» Recenzje » Wróg numer jeden

Wróg numer jeden


wersja do druku

Pokolenie Osamy bin Ladena

Autor: Redakcja: Kamil 'New_One' Jędrasiak

Wróg numer jeden
Pamiętacie, gdzie byliście i co robiliście 11 września 2001 roku? Ja bardzo dobrze. Pewnie część z was też. A pamiętacie, gdzie byliście i co robiliście, gdy zginął Osama bin Laden? Nie? Ja też nie. To trochę tak, jakby pamiętać początek filmu, ale zapomnieć, jak się zakończył. Kathryn Bigelow przywraca nam tę pamięć.

Na początku tego tekstu, z okazji wydania Zero Dark Thirty na DVD, proponuję układ. Po pierwsze, to nie jest recenzja. Tę napisał dla was Mateusz 'Umbra' Nowak. Po drugie, ten tekst będzie nieco zabarwiony osobiście. Chciałbym raczej opowiedzieć o filmie Wróg numer jeden oraz jego miejscu w historii i historii kina, niż go recenzować. Po trzecie wreszcie, to oznacza, że zdradzam szczegóły fabuły z przebiegiem finałowej sceny włącznie. I wcale nie chodzi o to, że bin Laden ginie. W tym filmie dzieją się bowiem ważniejsze rzeczy.

Nie chciałbym jednak stawiać diagnoz i dawać gotowych odpowiedzi. Raczej dzielić się odczuciami i spostrzeżeniami. Może też się w nich odnajdziecie.

Otwierająca sekwencja

11 września 2001 roku byłem w Krakowie. Gdy padały wieże World Trade Center, uczyłem się do egzaminu z Romantyzmu (oblałem, poprawkę też, skończyło się na komisyjnym). W tym momencie, gdzieś około godziny 15:00 naszego czasu, zacząłem oglądać bardzo długi film. Sądzę zresztą, że na tym seansie nie byłem sam. Zostaliśmy przykuci do ekranów i oglądaliśmy ostatnie chwile niewinności telewizji. Serwisowe relacje z wojen i mordów docierały do nas wcześniej jako migawki. 11 września oglądaliśmy na żywo, jak zabija się trzy tysiące ludzi. Oczywiście nie widzieliśmy palonych ciał i zwłok spadających z wież, ale to działo się na naszych oczach, kamera nawet na chwilę nie spuszczała tego z oka.

Wróg numer jeden (trochę jak filmowa antologia 11.09.01 z 2002 roku) rozpoczyna się od brutalnego przypomnienia tej chwili. Ekran jest czarny, słyszymy tylko ostatnie telefoniczne rozmowy osób, które zginęły: w samolocie United 93 czy w szklanej pułapce WTC. Sekwencja jest niemalże pornograficzna, na skraju wytrzymałości. Oto na samym początku filmu fabularnego emocje podbijane są chwytem godnym pozbawionego skrupułów Larsa von Triera. Słyszymy głosy umierających ludzi.

To nie jest zabieg, który łatwo obronić.

Everywoman

To zadanie powierzono Jessice Chastain (znanej już ze świetnych Slużących czy wizjonerskiego Drzewa życia), która wcieliła się w rolę agentki wywiadu, Mayi. Na ekranie pojawia się kilka innych intrygujących postaci, ale to na jej barkach spoczywa rozciągnięta na dziesięć fabularnych lat i zamknięta w stu pięćdziesięciu filmowych minutach opowieść.

Gdy oglądałem Wroga na początku roku, stwierdziłem, że kreacja Chastain jest bardzo chłodna, oszczędna, a nawet więcej - wycofana, pozbawiona emocji. Niech duch Marlona Brando mi wybaczy, ależ się myliłem. Oczywiście, to nie jest rozbuchane, histeryczne aktorstwo w stylu Claire Danes z Homeland. Ale nie bez powodu ta rola walczyła w tym roku o Oscara. Brak tutaj długich, pozwalających się wykazać aktorsko sekwencji, ale rozwój emocjonalny młodej dziewczyny rzuconej na linię frontu jest przeprowadzony konsekwentnie i z właściwą Bigelow maestrią.

Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to, co spotyka Mayę, przypomina też proces, jaki przechodziło wielu obywateli szeroko rozumianego świata Zachodu. Agentka szybko musi zmierzyć się z metodami działania amerykańskiego wywiadu, a my wraz z nią. Tuż po otwierającej sekwencji dostajemy kolejną, nie mniej drastyczną, gdy oglądamy tortury z osławionym waterboardingiem na czele. Po tym początkowym gwałcie na emocjach oglądającego film się uspokaja, tak jakby nic już nie mogło zrobić na głównej bohaterce (i widzu!) wrażenia. Z czasem Maya coraz bardziej zapomina się w swojej misji, ale i sama jest zapominana, co trafnie oddaje stosunek społeczności międzynarodowej do osoby bin Ladena. W ciągu dziesięciu lat od zamachu na WTC stał się on już bardziej ikoną popkultury lub męczącym wspomnieniem niż postacią budzącą faktyczny strach.

Maya to postać anonimowa. Gdy mamy szansę poznać jej nazwisko, scenę zakłóca wybuch bomby. To czyni z niej bohaterkę uniwersalną, przedstawicielkę swojego pokolenia, które zostało napiętnowane zamachem z 11 września. Kiedy to się stało, była jeszcze młodą osobą, świeżo po college'u, u progu dorosłego życia. W chwili, gdy zakończy swoją misję, będzie już dojrzałą kobietą, która przez cały swój dorosły żywot nie robiła nic poza ściganiem najbardziej poszukiwanego człowieka na świecie.

Trylogia współczesnej wojny

Agenci wywiadu w filmach opowiadających o wojnie często są bohaterami negatywnymi, rzadziej spogląda się na na nich równie przychylnie co na zwykłych trepów. We Wrogu takie rozróżnienie nie istnieje. Wszyscy grają w jednej drużynie, a poświęcenie agentów jest równie ważne, co komandosów ryzykujących w trakcie akcji bojowych. Co warte podkreślenia, reżyserce udaje się uniknąć tutaj popadania w prymitywny, hollywoodzki patos.

Dzięki temu można Wroga numer jeden potraktować jako zwieńczenie trylogii, którą symbolicznie rozpoczyna Helikopter w ogniu, a kontynuuje Hurt Locker. Ten pierwszy film ukazywał wojnę nowego typu, toczoną na ulicach miast przez garstkę świetnie wyszkolonych żołnierzy atakowanych przez tłum, w którym nie sposób odróżnić cywilów od wojskowych. Wizja dwóch wrogich armii ścierających się w umownych ramach konkretnej bitwy została w filmie Ridleya Scotta zanegowana. Hurt Locker poszedł jeszcze dalej i sprowadził nowoczesną wojnę do poziomu żołnierza, który zbiera odpadki po starciach. Wróg natomiast wchodzi za kulisy dzisiejszych działań wojennych, pokazując w sposób unikający taniej sensacji i widowiskowego efekciarstwa jeszcze jeden typ żołnierzy.

Co ciekawe, tym najlepszym, najbardziej wytrwałym z wojaków okazuje się kobieta. Jest w tym - także w kontekście statusu kobiet w krajach muzułmańskich - lekka nuta ironii.

Osama nie żyje

Potraficie podać z pamięci datę zabicia bin Ladena? Podpowiem: 2 maja 2011 roku, około 1:00 w nocy. W Stanach Zjednoczonych to wydarzenie odbiło się szerokim echem. Ale mam przekonanie graniczące z pewnością, że wielu z nas ostatecznie bardziej w pamięć zapadły memy z Obamą, niż zdjęcia z telewizji ABC. A co dopiero mówić o ilości obrazów, które pozostały po zamachu na WTC. Niezwykła dysproporcja.

Film Bigelow przywraca równowagę w zbiorowej pamięci i pokazuje symboliczny koniec historii rozpoczętej - również symbolicznie i umownie! - 11 września 2001 roku. W finale obserwujemy trwającą prawie trzydzieści minut (czasu fabularnego) akcję amerykańskich komandosów z oddziału SEALS, którzy toczą ostatnią bitwę wojny z bin Ladenem.

To praktycznie film w filmie, operujący dokumentalnymi chwytami epizod skupiony niemal wyłącznie na akcji zabicia przywódcy Al Kaidy. Ale nawet w takim momencie Bigelow nie zapomina, że tworzy kino fabularne. Fantastycznie operuje światłem, bawi się zielonkawą poświatą noktowizorów, plastycznie ukazuje iskry sypiące się po detonacji drzwi. Styl realistycznego śledzenia przebiegu akcji znany z Hurt Lockera zostaje tutaj doprowadzony do perfekcji i traktowanie tej sekwencji na równi z filmem dokumentalnym jest grubym nieporozumieniem.

