» Teksty » Z Innej Bajki (dawniej: Poza Fantastyką) » Trzy kolory – Biały (analiza)

Trzy kolory – Biały (analiza)


wersja do druku

Impotent na placu Pigalle

Autor: Redakcja: Tomasz Chmielik senior

Trzy kolory – Biały (analiza)
Karol Karol, polski fryzjer jest z pozoru zwyczajnym, niezbyt przystojnym facetem, jakich wielu. Możemy powiedzieć również, że jest szczęściarzem, ponieważ ma piękną żonę Dominique, której pozazdrościło by mu wielu mężczyzn. Pozory jednak mylą. Karol ma bowiem jeden poważny problem, jest impotentem. Zwolennicy romantycznej wizji świata z pewnością w tym miejscu wzruszą ramionami – seks nie jest przecież substytutem miłości, może się ona bez niego obyć, ponieważ należy zupełnie do innego porządku niż on. Miłość jest sferą duchową, seks – fizyczną. Miłość daje spełnienie emocjonalne, seks jedynie fizyczne, zatem ma ona z pewnością przewagę jako sfera sacrum nad sferą profanum. Cóż, niech mi będzie dane za Florianem Znanieckim stwierdzić, iż tak wygląda model idealny, rzeczywistość natomiast bardziej odpowiada teorii Zygmunta Freuda o dwóch podstawowych popędach, które kierują naszym życiem, mianowicie Eros i Tanatos. To właśnie brak możliwości w spełnieniu Erosa uruchamia posępne macki Tanatosa – entropia obejmuje małżeństwo Karola Karola i Dominique, kiedy występuje ona o rozwód z powodu tego "drobnego" problemu, który miłość ponoć potrafi przeskoczyć i nie przeczę, iż nie jest tak istotnie. Jednak w porządku małżeństwa i w obliczu wymagań stawianych roli męża, związek bez aktów seksualnych, pozostający w objęciach miłości platonicznej nie może istnieć. W związku tego typu mąż nie wykonuje jednej z grup należących do niego obowiązków, więc pogrąża się w dewiacji pierwotnej, która z czasem utrwala się w dewiację wtórną. Miłość platoniczna istnieje tylko przed ślubem, kiedyś był to nawet model pożądany moralnie. Biel sukni ślubnej symbolizowała czystość panny młodej, "nietkniętego i nie zerwanego kwiatu", a tzw. "noc poślubna" była pewnego rodzaju rytuałem przejścia, odwróceniem porządku normatywnego, obowiązującego "przed", który "po" zupełnie zmienia rolę społeczne ludzi objętych związkiem małżeńskim. Kontynuując dalej ów schemat myślowy musimy zauważyć, że dalszym rozwinięciem roli żony i męża jest rola matki i ojca – rzecz niejako trudna w przypadku impotencji męskiej strony związku. Dodatkowo impotencja różni się jakościowo od bezpłodności, która jest czymś przykrym, jednak zastępowalnym poprzez prawa adopcyjne. Różni się samą możliwością odbycia stosunku płciowego i wyzwolenia energii libido, ostatecznym, najgłębszym katharsis, jakie może dać jedna jednostka ludzka drugiej.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Widzimy więc, że Karol Karol skazany jest na klęskę. Nie jest w stanie zaspokoić sfery profanum swojej młodej żony, jednak nadal łączy go z nią sfera sacrum – Dominique ciągle go kocha, jednak wspomnianym już wcześniej modelem miłości platonicznej. Dlatego ich małżeństwo nie może przetrwać, gwałci bowiem porządek instytucjonalny małżeństwa, wypracowany przez kilkaset lat kultury europejskiej (jakże zasadne wydaje się przywołanie w tym miejscu tytułu jednej z książek Zygmunta Freuda, Kultura jako źródło cierpień).

