» Recenzje » Pacific Rim [DVD]

Pacific Rim [DVD]


wersja do druku

Prawie jak porażka. Prawie jak sukces...

Autor: Redakcja: Martyna 'Saya' Urbańczyk

Pacific Rim [DVD]
Już kiedy pierwsze zwiastuny Pacific Rim obiegły świat, można było odnotować wyraźny podział wśród widzów. Z jednej strony dobrze rokowały między innymi widowiskowe efekty specjalne, ciekawy design imponujących rozmiarem robotów i potworów czy choćby fakt, że za reżyserię odpowiada sam Guillermo del Toro. Z drugiej jednak, kiepsko zapowiadały się takie aspekty, jak aktorstwo (sztampowo sztuczne), fabuła (banalnie wtórna), kiepskie one-linery i wszechogarniający patos. Po premierze okazało się, że w zasadzie trailery w żadnej z tych kwestii nie kłamały.

Pacific Rim z całą pewnością potrafi poróżnić widownię, zbierając skrajnie zróżnicowane opinie. Po obejrzeniu tego filmu równie łatwo o przesadne rozczarowanie, jak i zachwyt. Co więcej, jest on w stanie wzbudzić mieszane odczucia w każdym pojedynczym widzu z osobna. W moim wypadku postawę wobec obrazu del Toro uznać można właśnie za mocno ambiwalentną, choć ostateczna ocena, nieśmiało acz stanowczo, skłania się ku pozytywnej. Do najbardziej entuzjastycznych, ale też ekstremalnie niepochlebnych opinii na temat tego wakacyjnego przeboju podchodzę ze zdecydowaną rezerwą.

Prawie jak kreskówka

Wśród tych widzów, którzy szczególnie niecierpliwie wyczekiwali premiery Pacific Rim, część wiązała z filmem sporo oczekiwań z perspektywy fanów anime - a konkretniej, nurtu określanego mianem mecha. Ostentacyjne podobieństwa do jednego z najbardziej znanych tytułów tego gatunku, Neon Genesis Evangelion, pozwalały wręcz przypuszczać, że del Toro szykuje swego rodzaju nieoficjalną aktorską adaptację owego kultowego serialu. Choć koniec końców film różni się mocno od dzieła Hideakiego Anno, wpływ japońskiej animacji na Pacific Rim widoczny jest na pierwszy rzut oka. Zależność ta wiąże się nie tylko z podjętą tematyką, ale i oprawą estetyczną oraz ogólnie rozumianym stylem. Począwszy od nadekspresyjnej narracji w prologu, poprzez kolorystykę kadrów, wygląd scenografii i rekwizytów, a skończywszy na przerysowanej, groteskowej grze aktorskiej, obraz del Toro przywodzi na myśl filmy animowane, zwłaszcza z kręgów kultury wschodniej.

Źródło: Galapagos Films

Na specyficzną stylistykę Pacific Rim składa się jednak o wiele więcej czynników. Do najbardziej oczywistych zaliczyć należy ogromne roboty (tudzież, dokładniej rzecz ujmując, mechy bojowe) i kosmiczne potwory, których projekty graficzne prezentują się naprawdę ciekawie i różnorodnie. Korzystając z nowoczesnych technik filmowych, del Toro złożył hołd twórczości prekursorów i mistrzów kina o potworach, w tym uznawanemu za czołowego reprezentanta tego nurtu Ishirō Hondzie - twórcy między innymi Godzilli, a właściwie Gojiry. Duże znaczenie mają też efekty specjalne, towarzyszące między innymi starciom tych kolosów: zniszczenie miast, widowiskowe walki, szalejące oświetlenie. Niestety, pod tym względem momentami na ekranie dzieje się aż nazbyt wiele, przez co część scen i ujęć wypada bardzo chaotycznie. Nadmiar to zresztą jeden z elementów, które działają na niekorzyść Pacific Rim względem wspomnianego anime. Można wprawdzie tłumaczyć twórców ograniczeniami narzucanymi przez zamkniętą strukturę filmu (trwającego i tak ponad dwie godziny), ale nie zmienia to faktu, że w natłoku wrażeń łatwo poczuć co najmniej dyskomfort.

Prawie jak fabuła

Trudno oprzeć się wrażeniu, że dynamiką i estetyczną przesadą reżyser próbował zatuszować niedociągnięcia fabuły. Z jego wypowiedzi, zamieszczonych wśród dodatków z wydania DVD, można się jednak dowiedzieć o ogromnej dbałości o szczegóły, która była dla del Toro bardzo istotna. Szkoda, że owe detale w zdecydowanej większości giną jednak w całym tym barokowym wręcz przepychu. Co gorsza, nie odwracają uwagi od słabości fabularnej. Tyle tylko, że ta ostatnia nie musi być wcale traktowana jako wada!

