» Teksty » Artykuły » Straszny październik #4

Straszny październik #4


wersja do druku

Konwersja baśni... Czerwony Kapturek

Autor: Redakcja: Tomasz 'Sting' Chmielik
Ilustracje: Maciek 'starlift' Dzierżek

Straszny październik #4
Każdy z nas widział przynajmniej jeden film typu slasher. Jest to film grozy, opowiadający o grupie osób nękanej przez zamaskowanego zabójcę. Zabójca ów, posługując się ostrym narzędziem, morduje po kolei członków grupy aż ostatnia osoba (zazwyczaj dziewczyna), zabija mordercę. Jeśli widziałeś Koszmar z ulicy Wiązów, Halloween, Prima Aprilis, Krzyk czy jeden z tego typu filmów zapełniających wypożyczalnie kaset wideo na przełomie lat 80/90, na pewno masz ogólne pojęcie o jego głównych założeniach. Nasuwa ci się scena, w której dziewczyna odziana w skąpą koszulkę schodzi po schodach do ciemnego pomieszczenia wołając głośno "Anyone here?" Dobre skojarzenie.

Skąd tekst o okrutnych filmach pod tytułem bajki? Wbrew pozorom, bajki mają wiele wspólnego z horrorami. Weźmy chociażby Czerwonego Kapturka. Gdyby na jego podstawie powstał film, mielibyśmy slasher.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Kilka tygodni temu jednym okiem oglądałam odcinek serialu Gotowe na wszystko i trafiłam akurat na debatę nad scenariuszem Bajka o Czerwonym Kapturku do teatrzyku dziecięcego. Wilk miał być przedstawiony w nim jako biedny, zagrożony wymarciem gatunek i zaszczuty przez ludzi futrzak, a cała historia kończyć się wielką, przyjacielską fetą.

Co za bzdura - żeby bajka spełniała jakieś założenia wychowawcze, Wilk powinien być zły, Czerwony Kapturek pożarty za grzech nieposłuszeństwa (Babcia również - w czasach braci Grimm za przewinę jednego osobnika cierpiała cała rodzina), sprawiedliwy Leśniczy – okrutny. Flaki i krew na deser. Baśnie Braci Grimm przepełnione były trupami, sierotami, trollami gotującymi ludzi w kotłach. Andersen uśmiercał głównych bohaterów bez zmrużenia oka. Jednak wszystko odbywało się według pewnych reguł: ponosisz konsekwencje własnych wyborów. Ceną za niewłaściwe postępowanie była śmierć, kalectwo, poniewierka. Bez przebaczenia.

Według mnie z dobrze znanej wszystkim opowieści o Czerwonym Kapturku bez większych problemów da się "zrobić" klasyczny slasher. Wymaga to tylko trochę wyobraźni i elastyczności w traktowaniu tematu. Nie jest to temat poważny, czy też wymagający dysput na wysokim poziomie, ale dobry na wieczór przy piwie i ciastkach. W ciepłe wieczory nie ma lepszej rozrywki niż zimne piwo, popcorn i kaseta z horrorem. Nie znam przyczyny, dla której horrory najlepiej ogląda się latem - to musi być jedna z tajemnic wszechświata.

Wszystko zaś zaczyna się bardzo niewinnie:

Wąską ścieżką wiodącą przez ciemny las szła mała dziewczynka.

Obowiązujące nas reguły współżycia społecznego są czasami niczym ścieżki prowadzące przez nieprzyjazny gąszcz. Na ścieżce nie widać niebezpieczeństwa, o potworach kryjących się w gąszczu wieści są tylko z drugiej ręki, więc wędrowiec nie ma żadnej motywacji, aby trzymać się utartego szlaku. Co prawda wieść gminna niesie, że "coś, kiedyś" zdarzyło się tutaj, ale "coś, kiedyś" należy do stałego repertuaru bajań tubylczych i nie jest brane pod uwagę przez rozochoconą młodzież. Zatem usłużne ostrzeżenia są kwitowane radosnym śmiechem, zwłaszcza w drugiej części filmu. Nic nie wiadomo, czy Czerwony Kapturek spotkał po drodze staruszkę zbierającą chrust, która udzieliła odpowiednich ostrzeżeń, ale możemy założyć, że nawet jeśli tak się stało, zostały one zignorowane.

W zasadzie większość slasherów zaczyna się w momencie, gdy grupa nastolatków uwalnia się spod rodzicielskich skrzydeł. Można to nazwać pierwszym krokiem poza ścieżkę. Młodzi mają własne plany: najczęściej jest to radosny seks, czasem tez alkohol i inne używki, jednym słowem seks, podryw i seks. Bo tego najczęściej zabraniają rodzice. Więc trzeba korzystać póki chata wolna, przecież nic się nie stanie. Znacie te motywy?