Akcja zabicia bin Ladena nasuwa skojarzenia z... Bękartami wojny. Przez siedem dekad kino nie było w stanie zdobyć się na odwagę i zrobić filmu, w którym symbol zła i terroru zostaje ot tak, po prostu "rozwalony". Potrzeba było bezczelności Quentina Tarantino, by w przestrzeni sztuki zamknąć ten rozdział. Kathryn Bigelow oczywiście nie zrobiła filmu równie pretekstowo traktującego fakty historyczne (wręcz przeciwnie). Efekt closure jest jednak podobny - tak szybko, jak na to pozwalały warunki, zrealizowano film, który stawia kropkę nad "i". Nie jestem tylko niestety pewien, czy można mówić o podobnym uczuciu katharsis, jak to, które wywołuje radosna, absurdalna rzeź w finale Bękartów.

Osama ginie, ale jest to zabójstwo chłodne i chirurgiczne. Nie rozbrzmiewają po nim fanfary, lecz raczej westchnienie ulgi, że dręcząca amerykańskie sumienie sprawa została zamknięta. Świat już dawno ma na głowie inne problemy. Dla Mayi oznacza to jednak kres sensu jej istnienia. Mogąc polecieć w dowolne miejsce na świecie, nie wie, dokąd się udać. Tak jak na wracających z wojen żołnierzy czekali obcy im bliscy (motyw znany z wielu filmów wojennych czy nawet z Hurt Lockera), tak Maya nie ma nawet kogoś, kto mógłby jej nie rozumieć. Pustka wokół jest całkowita.

Jednak największy ładunek emocjonalny niesie ze sobą przedostatnia scena filmu. Komandosi wrócili z misji do bazy, ciało bin Laden spoczywa w worku. Maya, jako oficer obecny na miejscu, musi dokonać identyfikacji zwłok. To moment niemalże intymny. Bin Laden jest praktycznie członkiem jej rodziny, nikt nie zna go tak dobrze, jak ona. I to na niej spoczywa obowiązek spojrzenia w twarz najbliższej osoby i zapewnienia nas, że "już po wszystkim".

Na dodatek są dodatki

Jak w przypadku każdej edycji DVD twórcy starali się dorzucić coś ekstra. Materiał nie jest zbyt obszerny. Coś dla siebie znajdą na pewno fani militariów rozkoszujący się brzmieniem nazw karabinów i typów śmigłowców bojowych. Moim zdaniem warto jednak słuchać przede wszystkim Kathryn Bigelow i Jessiki Chastain. Polecam przejrzenie krótkiego materiału chociażby dla jednej krótkiej wypowiedzi Bigelow, która mówi: "Mam nadzieję, że ten film przybliży tę długą i mroczną dekadę".

W moim przypadku udało się to z nawiązką. Dekadę uznaję za zamkniętą.

9.5
Ocena recenzenta
8.44
Ocena użytkowników
Średnia z 8 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Zero Dark Thirty
Reżyseria: Kathryn Bigelow
Scenariusz: Mark Boal
Muzyka: Alexandre Desplat
Zdjęcia: Greig Fraser
Obsada: Mark Strong, Jessica Chastain, Joel Edgerton, Jason Clarke
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2012
Data premiery: 8 lutego 2013
Dystrybutor: Monolith



Czytaj również

2013: Top 5 filmów
Podsumowanie najlepszych filmów minionego roku
Wróg numer jeden
Surowy obraz o walce z terrorem
- recenzja
Crimson Peak. Wzgórze krwi
W pogoni za majątkiem i duchami
- recenzja
Marsjanin
Robinson Cruzoe nowych czasów
- recenzja
Interstellar
Czy ludzkość to już przeszłość?
- recenzja
Gangster [DVD]
Miedziane alkohole, Nick Cave i gangsterska prohibicja
- recenzja

Komentarze


beacon
   
Ocena:
+2
Zgadzam się w całej rozciągłości.

Robi kolosalne wrażenie. Hurt Locker też było mocne, ale znacznie bardziej kameralne. Dotyczyło "ajdików", o których co prawda pisała nawet polska prasa, ale to nie był numer jeden tematu. Tutaj miałem wrażenie, że Bigelow wyjaśnia kulisy strasznie ważnego zjawiska globalnego, jednocześnie faktycznie zmuszając do odpowiedzi na pytanie, czy to wszystko było etyczne. Jak mało co.