Już pierwsze ujęcie filmu, w którym poznajemy Karola nie zapowiada niczego dobrego. Widzimy nogi mężczyzny idącego gdzieś ulicą – już to pozwala nam scharakteryzować postać bohatera i wykształcić sobie do niego stosunek. Śmieszne, kacze dreptanie człowieka zagubionego i słabego – tak właśnie chodził Charlie w filmach Charlesa Chaplina. W momencie gdy kamera pokazuje nam całą sylwetkę owo wrażenie jedynie się pogłębia – drobny człowieczek w sfatygowanym palcie, banalna twarz, niepewna mina, nerwowe ruchy dłoni poprawiających krawat, okropny francuski w rozmowie ze strażnikiem pilnującym Pałacu Sprawiedliwości. Dodatkowo przelatujący gołąb właśnie jemu brudzi ubranie – ów celowy zabieg Kieślowskiego podkreśla w i iście burleskowym stylu komizm sytuacji. Jest to całkowite odrealnienie sceny. Jesteśmy świadkiem narodzin pewnego typu idealnego – typu całkowitego nieudacznika, na którego z pewnością zadziała każde prawo Murphy’ego. Samo imię i nazwisko – Karol Karol jest całkowicie nierealne. Któż bowiem może nazywać się aż tak kretyńsko? Jednak idzie on do sądu i z żałosną determinacją walczy o swój związek (krótka scena traktująca o tym pojawia się również w pierwszej części tryptyku, gdy jego główna bohaterka jest w Pałacu Sprawiedliwości). Oczywiście przegrywa, bo przegrać musi – jest to jego przeznaczeniem.

Zastanówmy się jednak nad tym jak z pozoru dwójka tak bardzo nie pasujących do siebie ludzi mogła się spotkać, pokochać i pobrać. Mówiąc więcej byli oni z siebie zadowoleni i szczęśliwi ze sobą, jak można sądzić po krótkiej scenie w sądzie. Co spowodowało nagłą niemoc Karola, dlaczego małżeństwo nie zostało skonsumowane? Wydaje mi się, że przyczyna tkwi w tragicznym braku porozumienia między małżonkami w bardzo szerokim wymiarze: kulturowym, narodowościowym, klasowym, psychicznym, a nawet językowym. "Niczego nigdy nie rozumiałeś" – zarzuca mężowi Dominique. Pogardza nim, a on się jej boi. Już sam ten fakt stanowi odwrócenie ról wynikających z socjalizacji pierwotnej w naszym kręgu kulturowym. To mężczyzna jest silny, władczy, pełen wigoru, a kobieta jest słaba, płochliwa, uległa. Karol Karol poddaje się zatem dominacji kobiety i to powoduje jego wewnętrzne rozchwianie, być może w dzieciństwie był bojaźliwy z powodu swojej podłej postury i teraz wychodzą na jaw ukrywane lęki. Abstrahując od przyczyn takiego stanu rzeczy należy stwierdzić, że ich efektem są zaburzenia funkcji seksualnych. Karol podświadomie nie czuje się pełnowartościowym mężczyzną i fakt ten dodatkowo niszczy jego życie. Niechlujny sposób bycia, nerwowość, kompleks niższości – wszystko to powoduje, że w końcu traci jedyną kobietę, którą kiedykolwiek tak naprawdę kochał.

Interesujące również jest w kontekście badań Paula Levinsona dotyczących ekspansji technologii telekomunikacyjnej w nasze życie, że Dominique wybiera telefon, aby jeszcze bardziej zgnębić swojego męża – pozwala mu podsłuchiwać przez ten środek komunikacji odgłosy miłosnej satysfakcji, jaką daje jej ktoś inny. Ukazuje to dwie bardzo istotne prawdy o naszej kulturze na przełomie XX i XXI wieku (choć film Kieślowskiego powstał znacznie wcześniej to uznaje go za proroka ponowoczesności w polskiej kinematografii) – po pierwsze technologia zmienia nas w biernych odbiorców rzeczywistości. Wyobraźmy sobie sytuację, w której Karol stałby obok podczas aktu zdrady i był naocznym świadkiem. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, niemal pewność, że jego emocję wzięłyby górę i w efekcie mogłaby nastąpić zbrodnia w afekcie. Jednak w sytuacji podsłuchiwania jest on w pewien sposób bezradny – może słuchać, może wyć z bólu niczym pies, jednak nic nie może zrobić. Nie może przerwać, nie może dochodzić sprawiedliwości. Jest wyłączony z rozgrywających się wydarzeń – może być tylko biernym obserwatorem (w tym przypadku raczej słuchaczem). Bariery, jakie tworzą środki przekazu, są tutaj więc wyraźnie przedstawione, a takie fenomeny ostatnich lat, jak niezwykła popularność programów w stylu Big Brother dowodzi, że dryfujemy od kultury bezpośredniego uczestnictwa do kultury podglądaczy i obserwatorów, którzy są bezradni wobec rozgrywających się dookoła nich wydarzeń. Pomimo pewnych możliwości oferowanych przez Internet jesteśmy skazywani tak naprawdę na marginalizację – rolę biernego odbiorcy, a nie aktywnego nadawcy. W ten sposób dokonuje się nasze ubezwłasnowolnienie.