Kwestia seksu w odniesieniu do małej dziewczynki nasuwa ewidentne skojarzenia z kodeksem karnym, ale znów możemy pogrzebać nieco głębiej. W społeczeństwie patriarchalnym kobiety niezamężne były traktowane niczym dzieci i szybko wydawane za mąż, nim zdołały osiągnąć samodzielność. Jasne, były wyjątki, ale model "mojej małej dziewczynki" również i dzisiaj ma wielkie wzięcie (znacie pieszczotliwe określenie: "dziecinko"?). Zatem bohaterka mogła być dojrzewającą dziewczyną ze sporym biustem (kto widział Rh+ miał okazję przyjrzeć się Ani Przybylskiej z dziecinną buzią i bardzo kobiecym ciałem), więc nie ma mowy o pedofilii. Dodatkowo nasza panna jest odziana w czerwone wdzianko, jednoznacznie kojarzone z miłością i seksem.

Zatem:
Przez ciemny, pełen nieznanego bór, biegnie jasna ścieżka. Ścieżką kroczy młoda, ciekawa świata panienka w czerwonym ubranku. Bliscy nazywają ją pieszczotliwie Czerwonym Kapturkiem, co czasami ją denerwuje. Uważa, że jest dorosła, chce mieć swoje zdanie i samodzielnie formułować opinie oraz wybierać znajomych - przecież potrafi zachowywać się w towarzystwie ("Mam ochotę na seks! A przynajmniej przytulanki…"). Tylko dzieci trzeba prowadzić za rączkę.

Główna bohaterka wbrew zakazom rodziców zbacza ze ścieżki i spotyka Wilka.

Wiadomo - nie zapięte pasy skutkują wypadnięciem przez okno, czasem zaś "tylko" mandatem (to "kara społeczna", żebyś nie myślał, że ci się udało). Seks z przygodnym znajomym - ciążą i dzieciakiem na karku lub tylko strachem. Tylko, że jeśli pannie się uda – istnieje coś takiego jak "zła opinia", rodzaj mandatu dla niepokornych. W małych społecznościach do dziś można odczuć ciężar plotki ("ona daje za darmo!" lub "dobre dziewczynki nie będą przyjaźniły się ze zdzirą").

Czerwony Kapturek, który poszedł sam w las i spotkał poza bezpieczną ścieżką groźnego nieznajomego – Wilka, sam się prosił o kłopoty.

Nikt nie zagłębia się w tłumaczenia: była młoda, ciekawa, nie miała nic złego na myśli. Niewłaściwy sakręt jest przykładem, że wybór drogi też może być tym złym wyborem i lepiej się trzymać własnego podwórka, bo wstępując na teren obcy możesz dostać po głowie.

Gdyby Bajka o Czerwonym Kapturku była klasycznym slasherem, dziewczynka miałaby kilka głupawych przyjaciółek, które zginęłyby po drodze. Jednak baśń skupia się na jednej bohaterce, za to bez trudu możemy sobie wyobrazić, że z biegiem czasu opuszcza ją trzpiotowatość, błaha ciekawość i ta część osobowości, która każe kpić z rodzicielskich zakazów. W baśni grupa dziewczynek stapia się w jedną, a każda panna jest reprezentowana przez inną cechę charakteru.

Monsieur Wilk. Charakter Zły.

Dawniej wilki były zmorą górali i rolników. Czasami ich wygłodniałe hordy wdzierały się do miast. Dla podróżnego były one jednym z większych zagrożeń, obok zbójców i chorób układu pokarmowego. Obcy pod postacią wilka wykorzysta każdą sytuację, walczy o swoje i nie zna litości. Jest jednocześnie grzechem i karą, a także podłym wywiadowcą z obozu wroga.

Ale czy należy dziwić się napalonemu, szukającemu okazji nieznajomemu, że reaguje na zachęcający sposób bycia? Śmiechy, chichoty i zaczepki nieodłącznie związane z grupą młodych dziewcząt wypuszczonych samopas, na pewno oddziałują na jego libido. Czerwony Kapturek może i był sam, ale zachował cechy charakterystyczne, mocno absorbujące Wilka. Zejście ze ścieżki to również puszczenie mimo uszu uwag mamusi: "Nie będziesz flirtowała z nieznajomymi!". Miły nieznajomy na drodze to świetna okazja do zachichotania.

