» Recenzje » Trzej muszkieterowie 3D

Trzej muszkieterowie 3D


wersja do druku

Muszkieterowie nowej generacji

Autor: Redakcja: Kamil 'New_One' Jędrasiak

Trzej muszkieterowie 3D
Kino spod znaku płaszcza i szpady, podobnie jak inne odmiany kostiumowego widowiska, jest przeze mnie darzone osobistą sympatią. Produkcje oferujące możliwość zobaczenia historycznej scenografii, strojów z epoki i choreograficznego popisu walki białą bronią, zawsze stanowiły dla mnie źródło przedniej rozrywki. Na każdą premierę, zapewniającą tego typu wizualne przyjemności, czekam zacierając ręce, ale na seans najnowszej adaptacji Trzech Muszkieterów wybierałem się pełen obaw. Nie sądzę jednak, aby przywiązanie do konwencji było powodem moich niepokojów. Jako widz otwarty na wszelkie remaki, rebooty czy filmowe hybrydy, lubię przełamywanie myślowych schematów.

Mimo to, nie potrafiłem zaakceptować faktu, że osobą odpowiedzialną za dokonanie kolejnej ekranowej interpretacji wymyślonych przez Alexandra Dumasa perypetii został Paul W.S. Anderson. Powierzenie projektu reżyserowi znanemu przede wszystkim z produkcji powstałych w oparciu o popularne serie gier wideo, takie jak Resident Evil czy Mortal Kombat, wydawało mi się wyjątkowo chybioną decyzją. Zupełnie nie miałem pojęcia, co twórca cechujący się tak bardzo odległymi zainteresowaniami tematycznymi i estetycznymi może wnieść do opowieści o walecznych obrońcach honoru XVII-wiecznej Francji.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Powyższe, dość obszerne wprowadzenie miało na celu wytłumaczyć wewnętrzne rozdarcie, które opanowało moją duszę kinomana. Ostatecznie film wywarł na mnie pozytywne, ogólnie rzecz ujmując, wrażenie. Pełną radość z odbioru zakłóciło jednak kilka dostrzegalnych pomyłek. Tak jak przewidywałem, autorski wkład Andersona do obrazu okazał się zabiegiem nietrafionym, a momentami wręcz irytującym. Na szczęście trudną sztuką jest zepsucie fabuły zakorzenionej w mistrzowskiej powieści klasyka. Dlatego, przy okazaniu odrobiny dobrych chęci, możliwe było odczucie w trakcie oglądania pewnej satysfakcji. Tym bardziej, że po części udała się tutaj próba inteligentnego odświeżenia, wielokrotnie przetworzonego już przecież, materiału. Zanim jednak rozwinę tę myśl, proponuję skupić się na wadach.

Aspektem, do którego w nowych Muszkieterach przyłożono szczególną wagę, są sceny akcji. Pojawiające się ze sporą częstotliwością i nakręcone z ogromnym rozmachem, robią naprawdę oszałamiające wrażenie. Duża w tym zasługa technologii 3D, w której zrealizowano film – przyznaję to nawet jako zagorzały jej przeciwnik w kinie. Problemem jest kontekst, w jakim spektakularne sekwencje się pojawiają. Charakteryzująca je operatorska "wyczynowość" nie wygląda dobrze z barokowymi dekoracjami w tle. Wirująca we wszystkie strony kamera oraz często używany efekt slow motion przywodzą na myśl dynamizm rodem z futurystycznej serii Matrix. W tym przypadku jednak, nie tylko nie poprawia on płynności narracji, ale wręcz zakłóca gatunkowy rytm opowieści.

Wpływ trylogii Wachowskich na Trzech Muszkieterów przejawia się także w inny sposób. Otóż bohaterowie Andersona to prawdziwi muszkieterowie nowej generacji! Popisują się nadprzyrodzoną siłą (potrafią rozerwać najgrubsze kajdany), ponadludzką wytrzymałością (niestraszny im skok z wysokości kilkunastu pięter) oraz sprawnością godną akrobaty lub mistrza sztuk walki (bez zadrapania wychodzą z każdej śmiertelnej pułapki). Choć trudno odmówić tym niecodziennym umiejętnościom atrakcyjności, nie postrzegam ich jako atutów w wypadku tej konkretnej produkcji filmowej. Ktoś najwidoczniej zapomniał, że nieprawdopodobne rozwiązania, które bez problemu sprawdzają się choćby w przytoczonych wcześniej ekranizacjach konsolowych tytułów, niekoniecznie przyjmą się w spektaklu rządzącym się bardziej tradycyjnymi zasadami realizmu.

