» Teksty » Artykuły » Widzieliśmy Iron Fist

Widzieliśmy Iron Fist


wersja do druku

W Nowym Jorku bez zmian

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Widzieliśmy Iron Fist
Telewizyjne serie powstałe dzięki współpracy Marvela z Netflixem mogą budzić mieszane odczucia. Z jednej strony niemal wszyscy chwalą je za atmosferę, obsadę oraz sceny akcji, z drugiej – dość powszechna jest krytyka dotycząca zbyt powolnie prowadzonych fabuł oraz niesatysfakcjonujących zakończeń. Czy Iron Fist zmienia coś w tej formule?

Podczas lotu młodego Danny'ego Randa i jego rodziców dochodzi do tragicznego wypadku – chłopak jest jedynym ocalałym i zostaje przygarnięty przez mnichów z K'un-Lun, mistycznego miasta, którego nie da się znaleźć na żadnej mapie. Po piętnastu latach powraca jako perfekcyjnie wyszkolony mistrz sztuk walki do Nowego Jorku, gdzie ma zamiar odzyskać kontrolę nad firmą należącą wcześniej do jego rodziny – co jednak nie będzie proste, gdyż od dawna jest uznawany za martwego. W mieście swoje złowieszcze interesy prowadzi również znana z Daredevila organizacja The Hand, zatem jedynie kwestią czasu pozostaje, kiedy jej ścieżki przetną się z tą Danny'ego.

Cudem ocalały syn milionera powracający po latach by walczyć z przestępczością... Tę historię słyszeliśmy już ładnych parę razy, ale nawet wykorzystując już utarte schematy można stworzyć wciągający serial, o ile owe motywy zostaną odpowiednio użyte. Sęk w tym, iż po pierwszych sześciu odcinkach Iron Fist sprawia wystarczająco dobre wrażenie, by chciało się oglądać dalej, ale jednocześnie widoczne są te same problemy, które dotykały na przykład drugiego sezonu Daredevila.

Fabuła potrafi wzbudzić zainteresowanie widza, ale jest zdecydowanie zbyt powoli rozwijana. To, co powinno zająć w innej serii góra jeden odcinek, tutaj trwa trzy, a wątek główny całej historii rozpoczyna się dopiero podczas czwartej godziny oglądania. Szczególnie irytuje to, iż powodem opóźnienia są nierozsądne działania głównego bohatera. Danny po 15 latach spędzonych poza cywilizowanym światem nie ma zielonego pojęcia, jak rozmawiać z innymi, przez co zupełnie słusznie jest uznawany za szaleńca. Łatwo zrozumieć, czemu zachowuje się tak, a nie inaczej, ale sposób przedstawienia tego wyobcowania pozostawia nieco do życzenia, głównie z powodu wpływu, jaki ma ono na początkowo powolne tempo serialu.

Jeszcze przed premierą Iron Fist budził spore kontrowersje z powodu obaw, że będziemy mieli do czynienia z kolejną historią, w której biały mężczyzna trafia do azjatyckiej krainy, gdzie okazuje się przewyższać umiejętnościami jej rodzimych mieszkańców. Jasno widać, jak twórcy postanowili zapobiec oskarżeniom o rasizm – poprzez niemal kompletny brak retrospekcji z K'un-Lun, w związku z czym nie uświadczymy żadnych scen, w których młody Danny kształci się jako wojownik. Nie da się ukryć, że takie rozwiązanie nieco rozczarowuje, ale zrozumiałe jest, czemu nie położono większego akcentu na ten wątek w pierwszych odcinkach – pozostaje nadzieja, że w drugiej połowie sezonu dowiemy się więcej o przeszłości bohatera oraz kulturze tego mistycznego miasta i jego powiązaniach z uniwersum Marvela.