Zaraz, zaraz, ten nieznajomy jest wilkiem, a mimo to mówi ludzkim głosem. Bajka bajką, ale flirtowanie z nim ocierałoby się o zoofilię. Stąd już tylko krok do następnego atrybutu filmu zaliczanego do slasherów: mężczyzna ma maskę. Maskę wilka. W tego typu filmach nieznajomy pozostaje anonimowy do za pięć dwunasta, potęgując uczucie zagrożenia i niepewności. Widz z manią prześladowczą mógłby zakładać, że za maską wilka kryje się wysłannik ojca, który miał sprawdzić, na ile można córeczce zaufać. Jeśli ta spiskowa teoria byłaby prawdziwa, okazałoby się, że sprawdzenie córeczki jednocześnie okazałoby się próbą ostatecznej rozprawy z teściową.

Czerwony Kapturek popełnia kolejny błąd: wyjawia informację o chatce babci. Oto galopująca głupota. A za głupotę też trzeba płacić. Zdradził tajemnicę swojej rodziny i naraził także życie starszej pani. Dawniej babcia nie była typową graczką w bingo, czy też materiałem do domu spokojnej starości. Całkiem prawdopodobne, że Babcia Czerwonego Kapturka była seniorką rodu, skarbnicą wiedzy, czyli tzw. "Mądrą", w każdym razie osobą z wiedzą i doświadczeniem, którą całowało się w rękę przy powitaniu i ustępowało miejsca w kościelnej ławie.

Spójrzmy na rozwój akcji:
Co za sympatyczny Pan, powiedział mi dzień dobry, zbójcy nie witają się tak grzecznie, myśli Czerwony Kapturek, gdy Wilk wyskakuje zza dębu i grzecznie się wita.

Standardowe podejście. W okrutnym świecie naiwność ofiar jest strawą dla złoczyńców. Wilk musiał być tylko przez chwilę miły, może pomocny – pamiętajcie, na złą drogę bardzo często sprowadzi was osoba, która jest uczynna. Może powie wam gdzie można naprawić wóz lub gdzie jest telefon itp. Czerwony Kapturek już się kryguje, paple, "tak w tym domku z czerwoną dachówką, pod oknami są wnyki porozstawiane, ale Babcia czeka na mnie, aż zapukam trzykrotnie". Szczerzy ząbki, może myśli o scenie, w której naga leży pod nieznajomym targając go za uszy i krzycząc: ty bestio! Oczywiście to tylko takie niewinne marzenie.

Frustracja Czerwonego Kapturka.

Każde spotkanie złego pozostawia na niewinnej duszy ślad. Gdy rodzice są przeciwnikami używek, pierwsze piwo czy papieros budzi niepokój, pierwszy wypad do centrum handlowego zamiast na lekcje jest opłacony bólem duszy. Potem już idzie jak po maśle, ale pierwszy raz jest problematyczny, zwłaszcza dla wychowanków tradycyjnych, polskich rodzin z katolickimi zasadami (wg statystyk jest ich całkiem sporo, więc zapewne wiecie, co takiego mam na myśli).

W baśni nie ma o tym ani słowa, ale zastanawia mnie fakt, że mając taką samą drogę do pokonania dziewczyna przychodzi znacznie później do Babci niż zwykle. Być może zbierała zawilce i pierwiosnki, a może coś ją tknęło i zaświtało w pustej łepetynie, że postąpiła źle. Któż może zapobiec rozlewowi krwi?

A więc:
Wilk gna do Babci, podszywa się pod Czerwonego Kapturka (zna hasło! Sama mu powiedziała!) i pożera nieszczęsną staruszkę. Co robi główna bohaterka? Według wersji oficjalnej biega za motylkami. Ja jednak wierzę w inteligencję dziewczynki i siłę wychowania, więc mówię: nie, panna jest już przestraszona. Wie, że postąpiła źle. Zdradziła zaufanie rodziców, Babci, czarny robak grzechu dotknął jej duszy. Jest przestraszona, ale widzi ratunek.

To jest moment, gdy Nancy Thompson (Koszmar z Ulicy Wiązów) dzwoni do swojego ojca, porucznika policji. Czerwony Kapturek jest już sam. Przestraszony i trzeźwo myślący. Opuściły go już towarzyszki chichocząco-podrywające, to nie jest pora na myślenie o pierdołach, czas dopuścić do głosu rozsądek.

Czerwony Kapturek pędzi do Leśniczego. Nie chce mu jednak wszystkiego opowiedzieć (bo wyszłoby na jaw, jak baaardzo zszedł ze ścieżki), ale jej mętne wyjaśnienia budzą niepokój i podejrzenie w stróżu prawa leśnego. Leśniczy, nawet gdy odprawi rozhisteryzowaną pannę do domu, zakonotuje sobie, żeby zajrzeć do chatki i sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.

