» Recenzje » Ulice zombie

Ulice zombie


wersja do druku
Autor: Redakcja: Marigold

Ulice zombie
Jak powszechnie wiadomo, są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się filozofom. Jedna z nich trafiła na półki sklepów z płytami dvd. Jej tytuł: Ozone, choć polski dystrybutor przezornie wybrał alternatywną, działającą na wyobraźnię wersję – Ulice zombie, gdyby podczas seansu widzowie natrafili na wątpliwości interpretacyjne.

Jak przystało na horror o żywych trupach, fabuła nie należy do przesadnie świeżych: Ozone to niezwykły narkotyk, którego zażycie wywołuje podejrzane zmiany skórne, a w końcu przemienia ludzi w pokraczne zombie. Na ich ślad natrafia przypadkiem dwóch policjantów, walczących z kartelem narkotykowym. Mike znika bez śladu, Eddie – potraktowany Ozonem, powoli doświadcza skutków trucizny. Chcąc ocalić siebie, przyjaciela i – jakżeby inaczej – również ludzkość, musi stanąć do walki z grasującym tu i ówdzie plemieniem nieumarłych.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

O ile George Romero przyłożył rękę do ogólnego przekonania, że zombie to powstali z martwych, snujący się chybotliwie, apatyczni smakosze mózgów, o tyle Bookwalter dał swoim żywym trupom więcej… życia. Ich gatunkowa różnorodność chwyta za serce – są wśród nich: upstrzone naroślami, człapiące cudaki, galaretowate, ociekające śluzem stwory oraz szkielety opatrzone towarzystwem rozmaitych istot pełzających. Charakteryzacja nieumarłych opiera się na pomyśle przyklejenia aktorowi lateksowej maski na nos i policzki. Reszta ciała została pominięta, co fachowo unaocznia, iż przemiana w zombie zachodzi etapowo i rozpoczyna się od twarzy. W tym miejscu, nie sposób nie wspomnieć o głównym szwarccharakterze, którego powierzchowność manifestuje się w gumowym kostiumie monstrualnego ziemniaka.

Film sprawia wrażenie nagrania materiału amatorską kamerą – efekty specjalne istnieją jedynie pretekstowo, kadry drgają niczym osika, zestaw barw przypomina randkę z odcieniami szarości, zaś montaż woła o pomstę do dowolnego boga, który zechce cisnąć piorunem. Kopia dostępna na płycie wzięła się prawdopodobnie z zaginionego magazynu na równie zaginionym poddaszu: niedoświetlone lub przeciwnie – prześwietlone kadry, bogate w egzotyczne ujęcia z poziomu podłogi lub zza pleców bohatera, wraz z irytująco jazgotliwą muzyką, mogłyby znaleźć swoje miejsce w Muzeum Narzędzi Tortur. Wszystko to jednak ledwie preludium do sceny erotycznej, w wykonaniu dwóch galaretowatych zombie, które po chwili zostają rodzicami kolczastej maszkary. Szpetniej być nie może. Scena ta, choć ledwie kilkuminutowa, to kluczowy wkład Ulic zombie w badania nad zakresem znaczeniowym słowa koszmar. Przyznam, że w tym przypadku liczę na nagłą dezaktywację pamięci krótkotrwałej, która pozwoli zapomnieć o niej w odruchu samoobrony.

Trudno znaleźć słowa, które właściwie opisałyby to, co reżyser J. R. Bookwalter prezentuje w swoim obrazie. Gdy początkowe osłupienie zaakceptuje wreszcie fakt, iż film ten naprawdę powstał, przychodzi chwila poszukiwania w słowniku synonimów słów powściągliwych i adekwatnych. Bowiem nawet stale wbijając sobie do głowy, że Ulice zombie to szesnastoletnia już produkcja przeznaczona ówcześnie na rynek video, nie byłam w stanie odegnać dręczącego przekonania, że w świecie filmów grozy zawiesiła poprzeczkę w Rowie Mariańskim. Oglądanie Ulic zombie jako sentymentalnej pamiątki po produkcjach VHS lat 90. nie łagodzi ciosu – mimo najlepszych chęci, bać się nie sposób, a śmiać jakoś nie przystoi.
2.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Ozone
Reżyseria: J.R. Bookwalter
Scenariusz: J.R. Bookwalter, David Wagner
Muzyka: Jens C. Moller
Zdjęcia: J.R. Bookwalter
Obsada: James Black, Tom Hoover,
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 1993
Czas projekcji: 83 min.

Komentarze


Kumo
   
Ocena:
0
Nie lubię filmów o zombie... Ale ten chyba obejrzę. Po TAKIEJ recenzji...!
26-09-2009 18:29
Kot
   
Ocena:
0
Znaczy się, gorsze od Martwicy Mózgu? Wow...
26-09-2009 22:46
Marigold
   
Ocena:
0
Martwica mózgu to klasyka przecież ;)
27-09-2009 02:10
sirDuch
    @ Mc Kotek
Ocena:
0
Zgadzam się z Marigold - "Martwica..." jest przecież megaparodią gatunku gore - a to niemałe osiągnięcie.
Gorzej z filmami w stylu "Street Zombies" które są kręcone "na serio". To właśnie z wszelkich wad takich produkcji "Martwica..." polewa, pokazując je w przejaskrawionej do bólu formie.
28-09-2009 10:41

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.