Druga teza jest o wiele bardziej interesująca. Głosi mianowicie, że wszelkie formy okrucieństwa, jakie popełniamy wobec najbliższych (Dominique z wściekłym okrucieństwem dręczy męża, rozwodzi się z nim, pozbawia go mieszkania, samochodu i pieniędzy, w końcu zdradza z innym) nie są tak naprawdę wymierzone w nich samych. Są natomiast próbą destrukcji własnych uczuć, mają być pewnego rodzaju samobójstwem psychicznym. Dominique nie chce bowiem w ten sposób zniszczyć Karola, ale swoje uczucia wobec niego. Im bardziej zaś próbuję, tym gorzej jej to wychodzi. Paradoksalnie wszystkie te działania przynoszą jej zupełnie odwrotny efekt. Również Karol miast znienawidzić swojej wybranki, wielbi ją adorując – o ironio! – gipsowe popiersie dziewczyny, która mu ją przypomina. Jest to również bardzo ważny symbol – symbol reorientacji z człowieka na przedmioty. Łatwiej nam bowiem manipulować przedmiotami niż prowadzić dialog z innymi ludźmi. Jest to cena jaką płacimy za coraz większą industrializację i technologizację życia.

W końcu Karol wraca do Polski, "na stare śmieci" – ubogiego domku na przedmieściach Warszawy, do zakładu fryzjerskiego. Powraca również w sposób symboliczny – ukryty w wielkim kufrze ukradzionym przez złodziei już z Okęcia. Symbolizm tej sceny jest również bardzo głęboki – powracamy niczym pariasi do naszego własnego kraju, aby zostać okradzionym przez naszych własnych rodaków. Wskazuje to bardzo głęboko na poziom naszej tożsamości narodowej i poczucia godności osobistej. Nie sposób budować społeczeństwa obywatelskiego w skali makro, kiedy skala mikro zupełnie to uniemożliwia.
Można sobie zadać pytanie po co Karol powraca do kraju? Chce on zagoić rany, nauczyć się języka, w którym mógłby porozumieć się z żoną oraz ukarać ją za wszelkie niegodziwości. Polska początku lat 90-tych jest ku temu wymarzonym miejscem. Upadek starego systemu, dziki kapitalizm i idealne warunki do spekulacji. Poznajemy tutaj zupełnie innego Karola – sprytnego, inteligentnego i odważnego. Człowieka, który zdobywa duży majątek. Skąd bierze się ta metamorfoza? Wydaje mi się, że z faktu posiadania celu w życiu. Karol jest zdecydowany zemścić się na Dominique i z każdym kolejnym działaniem przybliża się do realizacji swojego planu. Symboliczną śmiercią starego Karola jest jego zainscenizowany pogrzeb, który ma zwabić Dominique do Warszawy. Przynęta w postaci dużych pieniędzy, zapisanych żonie w testamencie, okazuje się zupełnie niepotrzebna – jest ona głęboko przejęta śmiercią męża i szczerze płacze nad "jego" grobem.
W nocy, w hotelu Karol spotyka Dominique. Nie jest już ofiarą losu z okresu paryskiego, ani komicznym rekinem polskiego, czarnego rynku z ulizaną grzywką. Jest mężczyzną, który potrafi przemówić do kobiety i dać jej fizyczną rozkosz (przypominającą wędrówkę krętym tunelem w oślepiającą biel miłosnej ekstazy). Jest to fantazmat znany już z Casablanki: opowieść o zdradzonym mężczyźnie, który wymierza karę kobiecie za doznane upokorzenie.