Wilk dopada Czerwonego Kapturka.

Czerwony Kapturek przeżył do tej pory. Dobrze to świadczy o jego inteligencji. Dziewczyna przekonała się, że życie to nie zabawa i jeśli nie będzie bardzo, bardzo ostrożna, to cała historia skończy się bardzo, bardzo źle. Idzie do domku Babci. Na pierwszy rzut oka rozpoznaje Wilka pod czepkiem i domyśla się, co się stało z właścicielką ubrania (w tym miejscu operator kamery powinien pokazać walające się pod komodą pantalony i stłuczony imbryk do herbaty). Babcia w życiu nie zademonstrowałaby nieporządku gościom.

Panna w akcie desperacji przeciąga grę, zadaje naiwne pytania typu, "dlaczego masz takie wielkie…". Niestety, wyliczając kolejne "wielkie" części ciała trafia na zęby. Moglibyśmy tutaj przedyskutować kształt ostrych zębów, ewentualnie znaczenie słów "pożarta" i "zniewolona", które mogą nasuwać pewne skojarzenia z defloracją i aktem seksualnym.

Na nic jednak wybiegi i podchwytliwe pytania dziewczyny. Chciałaś, masz, chciałoby się powiedzieć.

Jednak gdyby mechanizm zbrodni i kary był tak bezwzględny i kończył się na Babci oraz wnuczce trawionych niespiesznie przez soki żołądkowe Wilka, pewnie mielibyśmy mocno przetrzebione społeczeństwo. Rzecz jasna ta "integralność" ciał kobiet mimo ich "pożarcia" ewidentnie kojarzy się z gwałtem i pozostawieniem na później, w celu zabicia lub ponownego wykorzystania. W każdym bądź razie jest to moment kaźni. Biedne ofiary (w tym jedna winna zaistniałej sytuacji) przeżyją. W głowie Leśniczego pali się już czerwona lampka i być może kojarzy on pewne fakty (podobne wypadki, ktoś mówił o kręcącym się w okolicy "obcym", ślady ostrego narzędzia/lub moczu na drzewach itd.) więc istnieje szansa na ocalenie.

Leśniczy idzie do domku Babci.

Znajduje tam Wilka z wielkim brzuchem, względnie zmęczonego gwałtem i dwie nagie niewiasty przywiązane do łóżka… no dobrze, babcia w komórce, nie wszyscy muszą ją oglądać. Zarzyna obcego. Krew i flaki wylewające się z ciała Wilka, element gore troskliwie chowany przez scenarzystę może tu być wykorzystany w całej swej okazałości. Leśniczy uwalnia umazane krwią, być może spętane, z całą zaś pewnością gołe niewiasty. Nagość Babci nie podlega dyskusji – wszak Wilk był ubrany w jej koszulę i czepek. Czy Czerwony Kapturek pozostał w sukience? Jeśli reżyser był mężczyzną… nie.

Wątpliwe szczęście Czerwonego Kapturka.

Z całej tej historii Czerwony Kapturek wyniósł nielichą nauczkę: za cenę poznania i doświadczenia, otrzymał pamięć o rzeczach, które niekoniecznie chciałby później wspominać. Niby nic, ale wyobraźcie sobie bohaterkę z Koszmaru z Ulicy Wiązów (załóżmy, że była tylko pierwsza część), czy pannę z Krzyku, lub Halloween. Myślicie, że to takie szczęście przeżyć? Panienka, dotąd troskliwie kryta pod płaszczem rodziny, zmaga się z podstępem, pokusą i okrucieństwem Złego, który niejedne zęby zjadł już na twardszych niż ona. Świetnie będzie pamiętać zęby/ostre narzędzie, krew oraz własne błaganie o litość. Okaleczona duszyczka może wymagać wielu godzin intensywnej terapii, nie mówiąc już o żywiołowym wstręcie do, co bardziej zarośniętych mężczyzn.

I tak oto w krótkim czasie, może nieco naginając zasady gatunku, przekonwertowaliśmy bajkę w slasher. Nie trzeba było nawet za bardzo zmieniać historii, bo Czerwony Kapturek sam w sobie miał wiele elementów, które tę pracę ułatwiły. Poza tym pokazaliśmy również te szczegóły, które zazwyczaj w opowieściach dla dzieci są pomijane. Horrory rzadko opowiadają coś nowego, za to bardzo często bazując na opowieściach, schematach i wzorcach zachowań, ukazują je znacznie BARDZIEJ.

