcej niż zadowalający. Bo historia potrafi zachwycić.

Mimo że Przeszłość… znakomicie spełnia swoją funkcję jako następna część przygód grupy znanych i lubianych bohaterów, film nie do końca broni się jako samodzielny obraz wyrwany z kontekstu. Dlatego przed pójściem do kina wręcz wskazane jest odświeżenie wszystkich poprzednich części, a także nadrobienie ewentualnych zaległości. Postaci protagonistów budowane są w oparciu o ich życiorysy znane z poprzednich części i mimo że ich postawy, decyzje i wybory są odpowiednio objaśniane i argumentowane, dla nowych widzów mogą one pozostać nie do końca oczywiste. Nieznajomość uniwersum naturalnie nie poskutkuje całkowitym brakiem zrozumienia filmu, ale sporo ukrytych tu i ówdzie smaczków umknie bezpowrotnie, nawet przy pobieżnej tylko wiedzy na temat poszczególnych postaci i relacji między nimi zachodzących.

Nieznośna tekturowość bohaterów i ich częstokroć kiczowate moce w zestawieniu ze społeczną dyskusją w sprawie inności, akceptacji i tolerancji, była tym elementem, który zawsze najbardziej drażnił zarówno w komiksach, jak i w filmach, spod znaku X-Men. Na szczęście twórcy Przeszłości… - umiejętnie podtrzymując konwencję zaproponowaną przez Matthewa Vaughna w Pierwszej klasie – odstąpili od wytartego patetycznego tonu i wyeksploatowanej moralizatorskiej wymowy całości na rzecz przystępnej i lekkiej narracji. Bezpretensjonalne potraktowanie historii sugerują już od pierwszych chwil obecności Wolverine’a w świecie przeszłości, które wydają się być żywcem wyciągnięte z kultowego już Terminatora Jamesa Camerona.

I tak przeciętnego odbiorcę ucieszy zarówno łącząca w sobie zapierającą dech w piersiach efektowność i niewymuszony humor sytuacyjny sekwencja z superszybkim lekkoduchem Quicksilverem (Evan Peters), jak i komiczna walka nieokrzesanego Wolverine’a z furiackim Bestią (Nicholas Hoult) w opustoszałej szkole Xaviera. Widza zaznajomionego ze światem X-Men zauroczyć powinno nagromadzenie elementów zaczerpniętych z poprzednich odsłon serii, jak na przykład przechowywane w podziemiach pentagonu skrzydła Angel czy kostium Havoka, albo przeniesienie pamiętnych partii dialogowych w niektórych scenach (jeśli przyjąć, że na przykład "Go fuck yourself!” znaczy tyle samo co "Fuck off!”). Uważny obserwator dodatkowo będzie mógł się bawić w odnajdywanie pojawiających się w tle drobnych szczegółów, będących charakterystycznymi wyróżnikami codzienności w latach siedemdziesiątych, jak regulujące samopoczucie substancje psychoaktywne, bistorowe spodnie typu dzwony, imprezy w klimacie disco i nieśmiertelny Pong na automatach.

Oczywiście nie mogło zabraknąć również podniosłych tyrad o wracaniu na właściwą drogę, zemście za cierpienia, walce o przetrwanie i wewnętrznych przemianach, wygłaszanych głównie przez Profesora i Magneto w odpowiednich momentach, ale te sceny można spokojnie zrzucić na karb komiksowej natury materiału źródłowego. Wszak patos, melancholia i nostalgia są nieodłącznymi składowymi tych opowieści, co w filmie najwyraźniej uwidacznia się podczas epickiego spotkania Xaviera z przeszłości z Xavierem z przyszłości. Natomiast chemia jaka rodzi się dzięki temu ze skomplikowanych trójkątów: "młodego" (ogniskującego się na linii Xavier – Magneto – Mystique) oraz "starego" (oscylującego wokół osi Wolverine – Xavier – Magneto) – podkreślona znakomitą grą aktorską McAvoya, Fassbendera i Lawrence oraz Jackmana, Stewarta i McKellena – jest największą zaletą tego superbohaterskiego widowiska, okraszonego obficie widowiskowymi pojedynkami na śmierć i życie, wszędobylskimi eksplozjami i pościgami oraz obowiązkowym zniszczeniem znacznej części miasta.   

I choć Przeszłość… jest produkcją mocno hermetyczną i nie do końca wolną do dziur fabularnych, błędów logicznych i paradoksów czasoprzestrzennych, fani kinowych przygód X-Menów nie powinni czuć się ani obrażeni, ani zawiedzeni. Tym bardziej, że kilkunastosekundowa scena dodatkowa umieszczona po napisach końcowych, wieszczy świetlaną przyszłość filmów o mutantach, która najpewniej zrealizuje się w zapowiadanej na 2016 rok superprodukcji X-Men: Apocalypse. Tymczasem Przeszłość, która nadejdzie przebojem dołącza do grona najlepszych komiksowych adaptacji roku bieżącego.

Nota: 9,5

9.5
Ocena recenzenta
8.18
Ocena użytkowników
Średnia z 11 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: X-Men: Przeszłość, która nadejdzie (X-Men: Days of Future Past)
Reżyseria: Bryan Singer
Scenariusz: Simon Kinberg
Muzyka: John Ottman
Zdjęcia: Newton Thomas Sigel
Obsada: James McAvoy, Michael Fassbender, Jennifer Lawrence, Hugh Jackman, Nicolas Hoult, Ian McKellen, Patrick Stewart, Ellen Page
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2014
Data premiery: 23 maja 2014
Czas projekcji: 2 godz. 10 min.
Dystrybutor: Imperial CinePix



Czytaj również

Obcy: Przymierze
Koniec jest bliski
- recenzja
Lekarstwo na życie
Idealny psychiatryk
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.