» Recenzje » Skyfall

Skyfall


wersja do druku

Pozdrowienia ze Szkocji

Autor: Redakcja: Kamil 'New_One' Jędrasiak

Skyfall
Premiera najnowszego filmu o słynnym agencie 007 rozreklamowana była niemalże wszędzie. Bond widniał na każdym plakacie, zachęcając do kupna najróżniejszych produktów z jego wizerunkiem. Wielu przechodziło obok wzdychając, że dzisiejszy James Bond grany przez Daniela Craiga nie jest już tym samym eleganckim gentlemanem z uśmiechem Seana Connery'ego albo Rogera Moore'a. Z pewnością mieli rację, ale skoro z biegiem czasu zmienił się odbiorca, to dlaczego bohater również nie miałby być inny?


Nazywam się Bond...

Po seansie Skyfall, najnowszej produkcji o przygodach najsłynniejszego agenta w służbie Jej Królewskiej Mości w reżyserii Sama Mendesa, można stwierdzić jedno – "Double O Seven", którego wszyscy kojarzymy z Seanem Connerym, Rogerem Moorem lub Piercem Brosnanem, umiera spadając w otchłań. Jasny przekaz dostajemy już w pierwszych scenach filmu. Nie oznacza to jednak, że świat się kończy. Wręcz przeciwnie – rozpoczyna się nowa era, nowy Bond w starciu z nowoczesnością.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Opinie na temat jubileuszowej produkcji (w tym roku mija 50 lat od premiery Dr. No, pierwszej części filmowej serii o agencie 007) są podzielone. Niektórzy twierdzą, że fabuła jest banalna, inni chcą po prostu obejrzeć ponownie eleganckiego szpiega-amanta na srebrnym ekranie i nie mają powodów do narzekań. Zdecydowana większość wychodzi jednak z kin pod wrażeniem, zachwycona ilością efektów specjalnych, inteligentnym humorem, nowatorskimi rozwiązaniami oraz subtelnymi nawiązaniami do poprzednich części.


... James Bond.

Tym razem "Double O Seven" nie walczy ze złym do szpiku kości maniakiem pragnącym władzy nad światem. W najnowszej odsłonie głównym oponentem Bonda uczyniono dawnego agenta MI6, przed laty zdradzonego przez M (w tej roli rewelacyjna Judi Dench). Długo planowana przez niego zemsta przygotowana jest w najdrobniejszych szczegółach, a jej celem oczywiście staje się M. Bond musi przewidzieć każdy ruch przeciwnika i stawić czoła innemu niż dotychczas rodzajowi walki – tym razem pistolet ustępuje miejsca komputerom. Aby zniszczyć siedzibę MI6 w Londynie, wystarczy wcisnąć jeden przycisk. Ale w Skyfall bohater grany przez Craiga nie działa już sam – teraz ma ciągłe wsparcie w postaci sztabu współpracowników oraz systemów namierzających.

Reżyser dwudziestego trzeciego filmu o przygodach Bonda ukazuje nam świat, w którym żyjemy na co dzień – pełen wszechobecnej technologii, która stała się częścią naszego życia. To nie gangsterzy z bronią są głównym zagrożeniem, lecz wirtualni przestępcy, którzy – tak jak Raoul Silva (w tej roli Javier Bardem) – mogą siać zamęt siedząc z laptopem na kolanach. Trzeba przyznać, że "główny zły" różni się tutaj mocno od poprzednich przeciwników Bonda. Stylizowany trochę na Jokera z Mrocznego Rycerza, homoseksualny blondyn odbiega znacznie swoim wizerunkiem od tytułowych oponentów z Dr. No czy Goldfingera. Tym niemniej, za sprawą swojej bezwzględności i chorobliwej manii zemsty prezentuje się on jako okrutny, intrygujący oraz szalenie niebezpieczny psychopata. To naprawdę niezwykle barwna, wyrazista postać.