Źródło: Galapagos Films

Już w materiałach promocyjnych Pacific Rim konwencja, w jakiej zrealizowany został film, wydała mi się wyraźnie czytelna. Ani patos, wręcz wylewający się z ekranu wraz z hektolitrami deszczu i fal Pacyfiku, ani skrótowy zarys historii, ani wreszcie sztampowe do bólu wypowiedzi bohaterów nie dawały podstaw, by traktować dzieło del Toro zbyt serio i przypuszczać, że będzie to coś więcej niż "roboty naparzające się z bestiami". Cała otoczka fabularna pełni więc w tym wypadku jedynie funkcję pretekstową, jest łącznikiem pomiędzy kolejnymi starciami. A że znalazło się w niej miejsce dla pobieżnie potraktowanych wątków kilku bohaterów? Bardzo dobrze! Przynajmniej pozwala to widzom dowiedzieć się czegoś o najważniejszych postaciach. Na szczęście środek ciężkości pozostał jednak po stronie bezrefleksyjnej, widowiskowej, pozornie głupawej rozrywki, bo właśnie w tym Pacific Rim okazuje się najmocniejszy.

Prawie jak aktorstwo

Pamiętacie taki filmowy koszmarek, jak G.I. Joe: Czas Kobry? Jedną z niewielu zalet tego co najwyżej średnich lotów blockbustera była rola Josepha Gordona-Levitta. Aktor wcielił się tam w zamaskowanego doktora, działającego dla organizacji Kobra. Jego kreacja była przerysowana, groteskowo śmieszna, bardziej teatralna niż kinowa. Bohater, w wykonaniu tego aktora, pasował bardziej do kreskówki niż do filmu akcji - i właśnie dzięki temu wypadł znacznie lepiej, niż koledzy i koleżanki z planu! Siermiężnie poważna, żeby nie powiedzieć nijaka gra reszty obsady (może z pojedynczymi wyjątkami) kontrastowała z głupawą fabułą, która na komediowym "odrealnieniu" postaci mogła tylko zyskać.

Źródło: Galapagos Films

Pacific Rim prezentuje się pod tym względem znacznie zabawniej. Aktorzy dali z siebie wszystko, by zagrać nieco "inaczej". W efekcie, ich kreacje są - bardziej lub mniej konsekwentnie - autoironiczne, świadomie kiczowate. Nieźle poradzili sobie z tym Charlie Hunnam, Idris Elba, Rinko Kikuchi, Max Martini oraz przede wszystkim Charlie Day, Burn Gorman, Clifton Collins Jr. i Ron Perlman. W pewnym sensie nie grają oni swoich bohaterów, ale określone typy postaci, wytarte i czytelne schematy znane w popkulturze nie od dziś. Dzięki takiemu pokierowaniu obsadą del Toro tym mocniej podkreślił i uspójnił zarazem ideę wszechobecnej przesady, przyświecającą każdemu aspektowi realizacyjnemu Pacific Rim. Oczywiście decyzja ta była sporym ryzykiem, gdyż zapewne niejednemu widzowi specyfika filmu nie przypadnie do gustu. Niedostrzeżenie zasadności wspomnianej poetyki nadmiaru, jak również dość niecodzienne i nieoczywiste proporcje w łączeniu humoru z akcją, niechybnie zaowocują rozczarowaniem. W tej sytuacji niedostatki, których niewątpliwie w najnowszym utworze del Toro nie brakuje, mogą niestety całkowicie przysłonić obraz względnie spójnej, przemyślanej i konsekwentnie zrealizowanej koncepcji. Koncepcji z pewnością prostej, ale zarazem niegłupiej i wyraźnie samoświadomej.

Prawie (?) jak Blu-ray

Wydanie DVD Pacific Rim, za które odpowiada Galapagos Films, jest zgodne z tym, do czego dystrybutor zdążył już przyzwyczaić polskich widzów. Z poziomu menu widz otrzymuje dostęp do odrębnego katalogu z dodatkami, wśród których znalazły się sceny niewykorzystane i gagi z planu. Te pierwsze dowodzą, że decyzje podjęte przed finałowym montażem są z reguły dobrze przemyślane, przynajmniej w wypadku tego reżysera (niewycięte, sceny te wpłynęłyby nieznacznie, ale jednak negatywnie na ostateczny kształt całości). Te drugie zaś pokazują zabawne chwile podczas realizacji zdjęć, choć trudno byłoby wskazać jakieś autentycznie śmieszne dla widza.