Dość przeciętnie wypadają kolejne walki, w których bierze udział Danny. Nie zrozummy się źle, pod względem choreografii prezentują się nieźle, jednakże nie uświadczymy tu żadnej sceny, która wywołałaby podobne wrażenie jak pamiętna, nakręcona z jednego ujęcia kamery walka w korytarzu z zakończenia drugiego odcinka Daredevila. Szkoda też, że stosunkowo niewiele okazji do wykazania się otrzymała sojuszniczka głównego bohatera, zarządzająca własnym dojo Coleen Wing, w którą wciela się Jessica Henwick – oby w dalszej części serialu miała więcej do roboty, bo póki co można się obawiać, że będzie to kolejna postać której potencjał został zmarnowany.

Na pochwały zasługują natomiast obsada oraz pozostali bohaterowie. Każdy z autorów spisuje się póki co co najmniej dobrze – Finn Jones ku zaskoczeniu sceptyków, nieźle pasuje do roli Danny'ego, a co najważniejsze, nadaje postaci charyzmę wystarczającą, by wybaczyć jej wymuszone scenariuszem kiepskie decyzje. Show kradną jednak Harold Meachum i jego syn Ward, odgrywani przez Davida Wenhama oraz Toma Pelphreya, których relacja stanowi jak na razie najmocniejszy punkt serii. Harold to były partner biznesowy ojca Danny'ego, od lat żyjący w odosobnieniu, przekazujący swojemu synowi Wardowi polecenia dotyczące tego, jak prowadzić Rand Industries – on natomiast chociaż z tych rad korzysta, w rzeczywistości nienawidzi wpływu, jaki wciąż wywiera na niego ojciec, i pragnie się od niego uwolnić. Rozpoczynając seans, nie spodziewałem się, że w serialu o władającym magiczną mocą mistrzu sztuk walki najciekawszą postacią będzie wredny, egoistyczny i zmagający się z uzależnieniem od leków biznesmen, ale tak właśnie się stało – dzięki świetnie przedstawionemu konfliktowi wewnętrznemu zaczyna się współczuć Wardowi, mimo że według wszelkich prawideł gatunku powinien on być nie do zniesienia, i choćby za to należy docenić pierwsze odcinki serii.

Wiele wskazuje na to, że Iron Fist raczej nie zaskoczy nikogo zaznajomionego z poprzednimi owocami współpracy Marvela z Netflixem – wciąż mamy do czynienia z powoli rozwijaną intrygą poprzetykaną raz na jakiś czas scenami akcji oraz skąpo rzucanymi widzom wskazówkami na temat tego, w jakim kierunku podąży fabuła tego serialowego uniwersum. Na pytanie, czy serii uda się uniknąć największego problemu poprzedniczek, czyli niesatysfakcjonującego zakończenia, ciężko odpowiedzieć – pozostaje tylko czekać do 17 marca i mieć nadzieję, iż scenarzyści jednak uczą się na swoich błędach.

5.5
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Iron Fist
Reżyseria: John Dahl, Farren Blackburn, Uta Briesewitz, Deborah Chow, Andy Goddard, Peter Hoar, Robert Fitzgerald Diggs, Miguel Sapochnik, Tom Shankland, Stephen Surjik, Kevin Tancharoen, Jet Wilkinson
Scenariusz: Scott Buck, Scott Reynolds
Muzyka: Trevor Morris
Zdjęcia: Manuel Billeter
Obsada: Finn Jones, Jessica Henwick, Jessica Stroup, Rosario Dawson
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2017
Data premiery: 17 marca 2017
Czas projekcji: 13 x 60 min.
Dystrybutor: Netflix



Czytaj również

Widzieliśmy Defenders
Nie takich obrońców potrzebujemy
- recenzja
Santa Clarita Diet
Nieumarłe i niesmaczne
- recenzja
Seria niefortunnych zdarzeń
Symfonia absurdu
- recenzja
Widzieliśmy Luke'a Cage'a
Czołg wśród ludzkich problemów
Marvel's Jessica Jones
Między siłą a umysłem
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.