Ratunkiem dla filmu byłby na pewno głębszy namysł nad poszerzaniem jego gatunkowych ram. Jak już wspomniałem, nie wszystkie z zaszczepionych unowocześnień mają negatywny skutek. Całkiem niezłym pomysłem jest urozmaicenie krajobrazu opowieści o elementy wywodzące się z nurtu steampunk. Przewijająca się tu i ówdzie wymyślna mechaniczna broń oraz przypominające okręty maszyny latające autentycznie wzbogacają legendę Trzech Muszkieterów. Wielka szkoda, że reżyser, zamiast niezgrabnych wybiegów w stronę ekwilibrystycznego cyrku, nie zdecydował się rozwinąć właśnie tej koncepcji. Architektura Paryża z czasów dynastii Burbonów dotknięta specyficzną, lekko przesadzoną industrializacją niechybnie należałaby do niezapomnianych wizji. Nowatorskość graficznego potencjału pozostała jednak wyeksploatowana w zdecydowanie niewystarczającym stopniu.

Wcześniejsze stwierdzenie o mojej połowicznej przychylności dla obrazu związane było przede wszystkim z celnym castingiem. Przyjęło się już, że filmy opowiadające o wiernych poddanych króla Ludwika XIII stanowią synonim doskonałego warsztatu aktorskiego. Dobra passa jest ku mej uciesze kontynuowana. Role, w przeszłości odtwarzane przez najwybitniejsze i najsławniejsze nazwiska Hollywood, powierzono grupie charyzmatycznych artystów. Zarówno śledząc losy pierwszoplanowych herosów, jaki i knowania czarnych charakterów, mamy okazję podziwiać lekkość połączoną z łotrzykowskim humorem. I chociaż trudno mówić o scenicznym indywidualiście, który skradłby ekran dla siebie (ponieważ wszyscy grają tak, że człowiek uśmiecha się, gdy tylko ich widzi), muszę zwrócić uwagę na drugoplanowy występ Oralndo Blooma. Narcystyczny książę Buckingham w jego wykonaniu dowodzi, że aktor zdolny jest w brawurowym stylu zerwać ze swoim dotychczasowym, ugrzecznionym emploi.

Historia przedstawiona w Trzech Muszkieterach jest na tyle uniwersalna, że nawet w niesprzyjającej inscenizacji broni się jako ciekawe kino przygodowe. Szansa na stworzenie zapadającego w pamięć dzieła została jednak, niestety, zaprzepaszczona. Wersja, którą otrzymaliśmy, to produkt ładny i przyzwoity, ale mimo wszystko wtórny. W obrazie czuje się stylistyczne i fabularne podobieństwa do przebojowych Piratów z Karaibów (i nie mówię o udziale Blooma, a na przykład o muzyce albo kojarzonych z piracką sagą pojedynkach okrętów). Wbrew pozorom, mało oryginalna jest też reżyserska inicjatywa, by obdarować dumasowskich bohaterów talentami przeczącymi prawom fizyki (kto oglądał D'Artagnana z 2001 roku wie, o czym mówię). Dużo lepiej postąpiłby, eksponując zawarte w scenariuszu odniesienia do przywołanego wariantu fantastyki oraz oddając zatrudnionym aktorom szersze pole do wykazania się ich kunsztem.

Zamykająca film scena sugeruje rychłe powstanie sequela (choć o tym zapewne zadecyduje dopiero frekwencyjny wynik oglądalności produkcji). Mam więc dla producentów małą radę: Drodzy decydenci! Następnym razem więcej awanturniczej komedii, a mniej hałaśliwej rozróby poproszę.

Galeria


6.5
Ocena recenzenta
6.1
Ocena użytkowników
Średnia z 15 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Three Musketeers, The
Reżyseria: Paul W.S. Anderson
Scenariusz: Andrew Davies, Alex Litvak
Zdjęcia: Glen MacPherson
Obsada: Logan Lerman, Ray Stevenson, Matthew Macfadyen, Christoph Waltz, Mads Mikkelsen, Milla Jovovich, Juno Temple, Orlando Bloom, James Corden, Luke Evans
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2011
Data premiery: 14 października 2011
Czas projekcji: 102 min.
Dystrybutor: Monolith



Czytaj również

Resident Evil: Ostatni rozdział
Nareszcie koniec
- recenzja
Resident Evil: Retrybucja
Odchudzanie mózgu w trybie błyskawicznym
- recenzja
Resident Evil II
Mille dwie, czyli powrót baby z jajami
Dziewczyna z pociągu
Nie pamiętam
- recenzja
Dracula: Historia nieznana
Nowa historia stara jak świat
- recenzja
Hobbit: Bitwa Pięciu Armii
Legenda została zabita
- recenzja

Komentarze


Tarkis
   
Ocena:
0
Jak dla mnie bardzo zgrabny film - nie mialem problemu z matrixowymi zagrywkami, muszkieterowie rewelacyjny, przeciwnicy tez fajni, Bloom rzeczywiscie dobry.

Jesli do czegos sie przyczepic to do D'Artagnana wygladajacego jak Jeniffer Aniston i do jego ukochanej, ktora w sumie mozna by zastapic kawalkiem drewna :)
04-11-2011 11:39
XLs
   
Ocena:
0
Film jak dla mnie bardzo dobry. Spełnij swoje zadanie bo bawił przednie, dodatkowo przewyższył oczekiwania bo myślałem że będzie beznadziejny.
04-11-2011 14:37

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.