Biały opowiada zatem o klasycznej, stereotypowej ideologii społecznej – tylko silny mężczyzna może odnosić życiowe sukcesy, zapanować nad kobietą i skłonić ją do miłości. Musi być również bezwzględny i karać za każdy błąd swojej kochanki. Wyraźnie mówi o tym prawdziwie łzawy happy end. Zemsta się dokonała, Karol udowodnił, jakim potrafi być cudownym mężczyzną i w skutek sprytnie obmyślonej intrygi wtrącił Dominique za kratki pod zarzutem zabójstwa męża. Jednak nie wyjeżdża – tak jak planował – do Hong-Kongu robić interesy z chińską mafią. Nie potrafi. Pozostaje w Polsce, w ubogim domu brata by być blisko miłości swojego życia. Przychodzi na więzienne podwórze i przez teatralną lornetkę przygląda się jej przez kraty. Jest znów mały, szary i brzydki. Skąd ta metamorfoza? Karol nie jest już impotentem fizycznym, ale moralnym, który, używając eufemizmu, nie dostrzega prostytutek na placu Pigalle, a zapłatę za seks nazywa słodkim prezentem dla ukochanej. Jednak Dominique go nie odtrąca. Paradoksalnie kocha go teraz jeszcze bardziej, a Kieślowski ujawnia w ten sposób podstawową prawdę o naturze kobiety, mianowicie że im bardziej są one pogardzane i krzywdzone przez mężczyzn, tym bardziej odczuwają do nich szaleńczą miłość. Jest w tym coś z masochizmu moralnego, badanego obszerniej przez Karen Horney, w Neurotycznej osobowości naszych czasów. Być może jednak takie są po prostu prawa natury. Karol zaś płaczę, bowiem rozumie, co Dominique mówi do niego zza krat gestami o ich przyszłości i wspólnym szczęściu.

"Jest światełko w tunelu" – stwierdza adwokat, który próbuję rozwikłać skomplikowaną sytuację Karola i Dominique i jeszcze paru innych ludzi wplątanych w melodramatyczną intrygę zemsty z miłości. To białe światełko w tunelu jest również alegorią nadziei na szczęśliwe zakończenie dla całej ludzkości i wiarę w istnienie prawdziwej miłości dla której sfera profanum nie stanowi żadnej bariery.



Czytaj również

Trzy kolory  - Czerwony (analiza)
Idealistyczne sny kloszarda
Trzy kolory – Niebieski (analiza)
Twój dzień, Twoja woda

Komentarze


Ivrin
   
Ocena:
0
Świetna analiza! Dużo odwołań i nawiązań, a przy tym brak odbiegania od tematu. Mnie podoba się bardziej niż tekst o 'Niebieskim':). Ogólne gratulacje!
24-10-2007 14:41
Sting
   
Ocena:
0
A dziękuje. :)
25-10-2007 14:18
earl
   
Ocena:
0
Podpisuję się pod tym, co napisała Ivrin. Jest to pełna, fachowa analiza, znakomita pod względem merytorycznym i stylistycznym. Jesteś na dobrej drodze, by stać się drugim Kałużyńskim.

Co do głównego bohatera - kiedyś słyszałem o facecie, który nazywał się Tomasz Tomaszek. Sytuacja więc niemal identyczna.

Ale, ale: czyżby Twój ojciec zmienił nazwisko?
09-11-2007 08:00
~bamy

Użytkownik niezarejestrowany
    pytanie
Ocena:
0
Czytając tę analizę, odnoszę wrażenie, ze chyba nigdy nie był Pan na planie filmowym :] Nie mówię tu o obserwacji, jak to często bywa ze studentami, lecz o współtworzeniu filmu / pracy jako członek ekipy.
Mylę się?
Oczywiście piszę to bez jakiejkolwiek złośliwości.

pozdrawiam serdecznie!
28-11-2007 18:05
Sting
    Na planie filmowym...
Ocena:
0
...faktycznie nie zdarzyło mi się dotychczas być.
Pozdrawiam!
30-11-2007 08:20
~ziom

Użytkownik niezarejestrowany
    bialy
Ocena:
0
Ale to jest nudny film. Masakrycznie ale tresc, analiza spox napisana pozdro
09-04-2008 15:31
~daria

Użytkownik niezarejestrowany
    biały
Ocena:
0
oko za oko zab za zab... to chyba wszystko
30-10-2009 21:03
~opo

Użytkownik niezarejestrowany
    Myślałem, że jestem artystycznie bogaty i uduchowiony
Ocena:
0
filmy Kieślowskiego uświadamiają mnie, że jeszcze minie dużo czasu zanim do nich mentalnie dorosnę. Dziękuję także za nieźle napisaną analizę.
19-04-2011 15:55
~ala

Użytkownik niezarejestrowany
    odwołania
Ocena:
0
Nie rozumiem twoich odniesień do różnych teorii socjologicznych. Nie są one ani zasadne, ani trafne. Podejrzewam, że większość ludzi nie zna Znanieckiego, Karen Horney, ani typu idealnego Webera i są to dla nich puste słowa.
25-01-2013 09:10

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.