A teraz, z racji równouprawnienia powiemy o "męskiej" wersji Czerwonego Kapturka:
Młody mężczyzna jedzie samochodem. Przed nim daleka droga. Mężczyźni myślą co najmniej kilkanaście razy dziennie o seksie, starsi myślą czasami również o hipotece i zgadze, ale ten był młody i na pierwszy rzut oka zdrowy. Zakładam więc, że była duża szansa na myśli okołoseksualne, gdy zobaczył na poboczu machającą postać. A w dodatku lało straszliwie (może będzie się chciała wysuszyć). Widzieliście Autostopowicza z Rutgerem Hauerem?

Komentarze


Ezechiel
    Hmm
Ocena:
0
"Dawniej wilki były zmorą górali i rolników. Czasami ich wygłodniałe hordy wdzierały się do miast."

Ta uwaga mnie zaciekawiła. Żaden ze znanych mi biologów (Wolf project bieszczadzki) nie potwierdza tej wersji - skąd te informacje? Przy założeniu, że niegdyś powierzchnie leśne były większe, ruch na drogach mniejszy - doprawdy ciężko uwierzyć w ową historyczną dzikość.

Nie neguję treści, nawet "licentia poetica" pochwalam, ino sam bym się chętnie ze źródłami zapoznał.

Artykuł ciekawy, dobrze objaśniający funkcje baśni na przykładzie współczesnym. Zabrakło mi trochę pójścia dalej w tę ścieżkę interpretacyjną. Teza "slasher jako baśń współczesna" daje się obronić, jeśli pominie się aspekt osobistego przekazu opowieści.
29-10-2006 01:03
senmara
    Nie opierałam się o dane naukowe
Ocena:
0
raczej o literaturę i film (czyli filmy typu Company of wolves) i powszechną "złą sławę" wilków - gdy byłam mała moja babcia ostrzegała mnie przed wilkami gdy szłam do lasu, chociaż w okolicy nikt wilka dawno nie widział.
Wiem, że teraz jest spór między leśnikami a ekologami, absolutnie nie mam zamiaru wkraczać miedzy nich.
29-10-2006 01:18
Ezechiel
    Oki
Ocena:
0
Nie ma sprawy, dzięki za informacje. Prywatnie jestem przeciwnikiem mitologizacji wilka, dlatego zaciekawiły mnie źródła średniowieczne.

A wilki z podań średniowiecznych wkraczające do wsi to były najczęściej zdziczałe mieszańce i bezpańskie psy. Tyle, że ciężko ludziom przyznać, że canis canis jest groźniejszy od canis lupus.

Jeszcze raz dzięki za tekst - pozdrawiam serdecznie.

Ps. A spór jest raczej pomiędzy leśnikami/ekologami a rolnikami.
29-10-2006 14:15
wóda
   
Ocena:
0
Ezechiel - chyba Canis familiaris ?
A spojrzenie na kapturka ciekawe - juz wiem dlaczego nigdy nie lubilem tej bajki. Dlatego, ze za slasherami tez naogol nie przepadam :P
Hehe, zartuje niektore sa swietne.
A propozycja meskiej wersji kapturka mniam :P. Hehe
29-10-2006 15:09
senmara
    Taa... pewnie za mało mrrroku
Ocena:
0
dlatego nie lubisz takich historii :P

A wracając do wilków - spór jest/był między ekologami a leśnikami. Tak przynajmniej klarowali mi leśnicy z AR Poznań - wystrzelać futrzaki bo się rozpleniły. Co rolnicy oczywiście popierali. Wiem, ze to dziwne, wiem, ze AR Poznań ma duży wkład w hodowlę wilka, ale w praktyce to tak wyglądało jeszcze jakiś czas temu.
Wilk świetnie się nadaje na potwora - zęby, budzące ciarki wycie, oczy świecące w mroku. Kto gonił za Basieńką z Pana Włodyjowskiego, kto wył z Draculą, kto pożarł Czerwonego Kapturka, kto napastował trzy świnie? Może i wilk jest ofiarą przesądu i zabobonu, ale tkwi silnie na swojej pozycji etatowego zabójcy. W harcerstwie wszyscy chcieli należeć do Wilków, nikt do Zajęcy.
30-10-2006 15:29
~tomas

Użytkownik niezarejestrowany
    komentarz
Ocena:
0
poprostu odlot
05-11-2006 19:07
~Andrzej

Użytkownik niezarejestrowany
    Czerwony Kapturek
Ocena:
0
Coś tu jednak nie gra! Jeżeli wilk pożarł i babcię i Czerwonego Kapturka, to dlaczego leśniczy odwiązywał pokrwawione kobiety? Przecież one były w brzuchu wilka, prawda?
11-02-2007 17:37

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.