Także dzięki za tekst i każdemu, kto nie widział filmu stanowcze: czas to zmienić!
20-08-2013 23:16
gower
   
Ocena:
0
Filmu nie widziałem, chciałem jednak coś dorzucić do 2 maja. W jednym z odcinków NCIS (to, swoją drogą, zaskakująco dobry serial) pokazane jest właśnie, że niemal każdy Amerykanin pamięta dokładnie, co robił i gdzie był w dniu, w którym SEALS zdjęli bin Ladena. To, co prawda, tylko serial, ale dobrze pokazuje właśnie znaczenie dnia, który u nas przeszedł niemal bez echa.

Ale to wszystko jest pokłosie tego, że Amerykanie nie przywykli do toczenia wojny na swojej ziemi. Dlatego też wizja ataku napełnia ich obecnie takim przerażeniem, ale też fascynacją, z której wyrosła na przykład gra Homefront.
21-08-2013 01:26
Umbra
   
Ocena:
0
Dobry tekst, choć trochę przydługi, w stylu New_One'a :) Ja się tylko powtórzę, i będę przy każdej okazji, że Jessica Chastain prześwietną aktorką jest :) A Bigelow dostała u mnie kolejny kredyt zaufania po tym filmie, zobaczymy co tam dalej narobi. 
21-08-2013 02:06
Repek
   
Ocena:
+1
@gower
Podobny wątek był w znacznie lepszym serialu, jakim jest Newsroom. Tam cały odcinek jest poświęcony temu tematowi. Ale Stany to Stany, to jednak był ich wróg numer 1.

@Umbra
Długi? :) Bo to nie recka. :)

Co do "kredytu zaufania", to Bigelow może dla mnie nawet PR zrobić i jestem pewien, że będzie to arcydzieło. Ale ja ją kocham od czasu Strange Days. :)

Pozdro
21-08-2013 09:42
Umbra
   
Ocena:
0
Niby nie recenzja, ale ocena jest, o filmie jest, o dodatkach jest. Więc trochę jakby tak, nieprawdaż? ;) Miałem napisać o Strange Days, aczkolwiek zbyt dużo wody w rzekach poupływało, żeby ciągle wracać do tego kina. Nie po przecenionym HL, choć wiem, że ma wielu fanów. Ja kredycik dałem i to z nadzieją ;) 
21-08-2013 10:50
beacon
   
Ocena:
0
Tekst o dobrym filmie na niespełna dziesięć tysięcy znaków jest "przydługi"? A cyferka na końcu decyduje, że tekst nagle staje się recenzją?

Taka sytuacja:

Komiks o walce z kosmitami po ciemnej stronie księżyca. Poniżej ocena proszku do prania. Liczbowa, z adnotacją o opakowaniu miękkim i twardym.
Pytanie: Czy komiks jest recenzją?
21-08-2013 11:34
Umbra
   