Oprócz nich istnieje również możliwość obejrzenia filmu z interesującym i obfitującym w warte poznania ciekawostki komentarzem Guillermo del Toro, dla którego nie znalazłem jednak na krążku tłumaczenia w języku polskim. Poza tym drobnym mankamentem (oraz wyłącznie angielskim menu), wybór opcji językowych jest naprawdę przyzwoity: ścieżka oryginalna, dziewięć wersji napisów, węgierski i turecki dubbing oraz polski lektor. Warto zaznaczyć, że choć tłumaczenie w przypadku tego ostatniego różni się nieco od lokalnej wersji napisów, oba warianty są bardzo umiejętnie przygotowane.

Do sprzedaży trafiły również dwie wersje wydania Blu-ray z filmem Pacific Rim (ze standardowym obrazem 2D oraz 3D, w obu wypadkach w jakości HD). Oprócz dodatków zawartych na DVD, umieszczono w nich również interaktywną prezentację notatnika reżysera, materiały prezentujące powstawanie efektów specjalnych, szkiców koncepcyjnych, makiet i innych elementów wykorzystanych przy produkcji filmu.

Galeria


6.5
Ocena recenzenta
6.07
Ocena użytkowników
Średnia z 21 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Pacific Rim
Reżyseria: Guillermo del Toro
Scenariusz: Travis Beacham
Muzyka: Ramin Djawadi
Zdjęcia: Guillermo Navarro
Obsada: Charlie Hunnam, Charlie Day, Idris Elba, Clifton Collins Jr., Max Martini, Rinko Kikuchi
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2013
Data premiery: 12 lipca 2013
Czas projekcji: 2 godz. 6 min.
Dystrybutor: Galapagos Films



Czytaj również

2013: Top 5 filmów
Podsumowanie najlepszych filmów minionego roku
Hellboy: Złota Armia
Piękny kalejdoskop
- recenzja
Kształt wody
Dramat w fantastycznym wydaniu
- recenzja
Kształt wody
Delikatność, która ratuje
- recenzja
Crimson Peak. Wzgórze krwi
W pogoni za majątkiem i duchami
- recenzja

Komentarze


Kefalos
    Nie jest taki zły
Ocena:
+3

Ja film oglądnąłem i nie żałuję czasu na to poświęconego. Ot lekka fabuła a i pośmiać się z właśnie przerysowanych sytuacji (czy wręcz uwłaczających inteligencji widza) można. Jeśli ktoś ma dystans do tego patosu to film może obejrzeć.

04-02-2014 17:02
Umbra
   
Ocena:
0

Myślę, że sam autor też miał jakiś tam dystans ;) Napiszę po raz wtóry, że film to fajna rozrywka, na pewno na wyższym poziomie niż "za szybcy się wściekli po raz dwudziesty szósty".

04-02-2014 22:58
Repek
   
Ocena:
+2

Ponieważ wychowałem się na Daimosie, to film idealnie trafił w ten czuły punkt. Kwintesencja wyczucia gatunku i niezobowiązującej, wypasionej rozrywki. Transformery mogą Kaiju prać ręczniki.

Pozdro

05-02-2014 12:12
nimdil
   
Ocena:
0

Ja uważam, że ten film dobitnie pokazuje, że filmy o wielkich robotach powinny pozostać rysowane.

05-02-2014 14:29
31137

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1

nimdil, o jakże mam nadzieję, że srodze się mylisz. Bo ja bym chciał zobaczyć dobrze zekranizowanego Battletech'a czy Mechwarriora. A kreskówek nie trawię.

05-02-2014 14:32
WekT
   
Ocena:
+1

Del Toro porządnie zekranizował atrakcyjną wizję. podoba się.

06-02-2014 10:33
-DE-
   
Ocena:
0

Nauczcie sie wreszcie interpunkcji! Wybiorczo:

"...będzie to coś więcej, niż "roboty naparzające się z bestiami." - przecinek zbedny.

"Dzięki takiemu pokierowaniu obsadą, del Toro..." - przecinek zbedny.

"Oczywiście decyzja ta była sporym ryzykiem,..." - przecinek po "oczywiscie".

"Oprócz nich, istnieje również możliwość..."  - przecinek zbedny.

 

I tak dalej...

07-02-2014 10:36
New_One
   
Ocena:
0

Nie wszystkie spośród wymienionych cytatów były przykładami niepoprawnej interpunkcji. Dziękuję jednak za czujność. Poprawiłem te fragmenty, które były błędne lub stylistycznie mniej atrakcyjne/trafione.

11-02-2014 23:44

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.