Kolejną wielką zaletą filmu Mendesa jest "aktywizacja" pozostałych bohaterów. Na pierwszym planie świeci oczywiście Bond, ale M również okazuje się istotną i charyzmatyczną postacią. Wreszcie widzimy autentyczne wsparcie, jakie MI6 zapewnia swojemu czołowemu agentowi. Nowy kwatermistrz Q (w tej roli Ben Whishaw) – młodziutki, "chucherkowaty" geniusz informatyczny w wielkich okularach – sprawdza się doskonale, wnosząc do filmu świeżą krew. Kolejnym pozytywnym zaskoczeniem jest współpracująca z Jamesem agentka wywiadu o znamiennym imieniu, stanowiącym miły ukłon w stronę starszych Bondów.

Jest wreszcie wspomniana już M, czyli Judi Dench, która godnie pożegnała się z cyklem filmów o agencie 007. Jej bohaterka nie siedzi tym razem za biurkiem i nie ogranicza się do wydawania rozkazów, lecz walczy o własną pozycję i stanowisko. Oskarżona o narażanie na niebezpieczeństwo podlegających jej agentów oraz całego sztabu MI6, musi bronić swoich decyzji przed komisją rządową. Nie wspominając o konieczności obrony życia przed czyhającym na nią Raoulem Silva. Chcąc przechytrzyć tego przeciwnika, Bond i M muszą działać nieszablonowo, dzięki czemu również widzowie mogą liczyć na niespodziewane zwroty akcji. Jeden z nich wiąże się zresztą z tytułem filmu, ale nie będę zdradzać o co chodzi. Muszę natomiast zaznaczyć, że największym bodaj rarytasem okazuje się jednak możliwość poznania pewnych sekretów z dzieciństwa Jamesa, co stanowi prawdziwe novum dla serii.


Diamenty są wieczne

Koniec końców, lista zalet może okazać się niemalże nieskończona. Do wszystkich powyższych elementów dodać trzeba jeszcze świetną, skomponowaną przez Thomasa Newmana muzykę oraz czołówkę filmu, która w połączeniu z utworem Skyfall w wykonaniu Adele robi naprawdę piorunujące wrażenie. Nowy film o agencie 007 śmiało można nazwać pełną akcji mieszanką subtelnej bondowskiej klasyki, inteligentnego humoru oraz nowoczesności. James Bond jest wieczny – niezależnie od konwencji i wieku.

Galeria


9.5
Ocena recenzenta
8.05
Ocena użytkowników
Średnia z 21 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: 007 Skyfall
Reżyseria: Sam Mendes
Scenariusz: Neal Purvis, Robert Wade, John Logan, Patrick Marber
Muzyka: Thomas Newman
Zdjęcia: Roger Deakins
Obsada: Daniel Craig, Judi Dench, Bérénice Marlohe, Ralph Fiennes, Javier Bardem, Naomie Harris, Ben Whishaw
Kraj produkcji: USA, Wielka Brytania
Rok produkcji: 2012
Data premiery: 26 października 2012
Dystrybutor: Forum Film Poland Sp. z o.o.



Czytaj również

Skyfall
Nazywa się Bond, James Bond.
- recenzja
Ukryte piękno
Opowieść wigilijna dwa wieki później
- recenzja
2012: Top 5 filmów
Czyli podsumowanie najlepszych filmów minionego roku według części redakcji działu Film
Atlas chmur
Pochmurne niebo, czyli czasem słońce, czasem deszcz
- recenzja
Looper
Poplątane ścieżki czasu?
- recenzja

Komentarze


Marigold
   
Ocena:
0
Myślisz, że Bardem to homoseksualista? Dla mnie nie jest to jasne, i nawet nie chodzi o to, że zaliczał panienki, tylko o to, że wyglądało to na grę...
01-11-2012 16:13
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
No fakt, zaliczanie panienek to nie jest żaden dowód conajmiej na bi :>
01-11-2012 16:38
Marigold
   
Ocena:
+1
W przypadku Silvy to nie jest dowód na nic :P
01-11-2012 18:28
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
No tak, przebierał się to i mógł ukrywać swoją orientacje :>
01-11-2012 19:44
merryadok
   
Ocena:
0
moze i gra, ale z pewnoscia chociaz udawał homoseksualiste:D
05-11-2012 10:21

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.