Ocena:
0
Yo beacon chill, to chyba tylko moja opinia a nie wytyczna co do tego jak postrzegać co jest długim, a co krótkim tekstem. Jako autor komentarza, wyrażam swoje zdanie, nie chcę mi się dodawać za każdym razem, biorąc ten przykład pod lupę: "Dobry tekst, choć trochę przydługi, jak dla mnie...".  
21-08-2013 22:31
LenarHoyt
    Anglosaskie melodromaty z Wujem Samem w tle....
Ocena:
0
Kiedy widzę anglosaskie paradokumenty o wojnie lub po prostu filmy o wojnie USA vs. reszta świata, to ogarnia mnie niepokój że zostanę zmanipulowany. Zwykłe historie piszą zwycięzcy i to ich historia staje się przewodnią linią prawdy dla innych. 11 września było szokiem, po politycznie poprawnej erze globalnego optymistycznego konsumpcjonizmu lat 90's. Okazało się, że świat jest niebezpieczny (ciągle nie potrafią tego faktu zrozumieć m.in. polscy turyści jadący na wakacje do Egiptu pomimo, że lecą tam dosłownie głowy...), a jątrzące się problemy gdzieś na końcu świata potrafią przyjść niespodziewanie na bezpieczne w tym wypadku amerykańskie podwórko. W amerykańskich paradokumentach nie lubię wciskania jednostronnej propagandy w stylu Michaela Moore'a (np. "Zabawy z bronią"), lub robienia z historii prawdziwej melodramatu w kilku aktach z ideologiczną podbudówką w tle... Wiadomym jest nie od dziś, że armia amerykańska dba o swój wizerunek na filmach. W obrazach gdzie pojawia się Wujek Sam wszystko musi być z nim dogadane, w przeciwnym razie nie będzie wypożyczenia sprzętu wojskowego etc. Tak więc filmowcy kręcący filmy z armią w tle lub tym bardziej z armią w roli głównej są niejako pouczani, ukierunkowani i instruowani w tym, w jaki sposób przedstawiać armię USA na filmach z jej udziałem. Dlatego nie wierzę w obiektywne dokumenty oraz filmy z pogranicza dokumentu w których na pierwszym planie występuje armia amerykańska czy tym bardziej amerykański rząd. O dwulicowości i niejasnej grze na świecie Stanów Zjednoczonych świadczą obecne działania w krajach arabskich. Zachodnia opinia publiczna( w tym polska również) jest  szprycowana jednostronnym w swojej treści przekazem medialnym z wojny w Syrii, że to zły reżim Baszszara Al-Asada gnębi naród. Tymczasem współczesny świat nie jest czarnobiały niczym stary amerykański western. Obecnie życie jest bardziej skomplikowane, bo wszędzie wdziera się pośredni i niejednoznaczny odcień szarości. Z jednej strony informowani jesteśmy, jak to USA dzielnie zwalczają Al.-Kaidę, a tymczasem wspierają ją w postaci dostaw broni i szkoleń jej bojowników  w Jordanii. W mediach mówi się eufemistycznie o opozycji syryjskiej , czy siłach rebeliantów szlachetnie walczących z reżimem okrutnego tyrana. Jeśli jednak przyjrzeć się głębiej i wysilić swoje szare komórki do myślenia (co nie jest dzisiaj takie łatwe z perspektywy bezpiecznego pokoiku przed komputerem) okazuje się, że większość tzw. "rebeliantów" to zbieranina zrekrutowana przez Al.-Kaidę bojowników islamskich z Czeczenii, regionów Kaukazu i innych krajów islamskich (nie mówiąc o ochotnikach islamskich z Europy). Oni chcą po prostu stworzyć nowy Taliban w oparciu o prawo szariatu...Pytanie; dlaczego USA ich popierają, dlaczego inwestują w Al-Kaidę???? Dlaczego obalili Saddama w Iraku i zaangażowali wiele krajów w pozorowaną wojnę z terroryzmem (informacje o broni nuklearnej i chemicznej którą to niby Saddam posiadał już od dawna wiadomo, że spreparował amerykański wywiad)? Bo mają swoje interesy? Przecież to takie prozaiczne, ale niestety prawdziwe.
   Napisałem ten przydługi wywód (dla tych cierpliwych, co to jeszcze umieją czytać ze zrozumieniem :)), aby uzmysłowić ostrożność przy pisaniu huraoptymistycznych recenzji do amerykańskich dokumentów, paradokumentów czy nawet zwykłych filmów fabularnych. Wojna nigdy nie jest jednoznaczna a działania ją poprzedzające i podczas niej trwające są skomplikowaną grą interesów na której "pierwsza umiera prawda". Pozdrawiam.
22-08-2013 22:18
   
Ocena:
0
To ja bym jednak zamiast robić zbyt długi wywód, najpierw obejrzał film. Bo bez tego to brzmi jak nie widziałem , ale się wypowiem.
23-08-2013 18:54
-DE-
   
Ocena:
0
Pytanie za 100 punktow - po kiego mi znac date zamachu na Osame? Wole poswiecic te poklady pamieci na zapamietanie daty urodzin mojego psa. Tu nie kolonia amerykanska, Taliby nie wysadzily Palacu Kultury, zeby robic z tego (morderstwa z zimna krwia) wydarzenie na miare obalenia PRL-u. Niech sie Jankesi podniecaja, tyle ich.

Czekam z niecierpliwoscia, az Bigelow skreci fabule godna Strange Days i da sobie wreszcie spokoj z tymi propagandowkami.
23-08-2013 19:59
Repek
   
Ocena:
0
@LenarHoyt
Dzięki za ciekawy komentarz. Myślę, że mam dużą świadomość propagandowego charakteru wielu filmów z USA [z takimi transformersami na czele :)]. Ale w przypadku Wroga nie ma to wielkiego znaczenia imo. To nie jest film zajefajności amerykańskiej armii, ale o jednostce w pewnej bardzo konkretnej , historycznej sytuacji. Dla mnie to właśnie jest ciekawe i ważne.

Ile tam jest faktów - to inna sprawa, nie podchodzę do tego filmu jak do dokumentu.

Pozdrawiam!
26-08-2013 00:19

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.